Czy w Polsce „stylowe maseczki” zagoszczą na stałe jak w Azji? Oto, jak epidemia dyktuje nowe trendy w modzie.

1148

Na pewno pamiętasz to jeszcze z czasów sprzed epidemii – jesteś na spacerze, czy to na krakowskim rynku, czy w warszawskich Łazienkach, a może i nawet gdzieś za granicą. W pewnym momencie mija Cię grupa turystów z Azji. Co przykuwa Twoją uwagę? Gros spośród nich ma na sobie maski. Czy zastanawia Cię wtedy dlaczego? Stwierdzeniu „stylowe maseczki” i kiedyś, i dziś bliżej do oksymoronu niż do akceptowanej przez nas rzeczywistości, to prawda. Prawdą jest też to, że mieszkańcy Azji wcześniej niż my przeszli z noszeniem maseczek do porządku dziennego. Teraz, w czasach koronawirusa, kiedy w Polsce trwają kampanie społeczne, jak ta ELLE #nośmymaski, wszyscy na gwałt #szyjemymaseczki, a od czwartku zakładamy je już obowiązkowo – wzorem innych krajów na świecie – my zastanawiamy się, jak walka z epidemią może ukształtować nowe zjawiska w modzie. Przecież podobno do wszystkiego można się przyzwyczaić…

Stylowe maseczki made in Asia

Trudno powiedzieć, że noszenie maseczek jest przyjemne – twarz się w nich poci, nos robi się dziwnie czerwony, gumki mogą uwierać, a zadyszkę po wejściu po schodach mamy gwarantowaną. W swoim najbardziej standardowym wydaniu nie są nawet zbyt urokliwe, a co dopiero „trendy”. Jednak jeszcze w pre-koronawirusowych czasach takie „stylowe maseczki” były już elementem codzienności dla mieszkańców krajów azjatyckich. Dlaczego? Teorie są różne, mnie najbardziej przekonująca wydaje się ta… z historią w tle.

Pandemia COVID-19 nie jest jedyną, z którą ludzkość musiała sobie poradzić. Wspomnijmy chociażby tę spowodowaną przez grypę hiszpankę. Jej ofiarą padło więcej osób niż podczas całej I wojny światowej. W samej Azji poczyniła nie lada spustoszenie (w Indiach zabiła 5% całej ludności). Noszenie masek stało się wówczas podstawową formą prewencji, ochrony. Podobnie jak w 1923 r. w Japonii, kiedy w wyniku trzęsienia ziemi w Kantō do powietrza przedostało się mnóstwo szkodliwych pyłów. Kolejny wybuch epidemii grypy (1934 r.) tylko umocnił wśród Japończyków zwyczaj codziennego noszenia maseczek. Późniejsze lata 50, wielka industrializacja kraju i związane z tym coraz większe zanieczyszczenie powietrza sprawiły, że obecnie mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni wydają rocznie 250 milionów dolarów na maseczki.

Gruźlica, która może chronić i maseczkowe love-hate story

Pandemia codziennie nas czegoś uczy – i czasem zmusza do radykalnej zmiany zdania. Jeszcze parę tygodni temu WHO twierdziła, że maseczek nie powinny nosić zdrowe osoby. Podobny komunikat powtarzał minister zdrowia Łukasz Szumowski. Kiedy w samych szpitalach brakowało środków ochrony własnej dla pracowników służby zdrowia, starano się uspokoić nastroje społeczne i tym samym przeciwdziałać nagłej fali masowego wykupywania maseczek z aptek. Dziś tych samych obywateli zachęca się do zakrywania twarzy w miejscach publicznych. Światowa Organizacja Zdrowia przyznaje, że maseczka może być dobrym środkiem prewencji – szczególnie teraz, kiedy wiemy, że wiele osób chorobę wywołaną przez COVID-19 przechodzi bezobjawowo. Może być jednak skuteczna tylko wtedy, kiedy będziemy również pamiętać o jak najczęstszym myciu i dezynfekowaniu rąk.

Ciekawą teorią podzielił się niedawno serwis „Bloomberg”. Ze wstępnych badań opracowanych przez dr Gonzalo Otazu wynika, że obecnie stosowana przeciw gruźlicy szczepionka BCG może być jednym z czynników wpływających na łagodniejszy przebieg choroby wywołanej przez COVID-19. Należy przy tym podkreślić, że są to badania, do których trzeba podchodzić z dużą dozą ostrożności. Sama WHO ma do nich sceptycznie nastawienie i zaznacza, że brakuje na ten moment wystarczających dowodów.Więcej w temacie na profilach organizacji.

Jak sugerują badania dr Otazu, w krajach, gdzie szczepienia przeciwko gruźlicy są obowiązkowe odnotowano mniej przypadków zachorowań i zgonów na koronawirusa. Ale! „Żaden kraj na świecie nie zdołał poradzić sobie z przebiegiem epidemii tylko dlatego, że jego mieszkańcy byli zaszczepieni przeciwko gruźlicy” – tłumaczy dr Otazu w rozmowie dla Bloomberga. Ważne są działania profilaktyczne – i tu na scenę wkraczają maseczki.

#szyjemymaseczki i #nośmymaski. Obowiązek, który może stać się szansą dla branży mody?

Od 16 kwietnia maseczkę w miejscach publicznych będzie musiał nosić każdy. Twarz będzie można zasłonić również chustką, apaszką czy szalikiem. Jednak takie zwykłe tkaniny nie chronią równie dobrze co wykonane z włókniny maski ochronne.

„Przebranżawianie” zaczęte przez COVID-19 już trwa. Na całym świecie marki modowe wykorzystują swoje fabryki, aby szyć maseczki. Zmienia się też oferta sklepów modowych. Na stronie Los Angeles Apparel możemy kupić zestaw 3 takich maseczek za $30. Są, oczywiście, dostępne w różnych wzorach i kolorach. Prawdziwie „maseczkowe szaleństwo” ogarnęło również inne internetowe platformy – Pakamera, Etsy, Showroom, o bijącym rekordy sprzedaży Allegro już nie wspominając. Na łamach popularnych magazynów modowych pojawiają się poradniki, jak zrobić maseczkę domowym sposobem. „Maska to teraz nowy dodatek must-have… I naprawdę, musisz ją mieć” – zaznacza w rozmowie dla The Guardian Rachel Sanoff, kiedyś pracująca jako trend forecaster. Tym samym amerykański „The Cut” zadaje swoim czytelnikom pytanie… Co mówi o Tobie Twoja maska?

Zara, H&M i inni modowi giganci przechodzą na masową produkcję maseczek. Przebranżawiają się również bardziej luskusowe marki, a influencerzy zachęcają – „get creative!”. W takich okolicznościach widok Billie Ellish pozującej na czerwonym dywanie w masce od Gucciego… raczej już nie dziwi.

Spersonalizowane, stylowe maseczki – modowe akcesoria czasów zarazy

Covid-19 couture? Może pandemia zmieni nasze modowe przyzwyczajenia. Dla biznesu mody produkcja maseczek to obecnie nowa forma zarobku. Zaopatrując w nie służby medyczne lub zwykłych Kowalskich, marki zapewniają sobie sposób na przetrwanie. Szczególnie, że zakup torebki czy koszulki nie ma teraz dla konsumenta rangi pierwszej potrzeby. Jednak Gianluca Russo, dziennikarka amerykańskiego Teen Vogue ostrzega, że ceny maseczek, obecnie jednego z najcenniejszych i najbardziej chwytliwych towarów na rynku, mogą tym samym gwałtownie pójść w górę. „Marki mogą narzucać większe ceny, chcąc tym samym zarobić na ludzkim strachu” – wyjaśnia w rozmowie dla „The Guardian”.

Brokatowe, w kwiatki, w groszki lub  paseczki – czy maski zostaną z nami na dłużej? Wielu uważa, że przełamią tabu i zakorzenioną w kulturze zachodniej niechęć do zakrywania twarzy. Na razie są z nami obowiązkowo. A w przyszłości? Cóż, skoro ubrania i dodatki mają dar przywoływania nam pewnych wspomnień… Nie wiem, czy czasy zarazy byłyby tymi, do których chcielibyśmy z chęcią wracać.

>>> CZYTAJ RÓWNIEŻ: WYWIAD ZUZA ŚLESZYŃSKA LETTLY- Jak działać w social media w czasie koronawirusa