„Kiedy byłam małą dziewczynką, mój tata nazywał moim imieniem materiały i modele butów”. Rozmawiamy z Arianną Casadei

400

Arianna Casadei jest córką założyciela słynnej włoskiej marki butów Casadei. O szpilkach i sneakersach wie więcej niż ktokolwiek inny. Nic dziwnego – to ona jest jednym z filarów firmy Casadei. Niedawno odwiedziła Polskę, będąc gościem KTW Fashion Week w Katowicach. Dla Fashion Biznes opowiedziała o tym, jak dorasta się w słynnej rodzinie Casadei. Dziewczęca aura i przyjemność, która towarzyszy Ariannie udzieliła się i mi. W czym tkwi sekret rzemiosła jednej z najsłynniejszych marek obuwniczych na świecie? Przekonajcie się sami. 

Ula Wiszowata: Chciałabym poznać Twoją historię. Jesteś trzecim pokoleniem w rodzinie, które zarządza marką. Z pewnością obserwowałaś ten biznes od najmłodszych lat.

Arianna Casadei: Tak, muszę przyznać, że czuję się wspaniale mając możliwość robić w życiu to, co kocham najbardziej, Dorastanie w biznesie obuwniczym jest naprawdę ciekawe. Kiedy byłam małą dziewczynką, mój tata nazywał moim imieniem materiały czy modele butów. Dzieciństwo pamiętam jako bardzo ekscytujące. Szczególnie weekendy, całe soboty spędzaliśmy razem w pracowni. Moja rodzina lubi brać sprawy w swoje ręce, pracując na pełnych obrotach. A ja poznawałam wtedy biznes od podszewki.

Słyszałam, że w Waszej fabryce pracuje wiele osób, które są z Wami od lat. Przy ginącym talencie rzemieślników to nie lada wyzwanie zatrzymać przy sobie zgrany zespół

Jestem trzecim pokoleniem, które prowadzi firmę nie tylko ze względu na zasługi mojej rodziny, lecz dlatego, że sama również ciężko pracowałam razem z nimi. Czuję się wnuczką nie tylko moich dziadków, którzy założyli markę, ale także wszystkich którzy przez te lata tworzyli naszą firmę. Każdy z nas ma swoje etapy w życiu i tak samo, ja miałam różne podejście do firmy na przestrzeni lat. Na początku, gdy byłam dzieckiem, myśl o pracy w rodzinnej firmie była dla mnie spełnieniem marzeń. Później, już jako nastolatka stałam się bardziej świadoma, zrozumiałam, że to będzie wymagało ode mnie ciężkiej pracy i poświęcenia. Nie bałam się ciężkiej pracy, ale lękałam się, czy dorównam mojej rodzinie. Zrozumiałam, że talent czy pasja nie jest zapisany w gwiazdach, dany nam gdzieś z góry, tylko musimy sami nad nim pracować każdego dnia. 


Czy musiałaś ukończyć konkretną szkołę, żeby móc kontynuować prowadzenie rodzinnej firmy?

Najwięcej czerpałam z uczestniczenia w życiu marki. Jeździłam wraz z rodziną na targi czy na wyjazdy służbowe. Musiałam mieć otwarty umysł, gotowy by chłonąć wiedzę. Kiedy miałam 15 lat rozpoczęła się moja przygoda z marką. Pamiętam, jak mój dziadek zawołał mnie do swojego biura. Wiedziałam, że w tym momencie nie jestem już tylko wnuczką, ale oficjalnie zostałam jego partnerem w biznesie. Powiedział: „co jest zależne od Ciebie?” Odpowiedziałam wtedy, że nie wiem czy coś jeszcze mogę zrobić. On wraz z babcią rozwinęli firmę od podstaw, mój tata sprawił, że stała się rozpoznawalna globalnie. Co ja mogłam dołożyć od siebie? Pamiętam, że odpowiedział mi: „Patrzysz na sprawę ze złej perspektywy. Nie byłoby nas tutaj, gdyby nie łączyła nas współpraca. Otaczaj się utalentowanymi ludźmi. To jest najlepszy przepis na rozwój”. Nagle zrozumiałam, że muszę uzbroić się w cierpliwość i czerpać jak najwięcej z doświadczeń i wiedzy innych. Czuje się wdzięczna, że mogłam nauczyć się czegoś od każdego pracownika naszej firmy. 

W bardzo młodym wieku weszłaś do branży. Ukończyłaś 30 rok życia. To znaczy, że spędziłaś w biznesie modowych już kilka lat. Czego nauczyłaś się podczas tego procesu?

Od początku w naszej firmie pracowałam w dziale komunikacji. Czułam, że jest to moja dziedzina, w której najlepiej się odnajdę. Próbowałam w międzyczasie pracować w innych działach, ponieważ chciałam zobaczyć ten biznes z każdej możliwej perspektywy. Pragnęłam chłonąć wiedzę z wielu źródeł.

Jak reagowały tamte firmy na Twoją obecność? W końcu nazywasz się Ariana Casadei!

Może zabrzmi to dziwnie, ale jestem skromną osobą. Uwielbiałam obserwować pracę innych. Dorastałam przy tych ludziach. Moja babcia była dla mnie wzorem, który bardzo podziwiałam, ale czułam, że jest takim nieosiągalnym ideałem, któremu ciężko dorównać. 

Jaki był najszczęśliwszy moment w Twojej karierze?

To moment kiedy wystartowała nasza strona internetowa. Długo namawiałam mojego tatę, żeby zająć się poważnie e-commerce. Kiedy miałam 21 lat powiedział mi, żebym się tym zajęła. Przyjęłam wyzwanie. Moja rodzina była bardzo sceptyczna. Minął rok, przeanalizowaliśmy wyniki i dziadek zawołał mnie ponownie do siebie i powiedział: „Wiesz co, ten biznes jest Twój. Opowiedz mi o tym, jak to działa”. Od tego momentu sprzedaż online już tylko się wzmacniała. Celem działu komunikacji jest nie tylko dotarcie do docelowego klienta. Naszym zadaniem jest połączyć wszystkie elementy, jak produkcja, e-commerce, sprzedaż w jedną całość. 

A jakie były najtrudniejsze momenty Twojej pracy?

Każdego dnia spotykamy się z wyzwaniami. To jest trudny biznes. Każdego ranka wstajesz i wiesz, że czekają się kolejne wyzwania. Ja nigdy żadnego nie odrzucam. Mój tata zawsze mi mówił: „patrz na rzeczywistość oczami dziecka”. I tego się trzymam przez całe życie. 

Jakie jest Twoje spojrzenie na sprzedaż stacjonarną? Zrobiłaś sporą rewolucję – wprowadziłaś sprzedaż online w firmie z wieloletnią tradycją sprzedaży w butikach stacjonarnych!

Tak, ale mimo wszystko ciągle potrzebujemy sklepów stacjonarnych. Gdy znajdują się one w strategicznych miejscach, nadają znaczenia Twojej marce. Ponadto w różnych miejscach na świecie sprzedajemy inny asortyment. Nie znajdziesz tych samych produktów we Włoszech, co w Chinach!

Czy wiesz, jak wygląda sprzedaż włoskich butów w Polsce?

W ciągu ostatnich kilku lat sporo się zmieniło. Zawsze było spore zainteresowanie włoskimi butami, ale teraz widzimy większe zainteresowanie materiałami. Kiedyś największą sprzedażą cieszyły się buty na zimę. Dziś kwitnie sprzedaż butów wieczorowych, eleganckich. Widzimy spore zaniteresowanie tą kategorią obuwia ze strony polskich klientów.

Wasze buty są seksowne i bardzo kobiece! Myślę, że to jest cecha wspólna Polek i Włoszek – chcemy wyglądać zjawiskowo.

Zgadzam się w pełni. Zawsze podkreślam, że nasza kolekcja jest na tyle rozbudowana, żeby każda kobieta znalazła coś dla siebie. Jesteśmy zmienne, miewamy różne nastroje, a co za tym idzie zmieniamy stylizacje, buty i wygląd. Pragnę, aby nasza firma podążała za współczesną kobietą, która może być zmienna, ale zawsze znajdzie u nas to, czego szuka.

Rozmawiała Ula Wiszowata