Kiedy pytam o najważniejszą zmianę ostatnich miesięcy, nie zaczynają od nowego atelier ani planów na kolejne kolekcje. Mówią o poczuciu kierunku. Po 26 latach działalności Paprocki Brzozowski łączą siły z Pako Lorente i wchodzą w nowy etap rozwoju marki. Etap, który ma pozwolić im skupić się przede wszystkim na tym, od czego wszystko się zaczęło.
Przez ponad ćwierć wieku Marcin Paprocki i Mariusz Brzozowski budowali markę na własnych zasadach. Projektowali kolekcje, prowadzili atelier, rozwijali biznes i dbali o relacje z klientkami. Dziś przyznają, że przez lata wiele rzeczy udało się osiągnąć intuicyjnie, ale przyszedł moment, w którym dalszy rozwój wymagał nowego otwarcia.
– Jesteśmy małą, rodzinną firmą. Możliwości rozwoju były ograniczone. Dzisiaj zaczyna się dla nas etap rozwijania skrzydeł – podkreśla Marcin Paprocki. Właśnie w tym momencie na horyzoncie pojawiło się Pako Lorente.
Nowy rozdział: Paprocki & Brzozowski łączą siły z Pako Lorente
Choć dla części rynku połączenie sił z marką kojarzoną przede wszystkim z modą męską mogło być zaskoczeniem, sami zainteresowani od początku podkreślają, że nie chodziło o przypadek. – Szukając partnera biznesowego zostaliśmy przedstawieni zarządowi Pako Lorente. Bardzo szybko uznaliśmy, że to może być idealne połączenie – wspominają projektanci.
Kluczowe znaczenie miało to, że obie firmy funkcjonują w tej samej branży. – Czujemy się zrozumiani. To jest bardzo ważne. Każdy wnosi swoje najmocniejsze strony. Pako Lorente ma ogromne doświadczenie, wypracowane procesy i zaplecze. My przez lata wielu rzeczy uczyliśmy się sami, często metodą prób i błędów.
Projektanci podkreślają, że nowa współpraca nie oznacza utraty niezależności. Wręcz przeciwnie. – Wiele osób pyta, czy nie czujemy się ograniczeni. Jest dokładnie odwrotnie. Mamy więcej swobody niż kiedykolwiek wcześniej. Nikt nie próbuje wtłaczać marki w sprzedażowe schematy. Chodzi o wydobycie esencji Paprocki Brzozowski i rozwijanie jej w najlepszym możliwym kierunku.
Dołączenie Paprocki Brzozowski do PLR Group Art Fashion otwiera przed marką nowy etap rozwoju. Integracja z grupą pozwala wykorzystać efekt synergii, wzmacniając kompetencje biznesowe i operacyjne przy jednoczesnym zachowaniu unikalnego DNA marki, jej autorskiego charakteru oraz rzemieślniczego podejścia do projektowania. To strategiczny krok, który stwarza nowe możliwości rozwoju w kluczowych segmentach rynku, poszerzania oferty oraz docierania do kolejnych grup klientów.
Nie bez znaczenia pozostaje również wspólny mianownik obu marek: szycie miarowe. – To był obszar, w którym spotkaliśmy się naturalnie. Dla nas szycie na miarę od zawsze było fundamentem działalności. Pako Lorente również bardzo mocno rozwija ten segment. Okazało się, że mamy podobne cele i podobną wizję.
Obie marki łączy głęboki szacunek do rzemiosła – wartości, która stanowi fundament ich filozofii działania. W centrum uwagi znajduje się precyzja, dbałość o każdy detal oraz świadomy, dopracowany proces tworzenia. To właśnie rzemieślnicze podejście, oparte na doświadczeniu, cierpliwości i wysokich standardach wykonania, nadaje produktom wyjątkowy charakter i autentyczność. Dla obu marek najważniejsza jest jakość budowana na etapie powstawania – w przekonaniu, że doskonały efekt końcowy jest wynikiem konsekwentnej pracy, kunsztu i poszanowania tradycji rzemieślniczej.
„Potrzebowaliśmy trzeciego głosu”
W marce po raz pierwszy powołano stanowisko dyrektora kreatywnego, które objęła Izabela Czarzasta. Od lat związana z Pako Lorente, doskonale znała markę od środka. Jej udział w pracach nad nową strategią sprawił, że w naturalny sposób włączyła się także w rozmowę o przyszłości Paprocki Brzozowski. Kiedy została poproszona o przedstawienie swojego spojrzenia na markę, szybko okazało się, że jej wizja jest bardzo bliska temu, czego szukali sami projektanci.
– Bardzo zależało nam, żeby Iza dołączyła do zespołu. Spodobał nam się jej sposób myślenia, gust i wizja rozwoju marki Po latach pracy we dwoje pojawił się ktoś, kto spojrzał na markę z dystansu.
– Potrzebowaliśmy trzeciego głosu – przyznaje Brzozowski. – Przez lata mieliśmy tysiące pomysłów. Czasami bardzo różnych. Potrzebowaliśmy osoby, która pomoże to uporządkować i wyznaczyć jeden kierunek.
Izabela Czarzasta podkreśla jednak, że od początku nie chodziło o rewolucję. – Wiedziałam, że ta marka ma bardzo silne DNA. Nie chciałam niczego wywracać do góry nogami. Moim zadaniem jest wydobycie tego, co w niej najcenniejsze i dostosowanie pewnych elementów do współczesnych realiów. To właśnie z jej inicjatywy rozpoczęto między innymi proces odświeżania komunikacji marki. Jednym z najbardziej symbolicznych ruchów było wyczyszczenie profilu na Instagramie. – Na początku było nam szkoda – śmieje się Paprocki. – Jesteśmy sentymentalni. Ale później zrozumieliśmy, że nie chodzi o odcięcie się od historii. Chodzi o wyraźne zaznaczenie nowego etapu.
Powrót na Wiejską
Nowy rozdział marki ma dziś konkretny adres. To atelier przy ulicy Wiejskiej 17 w Warszawie. Dla projektantów jest to miejsce szczególne. – Historia zatoczyła koło – mówią zgodnie. Wcześniej przez lata działali właśnie tam, zanim przenieśli się do Elektrowni Powiśle. Kiedy pojawiła się możliwość powrotu, decyzja zapadła bardzo szybko. – Kiedy wszedłem do tego miejsca, pomyślałem, że właśnie tutaj byłem zawodowo najszczęśliwszy. To była bardzo emocjonalna decyzja – podkreśla Marcin Paprocki.
Nowe atelier ma jednak pełnić zupełnie inną funkcję niż tradycyjny salon sprzedaży. – Zawsze marzyliśmy o bardziej prywatnej formule. O miejscu, w którym można naprawdę skupić się na człowieku – mówią zgodnie. To właśnie wokół atelier budowany jest dziś nowy model funkcjonowania marki.
Projektanci postrzegają atelier nie tylko jako przestrzeń pracy, lecz przede wszystkim jako miejsce spotkań i budowania relacji. To tutaj rodzi się dialog między twórcą a klientką – oparty na zaufaniu, uważności i wzajemnym zrozumieniu potrzeb.

Szycie miarowe wraca do centrum
Choć Paprocki Brzozowski rozwijają kolejne projekty, nie mają wątpliwości, że sercem marki pozostaje szycie indywidualne. – Klientki coraz bardziej doceniają możliwość stworzenia czegoś wyjątkowego tylko dla siebie. Chcą uczestniczyć w procesie, mieć wpływ na efekt końcowy. Projektanci podkreślają, że każda realizacja przechodzi przez ich ręce. Dosłownie. – To nie jest tak, że rzeczy powstają w pracowni, a my tylko je oglądamy. Panie krawcowe przynoszą nam sukienki. Upinamy je, poprawiamy, zmieniamy proporcje, szukamy najlepszych rozwiązań – zaznacza Mariusz Brzozowski. – Każdą z tych rzeczy dotykamy sami – dodaje Marcin Paprocki. – To jest dla nas bardzo ważne.
Właśnie ta bezpośrednia relacja z klientką od lat buduje siłę marki. – Zdarza się, że szyliśmy kobiecie suknię ślubną, później kreację na ważne wydarzenie, a dziś projektujemy ubrania dla jej córki. Mamy klientki, które są z nami od kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu lat. Niektóre relacje wykraczają daleko poza świat mody. – Zawsze mieliśmy szczęście do ludzi – dodaje. – Od zawsze wierzyliśmy, że taką energię, jaką wysyłasz do drugiego człowieka, dostajesz później z powrotem.

Między pokoleniami, między wspomnieniami
Przez lata marka kojarzona była przede wszystkim z modą wieczorową i ślubną. Dziś portfolio realizacji jest znacznie szersze. – Szyliśmy już właściwie wszystko – śmieją się projektanci. Opowiadają o klientkach, którym najpierw tworzyli suknie ślubne, później kreacje na kolejne ważne wydarzenia, a dziś przygotowują stroje dla ich dzieci. – Robiliśmy już sukienki na bale ósmoklasistów, stroje komunijne, ubrania do chrztu. Ale najczęściej są to zamówienia od kobiet, które są z nami od wielu lat.
Moda ślubna pozostaje jednak jednym z najważniejszych filarów działalności. – Kiedyś broniliśmy się przed tym segmentem rękami i nogami. Dzisiaj wiemy, jak ogromne znaczenie mają te relacje. Projektanci podkreślają, że nigdy nie są wykonawcami gotowych pomysłów. Najciekawsze rzeczy powstają wtedy, kiedy wizja klientki spotyka się z naszą estetyką.
Atelier Wiejska 17 podkreśla właśnie ten kierunek, jego otwarcie stanowi ważny krok w rozwoju obu marek i umocnienie ich pozycji w segmencie mody ślubnej. Wspólna przestrzeń została pomyślana jako miejsce, które kompleksowo odpowiada na potrzeby par młodych oraz ich bliskich, łącząc doświadczenie Paprocki Brzozowski w projektowaniu kreacji ślubnych i wieczorowych z ofertą szycia miarowego Pako Lorente. Dzięki temu przygotowania do ślubu mogą przebiegać w bardziej spójny i komfortowy sposób, a klienci zyskują dostęp do eksperckiego wsparcia oraz rzemieślniczego kunsztu obu marek pod jednym dachem. To naturalne rozwinięcie ich kompetencji i kolejny krok w budowaniu silnej obecności w świecie mody ślubnej.

Ready-to-wear i biżuteria. Naturalne rozszerzenie świata marki
Nowe atelier i szycie miarowe nie oznaczają rezygnacji z innych obszarów działalności. Marka rozwija linię ready-to-wear oraz biżuterię. – Klientki bardzo często pytały nas o dodatki do kreacji. W pewnym momencie uznaliśmy, że zamiast odsyłać je gdzieś indziej, stworzymy własną propozycję. Pierwsze kolekcje biżuterii są już dostępne, a kolejne są w przygotowaniu.
Ready-to-wear ma natomiast funkcjonować jako naturalne uzupełnienie świata atelier. – Nie chcemy iść w stronę masowości. To ma być przedłużenie naszej estetyki. Coś bardziej codziennego, ale nadal bardzo bliskiego DNA marki wyjaśnia Izabela Czarzasta. W przyszłości mogą pojawić się również kolejne kategorie produktowe. – Oczywiście myślimy o dodatkach, torebkach czy perfumach. Ale wszystko musi mieć swój moment. Nie chcemy robić niczego na siłę – dodaje.

„Mamy plan i mamy energię”
Podczas rozmowy trudno nie zauważyć jednej rzeczy. Wszyscy uczestnicy spotkania – czyli Marcin Paprocki, Mariusz Brzozowski i Izabela Czarzasta – nieustannie mówią o kolejnych pomysłach i energii, która motywuje ich do dalszego działania. Jesienią marka pokaże nową kolekcję podczas pierwszego wspólnego pokazu przygotowanego już w nowej formule. Równolegle powstają kostiumy do produkcji baletowej w Operze Narodowej, rozwijane są kolejne projekty atelier i następne linie produktowe.
– Spotykamy się i czasami wręcz brakuje nam tchu od ilości rzeczy, które chcemy omówić – śmieje się Paprocki. – Mamy bardzo jasno określoną wizję. Ta wizja bardzo nam się podoba, dlatego jesteśmy niecierpliwi, żeby realizować kolejne etapy.
Po 26 latach działalności Paprocki & Brzozowski nie mówią o podsumowaniach. Mówią o planach. A przede wszystkim o tym, że znów mają energię, by je realizować.
Przeczytaj również: K(B)ariery: Monika Frydrych. Jej marka Luare wchodzi do Sephora zaledwie 18 miesięcy po debiucie
