Na czym polega sukces marki LOFJU?- rozmawiamy z Ingą Sosną

297
Fot. materiały prasowe

Zależy mi, by tworzyć produkt na lata – mówi założycielka powstałej 9 lat temu marki. Słynący do tej pory z sukni wieczorowych brand, ostatnio poszerzył swoje portfolio o linie casual i kolekcję ślubną. Dlaczego klientki LOFJU tak chętnie zaglądają do showroomu  na Koszykowej? Opowiada sama założycielka marki.

Przyglądając się propozycjom LOFJU z boku, trudno wpisać je w aktualne tendencje, które w danym momencie powtarzają się w wielu innych markach. Czy zapoznajesz się w ogóle z raportami prognozującymi trendy? Jak w Twoim przypadku przebiega proces powstawania kolekcji?

Jeśli to pytanie oznacza, że LOFJU wyróżnia się na polskim rynku, to jest to dla mnie komplement. Tworząc kolekcje wszystkich linii LOFJU zawsze biorę pod uwagę trendy, ale przede wszystkim skupiam się na wyróżnikach poszczególnych linii. To w zasadzie mi ułatwia tworzenie, bo łącząc trendy z wyróżnikiem – projekty rysują się same. Raczej mam problem, by stworzyć (tylko) 20 looków.

Jak nauczyć się projektowania bez ukończenia specjalistycznych studiów czy kursów? Czy z tym trzeba się po prostu urodzić?

Każda historia jest inna. A może, gdy jako młoda dziewczyna marzyłabym o byciu projektantką i ukończyłabym studia w tym kierunku, to dziś robiłabym zupełnie co innego? Jest tyle dróg w życiu… Moje pragnienie, by tworzyć ubrania narodziło się dopiero gdy byłam kobietą po 30-stce, mamą dwóch synów. Praca modelki właśnie się kończyła a ja szukałam nowej drogi. Postanowiłam stanąć po drugiej stronie zawodowej ścieżki i założyłam LOFJU. Oczywiście zaczęłam od małych kroczków, czyli od projektowania ubranek dla dzieci, a z każdym kolejnym rokiem miałam co raz więcej doświadczenia, a co najważniejsze – chęci na więcej. Zdecydowanie trzeba się z tym urodzić. Nikt mnie tego nie nauczył. Szkicowanie projektów nie sprawiało mi problemu. Rysowałam od dzieciństwa – najpierw księżniczki, a później kobiety i uwielbiam to robić do dziś. Nie mam kompleksów z powodu braku wykształcenia w zawodzie. Wręcz jestem przykładem, że można, a nawet trzeba w życiu iść za głosem serca.

Myślałaś kiedyś o podjęciu pracy projektantki na pełen etat w firmie innej niż LOFJU? Kiedykolwiek marzyłaś o byciu zatrudnioną przez najbardziej prestiżowe domy mody?

Nigdy nie myślałam o tym. Jestem skupiona nad rozwojem LOFJU. Ale też motto „nigdy nie mów nigdy” sprawdziło się nie raz w moim życiu, więc kto to wie…

W LOFJU pełnisz funkcję projektantki i dyrektor artystycznej. Jednocześnie jesteś współodpowiedzialna za decyzje strategiczne i na co dzień zarządzasz zespołem. Jak godzisz ze sobą te dwa zestawy obowiązków z dwóch przeciwległych biegunów? Jak odnajdujesz się w roli przedsiębiorczyni? 

Co mogę powiedzieć – to ciężka praca. Dla mnie osobiście to też ciągła praca nad sobą, umiejętność słuchania, obserwacji i wyciąganie wniosków. Duże znaczenie ma pokora. Słucham bardziej doświadczonych osób od siebie, słucham krytyki, często ustępuję w kwestiach na których się nie znam i ciągle się uczę. Ale najważniejszy jest cel. Ja pilnuje tego by zespół patrzył w tym samym kierunku co ja. Za każdym razem powtarzam, że to gdzie jest dziś LOFJU – to nasza wspólna zasługa. Jestem dumna, kiedy widzę, że pracownik zaczyna angażować się osobiście w rozwój marki i produktu. Tworzymy team. Na szczęście najważniejsze decyzje i strategie podejmujemy we trzy: ja, moja wspólniczka Dominika Krzewińska oraz brand manager LOFJU Agnieszka Purzycka. Sama nie potrafiłabym kierować firmą. 

Co zaskoczyło Cię w prowadzeniu własnej firmy? Czego się nauczyłaś podczas tych 9 lat?

Wszystko mnie zaskoczyło. Tworzenie firmy to nie jest prosta sprawa, jak może się wydawać wielu patrząc na brand z boku. To, że środowisko modowe wcale na Ciebie nie czeka i musisz przebijać się łokciami. To, że nie ma w Polsce niezależnych opiniotwórców. To, że koleżanki nie będą Twoimi klientkami. I to, że ten zawód nie ma przerwy, bo po wypuszczeniu kolekcji skupiasz się nad kolejną …i tak w kółko. 

Ale te wszystkie lata nauczyły mnie koncentracji i pewności siebie. Dały mi poczucie spełnienia. Mam wpływ nie tylko na polską modę, ale i na środowisko naturalne. Jestem konsekwentna i wiem dokąd zmierzam. Nadal wierzę w dobro ludzi – nie wszystko jest na szczęście na sprzedaż. 

Zaledwie kilka miesięcy temu działalność marki LOFJU ograniczała się do wypuszczania dwóch autorskich kolekcji rocznie oraz szycia na miarę. Sytuacja pandemiczna, w szczególności lockdown, z pewnością utrudnił osobisty kontakt z klientkami, który do tej pory pozostawał dla LOFJU priorytetem. W jaki sposób marka poradziła sobie w ostatnich miesiącach?

Nie będę ukrywać – w pandemii zyski spadły do zera. Z oczywistych względów nie było chętnych na szycie na miarę czy nabycie sobie wieczorowej sukienki. Nie wierzę w możliwość uszycia na miarę online sukienki z podanych wymiarów, z której klientka będzie zadowolona. Jednak bacznie przyglądam się powstającym w świecie cyfrowym avatarom, wprowadzanym wirtualnym przymierzalniom i wierzę, że taka właśnie będzie przyszłość.  

Postanowiłyśmy skupić się na pracy i stworzyć nową linię LOFJU casual i odseparować ją od autorskiej LOFJU by Inga Sosna. W jednym czasie powstały dwie kolekcje. Nie wspomnę o streetwearowej marce FUTURE FACE,  która też narodziła się pod skrzydłami naszej firmy w czasie pandemii. Byłyśmy wykończone, ale dziś to jest zupełnie nowa firma. Działamy jako dom mody.

Jak postrzegasz tę zmianę strukturalną z perspektywy czasu? Minęło zaledwie kilka miesięcy, ale pierwsze obserwacje i wnioski na pewno już za Tobą.

Zmiany okazały się kluczowe. Dały nam możliwość rozwoju i dystrybucji w kraju, jak i zagranicą. Przystępność cen linii casual sprawiły, że jesteśmy dostępne dla wielu klientek i już nie kojarzymy się tylko z wielkimi wyjściami.

Przechodząc do samej kolekcji LOFJU CASUAL, jej corem jest wielofunkcyjność. Skąd akurat taka idea?

Przed stworzeniem linii casual szukałam wyróżnika. Osobiście lubię i stosuję rozwiązania wielofunkcyjności  w swoich stylizacjach, robię to już od wielu lat.  Lubię przerabiać lub zawiązywać inaczej pewne ubrania niż pierowtne założenia przy ich projektowaniu. Dlatego postawiłam na wyróżnik wielofunkcyjności. Co mnie dodatkowo cieszy, to aspekt ekologiczny. Dbam o to z jakich tkanin szyjemy ubrania, wybieram naturalne tkaniny, stawiam na trwałość i jakość wykończenia. Zależy mi by był to produkt na lata, z wieloma możliwościami noszenia.

Czym różni się klientka LOFJU by Inga Sosna oraz LOFJU Tailored od LOFJU Casual?

Klientka LOFJU by Inga Sosna oraz LOFJU Tailored to kobieta z fantazją, która kocha modę, ma własny styl, zna się na jakości, ma doświadczenie w szyciu na miarę i wie, co oferuje zachód w ekskluzywnych butikach. Docenia indywidualne podejście, lubi mieć ubranie, którego nie ma nikt inny i wie, że to co proponuje autorska linia lub szycie na miarę LOFJU nie odbiega od znanych domów mody.

Klientka LOFJU casual, to dziewczyna, która szuka „czegoś innego” na rynku, która ceni polski produkt, wybiera jakość, docenia krój, wielofunkcyjność, dobrą konstrukcję, ale przede wszystkim lubi bawić się modą. 

Wszystkie etapy produkcji ubrań LOFJU odbywają się w Polsce. Czy było tak od początku, czy może krok ten został podjęty po upływie określonego czasu od założenia firmy? Jakie stoją za tym motywacje? Jakie ma to znaczenie dla firmy?

LOFJU od początku to przede wszystkim produkcja polska. Zaczynałam od jednej krawcowej. Teraz współpracujemy ze szwalniami, producentami dzianin i dodatków do ubrań z Polski, a jedwabne, autorskie printy zamawiamy w Milanówku. Wzory i wieczorowe ubrania powstają w naszym atelier przy ulicy Koszykowej 24 w Warszawie, w którym mieści się nasz showroom. Co dodatkowo dla nas ważne to nowa ekopolityka marki. Wraz z powstaniem obu kolekcji FW21 zrezygnowałyśmy z używania poliestru. Nie znajdziecie w naszych produktach cekinów, plastikowych koralików, koronek, plastikowego tiulu… Jest to bardzo trudne, ale i fascynujące postanowienie, ponieważ przynajmniej moda wieczorowa jest z tym kojarzona od wielu lat. Wierzymy jednak głęboko, że to jest przyszłość mody na całym świecie i powrót do korzeni. Stawiamy na kreatywność, rękodzieło i jakość.

Jak oceniasz rozwój ruchu slow fashion w Polsce i na świecie?

Przede wszystkim wierzę w ruch slow fashion. Uważam, że każda uczciwa marka naturalnie dąży do tego. Ale jest ciężko, zazwyczaj są to małe lub rodzinne firmy z wielką pasją i dlatego uważam, że każde państwo powinno umożliwiać lokalnym firmom/markom możliwość rozwoju w tym kierunku, wspierać ten ruch.

Czy przyszłość LOFJU wiążesz z Polską?

Polska to baza. Jesteśmy otwarte na cały świat i tam widzę przyszłość.

Z czego jesteś najbardziej dumna, jeśli chodzi o LOFJU? To może być projekt, produkt, pomysł, decyzja, cokolwiek przychodzi Ci do głowy.

Dziś? Że nie zrezygnowałam. Że nie zwolniłyśmy pracowników, że stworzyłyśmy nową jakość i strukturę firmy. Najbardziej jednak z zespołu i z pomysłu, by cekinową tkaninę (plastik) zastąpić autorskim printem na jedwabnej satynie, który wygląda jak cekinowa tkanina. Równie piękna i połyskująca. Jest to przełom w modzie wieczorowej i początek naszej nowej drogi.

Materiał przygotowany we współpracy z partnerem