Styczniowe „ELLE” poświęcone sile kobiet. Czy gwiazda okładki rzeczywiście pasuje do tematu numeru?

324
Fot. materiały prasowe

Polskie Elle opublikowało nową, styczniową okładkę magazynu. Noworoczny numer redakcja poświęciła „Sile Kobiet”. Gwiazdą najnowszego wydania została Anna Lewandowska jako ta, która tę siłę uosabia. Jednak czy rzeczywiście umieszczenie na okładce sportsmenki, niekojarzonej z hasłami feministycznymi czy aktywną walką o prawa kobiet, to dobry wybór na tle czasu, w którym przyszło nam żyć?

Anna Lewandowska została gwiazda okładki styczniowego Elle Polska, które poświęcone jest hasłu Siła Kobiet. Lewandowska jest przedstawiona w numerze jako „matka, żona, sportsmenka, bizneswoman”. Jednak czy to nie za mało by stać się ikoną tego ważnego hasła? W czasie kiedy rzesze kobiet wychodzą na ulice, by czynnie walczyć o swoje prawa, a przewodzą nimi aktywistki poświęcone sprawie? Wielu internautów komentuje, że wybór redakcji magazynu po prostu ich dziwi. W mediach społecznościowych pojawiły się takie komentarze jak ten Bartka Fetysza. 

Jeśli Anna Lewandowska i najnowsza okładka ELLE reprezentują SIŁĘ KOBIET to ja reprezentuję salony fryzjerskie w Europie. 

Męczą mnie nachalnie promowane, bezbarwne, beznamiętne osobowości, które nie zajmują żadnego stanowiska w ważnych kwestiach, bo zajęcie go może się równać utracie kontraktu reklamowego. Polityczność to zakręcenie sobie strumienia sponsorowanych monet, a żadna influencerka nie chce się gotówkowo odwodnić. Ta okładka reprezentuje próżnię. Wygląda jak okładka „Dziewczyny” z lat 90-tych, ewentualnie „Bravo Girl”, ale na pewno nie jest współczesnym manifestem ani siły ani kobiecości. Symbolizuje uprzywilejowaną radość życia. 

Nie wiem kim jest naczelna ELLE, ale nadaje się do dymisji. A nazwisko Kamali Harris w ogóle obok Lewandowskiej i jeszcze pod i mniejszą czcionką to dowód na to, że na wysokich stołkach w polskich mediach siedzą uwarunkowani koleżeństwem i dupowłaztwem idioci. Bo jedyne co wspiera bohaterka okładki to własne biznesy i prawników. Zastraszających inne kobiety, które nie przyklaskują jej kazaniom. Przekażmy sobie kule mocy. To wszystko. 

Ps. Też bym się niczego nie bał z tyloma milionami i obstawiony prawnikami. Ale jestem jak większość z nas, która straciła oszczędności życia, pracę, bliskich i musiała się przebranżowić, żeby przetrwać. Zatem się boję. Może dlatego tak obca jest mi reprezentowana przez Lewandowską i ELLE „siła kobiet”. 

Do komentujących dołączyła Karolina Korwin-Piotrowska:

Myślałam, ze to kiepski żart. Jednak prawda. Siła kobiet. Aha. Siła kobiet, która rękami swoich prawników chciała zmusić @majakstasko do zmiany poglądów i groziła pozwem. Bo ta słusznie zarzuciła jej bodyshaming. Siła kobiet, która nie odzywa się w kwestii protestów, łamanych praw człowieka. Siła kobiet, która jako odkrywczy podaje przepis na kanapkę z ogórkiem czy pomidorem. Siła kobiet, która wpędza kobiety w kompleksy, sprzedając im tych koszmarnych czasach, szczególnie dla kobiet, nieosiągalną wizję świata. To kobiety płacą najwyższą cenę za epidemię, to na nich spoczywa największy ciężar, są dyskryminowane, tracą pracę, ogarniają wszystko resztką sił i co? Gucio. Ikona uprzywilejowanych. Super – napisała.

Karolina Korwin-Piotrowska

Przypomnimy, że niedawno premierę miały również 3 okładki nowego numeru „Vogue”. One także zostały wydane pod hasłem „Siła Kobiet”, poruszając ten sam problem co „Elle” w styczniowym wydaniu.

Okładka „ELLE” jest piękna, ale temat niestety nietrafiony.

>>> Przeczytaj również: L37, Miszkomaszko, Bazar Miejski i inni odpowiadają: Co przyniesie rok 2021?