Grafika, na której widoczne są Marta Lech-Maciejewska, Anna Zając i Zofia Kulewicz

Znana twarz w internecie to nie wszystko. Jak Marta Lech-Maciejewska, Anna Zając i Zofia Kulewicz budują marki oparte na wartościach i autentyczności

Kiedy zdecydowały się założyć swoje marki, miały rozpoznawalność, zasięgi i zaufaną społeczność. Jednak od początku zależało im, aby ich brandy nie były kojarzone wyłącznie ze znaną twarzą i nazwiskiem, a z jakościowymi projektami oraz konkretnym przekazem. Założycielka Spadiory Marta Lech-Maciejewska, twórczyni Roselle Anna Zając i właścicielka Ansin Zofia Kulewicz, konsekwentnie realizują ten cel. I nie zamierzają na tym poprzestać.

Martę Lech-Maciejewską, Annę Zając i Zofię Kulewicz łączy wiele. Począwszy od tego, że każda z nich w pewnym momencie swojego życia zdecydowała się zmienić ścieżkę kariery, zrezygnowała z pracy w korporacji i postanowiła działać na własnych zasadach. Wszystkie też postawiły na działania w internecie, gdzie bardzo szybko znalazły swoją niszę. W 2013 roku Marta założyła bloga SuperStyler, na którym publikowała treści o szeroko pojętej tematyce lifestyle’owej, a jej znakiem rozpoznawczym stały się niebanalne, dość odważne jak na polskie ulice stylizacje. Chwilę wcześniej bloga Fashionable.pl zaczęła prowadzić Anna, a główną rolę również odgrywały jej modowe pomysły. Co więcej, jest również twórczynią jednego z największych wydarzeń dla twórców internetowych w Polsce, festiwalu See Bloggers. Z kolei Zofia na platformę YouTube, gdzie do dziś prowadzi kanał @ZOPHIAStylistka, trafiła, gdy w 2016 roku rozpoczęła działalność jako osobista stylistka. Pomysł, by pójść o krok dalej i założyć modowy biznes, u każdej z nich wziął się nie tylko z potrzeby rozwoju, ale również chęci realizowania bardziej konkretnych celów.  

Więcej niż produkt

Marta Lech-Maciejewska wystartowała z marką Spadiora pod koniec 2019 roku. Pomysł na motyw przewodni podsunęła jej internetowa społeczność. – Nagrywałam filmiki, w których pokazywałam, jak wiązać apaszki, a moje odbiorczynie pisały, abym stworzyła własne, bo to akcesorium kojarzy się im właśnie ze mną – wspomina. Podkreśla, że nie kalkulowała, czy produkt, który zamierza oferować, to akurat rosnący trend. – Zależało mi, aby było to coś, w czym będę wiarygodna. Bo jeśli nie jesteś, a dodatkowo musisz przebić się przez konkurencję, szanse na sukces maleją. Myślę, że to dlatego Spadiora jest dziś w takim a nie innym miejscu, bo wynikła z mojej własnej potrzeby, a nie z próby wpasowania się. Od samego początku zależało jej również, aby oferować coś więcej niż apaszki. – Chciałam stworzyć coś, co może wpłynąć na postrzeganie biznesu w Polsce, może ośmieli inne kobiety, będzie pewnego rodzaju manifestem. Apaszki Spadiory poruszają ważne społecznie i światopoglądowe tematy. Na przykład model „Nazywaj ją jak chcesz”, ze wzorem nawiązującym do waginy, otwiera dyskusję wokół swobody nazewnictwa żeńskiego narządu oraz przypomina o cyklicznych badaniach. Z kolei apaszka „Rozłąka” jest hołdem dla rodziców mierzących się ze stratą dziecka, a 15% zysku ze sprzedaży wspiera Fundację Rodzić po Ludzku. 

 

Anna Zając przyznaje, że w przypadku Roselle wszystko zaczęło się od kobiecego marzenia. A do decyzji o założeniu brandu w 2021 roku dojrzewała kilka lat. – Gdyby nie różne okoliczności, marka pewnie pojawiłaby się wcześniej, ale po drodze działy się rzeczy, które podpowiadały: nie teraz, nie z tymi ludźmi. To bardzo sprowadzało mnie na ziemię i zastanawiałam się, czy na pewno powinnam w to iść – opowiada. Pomysł na to, czym właściwie ma być nowa marka na rynku, wykiełkował z prozaicznej obserwacji: Annie brakowało w szafie ponadczasowych klasyków, więc postanowiła takie tworzyć. Dziś jednym z flagowych produktów są marynarki, które założycielka Roselle wraz z zespołem stale udoskonala. – Szyjemy je z wysokiej jakości włoskiej wełny, którą wybieram osobiście u fantastycznych dostawców.  W kontekście jakości nie wyobraża sobie pójścia na kompromisy. – Nie tworzę czegoś tylko po to, żeby szybko dopełnić kolekcję czy zapełnić jakąś lukę. Wiem, że to nie miałoby sensu – mówi Anna i podkreśla, podobnie jak Marta Lech-Maciejewska, że w przypadku jej marki nic nie jest marketingowo wykreowane pod dyktando trendów. – Roselle to po prostu ja, moja estetyka i wartości przełożone na markę.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Roselle (@roselle.pl)

 

W przypadku Zofii Kulewicz wszystko zaczęło się nie od marzenia o marce modowej, a od konkretnego produktu i poczucia jego braku na rynku. Okazało się, że klienci, z którymi założycielka Ansin pracowała jako personal shopper, mieli problem ze znalezieniem czegoś „niewidocznego”, co mogą założyć pod białą koszulę. Kulewicz wspomina, że zamówiła takie podkoszulki ze Stanów Zjednoczonych, ale przesyłka nie dotarła. – Pomyślałam wtedy: nie wierzę, że nie da się czegoś takiego zrobić u nas i zaproponowałam mężowi, że może sami zrobimy taki produkt. Plan działania był więc konkretny: męskie cieliste bazowe koszulki w trzech różnych odcieniach. A gdy Zofia zaczęła polecać je na swoim kanale na YouTube, okazało się, że zapotrzebowanie jest znacznie większe. – „My też takich potrzebujemy! Czemu tylko dla mężczyzn? Przecież my też chętnie nosiłybyśmy coś takiego pod sweter czy bluzkę” – pisały kobiety. Powiedziałam: ok, zróbmy też damskie. Tak zaczęła tworzyć się flagowa kolekcja Ansin – Invisible, dziś o wiele bardziej rozbudowana: o szerszą gamę kolorystyczną i rozmiarówkę (od XXS po 4XL). Z roku na rok asortyment marki poszerzał się także o inne elementy, będące punktem wyjścia do zbudowania jakościowej bazy szafy – zarówno damskiej, jak i męskiej. 

Przeczytaj wywiad z Martą Cienkowską, pierwszą ministrą kultury, która ma realny plan na branżę mody w Polsce

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez ZOPHIA (@zophia_stylistka)

Klientki na wagę złota 

Spadiora, Roselle i Ansin już od pierwszego dnia, a nawet wcześniej, miały to na co wiele marek musi często pracować latami, czyli grono zaufanych klientek. Jednak posiadanie zaangażowanych odbiorczyń wiąże się też z wieloma wyzwaniami. – Tworząc content na social media, nadal pokazuję produkty innych marek, choć teraz zastanawiam się nie trzy, a dziesięć razy, zanim coś zrobię. Pokazywanie własnego projektu to znacznie trudniejsza sprawa, bo biorę za niego pełną odpowiedzialność – mówi Anna. Od początku bardzo zależy jej na tym, aby ubrania Roselle kojarzyły się nie tylko z elementem garderoby. Mając świadomość, że dla wielu kobiet jest inspiracją, stara się to wykorzystać. – Zachęcam moje klientki, żeby nie czekały z ubraniami na specjalne okazje. Uważam, że samo ubranie, nawet najpiękniejsze na świecie, nic nie znaczy, jeśli po prostu wisi w szafie i nie wiążą się z nim żadne emocje. Jeżeli jednak nadamy mu jakieś wspomnienia, przeżyjemy w nim wyjątkowe momenty, nabiera ono zupełnie innego wymiaru. 

 

Zofia Kulewicz przyznaje, że posiadanie zaangażowanej grupy odbiorców w sieci bardzo pomogło jej w rozwoju brandu. – Gdyby nie moja społeczność, pewnie w ogóle nie odważyłabym się wystartować. Zdaje sobie też sprawę z tego, że wiele osób jest z nią od samego początku działania marki, co jest dla niej niezwykle nobilitujące. Stara się być blisko swoich odbiorczyń, choćby poprzez zamkniętą grupę na Facebooku, co jak pokazało wiele przypadków, jest jednym z najlepiej działających narzędzi community marketingu. Twórczyni Ansin mówi, że niezwykle ważny jest dla niej feedback od klientek. Bierze sobie do serca także ich sugestie, na przykład dotyczące nowych produktów, oczywiście zawsze filtrując je przez swoją wizję marki, by zachować spójność oferty. – Czuję się odpowiedzialna za to, żeby finalny produkt spełniał moje standardy i żebym zawsze chciała się pod nim podpisać.

 

W dzisiejszych czasach utrzymanie przy sobie klienta jest ważniejsze niż ciągłe pozyskiwanie nowych – mówi Marta Lech-Maciejewska. Uważa, że dzięki temu, że Spadiora od samego początku nie była nastawiona na maksymalizację zysku kosztem wartości, marka nie zawodzi odbiorców i oni to doceniają. Marta nie stara się trafić do każdego za wszelką cenę. – Prawdziwe przywiązanie odbiorców zdobywasz poprzez szacunek do tego, co robisz i do decyzji, które nierzadko są trudne oraz ryzykowne. Marta uważa, że najważniejsza jest dla niej „miłość tych, którzy mają podobny światopogląd”. Szczególnie, że zdaje sobie sprawę z tego, jak jej projekty wpływają na klientki. – Wiele z nich traktuje zakup apaszki jako symboliczny moment w swoim życiu, przekroczenie jakiejś granicy, skonfrontowanie się z emocjami. Mając tę świadomość, przykładam do projektowania jeszcze większą wagę.

 

Zachować balans

 

Prowadzenie marki to często praca 24/7. A jeśli oprócz tego buduje się też markę osobistą i działa się aktywnie w internecie – czy dodatkowo w telewizji, jak w przypadku Marty Lech-Maciejewskiej – to w zasadzie jak ciągnięcie kilku etatów. Każda z bohaterek przez lata zdążyła jednak wypracować sobie styl pracy, który pozwala im w pełni się realizować, a jednocześnie utrzymać balans. Przede wszystkim każda ma zespół ludzi, na których może polegać i wie, że to eksperci w swojej dziedzinie. A także szczęście, że biznes prowadzi wspólnie z mężem. – Nikt u nas nie pyta: „dlaczego znowu siedzisz w telefonie?” albo „czemu wstajesz o drugiej w nocy i zapisujesz coś w notatniku?”. Dzięki temu, że jesteśmy w tym wszystkim razem, wspieramy się i wiemy, że czasem jedno z nas musi popracować więcej – mówi założycielka Roselle. Dodaje, że bardzo ważne jest dla niej, by znajdować momenty na oddech – z mężem Jakubem, choćby celebrując śniadaniem początek dnia, a także sama. – Ostatnio po latach wróciłam na siłownię i treningi personalne. To jest dla mnie okazja na totalny reset. Anna nauczyła się też funkcjonować bez telefonu. – Kiedyś ciągle nosiłam go ze sobą, bo myślałam: „a nuż ktoś zadzwoni, coś się wydarzy”. Później stwierdziłam, że przez godzinę świat na pewno się nie zawali. Mogę być tu i teraz, zrobić coś dla siebie. 

 

Marta ze Spadiory przyznaje, że wspólny biznes z bliską osobą daje jej duże poczucie bezpieczeństwa. – Wiem, że wkłada w ten projekt tyle samo serca, energii i uwagi co ja. Więc kiedy znikam na nagrania programu, firma nie zostaje bez opieki. Śmieje się, że to o wiele lepsza opcja niż prowadzenie marki z koleżanką czy przyjaciółką, bo ta druga strona tak łatwo się nie wykręci. – Oczywiście są tarcia, bo bardzo często mamy z Jankiem różne wizje. Ale ma to swoją wartość, bo z tych tarć powstają nowe rzeczy, nowe pomysły. Marta nie ukrywa, że zdarza jej się przynosić sprawy związane z pracą do domu, ale w takim układzie, mając męża za partnera biznesowego, ciężko tego uniknąć. Jednak równowaga to podstawa. Dlatego dbanie o balans między życiem prywatnym a zawodowym Marta postanowiła wdrożyć także wśród swoich pracowników. Spadiora jako jedna z pierwszych i póki co nielicznych firm w Polsce wdrożyła 4-dniowy tydzień pracy oraz urlopy menstruacyjne dla swoich pracowniczek.

 

Kiedy marka Ansin zaczęła się dynamicznie rozwijać, Zofia Kulewicz stopniowo ograniczała liczbę indywidualnych konsultacji z klientami, żeby mieć więcej przestrzeni na firmę. Choć przez jakiś czas próbowała godzić jedno i drugie, w pewnym momencie, jak sama przyznaje, doszła do ściany i uświadomiła sobie, że musi zwolnić. Zrezygnowała z konsultacji 1:1, ale dzięki temu na 100% poświęciła się swojej roli w firmie. Na co dzień Zofia nie jest tylko stylistką i dyrektorką kreatywną Ansin, ale i mamą. Mimo że ma wsparcie męża Jarka, z którym prowadzi markę, rodziny oraz niani, wie, że czasami po prostu musi odpuścić. Kiedyś filmy na YouTube publikowała regularnie co tydzień, dziś działa inaczej. – Kiedy czuję, że potrzebuję, robię sobie przerwę i nie publikuję przez jakiś czas treści. Moi widzowie to rozumieją, a algorytm jeszcze mnie za to nie „ukarał”, bo materiały ciągle się oglądają, co oczywiście bardzo mnie cieszy. 

 

Marka sama w sobie

Każda z rozmówczyń przyznaje, że marka jest jak ich „dziecko” i trudno wyobrazić im sobie pełne odsunięcie się w cień. Mimo to wszystkie trzy świadomie budują firmy tak, by autonomicznie mogły rosnąć w siłę. – Od początku założyliśmy, że Ansin będzie niezależną marką odzieżową. Stawialiśmy więc nie tylko na moje kanały w mediach społecznościowych, ale także na inne formy promocji: działania SEO, płatne kampanie reklamowe czy współprace z influencerami – mówi Zofia Kulewicz. Na wrzesień zaplanowano premierę pierwszej kolekcji Ansin stworzonej we współpracy z influencerkami: Justyną i Kasią z Loveandgreatshoes, które były zaangażowane w cały proces projektowy – wybór tkanin, kolorów, krojów.

 

Anna Zając nieustannie skupia się na poszerzaniu oferty produktowej Roselle, testując nowe rozwiązania. Zapowiada, że ich efekty ujrzą światło dzienne już jesienią. Niezmiernie cieszy ją fakt, że projekty z metką Roselle wykraczają poza Polskę – zamówienia trafiają m.in. do Francji, Włoch, a nawet Stanów Zjednoczonych czy Kanady. A czy wyobraża sobie dzień, kiedy odcina pępowinę i pozwala marce żyć własnym życiem? – Kiedy uczestniczysz w marce na każdym etapie tworzenia, chcesz wszystkiego dopilnować na maksa. Jednak z myślą o przyszłości, uczę się oddawać komuś pewne rzeczy z założeniem, że ta osoba zrobi to dobrze beze mnie. 

Chcę, by Spadiora była rozpoznawana przede wszystkim dzięki wartościom, jakie niesie i jakości, jaką oferuje, a nie tylko przez pryzmat mojej osoby – mówi Marta Lech-Maciejewska. Choć założycielka marki nadal jest główną modelką na stronie czy instagramowym profilu Spadiory, do kampanii zaprasza także inne kobiety. W nowej osłonie kampanii pod hasłem „Spadiora porusza” pojawiła się Natalia Zagumna, trenerka aerial jogi. Wcześniej Marta zaprosiła do współpracy aktorkę Milę Jankowską. – Marzy mi się projekt w Spadiorze, o którym ja powiem ani słowa, a on i tak stanie się hitem – wyznaje. Szansy na „odcięcie się” od bycia nieodłączną twarzą marki upatruje w wejściu Spadiory na rynek zagraniczny, nad czym obecnie prężnie pracuje.  

Wśród wspólnych mianowników dla Marty Lech-Maciejewskiej, Anny Zając i Zofii Kulewicz jest także definicja sukcesu. Dla każdej z nich największym spełnieniem jest widok rosnącej marki – zbudowanej od zera, a zarazem będącej przedłużeniem ich pasji i osobowości. To też daje im poczucie, że ich praca ma sens. Tworząc coś autentycznego, inspirują inne kobiety do przekuwania marzeń oraz ambicji w dobrze prosperujący biznes – na własnych zasadach.