Paris Fashion Week przyniósł w tym sezonie coś rzadkiego: moment, w którym branża na chwilę odłożyła na bok spektakl i znów zaczęła rozmawiać przede wszystkim o ubraniach. Po miesiącach głośnych debiutów i przetasowań na stanowiskach dyrektorów kreatywnych w Paryżu szczególnie uważnie obserwowano kolekcje, które miały pokazać, czy za nową wizją stoi realna siła projektowa — i czy potrafi ona przełożyć się na pożądanie. Zapytaliśmy polskich projektantów, który pokaz z tegorocznego Paris Fashion Week zrobił na nich największe wrażenie.
Michał Szulc
To był dobry projektowo sezon, choć widać, że kolekcje komercjalizują się i upraszczają, żeby zwiększać sprzedaż. Moi ulubieńcy to Loewe i Celine. Jack McCollough i Lazaro Hernandez pokazali, jak wykorzystać historię i rękodzieło w nowoczesnej formie, miksując je z technologiami przynależnymi do specjalistycznej mody sportowej. Świetnie poradzili sobie ze zróżnicowaniem faktur i materiałów, które podkreślili czystą, zbudowaną z kontrastów kartą kolorystyczną. Dodatkowy punkt za stylizacje i viralową scenografię – przeskalowane maskotki, które zdominowały Instagram.
Jan Chodorowicz
Tom Ford na sezon FW26/27 to najpiękniejszy pokaz, jaki widziałem od dawna. Wizja totalna – wszystko, od przestrzeni, w której odbywał, przez casting, po muzykę i choreografię, służyło pokazaniu pięknych ubrań, a nie – jak to przy innych pokazach bywa – odwróceniu od nich uwagi i stworzeniu „show”. A sama kolekcja jest dla mnie dużo bardziej przekonującą interpretacją spuścizny Toma Forda niż to, co pokazał Demna.
Łukasz Jemioł
Wizyjnie podobał mi się pokaz Diora – piękne sylwetki, poprowadzona kolekcja i jako artystyczna wypowiedź, uważam, że to jedna z ciekawszych kolekcji. Natomiast pod względem detalu, kunsztu wykonania i interpretacji cytatów z historii – Chanel był doskonały. Pojawiło się tam wiele nowych rzeczy, odświeżonych evergreenów marki. Piękne zestawienia kolorów i faktur, natomiast torebki i buty to masterpiece tej kolekcji. Kobiety już wzdychają do dodatków marki i to jest ogromna siła tego pokazu.
Tomasz Armada
Największe emocje wzbudził we mnie pokaz Matières Fécales. To jedna z niewielu marek na Paris Fashion Week, które mają odwagę powiedzieć wprost, że luksusowy przemysł mody jest systemem władzy i pieniędzy. Ich pokaz był właściwie lustrem dla tej branży – ukazał hipokryzję aktualnego systemu i podwójne standardy najbogatszych. Z jednej strony podziwiam ich za wizję, z drugiej strony myślę, że w ich pokazach widać bardziej moc performansu, castingu i stylizacji, a mało projektowania. Mam skojarzenia z tym, co robił Mugler za Nicoli Formichettiego, który był wizjonerskim stylistą, ale średnim projektantem. Mimo to lubię takie momenty, kiedy moda nie jest tylko ładnym obrazkiem, a zaczyna krytycznie tematyzować samą siebie.
Z drugiej strony ciekawy był dla mnie też Chanel. Matthieu Blazy robi coś, co w wielkich domach mody wcale nie jest oczywiste – traktuje dziedzictwo marki jak materiał do pracy. Rozbiera kody Chanel – tweed, kostium, biżuteryjność, detal haute couture, kontrast czerni i bieli – i składa je na nowo w innych proporcjach i materiałach. Dzięki temu historia domu mody nie jest relikwią i skansenem, dekoracyjnym luksusem, tylko żyje i może nadal się rozwijać.
Jan Anusz
Od początku działań Satoshi Kondo jako nowego dyrektora kreatywnego Issey Miyake, śledzę markę z ciekawością. Na ostatnim PFW kolekcja przykuła moją uwagę swoją prostotą i lżejszym podejściem do dekonstrukcji – brak tu antwerpskiej surowości, a w zamian za to mamy zwiewność, marszczenia; czuję syntetyczność i uwielbianą przeze mnie świadomość gestów w modzie – „gesture design”. Uważam, że Kondo świetnie wyważa konceptualizm z ready-to-wear. Ubrania są niepowtarzalne – odwołują się do tradycji plis od Issey, ale również oferują nową estetykę.
Luiza Kubis
Moimi ulubionymi pokazami podczas obecnego tygodnia mody były zdecydowanie Dior pod kierownictwem Jonathana Andersona oraz Chanel prowadzone przez Matthieu Blazy’ego. Jestem całkowicie oczarowana nowymi kierunkami, które obrali dla tych domów mody – widać wyraźnie, że pojawienie się nowych dyrektorów kreatywnych wniosło powiew świeżości i nową energię do obu marek.
Szczególnie urzeka mnie baśniowy, niemal poetycki kierunek, który proponują. Kobiecość, lekkość i świeżość połączone z klasyką, ale podaną w nowoczesnym, bardzo świadomym wydaniu. Jednocześnie ogromnie cenię to, że wciąż wyraźnie wybrzmiewa szacunek do rzemiosła i kunsztu wykonania. To właśnie ta równowaga między tradycją a współczesnością jest tym, co w modzie kocham najbardziej.
Maciej Stańczak
Jednym z pokazów, który szczególnie mnie ujął, był pokaz Dries Van Noten. Julian Klausner wraz ze swoim teamem idealnie łączy inspiracje malarstwem historycznym z nowoczesną formą oraz nawiązaniami do szkolnych mundurków. Odważne zderzenia nadruków i tkanin, bezbłędny detal, no i ten kolor! Pomimo mnogości technik sylwetki wciąż wyglądają lekko. Moją uwagę głównie przykuły ręcznie haftowane elementy, stworzone z wielu różnych nici, koralików i cekinów, które swoim wykonaniem nie odbiegały od tych prezentowanych podczas pokazów couture.
Monika Łuczak
Choć nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, bardzo doceniam pokaz marki Tom Ford. W tak niestabilnych i pełnych przebodźcowania czasach Haider Ackermann zabiera nas na pokaz skąpany w czystości bieli. To moda manifestująca hasło: „nie ilość, ale jakość”. Haider Ackermann po raz kolejny udowadnia, że najseksowniejszy jest intelekt.
Przeczytaj również: Między archiwum a przyszłością. Polscy styliści o pokazach, które zdefiniowały Tydzień Mody w Mediolanie
