ŚLUBU NIE BĘDZIE! Jak branża ślubna radzi sobie w obliczu kryzysu?

258
Photo by Jeremy Wong Weddings on Unsplash

I że Cię nie opuszczę… może właśnie takiej przysięgi oczekiwałaby branża weselna, dotkliwie doświadczona kryzysem spowodowanym epidemią koronawirusa. Jak wygląda nowa droga tych, którzy zawodowo pomagali innym zaczynać nową drogę życia?

Branża ślubna jedną z bardziej dotkniętych przez kryzys

Wartość rynku ślubnego w Polsce to coroczny zysk w postaci 7 mld zł. Jednak 2020 r. przynosi na ten moment same straty. Wraz z wybuchem epidemii swoje źródło utrzymania stracili nie tylko organizatorzy ślubni, ale i wodzireje, DJ-e, floryści, fotografowie, firmy cateringowe, restauracje… Nagle, w związku z obostrzeniami wprowadzonymi w ramach walki z koronawirusem, ci ludzie znaleźli się w sytuacji patowej.

Premier Mateusz Morawiecki wypowiedział się na temat ślubów i wesel. Śluby mogą się odbywać natomiast wesela będą…

Opublikowany przez Polskie Stowarzyszenie Branży Ślubnej Czwartek, 23 kwietnia 2020

Zakaz zgromadzeń i ograniczenie liczby biorących udział w ceremonii, do tego szerzący się strach i niepewność – również, o ironio, niepewność finansowa – sprawiły, że wielu zakochanych już zrezygnowało z zaplanowanej na ten rok uroczystości. Inni zdecydowali się ją przełożyć – nie mając jednak przy tym pewności, czy za parę miesięcy tradycyjne, duże wesela na 200-300 osób będą dozwolone. A co do pewności, to nie ma jej i sam rząd. Jeśli chodzi o wesela potrzebne jest tam dystansowanie się – zapowiadał premier jeszcze podczas konferencji w połowie kwietnia, dodając, że  Przepisy w tej sprawie wkrótce zostaną doprecyzowane.

<img src="1.png" alt="branża ślubna biznes koronawirus.">

Moje wielkie, polskie wesele

Pewnie znacie ich, jeśli nie osobiście, to ze słyszenia. Para zakochanych, marząca o TYM idealnym, wyjątkowym dniu. Chcą, aby wszystko było skrzętnie zaplanowane, aby przygotowaniom stało się zadość – stąd zaczynają je dużo wcześniej, na rok, na dwa, na trzy przed planowaną uroczystością. Mówiąc wprost, przygotowanie wesela to ogromne przedsięwzięcie logistyczne, które wielu woli powierzyć fachowcom. Nie dziwi zatem, że ci mają swoje rezerwacje wypełnione na dwa, trzy lata wprzód. Co z tymi, którym wyczekiwany termin wypadł w czasie epidemii?

 Wesele trudno przecież ot tak przełożyć – szczególnie, że nie wiadomo, co przyniesie przyszłość. Dodajmy, że mówimy o wielu osobach zaangażowanych w “dopięcie” wesela. Najwięcej kosztuje tzw. “talerzyk” i wynajęcie sali, a do wydatków należy doliczyć jeszcze oprawę muzyczną, fotografa, zaproszenia, dekoracje (i kwiaty), transport, garderobę… Takie jedno wesele można “wycenić” nawet na 35 tys. złotych. Co prawda, liczba wesel w Polsce konsekwentnie spada – niemniej, mówimy tutaj każdorazowo o sporych sumach i o całkiem intratnej branży, teraz zamrożonej w impasie. Choć sezon weselny dopiero się rozpoczyna (maj-wrzesień), to można przypuszczać, że obecne nastroje niepokoju i pogłębiający się kryzys nie będą sprzyjać hucznym przyjęciom. 

To może odwołać?

Skoro przesunięcie terminu to nie lada gratka, to może odwołać całe przedsięwzięcie i wycofać zaliczki?… Od pozornie osobistej decyzji zależy przyszłość wielu – jak w efekcie domina. 

O to, aby nie odwoływać ślubów apelują ci, dla których praca w branży jest źródłem utrzymania. Nerwowość, pośpiech i panika ze strony klientów mogą ich, po prostu, dobić. Na ten moment wpłacone zaliczki są tym, co pozwala im zachować jako-taką płynność finansową – i tym samym przetrwać. 

“Nie odwołuj – zmień termin” – do tego właśnie apeluje Polskie Stowarzyszenie Branży Ślubnej, założone właśnie w czasach epidemii. Cel – wspierać działania wszystkich tych, którym zależy na przyszłości branży.

Branża ślubna – „TAK” po koronawirusie?

No właśnie, a jak miałaby ta przyszłość wyglądać? Eksperci przestrzegają przed “tłokiem”, szczególnie jeśli wszyscy na gwałt zaczną przekładać terminy, zwłaszcza na oblegane i tak czy siak soboty. Kto wie, może nową normą staną się piątkowe, czwartkowe lub poniedziałkowe śluby? 

Przyszły natłok pracy nie martwi jednak branżowców. Są gotowi, by po epidemii zwiększyć “moce przerobowe”. Do tego momentu muszą jednak przetrwać. 

>>> CZYTAJ RÓWNIEŻ: „60 proc. Polaków w gorszej sytuacji finansowej przez koronawirusa. Po izolacji chętnie pójdziemy na zakupy i do fryzjera”