Niemiecka marka toreb Picard popadła w kłopoty finansowe i w czerwcu musiała rozpocząć restrukturyzację. Po kilku miesiącach wiadomo już, że firma z Obertshausen, założona w 1928 roku, zostaje w rękach rodziny. Jej kluczowe aktywa przejął Martin Picard. Zakład, outlet i sklepy na lotniskach mają działać dalej, ale pracę zachowa tylko około 55 z 90 osób.
Z tego artykułu dowiesz się:
- co zdecydowano o przyszłości Picarda i kto przejął firmę,
- jak z warsztatu rodziny siodlarzy powstała znana marka,
- dlaczego firma po raz drugi w sześć lat musiała się restrukturyzować,
- co czeka pracowników i sprzedaż w sieci.
Picard zostaje w rodzinie, ale w nowych spółkach
Przez kilka miesięcy Picard, producent toreb i akcesoriów skórzanych był w restrukturyzacji, czyli próbował uporządkować finanse i dogadać się z wierzycielami. W tym czasie szukano kogoś, kto przejmie najważniejsze części firmy. Wygrał Martin Picard, członek rodziny właścicieli. Przejął m.in. markę, produkcję i sprzedaż dwóch niemieckich spółek grupy: Picard Lederwaren i Picard Leathergoods Retail. Zgodzili się na to wierzyciele, czyli ci, którym firma była winna pieniądze, a przejęcie obowiązuje od 1 października 2026 roku.
Firma działa teraz w dwóch nowych spółkach, Picard Leathergoods i Picard Retail. Nowy właściciel jest w obu jedynym dyrektorem zarządzającym. W komunikacie producent ogłosił, że uważa się za zrestrukturyzowanego i pozostaje w rodzinie. Jak mówi, razem z doradcami firma „odsłoniła zdrowy rdzeń marki Picard”.
Przeczytaj także: Gustaf Westman zmienia Myszkę Miki w ikonę designu. Oto jego kolekcja dla Disneya
Nowy szef firmy to przedstawiciel piątego pokolenia rodziny i kuzyn Georga, który kierował nią od 2015 roku. Do firmy dołączył w 2025 roku jako dyrektor ds. sprzedaży, wcześniej zakładając własną internetową markę Störtebekker, a od stycznia 2026 roku jest prezesem.
„Dla mnie to sprawa serca, by pisać dalej historię mojej rodziny. Jakość, ludzkie podejście i prawdziwe produkty z historią” – mówił Martin Picard.

Z 90 pracowników zostanie 55
Najbardziej widoczna zmiana dotyczy zatrudnienia. Przed restrukturyzacją firma miała około 90 pracowników, a po przejęciu pracę zachowa 55 z nich. Dla porównania: pod koniec lat 60. w samej fabryce w Obertshausen pracowało ponad tysiąc osób. W 2020 roku, po zwolnieniu 30 proc. załogi, firma miała w Niemczech około 150 pracowników. Przed tegoroczną restrukturyzacją było ich około 90.
Przeczytaj także: Pandora otworzyła największą fabrykę biżuterii na świecie. Powstanie tu 60 mln produktów rocznie
Od siodlarzy do fabryki z tysiącem pracowników
Historia marki zaczyna się w 1928 roku, kiedy siodlarz Martin Picard i jego synowie, Alois i Edmund, zaczęli szyć torby. Firma opowiada, że Alois zawiózł pierwszą kolekcję rowerem z Obertshausen do Offenbach. W 1935 roku ruszyła seryjna produkcja torebek, a pracowało przy niej około 100 osób. W 1949 roku zaczęto budować fabrykę w Obertshausen, w której pod koniec lat 60. pracowało ponad tysiąc osób.
Potem przyszły gorsze czasy. W latach 70. firmy z okolic Offenbach, w tym Picard, cierpiały z powodu importu z Ameryki Południowej i Dalekiego Wschodu. Dziś firma produkuje torby w trzech miejscach: w Obertshausen, w Bangladeszu i na Ukrainie. W 2015 roku zarząd objął Georg Picard, przedstawiciel czwartego pokolenia rodziny.

Druga restrukturyzacja w ciągu sześciu lat
W połowie czerwca 2026 roku dwie niemieckie spółki operacyjne Picarda złożyły w sądzie w Offenbach wnioski o restrukturyzację w trybie samodzielnego zarządzania. W tym trybie dotychczasowy zarząd zostaje na stanowisku, a nad procesem czuwają sąd i nadzorca sądowy. Firma tłumaczyła, że kłopoty wynikają z mniejszej chęci konsumentów do zakupów w trudnej sytuacji gospodarczej.
Postępowania formalnie otwarto 1 września. Przez cały czas działał sklep internetowy, outlet w Obertshausen i sklepy na lotniskach we Frankfurcie i Monachium.
Dla firmy to nie pierwszy raz. W 2020 roku, w czasie pandemii, Picard także przeszedł postępowanie upadłościowe w trybie samodzielnego zarządzania, zakończone w 2021 roku. Wtedy kłopoty zaczęły się m.in. od problemów jednego z głównych odbiorców, domu towarowego Galeria Karstadt Kaufhof, i od pustych sklepów na lotniskach.
Przeczytaj także: Rossmann inwestuje pół miliarda złotych w Polsce. To największy projekt w historii firmy
