– Babciu, co robiłaś w czasach pandemii COVID-19? – Dziergałam. Na czym polega fenomen We are Knitters?

793

Niewiele branż może mówić o tym, że odczuło jakiekolwiek pozytywne skutki pandemii. Zamknięte są sklepy stacjonarne, spada popyt, bo i konsumenci niechętnie wydają pieniądze (jak poinfomował na swoim Twitterze Grzegorz Maliszewski, dane z transakcji klientów Banku Millennium wskazują na ponad 90% spadki wydatków m.in. na odzież i obuwie). I – co zresztą powinno uchodzić za niechlubną normę w przypadku pandemii – kryzys bynajmniej nie dotyczy jednego kraju. W USA (aktualnie epicentrum COVID-19) branża retail odnotowała spadki o 98%. Czy jest coś, w co zatem zaopatrują się zamknięci w domach klienci? Oprócz organizowania sobie domowego SPA… dziergają.

Dziergałam w czasach pandemii.  

„Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”, przypomina swojej ponad 600 tys. społeczności marka We are Knitters. Założona w Madrycie, teraz działa na całym świecie – a w krajach społecznej kwarantanny odnotowuje niecodzienne wręcz zapotrzebowanie na swoje „wakcessories” i zestawy do dziergania. Zazwyczaj roczny wzrost sprzedaży na świecie wynosił dla WAK 10%. Jednak w samym ubiegłym miesiącu ta wartość skoczyła do 235%. Czyżby więc „We are knitters!” miało stać się przewodnim hasłem globalnej kwarantanny?

Nowy trend zapoczątkowali zamknięci w domach Włosi. Potem podłapali go Hiszpanie, Francuzi, wreszcie – jak to przecież z trendami bywa – i ten rozprzestrzenił się na całym świecie, w szczególności zachwyciwszy Amerykanów. Ci, zamknięci w czterech ścianach, namiętnie oglądają publikowane na markowym kanale YT tutoriale wideo i oddają się robótkom ręcznym. Tymczasem współzałożyciel marki, Alberto Bravo, zastanawia się, jak pogodzić zrównoważoną, proekologiczną politykę WAK-u (wykorzystuje się jedynie motki z etycznie pozyskiwanej peruwiańskiej wełny) wraz z tak ogromną skalą zapotrzebowania. To jednak sukces z tragedią w tle – koronawirus zbiera swoje żniwo. A pozostający w domach konsumenci drastycznie zmieniają swoje upodobania.

Po nitce do kłębka – co napędza sprzedaż?

Już teraz wiele mówi się o tym, że post-koronawirusowy klient będzie innym niż spekulowano jeszcze na początku roku. Stres wywołany wybuchem pandemii, połączony z niestabilną sytuacją ekonomiczną i zamknięciem granic nie sprzyja zakupom… dóbr trwałych (jak wynika z danych udostępnionych przez Gfk, 68% respondentów byłoby gotowe zacisnąć pasa i ograniczyć wydatki). Tymczasem za oceanem Nordstrom zauważa rosnące zainteresowanie produktami z oferty „wellness”. Koce, gry planszowe… a także piżamy – oczywiście, te najwygodniejsze, kojarzące się bardziej z nieśpiesznymi porankami niż romantycznymi wieczorami!

Kiedy już więc wszyscy zaopatrzyli się w drożdże i papier toaletowy, przyszła pora na urządzanie sobie czasu w domowym zaciszu. To tłumaczyłoby tak silne zainteresowanie ofertą marek podobnych do We are Knitters – podobnie zresztą jak branża beauty, o której pisaliśmy Wam tutaj. Choć, co prawda, do reklamowanych na stronie WAK-u „knitting parties” raczej w najbliższym czasie nie dojdzie. Chyba że liczbę uczestników ograniczymy jedynie do domowników.

We are Knitters – dołączysz się?

Aby jakoś odpowiedzieć na tak wzmożone zainteresowanie ze strony klientów i poradzić sobie z jednoczesnym brakiem surowców, WAK zaczął sprzedawać nie motki włóczki, lecz wzory do nauki. Działanie już przynosi pożądany efekt, czy raczej, zysk – w przeciągu 48 h udało się sprzedać ponad 8,000 szablonów do dziergania.

„Robienie na drutach jest odstresowujące – przekonuje w rozmowie dla Vogue Business Alberto Bravo. I nie jest to chyba tylko jego opinia, skoro popyt na zestawy dla początkujących wzrósł w samych  Stanach Zjednoczonych o… 750%.

>>> CZYTAJ RÓWNIEŻ: TRENDY: jesień/zima 2020 okiem kupców