Blisko 700 fabryk odzieżowych musiało wstrzymać produkcję, a na ulicach Bangladeszu doszło do gwałtownych starć pracowników z policją. Powodem protestów, które objęły jeden z największych ośrodków produkcji ubrań na świecie, są żądania podwyższenia płacy minimalnej o 140 proc. Choć większość zakładów wznowiła już działalność, sytuacja pozostaje napięta. Przedłużający się konflikt może odbić się na dostawach odzieży dla takich marek jak H&M, Zara czy Primark.
Protesty w Bangladeszu doprowadziły do zamknięcia setek fabryk odzieżowych
Bangladesz, drugi po Chinach największy eksporter odzieży na świecie, mierzy się z kolejnym poważnym kryzysem w przemyśle tekstylnym. Pod koniec października pracownicy fabryk rozpoczęli protesty, domagając się zdecydowanej poprawy wynagrodzeń. Demonstracje szybko rozprzestrzeniły się na najważniejsze ośrodki produkcyjne, w tym Dhakę, Gazipur, Ashulię i Narayanganj.
Początkowo pracownicy blokowali drogi i opuszczali stanowiska pracy. W kolejnych dniach sytuacja zaostrzyła się. Doszło do starć z policją, podpaleń pojazdów i uszkodzeń zakładów produkcyjnych. Funkcjonariusze użyli gazu łzawiącego, armatek wodnych i granatów hukowych, a część demonstrantów została zatrzymana.
Skala protestów odbiła się na funkcjonowaniu całego sektora. Według Reutersa 2 listopada działalność zawiesiło 679 fabryk odzieżowych, co wzbudziło obawy o terminową realizację zamówień dla zagranicznych odbiorców. W kolejnych dniach produkcja była stopniowo przywracana, jednak część przedsiębiorstw pozostawała zamknięta ze względów bezpieczeństwa.
Czytaj również: UE zakazuje niszczenia niesprzedanych ubrań. Ekspertka: „To wymusi zmianę modelu biznesowego w modzie”
Najnowsze informacje wskazują na stopniowe uspokojenie sytuacji. Jak podał 6 listopada „The Daily Star”, większość fabryk w Gazipur, Narayanganj i stołecznej dzielnicy Mirpur wróciła do pracy. Protesty utrzymywały się jednak w rejonie Ashulii, gdzie ponownie dochodziło do wstrzymywania produkcji. Według „The Financial Express” w czwartek zamkniętych pozostawało około 184 zakładów w różnych regionach kraju.

100 dolarów miesięcznie za pracę w fabryce. Pracownicy żądają podwyżek
Głównym powodem protestów są wynagrodzenia, które zdaniem pracowników od dawna nie odpowiadają rzeczywistym kosztom życia. Obowiązująca w bangladeskim przemyśle odzieżowym płaca minimalna wynosi 12 500 taka miesięcznie, czyli około 100 dolarów. Protestujący domagają się jej podniesienia do 30 tys. taka, co odpowiada około 240 dolarom.
To wzrost o 140 proc., który dla wielu zatrudnionych oznaczałby możliwość pokrycia podstawowych wydatków. Pracownicy wskazują przede wszystkim na rosnące ceny żywności, czynszów, energii i transportu. Podkreślają, że obecne wynagrodzenia, nawet przy bardzo oszczędnym gospodarowaniu, często nie wystarczają na utrzymanie rodziny.
Ostatnią znaczącą podwyżkę płacy minimalnej wprowadzono w 2023 roku. Od tego czasu inflacja stopniowo ograniczała siłę nabywczą wynagrodzeń. Problem dotyczy milionów osób zatrudnionych w sektorze, w którym znaczną część pracowników stanowią kobiety.
Dowiedz się również: Nowy raport nie pozostawia złudzeń. Branża mody musi wydać bilion dolarów na klimat
H&M, Zara i Primark. Dlaczego protesty w Bangladeszu są problemem dla globalnej mody?
Bangladesz od lat pozostaje jednym z filarów światowego przemysłu odzieżowego. Niskie koszty produkcji, rozbudowana infrastruktura fabryczna i dostęp do wyspecjalizowanych pracowników sprawiły, że kraj stał się ważnym dostawcą dla największych międzynarodowych sieci.
W tamtejszych zakładach powstają ubrania dla marek takich jak H&M, Zara, Primark, Gap czy Walmart. Branża zatrudnia około 4 mln osób i odpowiada za ponad 80 proc. wpływów kraju z eksportu. Jej roczna wartość eksportowa sięga blisko 40 mld dolarów.
Protesty zbiegły się z okresem przygotowywania zamówień na kolejne sezony, w tym kolekcje wiosenno-letnie. Dla producentów oznacza to ryzyko opóźnień, dodatkowych kosztów i problemów z dotrzymaniem terminów uzgodnionych z zagranicznymi kontrahentami.
Jak informował Reuters, jeden z zakładów należących do Sparrow Group, dostawcy współpracującego m.in. z Zarą, Gapem i Marks & Spencer, musiał wstrzymać działalność po ataku na fabrykę. Ewakuowano z niej ponad 5 tys. pracowników.
H&M potwierdził również, że część fabryk współpracujących z marką została tymczasowo zamknięta. Szwedzka firma zaznaczyła jednak, że nie odnotowała dotąd poważnych zakłóceń w swoim łańcuchu dostaw. Na obecnym etapie trudno więc mówić o szeroko zakrojonych problemach z dostępnością odzieży w sklepach, choć przedłużające się przestoje mogłyby zmienić tę sytuację.
Przeczytaj również: Zaniżone płace, złe warunki i pozew na 245 mln funtów. Afera Boohoo wraca
Rząd zapowiada podwyżki. Nowe wynagrodzenia od grudnia 2026 roku
Pod presją protestów rząd Bangladeszu powołał specjalną komisję złożoną z przedstawicieli pracowników i pracodawców. Jej zadaniem jest opracowanie nowej struktury wynagrodzeń w przemyśle odzieżowym.
4 listopada ogłoszono porozumienie dotyczące wprowadzenia podwyżek. Zgodnie z zapowiedziami nowe stawki mają obowiązywać od grudnia 2026 roku, a pierwsze wynagrodzenia według zmienionych zasad pracownicy otrzymają w styczniu 2027 roku. Nie ustalono jednak jeszcze konkretnej wysokości płacy minimalnej, dlatego najważniejszy postulat protestujących pozostaje nierozstrzygnięty.
Tymczasem właściciele fabryk ostrzegają, że gwałtowny wzrost kosztów pracy może osłabić konkurencyjność Bangladeszu. Wskazują na drożejącą energię, transport i surowce, a także presję cenową ze strony zagranicznych kontrahentów. Według ustaleń Reutersa marże części producentów wynoszą zaledwie 2–3 proc., co pozostawia im niewielką przestrzeń do zwiększania wydatków.
Dyskusja o wynagrodzeniach coraz wyraźniej dotyczy więc nie tylko lokalnych pracodawców, lecz także międzynarodowych marek zamawiających produkcję w Bangladeszu. Przedstawiciele związków zawodowych zwracają uwagę, że poprawa warunków zatrudnienia wymaga również uczciwszych cen płaconych fabrykom przez globalnych odbiorców.
Choć po kilku dniach demonstracji większość zakładów wróciła do pracy, konflikt nie został zakończony. Najbliższe tygodnie pokażą, czy zapowiadane podwyżki wystarczą do uspokojenia nastrojów. Dla światowej branży mody to kolejny sprawdzian modelu produkcji, który przez lata opierał się na dostępie do taniej siły roboczej.
