Michał Szulc i Maja Pilarek

Michał Szulc rozmawia z Mają Pilarek: „W dzianinie znalazłam idealne miejsce dla siebie i swojego projektowania”

Maja Pilarek to projektantka młodego pokolenia, specjalizująca się w autorskich kolekcjach z dzianiny. Absolwentka Instytutu Ubioru na łódzkiej ASP, gdzie obecnie wykłada. Swoje kolekcje prezentowała w Polsce i za granicą, ma na koncie nominację do Debiutu Roku Elle oraz nagrody za najlepsze kolekcje dyplomowe. W rozmowie z Michałem Szulcem dla Fashion Biznes, otwierającej nowy cykl poświęcony polskim modowym startupom, opowiada o początkach marki, pierwszych doświadczeniach i momentach, które ukształtowały jej drogę projektową.

Partner kampanii – mobile article

Michał Szulc – projektant, grafik, dyrektor artystyczny. Wykładowca w Pracowni 240 na łódzkiej ASP. Dwukrotny stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Kurator i organizator wystaw i pokazów. W swoich tekstach dla Fashion Biznes uchyli drzwi do świata polskiej mody, zaprezentuje młodych twórców o wyjątkowym spojrzeniu i podda współczesne trendy wnikliwej socjologicznej analizie.

Michał Szulc: Od kiedy prowadzisz markę MAJA PILAREK? Który moment jest dla Ciebie startem brandu?

Maja Pilarek: Szczerze mówiąc nigdy świadomie nie planowałam startu marki. Wszystko zaczęło się od zaproszenia do zaprezentowania kolekcji na Fashion Stage podczas Open’era, które dostałam po udziale w Złotej Nitce podczas Łódź Young Fashion. Wiedziałam, że oprócz pokazu będę miała możliwość sprzedaży swoich projektów. Wtedy, specjalnie na tę okazję, przygotowałam kolekcję z myślą o sprzedaży.
Kolekcję pokazywałam w 2023 roku w Łodzi, na Open’erze i na New Generation – Young Talents Show podczas Budapest Central European Fashion Week w Budapeszcie. Od tamtego momentu regularnie prezentuję swoje projekty.

Podrążę temat przejścia z tworzenia do myślenia o brandzie. Studiowałaś projektowanie na ASP w Łodzi, przygotowywałaś kolekcje, brałaś udział w pokazach i konkursach, miałaś też publikacje w mediach. Czego brakowało w Twojej strategii, co musiałaś uzupełnić, żeby powiedzieć, że działasz już jako brand? Identyfikacja? Metka? Strona www?

Tak, wszystkie te elementy musiały powstać. Przede wszystkim musiało się jednak zmienić myślenie o projektowaniu, o produktach. Wiedziałam, że dzianiny, które projektowałam wzbudzały już wcześniej zainteresowanie i że to one staną się moim znakiem rozpoznawczym. Zaczęłam jednak projektować je w sposób bardziej sprzedażowy, mniej unikatowy. Start marki wymagał też policzenia wszystkiego, przynajmniej w minimalnym stopniu.

Ile czasu zajęło Ci domknięcie decyzji o starcie marki? Jak długo pracowałaś nad brakującymi, ale potrzebnymi rzeczami, żeby realnie wystartować ze sprzedażą? Na ile byłaś też gotowa ze wszystkim, a co uzupełniłaś później?

Przygotowanie kolekcji, stworzenie identyfikacji wizualnej, zbudowanie strony ze sklepem zajęło mi około pół roku. Byłam gotowa z elementami, o których wiedziałam, że nie mogę bez nich wystartować, ale z wielu kwestii nie zdawałam sobie sprawy. Sam start odbył się trochę intuicyjnie, ale zrobiłam wszystko najlepiej jak mogłam.

Na studiach zajmowałaś się tkaniną i dzianiną. Później, w naturalny sposób wsiąknęłaś w dziewiarstwo, zaczęłaś profesjonalnie zajmować się programowaniem maszyn dziewiarskich i dzianina stała się Twoim USP, cechą charakterystyczną brandu MAJA PILAREK. Czy jest to Twój wyznacznik czy są jeszcze jakieś elementy charakterystyczne dla marki?

W dzianinie znalazłam idealne miejsce dla siebie i swojego projektowania. Mogę się bawić kolorem w dużo łatwiejszy sposób niż w realizacjach tkaninowych. Detale mają zupełnie inny wymiar i mogę z nimi szerzej eksperymentować. Ograniczać może mnie tylko wyobraźnia i wiedza technologiczna.

Już na studiach myślałam o tym, że okres ochronny się szybko skończy i trzeba będzie zderzyć się z rzeczywistością i zacząć pracę. Nie widziałam się w żadnej korporacji, przerażała mnie ta wizja. Wszystkie wcześniejsze działania i doświadczenia naturalnie się połączyły i pokazały właściwy kierunek działania. Dzianina wychodziła mi coraz lepiej. Czułam się dobrze projektując i realizując ją. Zdawałam sobie też sprawę z tego, że wciąż jest niszą, więc było to po części działanie zaplanowane, ale podstawą tej decyzji było uczucie, że naprawdę znalazłam coś „swojego”.
Od początku ważny jest dla mnie aspekt sztuki w modzie. Myślę, że dobrze łączę artystyczny charakter z modą easy-to-wear.

Jakich narzędzi używasz, żeby przenieść działania artystyczne, świat sztuki, do działalności projektowej?

Mój sposób projektowania nie różni się od tego, co robiłam na studiach. Wciąż szukam inspiracji, robię research, szukam historii i treści, które mogę zawrzeć w projektach. Nie kieruję się trendami, choć nie uważam, że są złe. Nie działam schematycznie. Staram się indywidualizować projekty właśnie przez proces projektowy. Zależy mi na tym, żeby moje kolekcje były rzeczywiście autorskie, nie powielały produktów i rozwiązań, które widać w innych markach.
Pewnie nie jest to najlepsze rozwiązanie pod kątem biznesowym, ale chcę tworzyć rzeczy oryginalne, bez wyraźnego podziału na sezony. W sprzedaży ciągle jest pierwsza kolekcja sprzed lat, która wciąż cieszy się powodzeniem. To plan, na którym od początku mi zależało, by nie tworzyć ubrań, które będą się szybko dezaktualizować.

Jest jeszcze jedna ważna rzecz, która jest, moim zdaniem, bardzo widoczna w DNA marki – kolor. Nie boisz się go, pokazujesz i łączysz czasem dość ryzykownie i „nie biznesowo”.

To prawda. Klientki kojarzą moją markę z kolorem. Do tej pory nie zaprojektowałam niczego czarno-beżowego. Kolor jest ciekawym narzędziem, które można bardzo kreatywnie wykorzystać w projektowaniu, a praca z nim jest dla mnie intuicyjna i sprawia mi dużo przyjemności.

Mówisz, że działasz poza trendami, ale patrząc na europejską modę autorską, jesteś totalnie „in”. Czy to się wydarzyło naturalnie czy analizowałaś wcześniej rynek i tworzyłaś brand z myślą o jakiejś niszy?

Już na studiach myślałam o tym, że okres ochronny się szybko skończy i trzeba będzie zderzyć się z rzeczywistością i zacząć pracę. Nie widziałam się w żadnej korporacji, przerażała mnie ta wizja. Wszystkie wcześniejsze działania i doświadczenia naturalnie się połączyły i pokazały właściwy kierunek działania. Dzianina wychodziła mi coraz lepiej. Czułam się dobrze projektując i realizując ją. Zdawałam sobie też sprawę z tego, że wciąż jest niszą, więc było to po części działanie zaplanowane, ale podstawą tej decyzji było uczucie, że naprawdę znalazłam coś „swojego”.

Czy pomaga Ci to w komunikacji? Używasz researchu do mówienia o swoich rzeczach? Czy jest to story, które zostawiasz tylko dla siebie?

Staram się używać procesu do opisów produktów, które umieszczam na stronie. Publikuję szczegółowe teksty o każdej kolekcji, staram się także opowiadać swoje historie w sesjach zdjęciowych. Niestety na co dzień nie jestem najmocniejsza w mówieniu o swoim projektowaniu i marketingu.

Dlaczego?

Głównie przez brak czasu. Doszłam też do wniosku, że do tej pory za dużo energii poświęcałam kolekcji i przygotowywaniu produkcji, a zdecydowanie za mało promowaniu tego, co robię. Chciałabym bardziej komunikować opowieść, która stoi za kolekcjami. Widzę, że sposób, w jaki powstają moje rzeczy ciekawi odbiorców.

Czytam między wierszami, że zajmujesz się wszystkim sama. Ile osób liczy firma MAJA PILAREK?

Jedną. Czasami, przy trudniejszych do realizacji asortymentach, wspieram się zewnętrzną krawcową.

Taki zespół jest przymusem na tym etapie rozwoju marki? Czy myślisz już o zatrudnieniu pomocy w jakimś obszarze albo outsourcingowaniu usług? Kogo Ci brakuje najbardziej dzisiaj w tworzeniu brandu?

Najbardziej brakuje mi wsparcia sprzedażowego i marketingowego. Trudno się konkuruje z organizacjami, które mają duże zespoły i budżety marketingowe. Na ten moment nikogo nie planuję zatrudniać. Specyfika mojej marki wymaga osobistego zaangażowania. Dziane produkty robię sama, sama odpowiadam za produkcję. Byłoby super, gdyby zespół się powiększał, ale to jeszcze nie jest odpowiedni moment.

Wróćmy jeszcze na chwilę do struktury kolekcji. Czy przez te trzy lata działalności stworzyłaś jakieś bestsellery? Albo czy są takie rzeczy, które nie spotkały się z zainteresowaniem i wiesz, że nie będziesz do nich wracać? Analizujesz sprzedaż pod kątem produktowym? Planując kolejne dropy kierujesz się już bardziej myśleniem komercyjnym czy kreacyjnym? Jak wygląda proces planowania kolekcji?

Bestsellerów jest kilka, największym pierwszy sweter, który do dzisiaj sprzedaje się świetnie. W dotychczasowych czterech kolekcjach testowałam, wprowadzałam produkty i rozwiązania, które różniły się od siebie, żeby sprawdzić, co może odnieść komercyjny sukces. Teraz staram się brać pod uwagę decyzje zakupowe moich klientek, nawiązuję do detali albo charakterystycznych elementów konstrukcyjnych z poprzednich realizacji. Zachowuję też przestrzeń na eksperymenty i nowości. Nie ograniczam się do działań wyłącznie sprzedażowych.

Z jakich kanałów i sposobów komunikacji korzystasz? Jako projektanci kochamy pokazy i sesje zdjęciowe, podczas których widać w najbardziej namacalny sposób efekt naszej wielomiesięcznej pracy. Masz na koncie sporo pokazów w Polsce i za granicą, regularnie robisz sesje zdjęciowe. Czego jeszcze używasz?

Komunikuję się głównie przez instagram. Na koncie @maja.pilarek pokazuję proces projektowy i realizacyjny, opowiadam o produktach. Pokazy i sesje uwielbiam, choć kiedyś mnie bardzo stresowały. Często pokazuję kolekcje na sobie. Dzięki takim zdjęciom klientki są w stanie się szybciej utożsamić z produktami i kolekcjami. Zdjęcia z pokazów stają się wyłącznie wizerunkowe.

Zwykle premiery Twoich kolekcji odbywają się podczas pokazów. Jaka jest strategia na ich sprzedaż? Można je kupić od razu czy czekasz z publikacją w sklepie online do sezonu, którego dotyczy dana kolekcja?

To zależy od częstotliwości pokazów i możliwości produkcyjnych. Po prezentacji w Budapeszcie chwilę odczekałam, ale po pokazie w Pradze podczas “We’re Next – global fashion talent platform showcase” rzeczy prawie od razu można było zamówić.

Co poleciłabyś osobom, które są na początku drogi zakładania własnej marki? Od czego zacząć? Czy według Ciebie przygotowanie artystyczne – studia projektowe – są potrzebne do tego, żeby zbudować markę? Czy background projektowy się przydaje?

Myślę, że studia dają wiedzę projektową, ale też techniczną i technologiczną. Na początku jest to bardzo przydatne, zwłaszcza kiedy startujemy i więcej rzeczy robimy samodzielnie. Doświadczenie projektowe sprawia, że nasze kolekcje będą wyjątkowe. Na pewno warto pamiętać i zaplanować część sprzedażową i marketingową.

Czy prowadzenie marki jest jednoznaczne z życiem w tabelce? Liczysz wszystko skrupulatnie od początku czy działasz spontanicznie?

Myślę, że liczę za mało. Staram się to robić, ale na obecnym etapie rozwoju brandu często robię rzeczy, które z biznesowego punktu widzenia są mniej opłacalne.

Startując z marką trzeba sobie założyć jakieś etapy rozwoju, wyznaczyć kamienie milowe. W pierwszej fazie pracujemy na wizerunek marki, nie zawsze robiąc rzeczy uzasadnione biznesowo. Później, przy skalowaniu, liczenie powinno być podstawą działalności. Na jakim etapie jesteś dzisiaj? Wyznaczyłaś sobie jakiś harmonogram rozwoju marki? Co przed Tobą?

Dzisiaj zdałam sobie sprawę, że rozwój marki wymaga jeszcze większego zaangażowania. Muszę poświęcić jej więcej czasu, nie mogę pracować dla innych firm w takim wymiarze jak do tej pory. Marka była niby najważniejsza, ale wrzeczywistości często spadała na ostatnie miejsce. Chciałabym teraz ograniczyć pracę w przemyśle odzieżowym i skupić się na MAI PILAREK. Co dalej? Nie mam jeszcze napisanego planu, choć chcę działać bardziej świadomie i zaczynam nad tym pracować. Na pewno będę tworzyć kolejne kolekcje.

Kiedy kolejna premiera?

Daję sobie teraz kilka miesięcy na eksperymenty i przemyślenie dotychczasowych działań. Być może wiosną pojawi się mały drop, ale nastawiam się raczej na sezon jesienno-zimowy.

Gdzie można kupić Twoje rzeczy?

Wszystkie kolekcje można kupić na mojej stronie www.majapilarek.pl i przez DMy na Instagramie @maja.pilarek.