Polskie modelki wspominają Giorgio Armaniego. Na zdjeciu Marta Dyks, Natalia Napieralska i Daga Ziober

Polskie modelki wspominają Giorgio Armaniego. “Każdy z nas czuł, że jesteśmy częścią czegoś wielkiego”

W czwartek, 4 września, świat mody stracił jednego ze swoich największych wizjonerów. Giorgio Armani odszedł w wieku dziewięćdziesięciu jeden lat, pozostawiając po sobie nie tylko kolekcje, które na zawsze zmieniły sposób, w jaki myślimy o elegancji, lecz także pamięć o człowieku niezwykle uważnym i pełnym wdzięku. Publiczność widziała w nim mistrza wielkich pokazów, projektanta gwiazd i ambasadora włoskiego stylu. Ale kim był za kulisami, w chwilach ciszy i skupienia, kiedy światła reflektorów gasły? O tym mówią modelki, które miały szczęście poznać go z bliska – Daga Ziober, Marta Dyks i Natalia Napieralska.

Daga Ziober

Pamiętasz swój pierwszy pokaz Giorgio Armaniego? Jakie to było doświadczenie?

Jeśli się nie mylę, był to pokaz Emporio Armani wiosna-lato 2014. Muszę przyznać, że nie do końca pamiętam sam moment poznania Pana Armaniego, bo było to już jakiś czas temu. Doskonale pamiętam go z backstage’u – mimo że jest tak wielką postacią w świecie mody, okazał się niezwykle ciepłym, starszym panem. Sam pokazywał nam, jak powinniśmy chodzić i jaki klimat ma mieć pokaz, co było dla mnie niesamowitym doświadczeniem.

Jaki był Mister Armani prywatnie, gdy pracowało się z nim za kulisami?

Przed przymiarkami czułam lekki stres i ekscytację. Jednak od chwili, gdy witał mnie swoim „ciao” i puszczał oko – a robił to przy każdym fittingu – cały niepokój znikał. W tym ogromnym pomieszczeniu, gdzie odbywały się przymiarki, wyraźnie czuło się jego energię: opanowanie, spokój i ogromny szacunek do ludzi.

Każdą z modelek stylizował osobiście. Każdy „look” musiał przejść przez jego oczy i ręce. To on decydował, a kiedy dawał znak dłonią i mówił po włosku: „andiamo” – ruszałam na mały wybieg, by mógł zobaczyć, jak prezentuję się w jego projekcie.

Pan Armani był osobą, wobec której wszyscy mieli niewyobrażalny szacunek. I trudno się dziwić – jego spokój, klasa i podejście do ludzi sprawiały, że to doświadczenie było absolutnie wyjątkowe.

Jak go zapamiętasz? Co zostanie z Tobą na zawsze?

Mogę śmiało powiedzieć, że moja relacja z Panem Armanim była wyjątkowa. Za każdym razem czułam, że jestem częścią jego świata i jego marki. Pracowałam z nim przy wielu kampaniach i pokazach – to doświadczenia, które na zawsze pozostaną w mojej pamięci.

Nie powiem, że mnie „uczył”, ale na pewno wiele od niego zaczerpnęłam – szczególnie elegancję i prostotę, które tak pięknie definiowały jego styl. Pokazywał mnie w różnych odsłonach, a ja wierzę, że w pewien sposób również mogłam być dla niego inspiracją, skoro tak często zapraszał mnie do swoich projektów.

To, co pozostanie w moim sercu na zawsze, to jego niezwykła pracowitość i lojalność. Właśnie te cechy najlepiej oddają wielkość i klasę Pana Armaniego.

Przeczytaj również: Kto przejmie stery w modowym imperium Armaniego?

Marta Dyks

Pamiętasz swój pierwszy pokaz Giorgio Armaniego? Jakie to było doświadczenie?

Z samego pokazu mam mgliste wspomnienie. Najwięcej dotyczy uczucia, które mi towarzyszyło, i właśnie samego Mr. Armaniego. To pamiętam doskonale. Przede wszystkim byłam ogromnie zdziwiona, że mnie wybrano. Był to sezon Haute Couture w Paryżu. Na te pokazy Pan Armani wybierał zawsze najwyższe modelki, takie zdecydowanie powyżej 180 cm. Wiedziałam, że tego nie uda mi się przebić, ale życie zaskakuje. Z jakiegoś powodu zostałam wybrana, a modelki Mr. Armani wybiera osobiście.

To był pokaz, podczas którego pierwszy raz poczułam, jak wielki szacunek i respekt wzbudzał, ale nie miało to nic wspólnego ze strachem i obawą przed nim. To był szacunek i podziw. Kiedy miał się pojawić, czuło się tę atmosferę w powietrzu, ale ona nie gęstniała, tylko stawała się spokojniejsza. Gwar lekko cichł, zamieszanie stawało się mniejsze, miałam poczucie, że nawet wszyscy się bardziej prostowali. Wtedy też pierwszy raz na własne oczy doświadczyłam jego wielkiego szacunku do innych oraz zaangażowania w każdy detal, o którym tak wiele się mówi. Witał się z każdym, kto znalazł się w zasięgu, sam malował paznokcie modelkom, kiedy coś nie spotkało się z jego wizją. To doświadczenie pozostawiło we mnie wdzięczność i poczucie, że uczestniczę w czymś naprawdę niepowtarzalnym. To było dzieło nie tylko pracy, ale też tego, jakim się jest człowiekiem.

Jaki był Mister Armani prywatnie, gdy pracowało się z nim za kulisami?

Był zawsze obecny i uważny. Doglądał każdego szczegółu, ale nigdy w sposób, który dawałby poczucie presji. To nie była kontrola, tylko troska – o nas, o komfort pracy, o każdy detal. Potrafił zejść do nas bardzo prywatnie, podczas sesji w swoim domu w Mediolanie, sprawdzić, czy mamy wszystko, czego potrzebujemy, i życzyć nam dobrej pracy. Miałam ogromne szczęście móc pracować z nim wiele razy, a przebywanie w jego prywatnych przestrzeniach to niezwykłe wspomnienie. Pamiętam wtedy, jak wchodząc po schodach, odwrócił się, delikatnie uśmiechnął i machnął ręką. Jakby jeszcze ostatnim spojrzeniem sprawdzał, czy wszystko jest jak należy.

Jak go zapamiętasz? Co zostanie z Tobą na zawsze?

Zapamiętam go jako człowieka pełnego elegancji w najgłębszym znaczeniu tego słowa. Uczył, że elegancja nie polega na byciu zauważonym, ale na tym, by zostać zapamiętanym. Zostanie ze mną jego filozofia – że najważniejsze są zaangażowanie, spokój, szacunek i uwaga dla ludzi oraz dla rzeczywistości.

To nie były puste słowa, ale coś, co widzieliśmy w jego codziennym działaniu. Pogodny, skupiony, szanujący innych i szanowany przez wszystkich – pozostawił po sobie nie tylko kolekcje, ale i wartości, które będą inspirować jeszcze długo. Dla mnie na zawsze pozostanie mistrzem i człowiekiem, którego wspominam z wdzięcznością i podziwem.

Marta Dyks w kampanii Armani Prive.

Przeczytaj również: Mediolan szykuje się na pożeganenie Armaniego. Poznaj szczegóły

Natalia Napieralska

Pamiętasz swój pierwszy pokaz Giorgio Armaniego? Jakie to było doświadczenie?

Pamiętam doskonale. To była kolekcja Prive, prezentowana w Paryżu podczas sezonu Haute Couture w 2019. Byłam niezwykle zestresowana, ale równie szczęśliwa i podekscytowana.

Signor Armani nadzorował cały proces przygotowań, wchodził na backstage, oceniał proces beauty. Ja w tym samym czasie, młoda i nieopierzona, razem z koleżanką fotografką robiłyśmy dość głupawe zdjęcia backstagowe, na tle (robiącego bądź co bądź wielkie wrażenie) stołu z cateringiem. Okazało się, że Armani przyglądał się również temu procesowi, ale zanim zdążyło nam się zrobić głupio (wydawałoby się, że obecność Legendy wymaga absolutnej powagi), Armani podszedł, zasłonił obiektyw, zaśmiał się pod nosem i puścił nam oczko. [zdjęcia poniżej].

Natalia Napierlska w kampanii Armaniego.

 Miał wspaniałe poczucie humoru i dużo dystansu do siebie i do świata.

Pokaz odbył się w Petit Palace i był naprawdę przepiękny, to było absolutne spełnienie marzeń. Na szczęście dostałam płaskie buty, więc nie miałam o co się martwić na wybiegu. Po pokazie przyszła do nas Nicole Kidman, żeby nam pogratulować. To było naprawdę niesamowite.

Jaki był Mister Armani prywatnie, gdy pracowało się z nim za kulisami?

Był przede wszystkim niezwykle oddany swojej pracy. Przykładał wiele uwagi nawet do najmniejszych szczegółów. Absolutnie wszystko musiało być zaakceptowane przez Signor Armaniego. I mam na myśli naprawdę wszystko – castingi, przymiarki, włosy i makijaż, osobiście wybierał nawet lakier do paznokci najbardziej spójny z kolekcją, a każdy look przed wejściem na wybieg musiał jeszcze raz dostać jego akceptację. Przypomnę, że bywało ich ok. 70. Często wprowadzał też zmiany na ostatnią chwilę – tak, żeby wszystko było idealnie. To on nas wypuszczał na wybieg. Jego oddanie zawsze robiło na mnie wielkie wrażenie.

Każdy wiedział, kiedy Armani wchodził do pokoju – coś się zmieniało. Atmosfera stawała się podniosła, każdy z nas czuł, że jesteśmy częścią czegoś wielkiego i wyjątkowego.

Ale oprócz tego był też niezwykle ciepłym i troskliwym człowiekiem. Przed pokazami wygłaszał poruszające przemowy, podczas których łzy leciały nam po policzkach. Podkreślał, jak bardzo docenia naszą pracę. Darzył wszystkich pracowników ogromnym szacunkiem. Zbudował strukturę, w której naprawdę wszyscy czujemy się jedną wielką rodziną. Dbał o nas, kochał nas – a my jego.

Jak go zapamiętasz? Co zostanie z Tobą na zawsze?

Zapamiętam go jako Ikonę, która do końca pozostała po prostu człowiekiem.

Często stresowałam się tuż przed wyjściem na wybieg (chyba nigdy mi to nie minie). Podchodził wtedy do mnie, łapał za ramię i mówił, żebym się zrelaksowała i uśmiechała, i że wyglądam pięknie. Spójrz na zdjęcia z pokazów – każda modelka się uśmiecha. Bardzo mu na tym zależało. Może to zabrzmi trochę zbyt ckliwie, ale to chyba właśnie jest to zdanie – „Remember to smile”. Oprócz tych wszystkich wspomnień, anegdotek, wyjazdów i przygotowań, to właśnie ono zostanie ze mną i będzie mi się z Nim kojarzyć już na zawsze.

Natalia Napieralska na wybiegu pokazu Giorgio Armani.