Zawód krawiec, branża, szwaczka

Mistrz krawiecki poszukiwany! Chętnych przybywa, pieniędzy w branży ubywa, dlaczego?

Od wielu lat rynek krawiecki w Polsce balansuje na krawędzi. Szkół ukierunkowanych na zdobycie wiedzy krawieckiej nie brakuje, a doświadczonych krawców potrzeba, jak nigdy dotąd. Z drugiej strony barykady są niskie płace, wysoki koszt produkcji i napływające produkty z krajów azjatyckich… i brak wsparcia ze strony państwa. Ot, cały przepis na krawiecki świat. 

Dywagacje na temat zawodu krawca nigdy nie cichną. W poprzednim roku, na Fashion Biznes pojawił się tekst opisujący gehennę, jaką przechodzą pracownicy zakładów krawieckich – tych mniejszych, a także tych większych. Rok później znów rzucamy światło na świat nićmi utkany. I choć splot bywa cienki, branża – jakby można przypuszczać – wcale nie rozpada się w fundamentach. 

Nie taki końca początek

Powolny rozkład rozpoczął się w momencie wybuchu pandemii, która uśmierciła wiele przedsiębiorstw – z każdej branży. Jednak światło nadziei rzucała tarcza antykryzysowa, najpierw ta pierwsza, potem druga. Jednak kiedy mowa była o szóstej, siódmej, w ostateczności ósmej (!), nikt już nie miał złudzeń. Pomoc nadejdzie jedynie z siły własnych rąk i wytężenia myślenia, jak wybrnąć – ogłosić bankructwo czy co rusz się zadłużać. 

W rozmowie z Bogusławem Wojciechem Słabym – jeśli istniałoby określenie nestora mody, on byłby nim bez dwóch zdań – dowiedziałam się, iż przedsiębiorstwo o PKD w wysokości 46 pomoc z tarczy otrzymało. Firma specjalizująca się w szyciu koszul, przed pandemią zatrudniała 180 osób, obecnie jest ich 120. Z kolei druga firma, która de facto zatrudniała 210 osób i nie przeprowadziła zwolnień, o PKD 14, pomocy rządowej nie dostała. PKD to podział rodzajów działalności społeczno-gospodarczej. Jednak przewidywania na lata 2020-30 są optymistyczne, ponieważ przez te lata, zapotrzebowanie na pracowników w sektorze tekstyliów i obuwia ma opiewać na liczbę 30 tysięcy. 

Jednak przewidywania na lata 2020-30 są optymistyczne, ponieważ przez te lata, zapotrzebowanie na pracowników w sektorze tekstyliów i obuwia ma opiewać na liczbę 30 tysięcy. 

Oliwy do ognia świata krawiectwa dolało ujawnienie bajońskich inwestycji Haliny Obajtek. Krawcowej z krwi i kości. Ona, jak i tysiące innych krawcowych i krawców, od lat zarabiają podstawę wypisaną na umowie, która opiewa na sumę oscylującą między 1,2 tys. zł a 1,5 tys. zł. Inną formą zarobku jest akord, oparty na barbarzyńskich praktykach. Krawcowa, która pozostaje anonimowa, szyjąc suknie ślubne – wystawne, z ogromem aplikacji i poprawek – zarabiała 5 zł za godzinę. Jednak zainwestowanie pieniądze przez kobietę w dobrze prosperującą firmę, wywołało lawinę pytań, które przez lata są powielane, a jeszcze nikt nie otrzymał odpowiedzi. Bo przecież, jeśli nie wiadomo o co chodzi, chodzi o stare, dobre pieniądze. 

Dane wyłonione z próby Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń, gdzie wzięło udział niewiele, bo 211 osób, określiły stawkę szwaczki/szwacza przypadające na styczeń 2021 roku. Średnie miesięczne zarobki brutto wynoszą 2 900 zł. W 2019 roku, było to 2 tysiące złotych. Jednak są to stawki przybliżone, zebrane w medianę, nie oddające rzeczywistości. Jak mówi Prezes Zarządu Związku Przedsiębiorców Przemysłu Mody Lewiatan – Bogusław Wojciech Słaby, płaca zależy od nabytych umiejętności. Szwaczka uczy się fachu od miesiąca do trzech. Operatorka maszyny musi potrafić wyłącznie ją obsługiwać, ponieważ do jej zadań należy jej uruchomienie i przygotowanie materiału, resztę pracy przejmuje maszyna. Inną kwestią jest zawód krawca… 

Branża krawiecka od kuchni

Szwaczki zazwyczaj pracują akordowo, który jest zespołowy, zatem wynagrodzenie zależy od opanowanych umiejętności każdego ogniwa. Tu wydajność spada. Jak mówi Wojciech Słaby, 8-10% pracowników nie wykonuje płacy minimalnej. Jednak dobra szwaczka zarobi 3250 zł na rękę. W dobrych zakładach płaca jest wyższa niż ta minimalna. W przyszłym miesiącu ma ona znów zostać podniesiona o 200 zł. Problemem jaki widzi Wojciech Słaby jest brak podnoszenia kwalifikacji przez pracowników, przez co zarobki nie są adekwatne do ich umiejętności. W efekcie to przedsiębiorcy mają trudności z utrzymaniem swoich zakładów. 

W Polsce, jak mówi Prezes Zarządu Związku Przedsiębiorców Przemysłu Mody Lewiatan, jest około 26 tysięcy przedsiębiorstw, gdzie pracuje blisko 54 tysiące ludzi. Zakłady do 9 osób stanowią 24 tysiące z tej liczby. Jednak kompletne dane przyniesie dopiero końcówka roku 2021. Dynamiczne zmiany, nowe przepisy, pandemia – te czynniki wpływają na zawrotne tempo zmiany liczbowej czynnych wciąż zakładów.  

Zawód, który przyciąga 

Obecnie, nazwy zawodów transcendowały w swoim nazewnictwie. Rada ds. Kompetencji Moda i Innowacyjne Tekstylia razem z Wojciechem Słabym i wieloma innymi, doszli do wniosku, aby zachęcić młodych do zawodu, należy zmienić jego nazwę. Krawiec kojarzy się obecnie z kimś, kto dokonuje przeróbek. Renoma krawca upadła, a przecież był on mistrzem w swoim fachu, ubierał on każdego. Renesans zawodu możliwy jest pod nazwami: technolog odzieży, konstruktor odzieży, konstruktor mody, stylista mody, kreator mody. Szkoła w Łodzi oferuje kierunek Technika przemysłu mody. Gdańska szkoła zaprasza techników stylistów. Szkoły branżowe specjalizują się w zawodzie krawca, jednak takich szkół jest wyłącznie 180, a uczniów? 186. Jednak krawiec jest zawodem przyszłości, zajmuje miejsce w pierwszej dziesiątce. 

Mistrz krawiecki jest poszukiwany i potrzebny. Osoby kształcące nowych krawców, łamią sobie głowy, w jaki sposób kształcić nową gwardię, aby ci uzyskali odpowiednie kompetencje? Praktyki w zakładach, jednak tu potrzebne jest rządowe finansowanie dla tych zakładów, które de facto są chętne, aby doszkolić nowy narybek. Jednak ponoszą ogromne straty, ponieważ, muszą oddelegować ludzi, aby ci mogli nauczyć praktykanta. Praca ich zatem stoi w miejscu. 

Na ten moment absolwentów szkół krawieckich jest blisko tysiąca rocznie. Jednak tylko 10% z nich pracuje w branży. Dlaczego? Jak mówi Bogusław Wojciech Słaby, w grę wchodzą nabyte umiejętności i kompetencje. Z pustego i Salomon nie naleje, tak jest wszędzie, nie tylko w branży mody.  

Polskie doświadczenia krawieckie za granicą

Zapytałam Karolinę, Polkę, która blisko 15 lat temu wyemigrowała na północ Anglii, jak wygląda jej praca, jako krawcowej. Karolina pracuje w nowo budującej się marce, Olivia Darcy, która swoją siedzibę ma w Huddersfield, Yorkshire. Ich brand tworzą cztery osoby: założycielki Olivia Hubert i Darcy Mayo, a także dwie krawcowe – Stacy oraz Karolina. Stacy ukończyła kierunek na Uniwersytecie w Huddersfield o specjalności Fashion & Design, fach krawiecki ma w ręku. Karolina nie posiada wykształcenia krawieckiego, nie pobierała żadnych kursów, uczyła się sama, w domu. Jak trafiła zatem do nowoczesnej marki modowej? 

W mieście, gdzie siedzibę ma marka, absolwentów z wykształceniem modowym jest masa, to Karolina została przyjęta na stanowisko, które nazywa się creative seamstress. Poleciła ją Stacy, z którą pracowała w innym zakładzie, gdzie warunki były barbarzyńskie. Brak ciepłej wody, niespłukująca się toaleta. Tam Karolina nabawiła się infekcji, ponieważ podczas szycia zraniła palec. Teraz, w Olivia Darcy, Karolina nie narzeka. Tam chce doczekać emerytury. Pomogło jej portfolio na Facebooku. 

Wszystkie sprzęty: nici, igły, maszyny, nożyce, stół krawiecki są nowe i dobrej jakości. Atelier jest prawie jak biuro, tylko że z maszynami na biurkach. Jest ciepło,  dużo rozmawiamy w tle gra radio. Mam płacone 10 funtów na godzinę. Nie ma stawki od uszytej rzeczy, nie ma też norm do wyrobienia. Są 2 krawcowe. Ja i Stacy. Czasami Darcy szyje, gdy któraś z nas ma wolne a jest taka potrzeba”. 

Angielska marka, założona przez dwie kobiety, świeżo po studiach, jak podaje Karolina, na ma braków, ani materiałowych ani innych niezbędnych przyrządów do pracy. Co więcej, znalezienie krawcowej do zespołu stanowiło dla nich wyzwanie. Dlaczego? Wiem, że nie  było im łatwo znaleźć pracownika, który wpasowałby się w tak ciasne, bo 3 osobowe grono. Ludzie mieli wygórowane wymagania. Nie chcieli się wpasować, a raczej dyktowali warunki. W Anglii, wykształceni ludzi, szukają lepszej opcji, jednak jaka jest dla nich ta wymarzona, lepsza opcja?  

Polskie poletko krawieckie 

Szwaczka, która pozostaje anonimowa, zwraca uwagę, że pomimo 30-letniego stażu pracy, nie widzi zmian, ani w płacy, ani w podejściu do pracownika. Pracodawcy wymagają pracy po 10 godzin i więcej dziennie. Urlopy często nie są płatne. Szwaczka sama musi sobie dokrawać materiał, wyrównywać. Nie da się w taki sposób zarabiać na akord, poprawiając to, co ktoś inny źle wykonał bądź nie zrobił. Póki to się nie zmieni rynek pracowników będzie się kurczył, młodzi nie przyjdą do takiej niewolniczej pracy. I takie doświadczenia się zdarzają, jednak jest ich na szczęście coraz mniej.

Wojciech Słaby razem ze swoim Związkiem obalają mit niewolniczej pracy. Odwiedzają zakłady i szkoły, edukują i obserwują. Jednak oczywiście, nie są w stanie sięgnąć okiem i przeskanować całej branży. Uchybienia się zdarzają. 

Zapaleńców jest garstka, większość nie jest jak Karolina, która w warunkach domowych nauczy się fachu. A ramy instytucjonalne zobowiązują do systematyczności. W naszym kraju liczba fachowców techników maleje, nie zawężając do branży mody, ale zawodowych techników ogółem. Rynek nasyca się specjalistami z dziedzin wszelakich, czy to będzie marketingowiec czy specjalista od zadań niewykonalnych. Korporacje pękają w szwach. A tych, co mają się tymi szwami zajmować, brakuje. Między innymi dlatego, że pieniędzy w branży nie widać…

>>> CZYTAJ RÓWNIEŻ: REPORTAŻ: Gehenna w polskich szwalniach – realia zakładów produkcji odzieży

Newsletter

FASHION BIZNES