Przed paryskim sądem stanęło pięć osób związanych z Louis Vuitton. Sprawa dotyczy podejrzeń o nieprawidłowości przy zwrotach podatku VAT od zakupów dokonywanych w salonie przy Polach Elizejskich. Wśród oskarżonych jest zamożny chiński klient, który w ciągu kilku lat wydał w butiku około 2,1 mln euro.
Co przeczytasz w artykule?
- czego dotyczy sprawa byłych pracowników Louis Vuitton,
- jak wyglądały zakupy za około 2,1 mln euro i na czym polegał spór dotyczący zwrotów VAT,
- dlaczego śledczy zainteresowali się relacją pracowników butiku z jednym z klientów VIP,
- co na swoją obronę mówią byli menedżerowie i pracownicy Louis Vuitton.
Louis Vuitton i zwroty VAT. Co jest przedmiotem procesu?
Sprawa dotyczy zakupów dokonywanych w latach 2016–2020 w salonie Louis Vuitton przy słynnej alei Champs-Élysées. Według ustaleń śledczych klient, określany w mediach jako Bruce C., korzystał z procedury tax free. Jako rezydent Francji nie spełniał jednak warunków pozwalających na odzyskanie francuskiego podatku VAT.
Audyt Louis Vuitton wykazał, że w związku z kwestionowanymi zakupami o łącznej wartości około 2,1 mln euro doszło do nienależnych zwrotów VAT w wysokości około 351 tys. euro, czyli około 1,5 mln zł. Louis Vuitton zwrócił tę kwotę fiskusowi i jednocześnie zwolnił czterech pracowników zamieszanych w sprawę.
Prokuratura oskarżyła pięć osób związanych ze sprawą. Przed Sądem Karnym w Paryżu stanęli byli przedstawiciele kierownictwa i pracownicy Louis Vuitton. Prokuratura zarzuca im udział w zorganizowanej grupie przestępczej, która miała umożliwić klientowi uzyskanie nienależnych zwrotów podatku.
Ze śledztwa wynika, że klient był traktowany jak VIP – miał zapewnione spersonalizowane powitanie w sklepie, możliwość zakupu produktów niedostępnych dla pozostałych klientów oraz otrzymywał zaproszenia na pokazy mody. Dlatego prokuratura podkreśla, że nie mogła to być pojedyncza pomyłka przy sprzedaży. Zdaniem oskarżycieli pracownicy mieli pomagać w organizowaniu zwrotów VAT, ponieważ zależało im na utrzymaniu bardzo wartościowego klienta i generowanych przez niego obrotów.
„Stopniowo stawał się coraz bardziej wymagający, szczególnie jeśli chodziło o przysługi, o które prosił, między innymi zaproszenia, ale także ulgi podatkowe, które mógł załatwić dla swoich przyjaciół. Zaczął porównywać nas z innymi sklepami w Paryżu i za granicą” – zeznał były pracownik, 35-letni David M.
Przeczytaj również: Ponad 700 produktów Chanel i cztery wyroki. Sąd właśnie zakończył głośną sprawę
Nie miał prawa do tax free
To właśnie kwestia rezydencji klienta jest jednym z najważniejszych elementów sprawy. Zwrot VAT przy zakupach we Francji przysługuje osobom spełniającym określone warunki związane z miejscem zamieszkania poza Unią Europejską. Według prokuratury Bruce C. był jednak rezydentem Francji, a mimo to korzystał z procedury tax free.
Według prokuratury w uzyskiwaniu zwrotów mieli pomagać mu pracownicy domu mody. Mieli obawiać się utraty klienta, który generował bardzo wysoką sprzedaż. Zdaniem oskarżycieli problemem było między innymi to, że Bruce C. był rezydentem Francji, a część zakupów miała być dokonywana na nazwiska innych osób.
Obrona przedstawia inną wersję wydarzeń. Były menedżer butiku Guillaume L. przyznał, że pracownicy wiedzieli, iż część zakupów trafiała później do Bruce’a C. Twierdził jednak, że zakupów nie przypisywano celowo innym osobom:
„W żadnym momencie nie było zamiaru przypisywania zakupów jednej osoby do nazwiska innej. Nie kwestionuję, że wiedzieliśmy, iż towary ostatecznie trafią do pana C. Jeśli jednak osoba wskazana jako nabywca odsprzedała później te produkty panu C., nie byliśmy tym zachwyceni, ale samo takie działanie nie było niezgodne z prawem” – powiedział sędziom Guillaume L., były menedżer butiku Louis Vuitton przy Champs-Élysées.
Przeczytaj także: Bolesławiec kontra podróbki z Chin. Słynna ceramika walczy o ochronę w UE

