Cyfrowi nomadzi: „Popracuję 6 miesięcy w Indonezji, potem polecę do Meksyku, a później zobaczymy.” Eldorado nowej rzeczywistości

1694
Cyfrowy nomad
@Unsplash

„Popracuję 6 miesięcy w Indonezji, potem polecę do Meksyku, a później zobaczymy.” Z laptopem w ręku, elastycznym grafikiem pracy i najczęściej statusem freelancera. Oto cyfrowy nomad, który wybiera pracowakacje i… ma się świetnie. Nawet w trakcie zdającej się nie mieć końca pandemii. O nowym trybie pracy w pandemicznej rzeczywistości rozmawiam z Michałem Zaczyńskim, Anną Puślecką, Julią Dyzio i Gabrielą Barnat.

Słońce, piasek, szum oceanu, opalenizna, wiatr we włosach, spacery w dżungli, po bezludnych terenach górzystych, czy obok architektonicznych cudów. Pierwsza myśl? „Ona/On jest ciągle na wakacjach. Skąd ma środki na podróżowanie? Gdzie w tym wszystkim jest etat?” Niech Was Instagram nie zmyli. Cyfrowi nomadzi pracują i podróżują jednocześnie, bo – jak sami często przyznają – ileż można siedzieć w czterech ścianach i słuchać wiertarki od sąsiada z góry. 

Dziwny model biznesowy, który działa

Postawić wszystko na jedną kartę i rzucić dotychczasowe życie na rzecz „tułania się” po świecie? Jak tu rozwijać się i zawodowo, i osobiście? Co z rachunkami? Czy to mi się po prostu opłaca? Czy pracowakacje są w ogóle możliwe? Cyfrowi nomadzi udowadniają, że niemożliwe nie istnieje. Pojawili się właściwie dzięki rozwojowi technologii, digitalizacji dosłownie wszystkiego i przedrostka „smart” na każdym kroku. Wykonują przeróżne zawody, które nie wymagają przebywania w jednym miejscu – od programowania, przez prowadzenie mediów społecznościowych, księgowość, consulting, po pisanie czy projektowanie. Jedyne, czego potrzebują, to dobry (i bezpieczny) Internet – czasem drugi monitor. 

Nie mylmy oczywiście cyfrowego nomadyzmu ze wspomnianą tułaczką, programami typu Au-Pair, Workaway. Cyfrowi nomadzi to ludzie, którzy świadomie podjęli decyzję o „zawodowej emigracji” głównie do egzotycznych państw. Znają języki obce, nie boją się podejmować ryzyka, szybko adaptują się do nowej rzeczywistości. Dodatkowo są niezwykle zorganizowani i przestrzegają narzuconej przez nich samych dyscypliny. Bo jak tu pracować, kiedy we Włoszech ma się ochotę robić wszystko, co w filmie „Jedz, módl się i kochaj”; na Malediwach woda jest tak piękna, że aż żal nie popływać, tudzież ponurkować; a w Australii nie można oderwać wzroku od surferów?  

… i ma się świetnie w pandemii 


Wydawałoby się, że cyfrowy nomadyzm to przywilej grupy spod znaku freelancer. Jedni podróżowali samotnie, inni z partnerem – jeśli jego/jej zawód na to oczywiście pozwalał. Wszyscy byli natomiast spragnieni mobilnego życia, poznawania ludzi, ich inspirujących historii. Często do głosu dochodził sen o wolności, nonkonformizm, niezależność, czy nawet zwykła ucieczka od przytłaczającej rzeczywistości – trybu 9-17. Nadszedł jednak ten historyczny moment, którego nikt w dobie kapitalizmu, świetnie prosperujących gospodarek, wzrostu poziomu komfortu życia, ale i rosnących dysproporcji, nierówności społecznych, nie spodziewał się. Od roku usiłujemy walczyć z pandemią, która obecnie jest trochę walką z wiatrakami. 

>>> Czytaj także: Kreatywna praca z domu – organizacja przestrzeni

Niemniej, w tym czasie okazało się, że praca zdalna jest możliwa dla większości zawodów i że wcale nie musimy siedzieć w biurze, by być produktywnym. Przymusowy home office zaczął zatem przeradzać się w eldorado możliwości. A przecież, „skoro nie chodzę do biura, bo nie mogę, dlaczego by wreszcie nie zdecydować się na cyfrowy nomadyzm?” Tym sposobem, nagle wszyscy staliśmy się freelancerami, a po ochłonięciu z pierwszego lockdownu wiele osób wyruszyło na pracowakacje, w poszukiwaniu work-life balance i zaczarowania nowej rzeczywistości. Jak im się wiedzie? Wyśmienicie.

O nowy tryb pracy w nowej rzeczywistości pytam Michała Zaczyńskiego – dziennikarza, wykładowcę, autora bloga MICHAŁ ZACZYŃSKI oraz podcastów; Annę Puślecką – dziennikarkę, dyrektor kreatywną, fashion expert i autorkę podcastów „Moda to nie wszystko; Julię Dyzio – PR Manager w The Odder Side i Hibou Official oraz Gabrielę Barnat – autorkę bloga GABRIELA BARNAT o strojach z różnych zakątków świata i byłą Sales&Strategy Director w LifeTube.  

Attraversiamo!

Michał Zaczyński od kilku miesięcy mieszka na rolniczym południu Włoch. Wyjechałem spontanicznie. Na Włochy zdecydowałem się dlatego, że po pierwsze znam język włoski, a po drugie lubię ten kraj. Lubię Puglię, lubię ludzi, lubię architekturę. Brałem także pod uwagę aspekt finansowy – mówi.

Za Włochami przepada też Anna Puślecka. Włochy to moja druga miłość, drugi dom, choć przez prawie 30 lat było to jeżdżenie na krótkie okresy i powrót do Polski – wyznaje. Wiele moich projektów zawodowych jest związanych z Italią, jak na przykład praca dla Luisaviaroma, ale nigdy nie miałam odwagi, żeby przenieść się tu na dłużej, na stałe, mimo że mówię i piszę po włosku na wysokim poziomie. Zawsze wydawało mi się (to dotyczyło także dłuższych wyjazdów wakacyjnych), że Warszawa zginie beze mnie, a ja zginę bez Warszawy.

Czy takiej „ucieczki – zarówno Michała Zaczyńskiego jak i Anny Puśleckiej – nie opisuje właśnie fantastycznie magiczne włoskie słowo attraversiamo, które znaczy: Przejdźmy na drugą stronę?

Kocham to miasto [Warszawę] i moja kariera zawodowa szła intensywnie do przodu, więc nie widziałam sensu, by wyjeżdżać – kontynuuje Puślecka. Rok 2020 i pandemia zmieniła wszystko u wszystkich. Pod koniec ubiegłego roku, kiedy musiałam odwołać dwa duże projekty z powodu obostrzeń, a sytuacja polityczna w Polsce zaczęła być duszna, stwierdziłam, że nie chcę żyć w takim otoczeniu i to jest ten moment, żeby wyjechać, spojrzeć na wszystko z innej perspektywy i wyjść ze strefy komfortu, bez zakładania, że „wyjeżdżam na stałe” – po prostu dałam się ponieść tej fali – mówi.

La dolce vita

Michał Zaczyński opowiada także o swoim (nie)typowym dniu pracy we Włoszech. Robię mniej więcej to samo, co w Polsce, bo od wielu lat jestem freelancerem i przywykłem do pracy w domu, za to nad samym morzem, które mam tu dosłownie na wyciągnięcie ręki, wśród spektakularnego niemal piękna, choć miasto, w którym mieszkam jest niewielkie, przy ładniejszej pogodzie i wśród serdeczniejszych ludzi. W Polsce od dawna nie ma pokazów, press dayów, spotkań, wykładów czy paneli, wszystko przeniosło się online, zatem mogę uczestniczyć w nich będąc w dowolnym miejscu na świecie. A że w czasach pandemii bezpieczniej, wygodniej i przyjemniej żyje się na prowincji niż w hałaśliwej metropolii, mój pobyt rozpatruję wyłącznie w kategoriach korzyściwyznaje. 

Paradoksalnie, pandemia dała mnóstwo możliwości wielu osobom, w tym Michałowi Zaczyńskiemu. Odkąd pracuję we Włoszech, dostaję zdecydowanie więcej zleceń i projektów. Piszę do gazet, jak dawniej, ale też doradzam markom i projektantom, konsultuję ich kolekcje, strategie czy PR, przeprowadzam audyty i dużo wykładam – tak na uczelniach, jak i choćby na zamkniętych spotkaniach dla pracowników marek. Poza tym ludzie są ciekawi Włoch i tego, jaki jest mój punkt widzenia na szeroko pojęty biznes mody, od kiedy tu mieszkam. Choć nie tylko. Najlepszym przykładem zainteresowania Włochami jest popularność podcastów Michała – Ciao! – o codzienności na końcu Europy.Minusy? Jeszcze przed lockdownem, ale już w trakcie pandemii, dziennikarz dostał propozycję napisania książki o polskiej modzie. Odmówił, bo miał być to reportaż, który z natury wymaga kontaktu z człowiekiem, miejscami. Nie mógłbym spotkać się z ludźmi, przeprowadzić wywiadów – czy nawet pojechać w konkretne miejsca, aby następnie przedstawić je w książce. Pewnych rzeczy nie da się zrobić przez telefontłumaczy. 

Nowych możliwości zawodowych w wyjeździe do Włoch upatruje również Anna Puślecka. Pracuję zdalnie, doradzam kliku markom mody w Polsce, prowadzę warsztaty online, piszę do ELLE i Gali oraz robię reportaże z Italii dla Dzień Dobry TVN. Zaczęłam nagrywać własne podcasty „Moda to nie wszystko” (projekt od 2018 roku został odłożony na bok ze względu na moją chorobę). Rozglądam się za pracą także tu. Nawiązałam współpracę z małą, lokalną marką, której doradzam. Jestem w trakcie rozmów z kolejną w Mediolanie – mówi dziennikarka.

Pracujemy z teamem w Polsce nad przeformatowaniem KTW FW, bo pandemia zaskoczyła także naszych Partnerów i od nowa trzeba to wszystko poukładać. Założyłam sobie, że kiedy sytuacja zawodowa będzie tego wymagać – będę przyjeżdżać do Polski, średnio raz na miesiąc. Jestem osobą otwartą na wszelkie nowości, także technologiczne, ale ponad wszystko cenię sobie możliwość wyboru – czy chcę pracować w formie online czy offline, czy łączyć dowolnie te dwie formy. A sytuacja, którą obecnie mamy nie daje nam takiej możliwości. Rozmawiam z ludźmi ze świata mody zarówno w Polsce jak i tu, we Włoszech i wszyscy są jednogłośni – mamy dość eventów online. Brakuje dnia, żeby uczestniczyć w każdym webinarze. Każdy po cichu czeka na to aż otworzy się możliwość realnych spotkań i realnych pokazów mody z publicznością – dodaje Anna Puślecka.

„Polska źle wpływa na psychikę” – Michał Zaczyński

Niestety, innym powodem stania się cyfrowym nomadą jest coraz częściej sytuacja wewnętrzna w kraju. Sytuacja polityczna i społeczna w Polsce źle wpływa na psychikę. Ludzie źle na siebie wpływają mówi otwarcie Michał Zaczyński. Trudno się nie zgodzić, zwłaszcza gdy ma się realne odniesienie do życia w innych krajach. Puglia ma zupełnie inne podejście do wolności. Jej mieszkańcy – podobnie pewnie jak wszędzie indziej we Włoszech są dla siebie – mnie w to wtłaczając – dobrzy, zdumiewająco wręcz pomocni, wyrozumiali i otwarci – kontynuuje. To bardzo wpływa na jakość życia. Inny jest też poziom debaty publicznej. W przeciwieństwie, Polska niestety zniewala swoich obywateli. Dyskryminacja nad Wisłą jest widoczna w niemal każdym aspekcie – płci, wyznania, orientacji. Nienawiść bezkarnie sączą politycy, hierarchowie i sprzyjające im media. Co wprost proporcjonalnie przekłada się na zachowania wielu obywateli. Taka atmosfera, ogólny smutek i powaga, podobnie jak niechęć do obcych”, innych” czy słabszych nie sprzyja kreatywności. A nawet jeśli nie bierzemy tego pod uwagę, to wielu ludzi nie odważy się na pełną ekspresję swojej kreatywności. Sami się często cenzurujemy, z obawy, że nie zostaniemy zrozumiani, że nasza praca się nie spodoba, że będą z nas drwić lub nas atakować szczerze przyznaje Michał. Kiedy słyszę te słowa, smutek zagaszcza na mojej twarzy i niestety aprobuję każdy wyraz. 

Zdanie Michała Zaczyńskiego o Polsce i Polakach podziela Anna Puślecka. Doskonale znam mentalność Włochów i pod tym względem czuję się tu fantastycznie, odnajduję się w tym ich chaosie. Tutaj ważny jest slow life: czas na kawę, spokojnie zjedzony obiad i kolację, rozmowę z sąsiadem. Nie tylko praca. Dlatego też mój podcast otrzymał nazwę „Moda to nie wszystko”. Choć żyję z mody i nie mogę bez niej żyć, to są jeszcze inne aspekty życia i tu, w Italii, szczególnie mocno je widać. Nie ma tu zawiści, małostkowości i ogólnego spięcia. Teraz to widzę, z oddali, jak my Polacy jesteśmy spięci i nerwowi. Wcześniej tego aż tak nie dostrzegałam, będąc w tym „sosie” – przyznaje dziennikarka.

Według Michała Zaczyńskiego Polska, mimo że żyje w niej mnóstwo świetnych, mądrych ludzi, na własne życzenie staje się marginalna, z czym trudno się nie zgodzić. W oczach zachodnich państw jesteśmy małostkowi, niesforni. Zachodnie media nazywają wprost polskie rządy faszystowskimi. I nie chodzi tu o kompleks zachodu, a zwyczajnie o słuchanie społeczeństwa i respektowanie podstawowych praw człowieka. O ironio, we Włoszech – niegdyś kolebce faszyzmu – wszędzie są widoczne plakaty z kampaniami antyfaszystowskimi, antyrasistowskimi, promujące różnorodność. W Polsce? Odpowiedzmy sobie sami.

Kreatywność nad oceanem

Wyobraźcie sobie bezkresny ocean. W powietrzu unosi się zapach kwiatów jaśminowca, a w tle słychać szum fal przerywany śpiewem ptaków. To miejsce, w którym aktualnie mieszkam i rozwijam swoje projekty – rozpoczyna opowieść Gabriela Barnat – kobieta orkiestra. Nie zawsze jednak tak było. W Warszawie Gabriela pracowała jako Sales&Strategy Director w LifeTube, następnie założyła własną agencję marketingową, a ponadto reprezentowała Polskę w konkursie Miss Global 2019. 

Co skłoniło ją do podjęcia radykalnej decyzji i rozpoczęcia życia na nowo, we własnym rytmie? Pamiętam moment, kiedy spojrzałam na swoje życie z perspektywy starszej osoby. Co zobaczyłam? Zrealizowany KPI w pracy? Przetargi? Pomyślałam wtedy o wszystkich obrazach, które chciałabym ujrzeć. Tak zaczęła się moja przygoda z dalekimi podróżami – wspomina. 

W ostatnich kilku latach, poza wyprawami do Chile, Meksyku, Indii czy Australii, mieszkałam m.in. w Kolumbii, na Islandii i Wyspach Kanaryjskich. Nie mam jednego kraju, w którym czuję się najlepiej. Zawsze dbam jednak o to, aby moje „biura” położone były w pięknej scenerii. Pracowałam m.in. ze statku, w górach na wysokości 3 000 m n.p.m., a także nad oceanem. Brzmi to bardziej jak plan na wymarzone wakacje aniżeli styl życia. Jak się jednak okazuje – całkiem efektywny.

Na egzotykę, ale w azjatyckim wydaniu, postawiła też Julia Dyzio choć, jak sama mówi, była to spontaniczna decyzja. Szczerze mówiąc, nie planowaliśmy wyjazdu na tak długo, ale biorąc pod uwagę sytuację w Polsce, możliwość pracy zdalnej i przede wszystkim pogodę, nasz wyjazd nieco się przedłużył – przyznaje Julka, która przebywa obecnie na Bali ze swoją rodziną. Swoich obserwatorów na Instagramie rozpieszcza natomiast indonezyjskimi krajobrazami oraz opalenizną, o której wszyscy w zachmurzonej Polsce marzymy. Przekłada się to jednocześnie na zlecenia. Przez to, gdzie teraz jestem, dostaję coraz więcej ciekawych propozycji zawodowych – podkreśla. Chociaż nie ukrywam – wstawanie w środku nocy na calla potrafi być uciążliwe.

Dyscyplina w tropikach

No dobrze, piękna sceneria wraz z temperaturą to jedno, ale jak zmusić się do pracy? Gabi Barnat wyraźnie zaznacza, że to, czym karmimy nasze ciało i umysł, ma znaczący wpływ na jakość naszego życia. Kreatywność oraz produktywność idą zatem w parze z wypoczynkiem. Udało mi się zrealizować pomysły, które latami odkładałam do szuflady. Wymagało to jednak ode mnie przeformatowania starych wzorców i wprowadzenia dyscypliny podkreśla Gabi. O samodyscyplinie wspomina również Julia Dyzio. Sami decydujemy o tym, kiedy i ile czasu danego dnia poświęcamy na pracę – mówi. Od początku starałam się ułożyć konkretny plan tygodnia, wejść w rutynę. Dzięki temu szybko przestaliśmy się czuć jak na urlopie. Chodzimy do biura tylko w nieco innym otoczeniu – dodaje Julia.

Zmysły inspiracji 

Każdy, kto podróżuje – czy na kilka dni, czy na dłużej – doskonale zna to uczucie przypływu energii, nowych pomysłów, wewnętrznego spokoju i zaspokojenia głodu na przygodę. Inspiracja zaczyna się od kontaktu z Matką Naturą i nie mam tu na myśli tylko spaceru po plaży czy ogrodzie botanicznym. Wyobraźnia rozwija się również w kuchni, kiedy urozmaicamy nasze posiłki egzotycznymi owocami i warzywami, ucząc się przy okazji nowych faktur, kształtów lub kompozycji kolorystycznych – wyjaśnia Gabriela Barnat. Drugi aspekt to kontakt z człowiekiem. Poprzez poznawanie ludzi z różnych zakątków świata otwieramy głowę, weryfikujemy przekonania i mamy okazję zadać sobie nowe pytania. W moim przypadku odkrywanie innych kultur przerodziło się w projekt modowy. Przeprowadzałam m.in. wywiad z kolekcjonerami sukni kanaryjskich, islandzkimi naukowcami na temat swetrów (lopapeysa) i projektantami wywodzącymi się z plemion. Ich stroje są kopalnią wiedzy o zwyczajach i wartościach, a także źródłem inspiracji w dziedzinie zrównoważonego rozwoju – dodaje. 

Jestem cyfrowym nomadą czy nie?

Cyfrowy nomadyzm stał się bardzo modnym stylem pracy oraz życia, jednak Gabriela nie utożsamia się w zupełności z tą społecznością. Sama przyznaje, że jej tryb pracy ma cechy digital nomadyzmu, lecz na tym koniec. Zjawisko to często kojarzone jest z mnogością i powierzchownością relacji, krótkoterminowymi planami, brakiem poważnych zobowiązań, ciągłą zmianą miejsc i głównie pracą online. W moim projekcie ważny jest również offline, czyli kontakt osobisty z ludźmi polegający na budowaniu długoterminowych relacji opartych na zaangażowaniu i zaufaniu – tłumaczy

Z kolei Anna Puślecka doskonale odnajduje się w cyfrowym nomadyzmie, o czym sama bez skrępowania mówi. Odkąd pamiętam zawsze miałam usposobienie nomada – ciągle w ruchu, w podróży, bez ograniczeń mentalnych i terytorialnych. Lubię pracę freelancera – wolę tworzyć własne projekty, brać za nie pełną odpowiedzialność i jednocześnie budować swoją pozycję zawodową. 

Wyzwania w eldorado 

Wspomniany przez dziennikarkę brak ograniczeń mentalnych i terytorialnych wiąże się jednak z wyzwaniami, którym należy sprostać. Gabriela Barnat racjonalnie podchodzi do pracy z każdego zakątka świata”: Największym sprawdzianem dla takiego stylu życia, obok pielęgnowania więzi rodzinnych na odległość, są kwestie organizacyjne, którym na początku trzeba poświęcić dużo uwagi – mówi. Ważne jest tu posiadanie planu B i zdolności do szybkiego podejmowania decyzji w sytuacjach awaryjnychdodaje. A ponadto trzeba być gotowym na szok kulturowy, adaptację do środowiska i warunków życia.  

Anna Puślecka przyznaje, że brak kontaktu z bliskimi jest najtrudniejszy, ale i w takiej sytuacji da się znaleźć pozytywy. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że jestem towarzyska. Kocham ludzi, spotkania z ludźmi, lubię kiedy dużo się dzieje – tego mi brakuje. Brakuje mi rodziny i przyjaciół, podróży, ale w zamian w Italii znalazłam dobrą energię – mówi.

Michał Zaczyński nie widzi natomiast żadnych minusów w swoim obecnym trybie życia. Czy myśli o powrocie do Polski? Mam kilka ważnych spraw do załatwienia w Warszawie, ale później z niej wyjadę. Możliwe, że wrócę do Włoch, bo jakość życia, tego codziennego i niby zwykłego, jest tu fenomenalna – podsumowuje.

Neonomadyzm”

Dlaczego neo? Bo jak wspomniałam na początku, pandemia przyczyniła się do wzrostu popularności cyfrowego nomadyzmu wśród osób, które wcześniej nie mogły sobie na taki luksus pozwolić. Również dlatego, że widzimy nie tylko freelancerów samotnie przemierzających świąt, ale i rodziny z małymi dziećmi, grupy przyjaciół. I wcale nie zanosi się, by miało być odwrotnie. Przewiduje się, że do 2035 roku cyfrowych nomadów na świecie będzie ponad miliard. A puenta Michała Zaczyńskiego niech będzie naszą refleksją: Kiedy widzę Stories znajomych z przebłyskiem słońca w Warszawie, którzy nazywają to magic moment, myślę sobie: żaden z tego magic moment, kiedy zamiast pięknego, błękitnego nieba, widać smog. 

SZUKASZ NOWYCH WYZWAŃ? ZAJRZYJ DO NASZEJ SEKCJI OFERT PRACY

>>> CZYTAJ RÓWNIEŻ: Jak zwiększyć efektywność na home-office, kiedy w tle cały czas toczy się życie rodzinne?