Agata Serge wywiad

[EXCLUSIVE] Polska fotografka Agata Serge stworzyła album z ikonami modelingu

Polska fotografka Agata Serge zrobiła rzecz niesamowitą – zebrała 15 ikon modelingu i supermodelki nowej generacji i stworzyła z nimi autorską książkę. „Fashion Flip Book” to nie tylko portfolio najsłynniejszych twarzy naszych czasów, takich jak Helena Christensen, Lara Stone, Anja Rubik czy Alex Consani, ale także wielowarstwowy projekt artystyczny z interaktywnym „flipem” i elementami VR. Jak sama przyznaje, początkowo „to miało być bardzo małe, osobiste przedsięwzięcie, ale z czasem projekt ewoluował i finalnie powstała książka”.

Przy realizacji pracowało blisko 150 osób, sesje powstały w Nowym Jorku, Paryżu, Londynie i Los Angeles, a modelki wybierał jeden z najsłynniejszych casting directorów na świecie – Piergiorgio Del Moro. Specjalnie dla Fashion Biznes Agata Serge zdradza kulisy tego projektu i opowiada o drodze od intymnej wizji do wielkiego, międzynarodowego przedsięwzięcia.

Piotr Włochyń, Fashion Biznes: Jak narodził się pomysł na „Fashion Flip Book”?

Agata Serge: Sam pomysł narodził się tak naprawdę wiele lat temu – myślę, że pięć, może sześć lat wstecz. To był jeszcze ten moment, kiedy nie byłam gotowa, żeby realnie wejść w produkcję, ale idea „flipa” chodziła za mną od dłuższego czasu. Pierwotnie miał to być wyłącznie edytorial: jeden koncept, sama przewijana część, coś bardziej kameralnego, ale szybko okazało się, że format jest trudny do udźwignięcia logistycznie – cienki papier, cięcia, cała konstrukcja. 

W pewnym momencie ten pomysł po prostu ucichł, aż do rozmowy, w której ktoś zapytał: „A czemu nie wydasz tego sama?”. I to jedno zdanie kompletnie zmieniło kierunek. Na początku wyobrażałam to sobie jako małe, osobiste przedsięwzięcie, ale projekt zaczął żyć własnym życiem. Organicznie się rozrastał, aż ostatecznie przeobraził się w pełnowymiarową książkę. „Flip” wciąż jest jej sercem, ale wszystkie sesje i historie wokół niego stały się równie ważną częścią całości.

Agata Serge Fashion Flip Book

 

Z kim stworzyłaś pierwszą sesję do albumu? I czy to wtedy zrodził się ostateczny koncept?

Pierwsza sesja powstała z Heleną Christensen. Natomiast sam koncept narodził się znacznie wcześniej – gdy wchodziłam na plan z Heleną, miałam już w głowie całą konstrukcję książki i „flipa”. Ten projekt od początku był dla mnie wielowarstwowy i bardzo świadomie zaplanowany.

W publikacji jest piętnaście bohaterek, więc każda sesja miała swój indywidualny moodboard, a jednocześnie wszystkie łączyły się w jeden koncept “matkę” – tym, który tworzył „flip”. Każdy edytorial funkcjonował jako osobna historia, ale równolegle powstawały też kadry przeznaczone wyłącznie do części interaktywnej. 

Zdjęcia powstawały w różnych miastach – czy da się je wyłapać w książce? Mam wrażenie, że najmocniej widać Nowy Jork.

Rzeczywiście, Nowy Jork jest najbardziej wyczuwalny, ale tych lokalizacji jest znacznie więcej. W Los Angeles zrobiłam jedną sesję – z Millą Jovovich. Dwie kolejne powstały w Paryżu: z Anją Rubik i Saskią de Brauw. U Saskii jest też dużo zdjęć ulicznych, więc tamten paryski klimat jest bardzo obecny.

Mam jednak taką tendencję do fotografowania lokacji „swoim kątem” – w sposób bardzo spójny wizualnie – więc nawet jeśli miasta są różne, całość układa się w jedną estetyczną narrację. Poza Nowym Jorkiem i Paryżem jest jeszcze Londyn, gdzie powstała cała sesja z Larą Stone i Georgią Palmer. 

Mimo że projekt powstawał w tylu miejscach, najbardziej cieszy mnie właśnie to, że książka pozostaje stylistycznie jednolita i konsekwentna.

Georgia Palmer Agata Serge

Przeczytaj również: Nowa generacja mody: Tomasz Armada „Nie widzę przyszłości dla marek, które nie mają innych aspiracji poza zyskiem”

W książce pojawia się także esej o modelingu autorstwa Alessia Glaviano. Jak doszło do tej współpracy i jak ważne było dla Ciebie, żeby w albumie pojawił się tekst z przekazem, a nie tylko same zdjęcia?

Alessia Glaviano była jedną z pierwszych osób, którym opowiedziałam o koncepcji książki. Rozmawiałyśmy jeszcze zanim w ogóle zaczęłam produkcję – nie chodziło wtedy o tekst; Alessia była dla mnie takim cichym, merytorycznym doradcą, z którym konsultowałam kierunek projektu i któremu regularnie pokazywałam kolejne etapy.

Dopiero po ostatniej, piętnastej sesji – z Aweng Chuol w Nowym Jorku – zadzwoniłam do niej z pytaniem, czy zgodziłaby się napisać esej. To była dla mnie bardzo naturalna decyzja. Mam do niej ogromny szacunek, jest ważną postacią w świecie mody, wręcz ikoną, i czułam, że jej głos idealnie dopełni całość.

Przy projekcie pracowało około 150 osób, więc tym bardziej zależało mi, aby Alessia była w nim obecna w jak najmocniejszy sposób. Jej esej nadaje książce dodatkowy, refleksyjny i krytyczny wymiar – wyprowadza ją poza samą fotografię i dodaje jej intelektualnej głębi.

W którym momencie do projektu dołączyły kolejne osoby, jak np. Piergiorgio, który zajmował się castingiem?

Piergiorgio dołączył mniej więcej w połowie pracy nad książką. Do dziewiątej bohaterki – Milli Jovovich – casting prowadziłam sama. To był bardzo intensywny etap, ale w pewnym momencie poczułam, że aby projekt mógł wejść na kolejny poziom, potrzebuję kogoś o wyjątkowej intuicji i doświadczeniu.

Po tej sesji Piergiorgio przejął cały proces castingu. Alex Consani była pierwszą modelką, którą wybrał, a wszystkie kolejne decyzje – aż do finalnej piętnastki – powstawały już z jego ramienia. Jego udział bardzo mocno ukształtował ostateczny charakter książki.

Alex Consani w obiektywie Agaty Serge

W albumie są modelki, z którymi pracowałaś już wcześniej, np. przy edytorialach dla Vogue’a czy Numéro. To powrót do znajomych twarzy czy były to szczególnie ważne spotkania i dlatego chciałaś do nich wrócić?

Każda z tych modelek ma dla mnie swoje indywidualne znaczenie, z każdą łączy mnie inna relacja i inny etap mojego życia zawodowego. Helena Christensen była absolutnie kluczowa – pierwsza bohaterka projektu. Potem dołączyły Amanda Murphy i Colin Jones. Ta trójka stała się fundamentem całej książki; dopiero po trzeciej sesji mogłam złożyć pierwszego „flipa” i zobaczyć, że projekt naprawdę działa.

Z Heleną pracowałyśmy przez lata – robiłyśmy kampanie, okładki, wiele wspólnych projektów. Zależało mi, żeby na początku tej drogi stanęła osoba, z którą mam silną relację, ktoś, kto mnie zna i wnosi do projektu dodatkowy, emocjonalny ładunek. Z Amandą zrobiłam moją pierwszą okładkę dla „Vogue Netherlands”. Mieszkałam pięć lat w Holandii, więc nasza współpraca miała dla mnie wyjątkowy, bardzo osobisty wymiar. Z kolei Colin poznałam na planie dla „WWD” – zakochałam się w niej jako w modelce od pierwszej chwili. Byłam już wtedy w trakcie produkcji książki i, mimo że zwykle tak nie robię, podeszłam do niej i powiedziałam: „Oczywiście napiszę formalnie do Twojej agencji, ale bardzo chciałabym mieć Cię w mojej książce”.

Czy poza tą pierwszą sesją były jeszcze inne momenty, które uznałbyś za przełomowe?

Każda sesja była dla mnie lekcją i częścią tej niezwykłej podróży, więc przełomowych momentów było naprawdę wiele. Jednym z najważniejszych była na pewno sesja z Millą Jovovich – miałam ogromną przyjemność pracować z nią osiem lat temu, na niemal samym początku mojej drogi, a od tego czasu charakter zdjęć, które tworzę, bardzo się zmienił. Marzyłam, żeby móc ją sfotografować ponownie.

To, że tym razem spotkałyśmy się przy moim autorskim projekcie, było dla mnie symboliczne – jak domknięcie pewnego koła. Na tym etapie nie wiedziałam jeszcze, czy książka skończy się na dziesiątej czy piętnastej modelce; projekt ewoluował z każdą sesją i z każdym kolejnym miesiącem.

Agata Serge - Mila Jovovich

Ważnym momentem była także sesja z Anją Rubik – zawsze marzyłam, żeby z nią pracować. Nigdy wcześniej nie miałyśmy wspólnej sesji, a bardzo zależało mi, żeby w książce pojawiła się polska modelka. Kiedy Anja się zgodziła, byłam w siódmym niebie. Dostałam telefon, że mamy termin za tydzień. Wsiadłam w samochód i z Łodzi pojechałam do Paryża. Brzmi szaleńczo, ale wtedy było to najbardziej logiczne rozwiązanie.

To Anja zasugerowała współpracę z Saskią de Brauw – i to właśnie dzięki niej tydzień później znów byłam w Paryżu, robiąc kolejną sesję do książki. Każda sesja niosła ze sobą swoją historię – spontaniczną, zaskakującą, pełną emocji.

To wszystko brzmi bardzo intensywnie! Sesje powstawały w krótkim, skumulowanym czasie, czy raczej falami?

Zdecydowanie falami. Do pierwszych trzech sesji przygotowywałam się naprawdę długo – zależało mi, żeby dobrze zdefiniować początek i nadać projektowi właściwy kierunek. Te trzy sesje odbyły się jedna po drugiej. A potem pojawiło się pytanie: „Ok, co dalej? Która modelka następna?”. Do dziewiątej sesji, czyli do Milli Jovovich, wszystko szło bardzo dynamicznie, z przerwami na powroty do Polski.

Musiałam wozić rolki do ciemni, procesować materiał, sprawdzać, co wyszło. Od razu reagowałam na to, co widziałam – oglądałam zdjęcia z pierwszych trzech sesji i zastanawiałam się, jak popchnąć projekt dalej. Z Millą fotografowałam chyba w grudniu – potem były święta, Sylwester, a grudzień – styczeń to w świecie mody spokojniejszy okres.

Chwilę później dołączył Piergiorgio. Do dziś trochę nie wierzę, że przy całkowicie personalnym projekcie pracowałam z tak niezwykłymi ludźmi.

Milla Jovovich w obiektywie Agaty Serge

Co było dla Ciebie największym wyzwaniem podczas pracy nad książką?

Wyzwania były właściwie cały czas. Pracowałam z modelkami światowej sławy – do dziś mam ciarki na myśl o tym, że poświęcały cały dzień wyłącznie mojemu projektowi. To nie były zdjęcia „przy okazji” kampanii czy okładki; cały plan, cała energia, były dedykowane mojej książce.

Bywało, że mieliśmy tydzień na przygotowanie produkcji, jak przy Anji. W innych przypadkach warunki były jeszcze ostrzejsze. Na Alex Consani czekałam miesiąc w Nowym Jorku. Pamiętam, że wsiadłam już do taksówki na lotnisko, żeby wrócić do Polski – i wtedy, w sobotę, przyszła wiadomość: „Masz Alex Consani we wtorek”. Wysiadłam z taksówki, wniosłam bagaże z powrotem na górę. Zadzwoniłam do przyjaciółki, a ona tylko powiedziała: „Zadzwoń do Jean, zobacz, czy jesteście w stanie to wyprodukować”.

Zadzwoniłam do mojej producentki, która bez wahania odpowiedziała: „Absolutnie, musimy to zrobić”. Przez następne dwanaście godzin praktycznie nie schodziłyśmy z telefonu, produkując całą sesję w ciągu jednej doby. Udało się, choć na początku wydawało się to prawie niemożliwe. Ale o tym właśnie jest ten projekt. 

Wspominałaś o Jean – czy są jeszcze osoby, których pracy nie widać bezpośrednio na zdjęciach, a które miały ogromny wpływ na ten projekt?

Zdecydowanie tak! Producentka Jean Jarvis z Area1202 to jedna z najbliższych mi osób –  zarówno zawodowo, jak i prywatnie. Poznałyśmy się na planie „Vogue Netherlands”, przy sesji z Amandą, i od trzech–czterech lat pracujemy razem bardzo intensywnie. Jean wyprodukowała wszystkie piętnaście sesji do „Fashion Flip Book” i zaangażowała się w ten projekt jak mało kto.

No i oczywiście Federigo Gabellieri – Art Director GQ Italia i jednocześnie Art Director „Fashion Flip Book”. Spędziliśmy po kilkanaście godzin dziennie, dosłownie, przez cały ostatni miesiąc przed oddaniem książki do druku, dopracowując każdy detal do momentu, w którym oboje byliśmy naprawdę z niej zadowoleni.

W książce pracujesz z kilkoma stylistami. Jak udało się zachować spójność, mając tyle różnych kreatywnych wizji?

To rzeczywiście było wyzwanie, także dlatego, że z częścią stylistów wcześniej nie pracowałam.

Niezwykle ważną osobą była dla mnie Carolina Orrico – stylistka, z którą pracuję bardzo często i która jest mi niezwykle bliska. Zrobiłyśmy razem pięć sesji do albumu. Mam poczucie, że obie bardzo ewoluowałyśmy w trakcie tego projektu – każdy z tych edytoriali rozwijał nas jako duet. Z Caroliną zakończyłam cały projekt: wspólnie zrobiłyśmy piętnastą sesję z Aweng Chuol. Nie wyobrażałam sobie, żeby przy ostatniej sesji pracować z kimkolwiek innym.

Charlesa Varenne’a, który stylizował Anję Rubik i Saskię, poznałam dopiero na planie z Anją. Wcześniej mieliśmy jednego, zupełnie niezobowiązującego calla na Zoomie – tak po prostu, żeby się poznać. Rozmowa była bardzo naturalna i szybko złapaliśmy wspólny język. Miałam wtedy za sobą trzy sesje do książki, więc pokazałam mu, nad czym pracuję.

Pierwotnie zakładałam, że będę współpracować głównie ze stylistami, których już znam – to był mój personalny, bardzo wymagający projekt, bez wsparcia redakcji czy klienta. Ale z Charlesem dogadywaliśmy się tak dobrze, że kiedy nagle pojawiła się możliwość sesji z Anją Rubik w Paryżu, z tygodniowym wyprzedzeniem, pierwszą osobą, o której pomyślałam, był właśnie on. Zadzwoniłam i powiedziałam: „Za tydzień przyjeżdżam samochodem do Paryża, mamy Anję – robimy to?”. Charles bez wahania odpowiedział: „Absolutnie, robimy”. Tydzień później zrobiliśmy razem także sesję z Saskią.

Agata Serge Fashion Flip Book

A co z makijażem i włosami? W albumie dominuje naturalny look – czy takie było założenie od początku?

Tak. Część glam teamu to osoby, z którymi pracuję od lat, ale w Paryżu czy Londynie pojawili się też zupełnie nowi twórcy, którzy później wracali przy kolejnych sesjach.

Ten projekt nie jest o makijażu ani o samej stylizacji. Ubrania często są monochromatyczne i pełnią raczej drugoplanową rolę. Oczywiście to wciąż książka o modzie, ale najbardziej zależało mi na człowieku – na obecności, osobowości modelek i na samym koncepcie. Make-up miał jedynie podkreślać atuty i wzmacniać narrację, a nie dominować nad całością.

„Fashion Flip Book” wydałaś samodzielnie – przy tak dużym projekcie to musiało być ogromne wyzwanie. Nie rozważałaś współpracy z wydawnictwem?

Od początku zakładałam, że wydaję tę książkę samodzielnie. Pierwotnie projekt miał być dużo mniejszy, ale nawet kiedy urósł do obecnej skali, idea self-publishingu została. Byłam tak mocno zaangażowana w samą produkcję sesji, że dokładanie kolejnej współpracy – z wydawnictwem – wydawało mi się po prostu trudne.

Pracowałam na filmie: była ciemnia, każda odbitka wychodząca z maszyny przechodziła przez moje i Tomka ręce. Potem sama skanowałam wszystkie odbitki i negatywy i robiłam retusz. To był ogrom pracy. Gdybym do tego miała jeszcze dodać relację z wydawcą, jego uwagi, korekty, harmonogramy… to byłby kolejny duży ciężar do udźwignięcia. Paradoksalnie więc wydanie książki samodzielnie okazało się dla mnie bardziej naturalne.

Agata Serge Fashion Flip Book

Jak wyglądał proces selekcji zdjęć? Trzysta kadrów z tysięcy – to musiała być prawdziwa tortura.

Nigdy nie policzyłam, ile zdjęć powstało podczas projektu. Selekcję robiłam na bieżąco – przy każdym kolejnym planie zdjęciowym dokładane były nowe zdjęcia, układ cały czas się zmieniał, projekt żył i reagował na to, co pojawiało się na planie.

Na samym końcu przeszłam przez wszystko raz jeszcze. Ogromnym wsparciem był Federigo, który zaprojektował książkę i przygotował materiał do druku. Ja przygotowałam layout, rozkład zdjęć oraz całego flipa, ale ostateczna szata graficzna, projekt okładki i finalny wygląd książki to jego wkład.

Przez ostatni miesiąc praktycznie nie spaliśmy. Codziennie siedzieliśmy na Zoomie przez wiele godzin. Ja kończyłam pracę około 5:30, a o 8:00 wstawałam, żeby kontynuować retusz i przygotowywać pliki do druku. No właśnie – wszystkie pliki do druku przygotowywałam sama. Do dziś, kiedy o tym myślę, mam w głowie jedną myśl: „wow, że ja to dowiozłam”. 

Agata Serge premiera Fashion Flip Book

Książka ma vintage vibe prosto z lat 90. Miałaś jakieś konkretne inspiracje wizualne?

To był bardzo wewnętrzny, instynktowny proces. Vintage vibe lat 90. wynika bardziej z mojego sposobu patrzenia i z estetyki, która jest mi organicznie bliska, niż z konkretnych, z góry ustalonych referencji. Starałam się robić tak, jak czuje – przy każdej sesji, pracy w ciemni, retuszu czy finalnym wyglądzie książki. 

Wróćmy na chwilę do Anji Rubik – przekazałaś sto albumów na jej fundację Sexed. Jak wyglądała Wasza współpraca?

Anja jest absolutnie cudowna – kiedy pojawiła się na planie, od razu poczułam niesamowitą energię. Oczywiście byłam bardzo zestresowana; stresuję się przed każdą sesją, ale tutaj skala emocji była zupełnie inna. Bardzo zaimponowało mi jej zaangażowanie w każdy kadr. Wszystkie modelki w książce podeszły do projektu z takim samym sercem i profesjonalizmem, jakby to była co najmniej okładka „Vogue”, ale Anja zaangażowała się również w całokształt projektu. Gdyby nie ona, Saskia prawdopodobnie nie pojawiłaby się w książce.

Przekazanie stu albumów na fundację Sexed było dla mnie naturalną formą podziękowania za to niezwykłe wsparcie i zaangażowanie w mój osobisty projekt. Chciałam oddać tę energię dalej i zrobić coś dobrego.

Wchodząc na plan, miałaś szczegółowy scenariusz każdej sesji, czy bazowałaś bardziej na intuicji?

Wszystko było bardzo dokładnie zaplanowane. Nie mogłam sobie pozwolić na to, żeby cokolwiek „nie wyszło” – nie tylko w sensie technicznym, ale przede wszystkim koncepcyjnym. Sesje musiały być spójne stylistycznie, a ja musiałam dowieźć „flipa”. Miałam cały czas z tyłu głowy, że każdy element musi się ze sobą zgrać: osobne koncepty poszczególnych sesji i ten nadrzędny, czyli flip.

Każda sesja miała więc swój własny pomysł, ale podporządkowany temu głównemu, żeby wszystkie te światy ostatecznie „zagrały” razem jako jedna całość.

Premierze Fashion Flip Book towarzyszą wystawy i projekty VR. Pierwszy „book launch” był już w Nowym Jorku, co jeszcze nas czeka?

Book launch w Nowym Jorku odbył się 10 września – był to jednodniowy, kameralny event dla zaproszonych gości. Teraz planujemy kolejne wydarzenia. W planach jest podobny, kameralny event w Warszawie, również wyłącznie dla zaproszonych gości. Z kolei 6 grudnia w Łodzi, w Fabryce Sztuki, odbędzie się otwarte wydarzenie, na które każdy będzie mógł przyjść, zobaczyć książkę i obejrzeć zdjęcia.

Tego samego dnia, od 10:00 do 14:00, zaplanowane są płatne warsztaty dla niewielkiej grupy uczestników. Po warsztatach oprowadzę grupę po wystawie i opowiem o zdjęciach, a o 18:00, rozpocznie się otwarty event w Fabryce Sztuki.

Jeśli chodzi o VR – ta część projektu nie była jeszcze publicznie pokazywana. Nakręciłam VR-owy materiał przy połowie modelek; założenie jest takie, że na wystawie będą gogle, które pozwolą przenieść się na plan zdjęciowy i zobaczyć backstage.

Pierwsza pełnoprawna wystawa – w odróżnieniu od jednodniowych book launchy – planowana jest w Paryżu, 5 marca, podczas Paris Fashion Week. VR będzie tam kluczowym elementem ekspozycji i nowym, ważnym dodatkiem do całego projektu.

Czy od początku wiedziałaś, że projekt przybierze tak multimedialną formę – z wystawami, VR-em, interaktywną oprawą?

Absolutnie nie! Do dziś jestem zaskoczona, do jakiej rangi ten projekt urósł pod kątem eventów i wystaw. Od samego początku całą energię skupiałam na złożeniu książki i nakręceniu materiału VR, a czas „po książce” wydawał się do samego końca bardzo odległy. Tymczasem minął niesamowicie szybko. Zdecydowałam się na premierę w Nowym Jorku, bo właśnie tam pracuję najwięcej, a Warszawa i Łódź były dla mnie naturalne: jestem Polką i bardzo zależało mi, aby pokazać projekt także tutaj.

Agata Serge premiera Fashion Flip Book w Nowym Jorku

Agata Serge premiera Fashion Flip Book w Nowym Jorku

Paryż pojawił się później, zupełnie niespodziewanie. Zaczęłam współpracować z agencją Profirst przy nowojorskim evencie i to oni zasugerowali, że pełnoprawna wystawa powinna odbyć się właśnie tam. Nigdy wcześniej specjalnie nie „otwierałam się” na Paryż, właściwie tam nie pracowałam. Pierwsza poważna sesja, jaką tam zrobiłam, to była właśnie ta do książki – z Anją Rubik.

Eventy w Polsce mają być przestrzenią, w której każdy może przyjść, dotknąć książki, zobaczyć “flipa” i „przegryźć się” z projektem. Paryska wystawa będzie inna – bardziej interaktywna, bardziej multimedialna i dłuższa. Nie jeden wieczór, tylko moment, w którym każdy będzie mógł wejść i na spokojnie zanurzyć się w cały projekt.

Czuć, że ten projekt był dla Ciebie bardzo emocjonalny i na swój sposób przełomowy. Jak się czułaś w dniu premiery książki?

Dzień premiery był dla mnie bardzo trudny. Od samego początku nie miałam wobec projektu żadnych oczekiwań. Nagle, jednego dnia, wypuściłam w świat prawie trzysta zdjęć, które przez lata były tylko moje. To było niezwykle emocjonalne doświadczenie. Przez długi czas byłam przyzwyczajona do tego, że ten projekt istnieje wyłącznie dla mnie i do dziś mam w sobie poczucie tęsknoty za pracą nad nim.

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Agata Serge (@agataserge)

Kliknij tutaj, aby zapisać się na warsztaty.

Partnerami wystawy są PRM, Picco The Finder, Authentic Beauty Concept i Martini.