Kim jest projektant, który potrafi rozpętać twórczy Armagedon i przekuć polskie dziedzictwo w coś świeżego, odważnego i inkluzywnego? W rozmowie dla Fashion Biznes w cyklu „Nowa generacja mody” Tomasz Armada opowiada o tożsamości, upcyclingu i pracy na przecięciu mody, kostiumu oraz sztuk performatywnych — bez greenwashingu, za to z konsekwencją i poczuciem humoru.
Tomasz Armada — projektant mody, artysta wizualny, kostiumograf i wykładowca. W sierpniu 2021 roku został wyróżniony przez amerykański „Vogue” jako jeden z 27 najciekawszych i najbardziej niezależnych młodych projektantów mody na świecie. Rozpoznawalny dzięki wyrazistym formom i odważnym konstrukcjom, pracuje nad wątkami tożsamościowymi, a w swoich projektach konsekwentnie wykorzystuje materiały z drugiego obiegu.
Jest autorem kolekcji i projektów prezentowanych w Polsce oraz za granicą; współpracował z najważniejszymi instytucjami, artystami, teatrami, festiwalami i markami. Prowadzi interdyscyplinarne Armada Studio, w którym pracuje m.in. z Filipem Holakiem, Karoliną Pieniążek i Martyną Prajs. Rdzeniem marki są: polskie dziedzictwo w przełomowym wydaniu, inkluzywność, poczucie humoru oraz rzemiosło.
Zespół tworzy na przecięciu mody, kostiumu i sztuk performatywnych, działając w dawnych famułach na Księżym Młynie w Łodzi. Realizują projekty na miarę, unikaty i krótkie serie, a także kostiumy do spektakli, teledysków i performansów. W pracy korzystają z deadstocków i archiwaliów, barwią tkaniny ręcznie, świadomie operują nadmiarem materiału — kontrami, fałdami i marszczeniami — oraz detalem konstrukcyjnym: trokami, mocnymi rękawami, technicznymi zapięciami i wiązaniami. Obecnie rozwijają także linię projektów elementarnych.

Dowiedz się więcej: Młody polski projektant z dramatycznym apelem do stylistów: „Ustalmy wspólne reguły”
Określ swoją modę, swój styl w 5 słowach…
Nieśmiertelność, performatywność, tożsamość, wizja, queer.
Jak z biegiem czasu zmieniła się Twoja modowa twórczość?
De facto polska branża mody i moi obserwatorzy na Instagramie byli świadkami mojego dojrzewania i szukania tożsamości jako twórcy. Przedwcześnie debiutowałem, w bardzo młodym wieku — byłem chłopakiem z małej miejscowości z ogromnymi problemami. Moja twórczość od początku była bardzo mocnym gestem i próbą emancypacji — od samego początku tworzyłem ubrania wizualne i opowiadające historię. Musiałem jednak wiele rzeczy przepracować, aby nie spalać się od środka i nie palić wszystkich mostów po drodze. Zrozumiałem, że nie muszę ciągle uciekać i walczyć ze wszystkimi. Musiałem zmienić moje — z jednej strony nadmiernie wizjonerskie, z drugiej biedackie — myślenie i przejść do w pełni profesjonalnego podejścia. Od tamtego czasu wypracowałem klarowną wizję tego, co chcę robić, i mam wreszcie z kim to realizować. Jeszcze bardziej zwracam uwagę na materiały, składy i detal.
Najnowsza kolekcja jest dla…
Szczerze mówiąc — ostatnio pracowałem nad trzema naraz. Oczywiście na tym etapie nie mogę nic zdradzić, ale najnowsza kolekcja, którą tworzę, jest dla Osób Armady — moich lojalnych klientów, którzy od lat wspierają moją markę. Jej roboczy tytuł to Liquid Identity. Aktualnie promuję na Instagramie Armagedon — kolekcję, która jest bardziej artystycznym gestem niż przedsięwzięciem obliczonym Excelem na konkretną grupę docelową. Powstała w obliczu kryzysu ekologicznego, podsycanego także przez branżę mody, gdzie ciągle pojawia się hipokryzja w postaci greenwashingu czy obietnic „zrównoważonego luksusu”. Równocześnie narasta kult siły i przetrwania, a w naukach społecznych mówi się o neofeudalizmie, który wskazuje, że współcześnie pojawia się nowa „hierarchia” – korporacje i nieliczni bogaci pełnią rolę „panów feudalnych” z wielkim majątkiem, algorytmami i wpływami, podczas gdy ogromna liczba pracowników (czasem darmowych, czasem na umowach śmieciowych czy w gig economy) przypomina wasali lub chłopów. ARMAGEDON — to rzeźbiarskie sylwetki, patynowane wykończenia i ubrania „ready to feel”.
Gdzie / jak najlepiej obserwować Twoją twórczość?
Na Instagramie @tomaszarmada, gdzie można się dowiedzieć o aktualnych „objawieniach” twórczości — a jest ona ciągle prezentowana: w teatrach, galeriach, muzeach i coraz częściej w niekonwencjonalnych miejscach, np. na festiwalach czy pop-upach. Ostatnio np. na biznesowo-cyfrowym festiwalu Rethink Digital Festival. Niemal codziennie dodajemy kolejne unikatowe projekty z recyklingu na stronę tomaszarmada.com.
A wreszcie — na Księżym Młynie w Łodzi, gdzie w jednej z famuł mieści się moje klimatyczne studio: z drewnianą podłogą, kaflowymi piecami i pracownią krawiecką pełną regałów z tkaninami z odzysku. Tam też cyklicznie organizuję dni otwarte i warsztaty customowania odzieży.
Co według Ciebie jest największym wyzwaniem dla projektantów mody w Polsce?
Wyjście poza schemat „prania mózgu”, które zapewnia system szkolnictwa — tworzący istoty podporządkowane jednej „słusznej” wizji i totalnie odrealniający adeptów, wprowadzając ich w kryzysy i problemy psychiczne. Według mnie wyzwaniem dla projektantów jest też zasadniczy brak edukacji kulturowej społeczeństwa, szczególnie w zakresie sztuk wizualnych; to, że jako Europa przegraliśmy wojnę gospodarczą z Chinami, które doprowadziły do zniszczenia naszego rzemiosła, oraz ze Stanami, z którymi przegraliśmy wojnę kulturową, co doprowadziło do wyprania naszej unikalnej tożsamości w czasach totalnej globalizacji. Do tego dochodzi presja: „żeby ciągle było więcej, głośniej, szybciej — kiedy następna kolekcja?”
Jak oceniasz wsparcie dla młodych projektantów w Polsce?
Uważam, że brakuje nam długofalowych działań — mamy jedynie punktowe i projektowe rozwiązania. Nie jestem fanem konkursów mody — uważam, że projektanci stają się w nich jedynie narzędziem marketingowym i de facto to forma wyzysku talentów. Nie są to działania środowiskotwórcze ani branżotwórcze. Brakuje inicjatyw długofalowych, które tworzyłyby rynek i kalendarz.
Marzy mi się od lat stworzenie platformy online dla polskich projektantów — luksusowego domu, który skupiałby młode talenty i umożliwiał im dotarcie do klientów, wraz z działaniami edukacyjnymi. Niestety jeszcze nie jestem instytucją i nie chcę tego robić w pojedynkę. Super by było, gdyby taką inicjatywę przejęła jakaś instytucja. Z dużą nadzieją przyglądam się działaniom nowej ministry kultury, Marty Cieńkowskiej — to pierwsza ministra MKiDN, która publicznie zwróciła uwagę na fakt, że moda też jest dziedziną kultury. Bez rządowego wsparcia niewiele możemy, bo projektanci raczej tworzą w małej skali.
Ale są osoby, które od lat tworzą warunki i konsekwentnie działają w tym zakresie, jak:
Aneta Dalbiak — dyrektorka Centralnego Muzeum Włókiennictwa, otwarta na współpracę z projektantami i gromadząca zbiory mody współczesnej;
Hanna Rydlewska — dziennikarka i redaktorka związana dziś z Vogue Polska, profesjonalnie nagłaśniająca tematy mody i kultury w mainstreamie;
Karolina Sulej — kuratorka, pisarka i antropolożka mody, autorka m.in. głośnych książek o społecznym kontekście ubrań, która wnosi rozmowę o modzie na wyższy poziom, dodając empatię, historię i prawa człowieka;
oraz Magdalena Christofii — menedżerka i producentka projektów modowych, od lat „od zaplecza” wspierająca polskich projektantów.
To są bohaterki, które tworzą modę od kulis.
Dowiedz się więcej: Wywiad z Martą Cienkowską, pierwszą ministrą kultury, która ma realny plan na branżę mody w Polsce
Jak Twoim zdaniem będzie wyglądała polska moda za 5 lat?
Liczę na rozwój branży, współpracę i działania, które spowodują konsolidację. Mam nadzieję na fashion week z prawdziwego zdarzenia — biznesowy, specjalistyczny, z kulturowym kontekstem, a nie peryferyjne wydarzenia dla celebrytów.
Mam też nadzieję, że będzie więcej marek, które będą robić modę zrównoważoną, a nie tylko się nią promować. Myślę, że upcycling nie będzie już niszowy — stanie się popularny, piękny i trwały, a nie tylko przypadkowo patchworkowy i randomowy. Na pewno czeka nas dalszy rozwój AI, które już teraz ma ogromny wpływ, chociażby na marketing.
Czy widzisz w niej więcej miejsca na zrównoważony rozwój i etyczną produkcję?
Nie widzę innej możliwości. W obecnych czasach zrównoważony rozwój i etyczna produkcja to jedyne wyjście — must have — aby uratować nas przed zagładą. Nie żyjemy już w czasach nieświadomych konsumentów. Nie widzę przyszłości dla autorskich marek, które nie mają innych aspiracji i celów poza zyskiem. Jeśli chcą konkurować o masowego klienta, nie mają szans z chińskimi molochami, które wypuszczają tysiące produktów dziennie.
Co poradziłbyś młodym twórcom, którzy dopiero zaczynają przygodę z modą?
Wyjdź poza to, czego uczą na uczelni. Postaw na siebie, swój własny core, swoją niszę i intuicję. Ucz się szycia, konstrukcji i technologii. Dokumentuj proces. Buduj społeczność, nie „publikę”. Pilnuj umów i zasad — stawiaj na klienta, a nie na celebrytki. Usatysfakcjonowany klient przyprowadzi ci kolejnych kilku. Celebrytka, która tylko coś wypożyczy, zniszczy i „spali” wizerunkowo twój projekt, jedynie cię oznaczy — co da ci kilku followersów, którzy odejdą po tygodniu. Nigdy nie cofaj siebie wstecz. Najważniejsze jest konsekwentne działanie każdego dnia, a nie czekanie, aż ktoś cię „odkryje” — jeśli na to czekasz, nigdy nic się nie stanie.

Jaką jedną zasadę warto zapamiętać, by utrzymać autentyczność w branży?
„Na bal przebierańców przyjdź jako jedyny bez maski.” Tak mówimy ze swoimi współpracowniczkami, siedząc przy maszynie, gdy inni projektanci błyszczą i lansują się na eventach dla celebrytów. A tak serio — żeby być autentycznym, trzeba zachować asertywność i mówić „nie” częściej niż „tak”.
Przeczytaj również: Nowa generacja mody: Natasha Pavluchenko “Bycie sobą to największe wyzwanie dla projektantów w Polsce”
