Supreme – marzenie fanów podróbek

319
źródło: highsnobiety.com
Źródło: highsnobiety.com

Problem podróbek jest stary jak świat. Rozwój chińskich serwisów online oferujących co nam się tylko wymarzy i to z darmową przesyłką, sprawił, że w ostatnich latach sprzedaż podróbek rośnie w zastraszającym tempie. Jak się okazuje, polujący na podróbki nie zadowalają się byle czym i wyrażają zdecydowane preferencje co do podrabianych marek. I w tym wypadku króluje Supreme.

Amerykańscy internauci spragnieni logo

Najnowszy raport przygotowany przez firmę badawczą SEMRush przywołuje dane z rynku amerykańskiego. Zainteresowanie replikami w USA w okresie między lipcem a październikiem 2017 roku wzrosło aż o 500%! Jednak problem podróbek to problem na dużo szerszą skalę. Oprócz USA, autorzy raportu wskazują kolejno Wielką Brytanię i Niemcy, jako kraje, których mieszkańcy wyrażają szczególne zainteresowanie podróbkami.

Podróbkowe preferencje

Najczęściej poszukiwanymi podróbkami są te “z logo Supreme”. Kolejne miejsca na niechlubnym podium zajmują Michael Kors (zdaje się, że prym wiedzie nie tylko w Stanach, polskie ulice również są dobrym potwierdzeniem tego zjawiska) oraz Christian Louboutin.

Supreme (niechlubnym) liderem

O ile dwie ostatnie marki należą do jednych z najbardziej znanych brandów na świecie, o tyle lider – Supreme do niedawna był marką niszową. Wszystko zmieniła ubiegłoroczna współpraca z Louis Vuitton oraz Nike, która wyniosła Supreme na wyżyny i uczyniła z niej najbardziej pożądaną markę na świecie. Ciężko wskazać dziś gwiazdę, która nie miałaby w swojej garderobie czegoś z charakterystycznym czerwono-białym logo Supreme.

Czy walka z podróbkami jest możliwa?

Jak widać, każdy kij ma dwa końce. Limitowane edycje, wysokie ceny i niedostępność dla zwykłych śmiertelników to zachęta i niezły zysk dla producentów podróbek. Przedstawiciele Supreme zdają sobie z tego sprawę i podejmują pierwsze kroki w celu wyeliminowania podróbek z rynku. Mają już na tym polu sukcesy m.in. niedawne zamknięcie centrum produkcji podróbek w San Marino.

Jednak czy starczy im zapału (i środków), by powstrzymać ten rozpędzony pociąg? Będziemy Was informować.

>>>Przeczytaj również: Podróbki: intratny biznes i zmora współczesnej mody