Emilia Nawarecka Chanel wybieg

Emilia Nawarecka zadebiutowała na wybiegu Chanel. „Ten pokaz udowodnił mi, że warto było czekać” [WYWIAD]

Na ten moment czekała niemal 20 lat. Emilia Nawarecka, polska modelka z bogatym międzynarodowym doświadczeniem, po raz pierwszy pojawiła się na wybiegu Chanel podczas pokazu kolekcji wiosna–lato 2027. Choć w swojej karierze współpracowała z największymi domami mody, to właśnie ten debiut miał dla niej szczególne znaczenie. W rozmowie z Fashion Biznes opowiada o kulisach angażu, osobistym spotkaniu z Matthieu Blazym i emocjach, które towarzyszyły jej podczas pokazu. Zdradza również, dlaczego po tylu latach w branży wciąż warto wierzyć w swoje marzenia.

5 października 2026 roku w paryskim Grand Palais odbył się jeden z najbardziej wyczekiwanych pokazów tegorocznego Paris Fashion Week. Matthieu Blazy zaprezentował kolekcję Chanel na sezon wiosna–lato 2027, po raz kolejny proponując własne spojrzenie na dziedzictwo francuskiego domu mody. Na wybiegu nie zabrakło charakterystycznych dla Chanel elementów, które projektant przedstawił w nowej odsłonie, bawiąc się proporcjami, fakturami i zestawieniami materiałów. Uwagę przyciągała również scenografia. Nad wybiegiem zawisły imponujące figury ptaków, a połyskująca podłoga i muzyka, w tym przebój „Gimme More” Britney Spears, nadały całemu wydarzeniu szczególny charakter.

Wśród modelek, które zaprezentowały najnowszą kolekcję, znalazła się Emilia Nawarecka. Polka rozpoczęła karierę w wieku 14 lat, a przez niemal dwie dekady pracy w branży miała okazję współpracować z wieloma uznanymi domami mody, w tym Dior, Dolce & Gabanna, Celine, Versace, Maison Margiela czy Thom Browne. Mimo bogatego doświadczenia, udział w pokazie Chanel pozostawał jednym z jej niespełnionych zawodowych marzeń.

Co ciekawe, Polka była już blisko pojawienia się na wybiegu Chanel za czasów Karla Lagerfelda, jednak jej występ ostatecznie nie doszedł on do skutku. Po latach ponownie otrzymała szansę, tym razem pod kierownictwem Matthieu Blazy’ego. W rozmowie z Fashion Biznes opowiada o kulisach swojego debiutu, spotkaniu z projektantem i emocjach, które towarzyszyły jej podczas pokazu.

Magda Posełek, Fashion Biznes: Z modelingiem jesteś związana od niemal dwudziestu lat. Masz na swoim koncie współprace z największymi domami mody, liczne pokazy, sesje, edytoriale. Kiedy mogłoby się wydawać, że osiągnęłaś już tak wiele, przychodzi ten moment – debiut w pokazie Chanel. Jakie to uczucie stanąć na jednym z najważniejszych wybiegów świata?

Emilia Nawarecka: Znalezienie się na wybiegu Chanel po niemal dwóch dekadach pracy w tej branży jest dla mnie przede wszystkim uhonorowaniem wszystkich tych dni, kiedy się nie poddawałam i próbowałam dalej, nawet jeśli nie zawsze wszystko układało się po mojej myśli. To niesamowite szczęście, ogromna radość i wzruszenie, ale też poczucie, jak wielkim przywilejem jest możliwość znalezienia się w takim miejscu.

Sam moment był dla mnie zupełnie niespodziewany. Wszystko wydarzyło się bardzo szybko, praktycznie z dnia na dzień. Kiedy wyszłam na wybieg, byłam pod wpływem tak ogromnych emocji, że nie mogłam powstrzymać uśmiechu.

Było to jedno z najpiękniejszych doświadczeń w mojej karierze. Chyba najważniejsza była dla mnie świadomość, że po tylu latach wciąż mogą przydarzyć mi się momenty, które tak bardzo mnie wzruszają i przypominają mi, dlaczego nadal chcę to robić.

Emilia Nawarecka na wybiegu Chanel SS2027
fot. Spotlight Launchmetrics
Niewiele brakowało, a Twoja historia z Chanel potoczyłaby się zupełnie inaczej już kilka lat temu. Jak wyglądała Twoja droga do tego pokazu i pierwsze spotkanie z Matthieu Blazym?

Byłam brana pod uwagę do pokazu Chanel już wcześniej, jeszcze za czasów Karla Lagerfelda. Podczas przymiarki moja kreacja została przekazana innej modelce, a dla mnie zabrakło już stylizacji. W efekcie podziękowano mi i nigdy więcej nie pojawiłam się na castingu do tego domu mody. Dlatego tak niesamowite było dla mnie to, że po tylu latach Chanel ponownie zaprosiło mnie na casting, tym razem już wtedy, kiedy projektantem jest Matthieu Blazy.

W tej branży to zazwyczaj zbiór wielu przypadków, decyzji i zmiennych, które ostatecznie składają się na to, że coś się wydarza. Na pewno duże znaczenie miało to, że zostałam zauważona przez Anitę Bitton, dyrektorkę castingu, która mnie na niego zaprosiła. Tam spotkałam się już z Matthieu i myślę, że od razu złapaliśmy nić porozumienia.

Podejrzewam też, że Anita opowiedziała mu trochę o mojej historii i o tym, jak długo jestem w branży. Wróciliśmy do tego tematu podczas przymiarki, kiedy miałam już przydzieloną stylizację. Matthieu zapytał mnie wtedy, kiedy ostatnio brałam udział w pokazie Chanel. Odpowiedziałam, że nigdy. Na to on powiedział, że to niesamowite, że zrobiłam już właściwie wszystko, co można zrobić w tej branży, a Chanel wciąż pozostawało na mojej liście.

Powiedział mi, że moja historia bardzo go poruszyła i że cieszy się, że możemy zrobić to razem. Usłyszeć takie słowa od projektanta, który jednocześnie widzi cię w swojej kreacji i jest nią zachwycony dzień przed pokazem, to naprawdę wyjątkowe i bardzo emocjonujące doświadczenie.

Właściwie już podczas przymiarki przeczuwałam, że pójdę w tym pokazie. Widziałam reakcję Matthieu na to, jak wyglądałam w jego projekcie, a na koniec usłyszałam od niego: „Do zobaczenia jutro”. To był moment, w którym wszystko stało się dla mnie jasne.

fot. materiały prywatne Emilii Nawareckiej
Jak od kulis wygląda praca nad pokazem Chanel? Co najbardziej zaskoczyło Cię we współpracy z Matthieu Blazym i jego zespołem?

W moim przypadku wszystko wydarzyło się bardzo szybko. W niedzielę rano dostałam informację o fittingu, który miał odbyć się o godzinie 16:00, a już o 16:45 było właściwie po wszystkim.

Matthieu jest geniuszem i pracuje z niesamowicie starannie dobranym zespołem. Obserwowanie tego, z jaką starannością podchodzą do każdej kreacji i jak precyzyjnie wygląda cały proces, zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Każda osoba odpowiada za inny element, a kiedy Matthieu zaakceptował już moją sylwetkę, wokół mnie pojawiło się mnóstwo ludzi, którzy dopracowywali wszystkie szczegóły. Zapisywano poprawki, a nawet zastanawiano się nad rozmieszczeniem guzików, które w moim looku odgrywały bardzo ważną rolę. Wszystko było niezwykle przemyślane i dopracowane w najmniejszym detalu.

Jednocześnie, mimo tej ogromnej precyzji i presji czasu, atmosfera była niesamowicie spokojna. Wszyscy byli bardzo mili, uśmiechnięci i zaangażowani. Sam Matthieu jest niezwykle pogodnym człowiekiem, a w takim momencie to naprawdę wiele znaczy. Potrafi wprowadzić do zespołu mnóstwo pozytywnej energii, dzięki czemu nawet w tak intensywnym momencie czuć radość z tego, co wszyscy wspólnie tworzą.

Podczas naszej rozmowy czułam, że Matthieu naprawdę angażuje się w to, co się dzieje, i że cieszy go nie tylko sam efekt jego pracy, ale również moja radość z tego, że będę częścią jego pokazu. To było dla mnie szczególnie wyjątkowe, bo miałam poczucie, że te emocje są obustronne.

W dniu pokazu wszystko działało już jak w zegarku. Backstage był perfekcyjnie zorganizowany, zespoły odpowiedzialne za makijaż, fryzury i stylizacje pracowały jak jeden organizm. Każdy wiedział, co ma robić, wszyscy sobie pomagali i byli dla siebie niezwykle życzliwi. Widać było, że mimo ogromnej skali całego przedsięwzięcia wszyscy pracują na wspólny cel.

Co więcej, myślę, że dla każdej modelki możliwość znalezienia się w takim pokazie jest niesamowitym przeżyciem i naprawdę było to widać. Jest przestrzeń na to, żeby cieszyć się tym momentem i przeżywać go na własny sposób. To niezwykle ważne, bo te emocje towarzyszą każdej z nas, niezależnie od tego, czy wcześniej miałyśmy już okazję wystąpić w pokazie Chanel, czy jest to nasz pierwszy raz. Wszyscy jesteśmy częścią czegoś wyjątkowego i myślę, że świadomość tego bardzo nas ze sobą łączy.

Po pokazie backstage był pełen łez szczęścia, wzruszenia i ogromnej radości. To był jeden z tych momentów, w których naprawdę czuć, ile emocji i pracy kryje się za całym przedsięwzięciem. Myślę, że właśnie to jest w takich produkcjach niezwykłe. Efekt końcowy, który oglądają tysiące ludzi, jest rezultatem pracy ogromnej liczby osób, z których każda wkłada w niego mnóstwo serca i zaangażowania. A możliwość przeżywania tego wszystkiego razem sprawia, że jest to doświadczenie, które zostaje z człowiekiem na długo.

Backstage Chanel Emilia Nawarecka
fot. materiały prywatne Emilii Nawareckiej
Pokazy Chanel to zawsze wydarzenia spektakularne. Tym razem nie było inaczej – Grand Palais, zaskakująca scenografia, doskonała oprawa muzyczna. Co najmocniej zapamiętałaś z tego wieczoru? Czy samo wyjście na wybieg różniło się od Twoich wcześniejszych doświadczeń?

Sam pokaz to przede wszystkim moment, w którym po raz pierwszy widzisz całą scenografię w pełnej okazałości. Grand Palais przygotowany na potrzeby Chanel robi ogromne wrażenie. Tym razem były to imponujące figury ptaków zwisające z sufitu i podłoga, która przepięknie mieniła się w świetle. Wszystkie te elementy tworzą niezwykłą całość, ale jest jeszcze coś, co dopełnia całe doświadczenie, muzyka.

Soundtrack poznajemy zazwyczaj podczas próby i pamiętam, że kiedy wybrzmiała Britney Spears, wszystkie dziewczyny zaczęły tańczyć i śpiewać. To był naprawdę niesamowity moment, który dodał całemu pokazowi jeszcze więcej pozytywnej energii. To połączenie muzyki klasycznej z popem, który wszyscy dobrze znamy, tworzy niesamowitą atmosferę i sprawia, że ten świat mody staje się jeszcze bardziej żywy.

Wyjścia na wybieg, pod względem emocji, mogą się od siebie różnić w zależności od charakteru pokazu. W przypadku Chanel atmosfera była niezwykle radosna i pełna energii. Zarówno na wybiegu, jak i za kulisami czuć było, że wszyscy czerpią ogromną przyjemność z tego, co wspólnie tworzą. Wszyscy podziwiali scenografię, choreografię, muzykę, światła i oczywiście same kreacje.

To wszystko decydowało o wyjątkowości tego pokazu. Nie chodziło wyłącznie o samo wyjście na wybieg ale o możliwość stania się częścią całego spektaklu i przeżywania go razem z innymi. 

Backstage Chanel Emilia Nawarecka
fot. materiały prywatne Emilii Nawareckiej
W jednym ze swoich wpisów na Instagramie wyznałaś szczerze, że szczęście w modelingu nie zawsze Ci sprzyjało. Jakie były najtrudniejsze momenty Twojej kariery i czy debiut w Chanel postrzegasz dziś jako zawodowy przełom?

Takich momentów w mojej karierze było naprawdę bardzo dużo, bo jest to niezwykle wyboista droga. Przez wiele miesięcy wszystko może układać się cudownie, a później przez kilka kolejnych praktycznie nic się nie dzieje. To część tej pracy, z którą trzeba się liczyć. Stosunkowo rzadko zdarza się, żeby modelki przez bardzo długi czas pracowały na równie wysokim poziomie. Oczywiście są takie przypadki, ale w mojej karierze nie zawsze tak było.

Do najtrudniejszych momentów należą sytuacje, kiedy pokaz zostaje odwołany w ostatniej chwili albo projekt, który miał się potwierdzić, ostatecznie nie dochodzi do skutku. Czasami decydują o tym kwestie wizowe, innym razem zupełnie niezależne od nas okoliczności. Miałam też w karierze kontuzje, które przekreślały ważne zawodowe możliwości. Pamiętam sytuację, kiedy podczas zdjęć skręciłam nogę i przez to nie mogłam polecieć do Włoch na kampanię, która odbywała się następnego dnia. W tej branży wszystko dzieje się bardzo intensywnie, a tak wiele zależy od czynników, na które nie mamy żadnego wpływu. 

Myślę, że jedną z najważniejszych umiejętności w tym zawodzie jest nauczenie się, jak sobie z tym radzić. Trzeba zaakceptować, że nie wszystko zależy od nas, nie brać każdej porażki do siebie i mimo rozczarowań nadal wierzyć, że przed nami są rzeczy, na które warto czekać. W moim przypadku oznaczało to przede wszystkim dalsze próbowanie i nieustanne dawanie sobie szansy. 

I właśnie dlatego pokaz Chanel ma dla mnie tak ogromne znaczenie. Przez wiele lat wierzyłam, że jeszcze wydarzy się w mojej karierze coś naprawdę wyjątkowego. Nie wiedziałam, kiedy ani w jakiej formie, ale nie chciałam rezygnować z tej myśli. Ten pokaz udowodnił mi, że warto było czekać i konsekwentnie robić swoje. Zdecydowanie traktuję go jako zawodowy przełom i coś, na co czekałam od bardzo, bardzo dawna. Nie tylko ze względu na samą markę, ale przede wszystkim dlatego, że po niemal dwóch dekadach pracy dostałam możliwość przeżycia czegoś, co miało dla mnie tak ogromne znaczenie. To piękne uczucie wiedzieć, że nawet po tylu latach, po wszystkich wzlotach i upadkach, wciąż mogą wydarzyć się tak niesamowite rzeczy.

Spełniłaś właśnie jedno ze swoich wieloletnich marzeń. Czy na Twojej zawodowej liście jest jeszcze coś, na co czekasz z podobną ekscytacją?

Pamiętam, że kiedy rok temu oglądałam pierwszy pokaz Matthieu Blazy’ego dla Chanel, wywołał we mnie bardzo wyjątkowe emocje. Byłam nim po prostu zachwycona. Myślę, że nawet wtedy nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, co właściwie czuję, ale z perspektywy czasu widzę, że gdzieś w środku było już to marzenie o tym, żeby móc kiedyś stanąć na tym wybiegu i uczestniczyć w pokazie domu mody, który tworzy. Dzisiaj to marzenie jest już spełnione, co jest dla mnie czymś naprawdę wyjątkowym.

Jeśli chodzi o kolejne marzenia, myślę, że na tym etapie kariery coraz mniej skupiam się na konkretnych nazwach czy wybiegach, a coraz bardziej na samej możliwości dalszej pracy, rozwoju i czerpania z tego wszystkiego takiej radości, jaką czuję teraz. Modeling wciąż daje mi ogromne szczęście i chciałabym, żeby tak pozostało jak najdłużej. Wiem, że po tylu latach w tej branży największym marzeniem jest dla mnie to, żeby nadal móc robić to, co kocham, z taką samą pasją i ciekawością jak na początku. A jeśli po drodze wydarzą się kolejne wyjątkowe rzeczy, to będę za nie po prostu ogromnie wdzięczna.

Przeczytaj również: Chodziła po ulicach Nigerii jak po wybiegu. Teraz zadebiutowała na pokazie Chanel w Paryżu

Emilia Nawarecka na wybiegu Chanel - zbliżenie
fot. Spotlight Launchmetrics