Kolejni inwestorzy dołączają do pozwu przeciwko Boohoo. Zarzucają spółce, że nie informowała rynku w odpowiedni sposób o problemach w fabrykach produkujących dla marki w Leicester. Sprawa, która w 2020 roku zachwiała wyceną jednego z symboli brytyjskiego fast fashion, dziś może kosztować grupę nawet 245 mln funtów.
Boohoo mierzy się z roszczeniami na 245 mln funtów
Jedenaście kolejnych instytucji finansowych przystąpiło do pozwu przeciwko Boohoo przed sądem w Londynie. Nowa grupa powodów domaga się około 10 mln funtów, co zwiększyło łączną wartość roszczeń inwestorów do 245 mln funtów. Spór dotyczy spółki funkcjonującej dziś operacyjnie pod nazwą Debenhams Group. Grupa przyjęła ten branding w 2025 roku, choć Boohoo pozostaje jedną z jej najważniejszych marek modowych.
O co chodzi w aferze Boohoo w Leicester?
Źródłem obecnego pozwu są wydarzenia z 2020 roku, kiedy brytyjskie media zaczęły ujawniać warunki panujące w części zakładów odzieżowych w Leicester. Fabryki te nie należały bezpośrednio do Boohoo, lecz działały w łańcuchu dostaw grupy i produkowały ubrania sprzedawane przez jej marki. W doniesieniach opisywano pracowników otrzymujących wynagrodzenie znacznie niższe od ustawowej płacy minimalnej, brak odpowiednich środków ochrony oraz niedopuszczalne warunki pracy. Jedna z najgłośniejszych publikacji wskazywała na stawkę wynoszącą zaledwie 3,50 funta za godzinę. Informacje pojawiły się w szczególnie wrażliwym momencie – podczas pandemii i lokalnego lockdownu w Leicester.
Skandal natychmiast uderzył w reputację Boohoo, które swój sukces zbudowało na bardzo szybkiej produkcji, niskich cenach oraz zdolności do błyskawicznego reagowania na trendy z mediów społecznościowych. Po publikacjach kurs akcji spółki gwałtownie spadł, a inwestorzy ponieśli znaczące straty. To właśnie te straty są dziś podstawą wielomilionowego pozwu.
Inwestorzy twierdzą, że rynek nie znał całej prawdy
Powodowie nie pozywają Boohoo bezpośrednio za sposób traktowania pracowników fabryk. Sednem postępowania jest komunikacja spółki z rynkiem kapitałowym. Reprezentująca inwestorów kancelaria zarzuca grupie, że publikowała nieprawdziwe lub mylące informacje albo nie ujawniała w odpowiednim czasie istotnych faktów dotyczących problemów w łańcuchu dostaw. Inwestorzy argumentują, że podejmowali decyzje o zakupie lub utrzymaniu akcji, nie znając pełnej skali ryzyka.
Pierwszy szeroko komentowany pozew złożono w 2024 roku w imieniu 49 inwestorów instytucjonalnych. Początkowo wartość roszczeń szacowano na około 100 mln funtów. Wraz z dołączaniem kolejnych podmiotów suma ta wzrosła obecnie do 245 mln funtów.
Przeczytaj także: Francja znów uderza w Shein i Temu. Nawet 20 euro kary za jedno ubranie
Niezależny raport potwierdził poważne problemy
Po wybuchu afery Boohoo zleciło niezależne dochodzenie. Opublikowany we wrześniu 2020 roku raport potwierdził, że zarzuty dotyczące niskich płac i złych warunków pracy w wielu fabrykach w Leicester były nie tylko uzasadnione, lecz „w znacznym stopniu prawdziwe”. W dokumencie stwierdzono również, że monitoring dostawców prowadzony przez Boohoo był przez lata niewystarczający, a procedury kontroli znajdowały się znacznie poniżej poziomu, jakiego należałoby oczekiwać od spółki tej wielkości. Za jedną z przyczyn uznano słabości ładu korporacyjnego i systemu zarządzania ryzykiem.
Raport wskazywał, że najpóźniej w grudniu 2019 roku członkowie kierownictwa Boohoo wiedzieli o poważnych przykładach niewłaściwego traktowania pracowników, w tym o przypadkach bezprawnie niskich wynagrodzeń. Zdaniem autorki spółka podjęła działania naprawcze, ale robiła to zbyt wolno i bez wystarczającego poczucia pilności.
Jednocześnie dochodzenie nie znalazło dowodów na to, że Boohoo lub członkowie jego władz popełnili przestępstwo. Nie stwierdzono też, że grupa celowo dopuszczała do złych warunków ani że jej model biznesowy został świadomie oparty na wykorzystywaniu pracowników.
Boohoo odrzuca zarzuty inwestorów
Spółka nie zgadza się z roszczeniami. Jej przedstawiciel przekazał mediom, że Boohoo zdecydowanie kwestionuje zarzuty i zamierza energicznie bronić się przed pozwem. Na obecnym etapie twierdzenia inwestorów pozostają zarzutami, które nie zostały rozstrzygnięte przez sąd. Postępowanie będzie musiało wykazać m.in., czy komunikaty spółki rzeczywiście wprowadzały rynek w błąd, czy kluczowe informacje zostały ujawnione z opóźnieniem oraz w jakim stopniu przełożyło się to na straty poszczególnych akcjonariuszy.
Afera Boohoo pozostaje ostrzeżeniem dla branży mody
Sprawa z Leicester pokazała, że lokalna produkcja nie jest automatycznie produkcją etyczną. Krótki łańcuch dostaw i metka „Made in UK” nie gwarantują odpowiednich płac, legalnego zatrudnienia ani skutecznej kontroli podwykonawców. Dla branży mody pozew przeciwko Boohoo jest kolejnym sygnałem, że zaniedbania społeczne mogą prowadzić nie tylko do kryzysu wizerunkowego, lecz także do wymiernych konsekwencji finansowych i prawnych. Odpowiedzialność za łańcuch dostaw coraz częściej obejmuje bowiem również sposób, w jaki firma informuje o ryzykach swoich akcjonariuszy.
Boohoo zdołało przetrwać kryzys z 2020 roku, przeprowadzić reformy i zmienić strukturę grupy. Sześć lat później sprawa z Leicester nadal jednak pozostaje otwarta – a jej potencjalny rachunek jest dziś znacznie wyższy niż w chwili, gdy pojawiły się pierwsze doniesienia o stawkach płaconych pracownikom fabryk.
Przeczytaj również: Chanel niszczył tysiące produktów? Luksusowy gigant odpowiada na zarzuty
