Kopenhaga – stolica mody zrównoważonej?

271
EVG/PexelsBay

Nie Paryż ze swoim haute-couture, nie zblazowany Londyn, żaden wielkomiejski Nowy Jork ani wysmakowany Mediolan. Zamiast -Kopenhaga. Liczące około 800 tys. mieszkańców miasto ma szansę stać się po raz kolejny stolicą – tym razem mody zrównoważonej. Dlaczego akurat to miasto? I którzy projektanci są twarzami zmiany?

Epicentrum? Kopenhaga i jej Fashion Week

Co jest modne a co nie? Przez lata głos oddawano w tej kwestii czterem miastom: Paryżowi, Londynowi, Mediolanowi i Nowemu Jorkowi. Ich tygodnie mody były jak wykłady dla spragnionej wiedzy o najnowszych trendach branży mody. Z czasem każde z miast zyskało swoją „łatkę”, tak, że każdy wiedział, czego po pokazach może się spodziewać. Nowy Jork należał do młodych i miał celebrować różnorodność. Londyn eksperymentował, trwał w byciu „edgy” i szukał nowych sposobów wyrażania swojej artystycznej wizji. Mediolan chciał prowokować, a przy tym hołubił rzemieślnictwo. Paryż był zapatrzony w siebie i we własny szyk.


Czas przeszły w opowieści o dawnych stolicach mody jest jednak wskazany. Z czasem zaczęły tracić swój blask. By utrzymać hegemonię władzy nad trendami, narzuciły branży szaleńcze tempo. Zapatrzone we własną wielkość, jak Uroboros zaczęły zjadać własny ogon. I nie zauważyły, że odbiorca – dotychczas wierny – zaczął się wyłamywać z narzuconych przez nie ram. Że jego oczekiwania wobec mody uległy drastycznej zmianie. Oraz tego, że gdzieś obok uwagę zaczęła przyciągać pozornie-niepozorna Kopenhaga. 2020 tylko te zmiany utwierdził, gdy wszyscy zaczęli balansować na granicy rzeczywistego świata i wirtualnego uniwersum.

To nie tak, że Kopenhaski Tydzień Mody – Copenhagen Fashion Week – zaczął błyszczeć dopiero w 2020 r. Zainteresowaniem cieszy się już od paru ładnych lat. Zresztą, trudno się dziwić. O pomysłowości duńskich miłośników mody świadczy… Chociażby Instagram. Hashtag #danishgirl chyba nigdy przedtem nie był tak wyraźnie traktowany jako wyznacznik pewnego konkretnego stylu. To nowy synonim dawnej „It-girl”.


Moda zrównoważona na co dzień i od święta


Ekologia to priorytet. CPHFW (Copenhagen Fashion Week) nie idzie tropem innych stolic mody. Ma własne zasady gry – w postaci opublikowanego rok temu „sustainability action plan”. To zobowiązanie, którego założenia pokrywają się z tymi sprecyzowanymi przez Fashion for Global Climate Action (UNFCCC), tyle że na mikroskalę. Kopenhaga wymaga od mody realnych starań, by ta ograniczyła swój ślad węglowy. W dalekosiężnej perspektywie majaczy nawet wizja zerowego wpływu na środowisko.


Plan składa się z 2 części – pierwsza dotyczy samego pokazu, druga całości branży. Pod uwagę wzięto m.in. ograniczenie zużycia wody, wspieranie zrównoważonych biznesów, zobowiązanie projektantów do używania „smart” materiałów. Cel? Osiągnąć to wszystko do 2031 r. – Wszyscy gracze w naszej branży muszą ponosić odpowiedzialność za swoje czyny i być gotowi do zmiany tego, jak rozwija się ten biznes. Dotyczy to również organizacji tygodni mody – podkreśliła Cecile Thorsmark, CEO Copenhagen Fashion Week na jednej z konferencji prasowych.

Z wiadomych względów CPHFW był inny niż poprzednie. Restrykcje i chęć zadbania o 100% bezpieczeństwa sprawiły, że całe wydarzenie przeniesiono do online’u. Dzięki pomocy partnera – Zalando – udało się stworzyć specjalną e-platformę. Wystarczy, że klikniecie tutaj, a przeniesiecie się do kopenhaskiego świata mody zrównoważonej.


Kopenhaga i jej twarze zmiany

Transformacja ku modzie zrównoważonej to nie tylko zasługa organizatorów CPHFW, ale i tych, którzy na wybiegach prezentują swoje pomysły. Może to ze względu na skandynawskie zamiłowanie do przyrody, chęć życia “i naturen”, że jeszcze w 2005 r. kwestią odpowiedzialnego podejścia do produkcji odzieży zainteresowały się siostry Karin Söderlind, Kristina Tjäder i Sofia Wallenstam. Ich marka – House of Dagmar – wiodła prym w czasach, kiedy nikt tak naprawdę ekologii za bardzo do serca sobie nie brał, a fast fashion pędziło w zawrotnym, rozbuchanym własnym sukcesem tempie. Tymczasem siostry od samego początku założenia działalności nie ścigają się z trendami.

Zamiast tego proponują basicowe, ba, ponadczasowe dzianiny, swetry i oversize’owe płaszcze. – Jako konsumenci musimy zdać sobie sprawę, że być może nie potrzebujemy sezonowości. Potrzebna nam garderoba zaplanowana w sposób zrównoważony, z najważniejszymi elementami odzieży – mówi w jednym z wywiadów Söderlind. Już teraz kolekcje House of Dagmar są wykonane w 90% z tkanin, z których przynajmniej połowa została pozyskana w sposób zrównoważony. Marka ma jednak bardziej ambitny cel – chce być neutralna klimatycznie. Poprzeczkę podnosi sobie co rok.

O kolejne, równie ciekawe przykłady nie jest trudno. Kochany za ciekawe wzory i duże kołnierzyki Ganni nawiązał współpracę z Levis, a kolekcję (z możliwością wypożyczania ubrań) wykonano ze starych dżinsów. To inicjatywa wpisująca się w nowy modowy trend – promowanie gospodarki o obiegu zamkniętym. Moda ma być jak okrąg – wszystko zostaje w jego obrębie.

Właściwie, prezentujące się na CPHFW marki mogą wstawać w konkury pod względem prezentowanych przez siebie planów i ambicji. Marimekko, fiński brand uwielbiany za swoje kolorowe wzory, chce do 2025 r. być w pełni neutralny klimatycznie. – Takie deadline’y tylko dodają motywacji – wyjaśnia Rebekka Bay, założycielka marki.

Oczywiście, zawsze jest ryzyko greenwashingu. Ale czy i tak nie powinniśmy docenić inicjatywy, która przybliża nas ku zrównoważonej przyszłości?

>>>Czytaj także: [RAPORT] PwC: W ciągu 5 lat rynek e-commerce w Polsce osiągnie wartość 162 mld złotych