Pielęgnacja dla dzieci na TikToku. Trzy uśmiechnięte dziewczynki stoją obok siebie i pozują, mając na twarzach nawilżające maseczki w płachcie z wizerunkami zwierząt. Dziewczynka po lewej ma maseczkę w kształcie pandy i ubrana jest w różowo-białą bluzę z sercami i napisem. Dziewczynka pośrodku ma maseczkę z nosem i wąsami, w jasnoróżowej sukience. Dziewczynka po prawej ma maseczkę z wyciętymi ustami i ubrana jest w białą bluzkę z dzianiny i narzutkę w panterkę. Wszystkie patrzą wprost na obiektyw.

TikTok buduje dziecięce imperium beauty. Kosmetyki dla przedszkolaków to nowy rynek – i nowy problem

Czy trzylatki naprawdę potrzebują maseczek nawilżających i tonerów do twarzy? Nowa fala marek beauty, napędzana przez TikToka i dziecięcych influencerów, buduje świeży segment rynku: pielęgnację skóry dla najmłodszych. Produkty opakowane w jednorożce i pandy mają być „bezpieczne i delikatne”, ale ich obecność na półkach i w social mediach wzbudza niepokój dermatologów i psychologów. Eksperci ostrzegają przed skutkami zdrowotnymi, zaburzeniem obrazu ciała i presją wyglądu narzucaną już przedszkolakom. Mimo to rynek dynamicznie rośnie, a marki takie jak Rini czy Evereden notują milionowe obroty. Rodzi się pytanie: czy zamiast odpowiadać na potrzeby dzieci, nie projektujemy ich od nowa – przez pryzmat filtrów i viralowych trendów?

W tym artykule przeczytasz:

  • kto stoi za nowymi markami beauty dla dzieci (i ile na tym zarabiają),
  • dlaczego TikTok stał się głównym kanałem wpływu na Gen Alpha,
  • co mówią dermatolodzy o kosmetykach dla trzylatek,
  • jakie ryzyko zdrowotne i psychologiczne niesie ten trend,
  • czy branża beauty przekroczyła właśnie czerwoną linię?

Kiedy pielęgnacja staje się zabawką

Jeszcze dekadę temu dzieci używały mydła i pasty do zębów. Dziś: toniki, mgiełki, kremy i rytuały pielęgnacyjne zaczerpnięte wprost od dorosłych influencerek. Nowe marki beauty kierują swoją ofertę do dziewczynek nawet w wieku kilku lat.

Ostatnio głośny debiut zaliczyła marka Rini, której współzałożycielką jest Shay Mitchell. Celebrytka z 35 mln obserwujących na Instagramie sprzedaje zestawy maseczek nawilżających z pandą i jednorożcem za około 35 dolarów. Z kolei Evereden, brand z USA, chwali się już roczną sprzedażą przekraczającą 100 milionów dolarów.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez rini (@rini)

Przeczytaj też: Aktorka Shay Mitchell wprowadza maseczki dla dzieci. Czy pielęgnacja zaczyna się już w wieku dwóch lat?

TikTok jako maszyna do formatowania skóry dzieci

Jak ujawnia Fashion Network, doktor Molly Hales przez kilka miesięcy udawała 13-latkę na TikToku, lajkując treści beauty publikowane przez niepełnoletnie użytkowniczki. W ciągu krótkiego czasu algorytm zalał ją filmami z rutynami pielęgnacyjnymi dzieci.

Średnia liczba produktów w filmach typu „Get Ready With Me” wynosiła 6, a ich łączna cena dochodziła do 168 dolarów. W niektórych przypadkach pojawiały się nawet produkty przeciwstarzeniowe, przeznaczone dla dorosłych.

Sephora Kids i cena dzieciństwa

Pokolenie Gen Alpha, czyli dzieci urodzone po 2010 roku, coraz częściej odtwarza rytuały znane z TikToka lub YouTube. To zjawisko dorobiło się nawet własnej nazwy: Sephora Kids. Skala problemu była tak ogromna, że Kalifornia rozpoczęła prace nad wprowadzeniem zakazu sprzedaży wybranych produktów nieletnim klientom.

Nie chodzi już tylko o zabawę. W badaniu cytowanym przez Laurence’a Coiffarda z Uniwersytetu Nantes wskazano, że dzieci stosujące kosmetyki dla dorosłych są bardziej narażone na: alergie skórne, zaburzenia hormonalne i kontakt z fitoestrogenami. Jego autor podkreśla, że dziecięca skóra potrzebuje jedynie podstawowej higieny i ochrony przeciwsłonecznej.

Efekt uboczny: zniekształcony obraz siebie

Psychologowie ostrzegają: pielęgnacja skóry u dziewczynek to nie tylko kwestia fizjologii. To także presja wizerunkowa i uprzedmiotowienie. Pierre Vabres z Francuskiego Towarzystwa Dermatologicznego ostrzegał w rozmowie z paryskimi dziennikarzami:

„Istnieje ryzyko, że dziecko wyrobi sobie fałszywy obraz samego siebie, wręcz erotyczny, w którym jest »dorosłym w miniaturze«, który musi myśleć o swoim wyglądzie, aby czuć się dobrze”.

Nowe marki dziecięce – takie jak Rini czy Saint Crewe – deklarują dobre intencje: chcą oferować „bezpieczne i delikatne produkty, którym rodzice mogą zaufać”. Mimo to eksperci mają mieszane uczucia i podkreślają, że po prostu nie są one konieczne. Zamiast tego mogą przynieść więcej szkody niż pożytku, o czym przypomina dr Hales. Według niej tego typu kosmetyki: 

„Utrwalają pewien standard piękna lub oczekiwania dotyczące tego, jak należy dbać o zdrowie i urodę skóry, stosując bardzo kosztowną i czasochłonną codzienną rutynę”.

Beauty dla przedszkolaków: innowacja czy granica absurdu?

Marki beauty widzą w Gen Alpha nową okazję rynkową. Ale wraz z trendem pojawia się pytanie: czy naprawdę potrzebujemy dzieci jako konsumentów urody?

Niepokój specjalistów nie wynika z konserwatyzmu, lecz z badań. TikTok zatarł granice wieku, a marki szybko wypełniły tę lukę produktami, które – choć ładnie opakowane – mogą mieć realne konsekwencje zdrowotne i psychologiczne.

Może Cię zainteresować: Ryzykowne piękno z TikToka. Nowy trend może kosztować zdrowie

Zdjęcie główne: Instagram @rini

Katarzyna Wendzonka

Redaktorka i copywriterka z 8-letnim doświadczeniem oraz absolwentka Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od 2017 roku pisze o modzie, urodzie i szeroko pojętym lifestyle'u – teraz również od strony biznesowej. Zawodowo związana między innymi z Fashion Biznes, prywatnie początkująca minimalistka oraz miłośniczka kawy i kryminałów. W wolnych chwilach odkrywa sekrety UX writingu i psychologii.