Vinted – fenomen wśród start-upów i żyła złota dla użytkowników. Jak zarobić na Vinted?

1218
Fot. Vinted

Wszyscy znają tę aplikację, ale nikt o niej nie pisze. Na Vinted sprzedają wszyscy: redaktorki, blogerki, projektantki, miłośniczki vintage czy rocka. Wpisujemy nazwę marki czy produktu, a naszym oczom ukazują się setki, jeśli nie tysiące, propozycji. Na czym polega fenomen Vinted? Jak działa aplikacja? Ile można zarobić? I co jesteśmy w stanie upolować? 

Milionowy start-up 

Wielu użytkowników aplikacji jest nadal przekonanych, że Vinted to polski start-up, który odniósł międzynarodowy sukces. Tymczasem Vinted to litewska firma, założona w 2008 roku jako forma przetestowania modelu sprzedaży niechcianych już ubrań przez użytkowniczki strony. W 2010 roku Vinted wystartowało na rynku amerykańskim i od tego momentu strona zaczęła pozyskiwać realnych inwestorów. W 2012 roku Vinted zdecydowało się na współpracę z Lemon Labs, która z kolei zainicjowała stworzenie aplikacji mobilnej. Należy pamiętać, że w tamtym okresie 80 proc. trafficu pochodziło ze zwykłej strony internetowej. I mało kto wie, ale w ciągu jednego dnia, od momentu uruchomienia aplikacji, ruch na niej wzrósł o 30 proc! Dziś Vinted to prężny biznes wpisujący się idealnie w model gospodarki o obiegu zamkniętym, który ma ponad 20 milionów użytkowników i wart jest setki milionów dolarów. 

Jak działa Vinted? 

To pytanie zadaje sobie tysiące początkujących użytkowniczek Vinted, ale także osób, które nigdy styczności z aplikacją nie miały, a jedynie o niej słyszały. Vinted to bardzo intuicyjna i prosta w obsłudze aplikacja, której niektórych funkcjonalności mogłyby pozazdrościć niejedne apki high-fashion. Wystarczy, że założymy konto, napiszemy kilka słów o sobie a Vinted powita nas i zachęci zarówno do sprzedaży jak i kupna. Kolejny krok, który przybliża nas do statusu profesjonalnego użytkownika to odpowiednia konfiguracja konta – podpięcie karty, z której i na którą będą przelewane zarobione czy wydane pieniądze, preferencje wysyłkowe (do wyboru mamy InPost, Poczta Polska Przesyłka polecona, Pocztex Kurier 48 i Paczka w RUCHU), opcjonalne ustawienie rabatów od ilości sprzedawanych rzeczy jednemu użytkownikowi, aż po personalizację konta (dobór kategorii, rozmiarów, marek, które nas interesują). Co dalej? Wybór rzeczy do sprzedania, zrobienie im zdjęć i umieszczenie na platformie. Jeżeli wydaje Wam się to skomplikowane, jesteście w błędzie. Algorytmy Vinted, wykorzystujące Waszego opisy, podsuwają Wam kolory, rozmiary, a nawet sugerują przedział cenowy! Co więcej, jeśli zależy Wam na przyspieszeniu sprzedaży, bądź promocji profilu, za dodatkową opłatą możecie umieścić Wasze produkty na początku listingu lub zwiększyć widoczność konta i zyskać nowych obserwujących. Vinted często działa jak aplikacja z licytacjami. Wasi potencjalni klienci mogą sugerować ceny, a Wy możecie je albo zaakceptować, albo odrzucić i zaproponować własne. Kolejnym ważnym krokiem jest płatność i wysyłka. Tutaj również istnieje niemałe pole do popisu. Płatność przelewem, BLIKIEM; wysyłka poza Vinted. Niemniej jednak, na te opcje trzeba uważać. Zdarzają się bowiem oszuści, którzy pobierają pieniądze, a niestety nie wysyłają zamówienia. 

Kompletny przewodnik po Vinted znajdziecie tutaj:

Kasa, kasa, kasa 

O zarobkach na Vinted krążą przeróżne historie. Faktem pozostaje jednak to, że można całkiem nieźle zarobić. Dla wielu użytkowniczek Vinted jest prężnie działającym biznesem i głównym źródłem dochodu. Jedna z nich w opisie na swoim profilu wyraźnie zaznacza, że zamówienia wysyła raz w tygodniu, a jeśli nie odpisuje to tylko dlatego, że dostaje setki wiadomości dziennie i nie jest w stanie na bieżąco sprawdzać każdej (użytkowniczka ma ponad 6 tysięcy obserwujących i niewiele mniej komentarzy). Gdyby przyglądnąć się bliżej i porównać profile o podobnej liczbie obserwujących, można zauważyć pewną zależność – idealnie wykadrowane zdjęcia, bonusowe stylizacje, nierzadko rzeczy kilku marek tylko(!) z metkami oraz profesjonalne opisy z zastosowanymi regułami SEO. Takie użytkowniczki mają też „przywileje” – mogą podawać wyższe ceny za rzeczy, ponieważ i tak lada moment zostaną sprzedane. Jesteśmy sobie więc w stanie wyobrazić wysokość miesięcznych przychodów tych użytkowniczek. A co najważniejsze, Vinted ani nie pobiera prowizji od sprzedanej rzeczy, ani nie nakazuje „Premium” użytkowniczkom płacić za posiadane konto. I dodatkowo dochód z Vinted pewnie mało kto rozlicza z Urzędem Skarbowym. 

Wyścig po „konia” 

A co się sprzedaje? Sieciówkowe bestsellery, róż w każdej postaci, Instagramowe hity, rzeczy z metką projektantów, polski streetwear, logo (im większy słynny konik Ralpha Laurena, tym lepiej), vintage i klasyka. Słowem – wszystko, ale nie do końca. Chyba, że w Waszej szafie są tylko wymienione rzeczy. 

Dla zobrazowania przytoczymy jedną historię. Jedna z aktywnych użytkowniczek wrzuciła czarne, klasyczne spodenki z modelu marki H&M. Minutę po opublikowaniu przedmiotu w jej skrzynce pojawiło się 10 wiadomości. W przeciągu kolejnej minuty spodenki miały ponad 100 polubień, a po upływie trzeciej minuty zostały sprzedane. Ekspresowy deal. 

Inna użytkowniczka opowiedziała nam swoją kultową już wśród jej znajomych historię z „koniem Ralpha.” Wystawiła na sprzedaż czarny t-shirt Ralpha Laurena z dosyć pokaźnym logo, które na dodatek było błyszczące. Czarne rzeczy mają niestety to do siebie, że bardzo ciężko jest dobrze pokazać ten kolor na zdjęciach. I właśnie w tej sprawie nasza rozmówczyni otrzymała wiadomość od jednej z zainteresowanych, która miała wątpliwości co do określonego stanu koszulki. Przesłanie kilku dodatkowych zdjęć w różnym świetle i pod różnym kątem również nie pomogło. Pojawiły się pytania: „Czy koszulka jest oryginalna?” oraz ikoniczne „I te logo Pani pokaże”. A logo, nawet jak na polo Ralpha było pokaźne. Jak widać, logo ma znaczenie! 

Indiana Jones w świecie mody 

Zastanawiacie się zapewne, co można upolować na Vinted? Zabrzmi banalnie, ale wszystko. Vinted jest przecież niczym innym jak online second-handem i rajem dla poszukiwaczy perełek. Oryginalny vintage trencz Burberry za 300 złotych? To możliwe. Skórzane ramoneski z metką „made in England” często za bezcen? Jak najbardziej. Kurtki dżinsowe w stylu lat 80. za 50 złotych? Jest ich mnóstwo. Do tego sukienki GANNI, Rodebjer, wachlarz ubrań i dodatków COS, & Other Stories i co ważniejsze, rzeczy marek niedostępnych w Polsce. Należy jednak mieć na uwadze, że często zdążymy coś polubić, by po kilku minutach otrzymać powiadomienie o sprzedaży przedmiotu z pocieszeniem, że na pewno znajdziemy coś innego. 

Zastanawiacie się zapewne, co można upolować na Vinted? Zabrzmi banalnie, ale wszystko. Vinted jest przecież niczym innym jak online second-handem i rajem dla poszukiwaczy perełek. Oryginalny vintage trencz Burberry za 300 złotych? To możliwe. Skórzane ramoneski z metką „made in England” często za bezcen? Jak najbardziej. Kurtki dżinsowe w stylu lat 80. za 50 złotych? Jest ich mnóstwo. Do tego sukienki GANNI, Rodebjer, wachlarz ubrań i dodatków COS, & Other Stories, LE BRAND i co ważniejsze, rzeczy marek niedostępnych w Polsce. Należy jednak mieć na uwadze, że często zdążymy coś polubić, by po kilku minutach otrzymać powiadomienie o sprzedaży przedmiotu z pocieszeniem, że na pewno znajdziemy coś innego. 

Ostatnia kolekcja MISBHV sprzedaje się w mgnieniu oka. Klasyka w wydaniu COS znika momentalnie. O dziewczęcych sukienkach, kwiatach, falbankach można tylko pomarzyć. Natomiast rzeczom z metkami projektantów można by przypisać status „tymczasowo niedostępne”. 

Vinted to fabryka pieniędzy, kopalnia skarbów, raj dla sprzedających. I nie będzie to górnolotne stwierdzenie, że na Vinted kupicie wszystko. Tak właśnie jest. Popularność platformy w czasach nadprodukcji i przytłoczenia ilością rzeczy w naszych szafach może co najwyżej wzrosnąć. Pytaniem pozostaje: Czy Vinted zarabia wyłącznie na promocjach profili, boostowaniu produktów i tak zwanej „ochronie kupujących”? 

>>> CZYTAJ RÓWNIEŻ: Gdzie sprzedać nienoszone już ubrania?