Marka C&A znalazła się w ogniu krytyki po tym, jak Greenpeace Austria ujawniło niepokojące wyniki badań popularnych kurtek z kolekcji „Iconic Puffer”. Według organizacji, w 9 na 11 testowanych modeli wykryto obecność tzw. „wiecznych chemikaliów” – PFAS – z czego trzy egzemplarze miały przekraczać obowiązujące limity UE. C&A odpiera zarzuty, twierdząc, że produkty są zgodne z przepisami i nie zagrażają konsumentom.
W tym artykule przeczytasz:
- czym są PFAS i dlaczego budzą kontrowersje w modzie,
- jakie modele C&A znalazły się pod lupą,
- jak zareagowali politycy i eksperci ds. ochrony konsumentów,
- jak odpowiada C&A i co mówi o testach Greenpeace,
- czy może dojść do wycofania produktów ze sprzedaży.
Greenpeace: przekroczone limity PFAS w kurtkach C&A
Zlecone przez Greenpeace Austria badania laboratoryjne wykazały, że aż 9 z 11 kurtek „Iconic Puffer” zawiera PFAS – czyli związki per- i polifluoroalkilowe, określane jako „wieczne chemikalia”. Jedna z męskich pikowanych kurtek miała przekraczać normę aż 16-krotnie. Trzy modele – zgodnie z przepisami – nie powinny być sprzedawane na terenie UE.
„Bierzemy te wyniki bardzo poważnie. Toksyczne związki nie powinny być ani obecne w naszej odzieży, ani trafiać do środowiska. To odpowiedzialność firm, by przestrzegać limitów w każdych warunkach”
– skomentowała Ulrike Königsberger-Ludwig.
Według Madeleine Drescher z Greenpeace problem może dotyczyć większej liczby egzemplarzy z tej konkretnej linii. Kolekcja była promowana przez C&A jako wodoodporna i stała za jedną z „najbardziej rozpoznawalnych kampanii reklamowych roku”.
Przeczytaj też: Alarmujący raport ujawnia, że luksusowe materiały mogą być szkodliwe dla środowiska
Co dokładnie znaleziono w kurtkach C&A? PFAS zagrożeniem dla zdrowia
W testach wykryto między innymi substancje 6:2-FTOH, 8:2-FTOH i 10:2-FTOH. Greenpeace ostrzega, że:
- 8:2-FTOH może rozkładać się do rakotwórczego PFOA,
- niektóre PFAS odkładają się w organizmie i uszkadzają organy oraz układ odpornościowy,
- w Europie część związków już objęto zakazem lub ścisłymi regulacjami.
Jednocześnie Alma Zadić żąda od C&A wycofania produktów z rynku, możliwości zwrotu bez paragonu oraz pełnego zwrotu kosztów zakupu.
C&A odpowiada na oskarżenia Greenpeace
22 stycznia 2026 marka C&A opublikowała na swojej stronie internetowej oświadczenie, podkreślając, że bardzo poważnie traktuje bezpieczeństwo swoich produktów. Firma zaznaczyła także, że wyniki Greenpeace opierają się na nowej metodologii testowej, powiązanej z przyszłymi przepisami UE i Francji dotyczącymi PFAS, które jeszcze nie obowiązują.
„[…] Wspólnie z naszymi zewnętrznymi partnerami laboratoryjnymi przeanalizowaliśmy raport Greenpeace Austria, a następnie ponownie przeanalizowaliśmy nasze wyniki w celu dalszej oceny. Wszystkie wskazane produkty zostały wcześniej przebadane przez niezależne, akredytowane laboratoria, a raporty z testów potwierdzają ich pełną zgodność z obowiązującymi wymogami prawnymi”.
Sieć C&A dodała, że „dostosowała już swoje procesy do zmieniających się norm regulacyjnych i metod testowania”.
„Wykryte substancje PFAS nie są uznawane za zagrożenie dla bezpieczeństwa produktu dla naszych konsumentów”
– podkreśla C&A w oświadczeniu.
Co dalej? Presja rośnie, moda pod lupą regulatorów
Chociaż C&A zapewnia o zgodności produktów z prawem, a nowa metoda testowania nie jest jeszcze standardem, temat PFAS w branży fashion powraca z rosnącą siłą. Greenpeace przypomina, że jedna trzecia wszystkich PFAS używana jest w przemyśle tekstylnym oraz wzywa do zaostrzenia kontroli.
Czy sprawa ta stanie się impulsem do szerszych zmian w kontroli jakości odzieży? Presja ze strony konsumentów i organizacji ekologicznych na pewno nie słabnie. Na odpowiedzialną modę nie ma już taryfy ulgowej.
Zobacz też: Zara z zarzutami UOKiK. Greenwashing może kosztować sieciówkę miliony
Zdjęcie główne: Spotlight Launchmetrics
