Młody, biały mężczyzna w kremowym, dzianinowym T-shircie i z delikatnym wąsem trzyma w prawej dłoni małe, różowe opakowanie produktu do makijażu. Uśmiecha się lekko i patrzy prosto w obiektyw. W tle widać wejście do sklepu lub stoiska z logo marki MCoBeauty.

Zrobili z „dupes” biznes wart 600 milionów dolarów. Tak wygląda sukces na granicy prawa?

Na TikToku trwa festiwal „taniego luksusu”, a brandy premium mogą tylko nerwowo obserwować wzrost sprzedaży tańszych zamienników. MCoBeauty, australijska marka kosmetyczna, której jeszcze kilka lat temu nikt nie traktował jako poważnego gracza, jest dziś wyceniana na ponad 600 mln dolarów i sprzedaje swoje produkty na trzech kontynentach. Jej siła nie wynika ani z wieloletniej historii, ani z innowacyjnych technologii, lecz z umiejętności tworzenia… tańszych zamienników najgorętszych hitów beauty. Imponujący wynik MCoBeauty zapoczątkował dyskusję o tym, czy to faktycznie „demokratyzacja piękna”, czy raczej model oparty na balansowaniu na granicy prawa i cierpliwości marek luksusowych.

W tym artykule przeczytasz:

  • dlaczego MCoBeauty wywołuje jednocześnie zachwyt konsumentów i frustrację marek luksusowych;
  • czym różni się dupe od kopii i dlaczego ta różnica bywa dziś czysto teoretyczna;
  • co ujawniły ustalenia Bloomberga i Business of Fashion o kulisach ekspansji MCoBeauty;
  • czy tańsze zamienniki naprawdę zmieniają rynek, czy tylko go rozmywają.

Sprawdź też: Jakie są najczęściej podrabiane marki luksusowe?

MCoBeauty: fenomen, który zaczyna się od… oburzenia

Kiedy amerykańska influencerka Mikayla Nogueira pokazała na TikToku tackę z produktami Diora, Narsa i… ich tańszymi zamiennikami od MCoBeauty, internet zagotował się w kilka sekund. Nie bez powodu. W zestawieniu widać było jak na dłoni: inspiracja inspiracją, ale podobieństwo – cena w dół, stylistyka w bok – działa tu jak precyzyjnie ustawiony laser celujący w konsumentów spragnionych „luksusu bez luksusu”.

To właśnie ten moment, viralowy, emocjonalny i nieco absurdalny, stał się symbolem strategii, którą opisały Bloomberg i Business of Fashion. Według ich ustaleń MCoBeauty jest dziś największą marką kosmetyczną w Australii, wyprzedzając globalnych gigantów rynku masowego. W 2025 roku koncern DBG Health przejął firmę za sumę, która jeszcze dekadę temu wydawałaby się fantazją: 1 mld AUD.

Kiedy dupe to inspiracja, a kiedy problem prawny?

Zanim przejdziemy dalej, warto doprecyzować pojęcia. Dupes (od angielskiego duplicate) to tańsze zamienniki luksusowych produktów – nie podróbki. Nie podszywają się pod markę, nie kopiują nazwy i nie udają oryginału. Mają oferować podobny efekt, zainspirowany droższymi rozwiązaniami, przy zachowaniu niższej ceny. Na tej idei wyrósł globalny trend zwany dupe culture.

Polecamy: Czy luksus właśnie stracił monopol? Fenomen dupe culture

Problem pojawia się tam, gdzie teoria spotyka praktykę. W analizach Bloomberga eksperci prawa własności intelektualnej określają działania MCoBeauty mianem „risky duping”. Najprościej mówiąc, toi inspiracja tak mocno zbliżona do oryginału, że potrafi wzbudzić podejrzenia o naruszenie ochrony wyglądu produktu.

Wynikiem tej strategii są cztery pozwy, z czego dwa wciąż aktywne. Glow Recipe i Sol de Janeiro twierdzą wprost, że ich najbardziej rozpoznawalne produkty otrzymały tańsze „odpowiedniki” z opakowaniami, które – delikatnie mówiąc – wyglądają znajomo.

Nie są to zarzuty bez pokrycia. W materiałach dowodowych przywoływanych przez Business of Fashion widać, że niektóre produkty od MCoBeauty są podobne do oryginałów w takim stopniu, że trudno uznać to za przypadek. Pracownicy marek premium, proszący o anonimowość, komentowali to jeszcze ostrzej.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez MCoBeauty (@mcobeauty)

TikTok zrobił z dupe culture sport ekstremalny

Nie byłoby tego fenomenu, gdyby nie TikTok. To tam powstała moda na „tanie luksusy”, porównania „drogo vs tanio” i dumne ogłaszanie: „Znalazłam dupe, ratuję wam portfele”. W przeciwieństwie do dawnych czasów, kiedy tańszy zamiennik był kompromisem, dziś stał się powodem do bragowania.

MCoBeauty wykorzystała to z chirurgiczną precyzją. Współpracuje z ponad pięcioma tysiącami influencerów – od ekspertek analizujących składy, po gwiazdy popularnych testów „czy ktoś zauważy różnicę”. Do tego dochodzi marketing, który momentami ociera się o performance art. Przykład? Wysłanie sobowtóra Timothée Chalameta, aby rozdawał produkty na ulicach Nowego Jorku. To ruch, który idealnie pokazuje strategię platformy.

„Demokratyzacja luksusu” czy biznes zbudowany na cudzym kapitale kulturowym?

W oficjalnych komunikatach MCoBeauty mówi o umożliwianiu konsumentom dostępu do „360-stopniowego doświadczenia luksusu w przystępnej cenie”. Brzmi pięknie, ale kiedy zajrzymy głębiej – również problematycznie.

Rynek zna już podobne obietnice. Fast fashion też miało demokratyzować modę, a skończyło na redefiniowaniu wartości całej branży, często kosztem oryginalnych projektantów. W przypadku beauty sytuacja jest podobna. Jeśli ktoś inwestuje lata w budowę swojej wizualnej tożsamości, a chwilę później widzi jej „tanią wersję” na półce w supermarkecie, trudno oczekiwać, że zareaguje spokojnie.

Konsumentki nie mają wątpliwości: liczy się cena, reszta to marketing

Według analiz cytowanych przez Business of Fashion oraz dostępnych badań Mintel amerykańscy konsumenci coraz częściej traktują dupes jako rozsądną odpowiedź na rosnące ceny kosmetyków premium, a głównym czynnikiem zakupowym pozostaje cena. 

Co ważne, równoległe dane Nielsen IQ pokazują, że sprzedaż oryginalnych produktów i ich tańszych zamienników rośnie jednocześnie. Wniosek? Dupes nie wpływają na wyniki luksusowych marek, ponieważ przyciągają zupełnie inną grupę odbiorców. Widać to w szczególności wśród młodszych konsumentek, dla których liczy się nie logo, a opłacalność.

Przeczytaj też: Jak rozpoznać podróbki luksusowych marek? Przewodnik dla świadomych kupujących

Czy MCoBeauty to przyszłość branży?

Zdaniem niektórych ekspertów – tak. MCoBeauty może być przyszłością branży, ponieważ rynek beauty zmierza w stronę „masowego luksusu”, gdzie inspiracja i przystępność wygrają z purystycznym podejściem do innowacji. W opinii innych – to jedynie przejściowa luka między rozwojem social mediów a zbyt wolną reakcją prawa.

Pewne jest jedno: MCoBeauty nie zamierza zwalniać. Marka weszła do prawie wszystkich sklepów Target, ponad 1500 punktów sieci Kroger, sprzedaje na Amazonie i dynamicznie rozwija sprzedaż w Wielkiej Brytanii. Jej kampanie stają się viralami szybciej niż większość trendów beauty. Natomiast konsumenci traktują dupes nie jako „gorszą alternatywę”, lecz jako racjonalny wybór.

To ogromny sukces komercyjny – choć zdecydowanie niepozbawiony kontrowersji. W świecie, w którym cena, algorytmy i social mediowe emocje coraz częściej wygrywają z tradycyjną narracją luksusu, takie modele będą rosły. A pytania o granice między inspiracją a naruszeniem własności intelektualnej będą wracały częściej niż jakikolwiek viralowy rozświetlacz.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez MCoBeauty (@mcobeauty)

Może Cię zainteresować: Czym są repy – oficjalna zgoda na podróbki?





Katarzyna Wendzonka

Redaktorka i copywriterka z 8-letnim doświadczeniem oraz absolwentka Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od 2017 roku pisze o modzie, urodzie i szeroko pojętym lifestyle'u – teraz również od strony biznesowej. Zawodowo związana między innymi z Fashion Biznes, prywatnie początkująca minimalistka oraz miłośniczka kawy i kryminałów. W wolnych chwilach odkrywa sekrety UX writingu i psychologii.