Kama Jankowska to makijażystka od ponad dziesięciu lat związana z polską branżą modową. Doświadczenie zdobywała na planach reklamowych, współpracowała przy tworzeniu teledysków, a także edytoriali dla magazynów takich jak Vogue, Harper’s Bazaar czy Elle. W pracy najbardziej ceni sobie kontakt z drugim człowiekiem i brak powtarzalności.
Twoja droga zawodowa zaczęła się od…
To bardzo ciekawa historia! To, czym zajmuję się dzisiaj zawodowo, jest wynikiem trochę przypadku, a trochę załamania nerwowego. Będę tutaj zupełnie szczera – bardzo długo nie wiedziałam, czym chciałabym się zająć w życiu na poważnie. Wszyscy moi znajomi i przyjaciele ze studiów wydawali mi się zawsze bardzo konkretni: krok po kroku realizowali swoje założenia – ciekawe staże, praktyki, później z czasem pierwsze prace w korporacjach czy wymarzonych instytucjach. A ja się miotałam, nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Utknęłam w „tymczasowej” studenckiej pracy, pozwalającej mi na bycie niezależną finansowo osobą, natomiast zaskutkowało to stagnacją i brakiem rozwoju, a poczucie własnej wartości spadało.
W akcie desperacji sięgnęłam po pomoc… bioenergoterapeutki poleconej mi przez koleżankę! :) Pracowałam wtedy w galerii handlowej, a przy życiu trzymały mnie odwiedziny w trakcie pracy koleżanek z salonu z kosmetykami MAC – fantastyczne dziewczyny, pięknie malowały, wspaniale wyglądały, interesowały się modą. Pamiętam, jak w trakcie jednej z wizyt u bioenergoterapeutki wspomniałam właśnie o koleżankach makijażystkach i ku mojemu zaskoczeniu padło pytanie: „A nie myślała Pani o zajęciu się właśnie makijażem?”. Popukałam się w głowę i poszłam do domu… Niecałe dwa lata później stawiałam pierwsze makijażowe kroki na planach reklamowych!
Muszę jeszcze wspomnieć, jak wielkie szczęście mam w życiu do ludzi – nie byłoby mnie tutaj, gdyby nie grono przyjaciół oraz młodych, kreatywnych artystów, fotografów i stylistów, którzy obdarzyli mnie zaufaniem i podjęli ze mną współpracę, pozwalając mi rozwijać skrzydła. Do śmierci będę wdzięczna mojej przyjaciółce Ewelinie Błażejczyk, która zawsze wierzyła we mnie bardziej niż ja sama i dzięki której zrobiłam pierwsze poważne zlecenie w życiu. Dodam, że nie miałam wtedy jeszcze nawet własnych pędzli, ani kosmetyków – wszystko było pożyczone :)
Najlepszy i najgorszy moment w Twojej karierze to…
Zdecydowanie najlepszym momentem w mojej karierze był dzień moich trzydziestych urodzin! Bardzo symboliczny i wyjątkowy. Spędzałam ten dzień na planie sesji dla magazynu Vogue Polska na Sycylii, stojąc u podnóża wulkanu Etna! Była to moja pierwsza tak ważna sesja – nie dość, że zagraniczna, dla najbardziej prestiżowego polskiego tytułu, to jeszcze w towarzystwie wyjątkowych ludzi.
Zdjęcia robiła uwielbiana przeze mnie Sonia Szóstak (moim marzeniem było ją w ogóle poznać, a co dopiero móc z nią pracować), stylizowała Karla Gruszecka, którą również bardzo podziwiam za jej podejście do mody, ogromną wiedzę i przede wszystkim pracowitość. Za produkcję odpowiadał Karol Kotarski, za włosy Gor, a Soni asystował Szymon Gosławski. Cała ta fantastyczna ekipa (plus oczywiście zagraniczna topowa modelka Estella Boersma – aktualnie robiąca karierę jako DJ) zorganizowała dla mnie w trakcie planu urodzinowy obiad niespodziankę w starej sycylijskiej willi! Było nawet śpiewanie „Sto lat” i toast – ogromnie wzruszające przeżycie, za które jestem szalenie wdzięczna. Tak jak wcześniej wspomniałam – mam szczęście do ludzi :)
Z najgorszych momentów? To są chyba chwile zwątpienia w siebie i autosabotażu, który często za tym idzie. Porównywanie się do innych, niedocenianie siebie, podważanie tego, co się robi. Jestem wrażliwcem i niestety przebodźcowanie social mediami, gdzie każdy pokazuje raczej same „piękne kadry” z życia, sukcesy i kariery nabierające zawrotnego tempa, trochę mnie w pewnym momencie przygniotło. Do tego oczywiście mogę dodać propozycje bardzo dużych, intratnych finansowo kampanii, za które musisz pięknie podziękować, bo akurat wyjeżdżasz na długie wakacje na drugi koniec świata… Szczęśliwie jestem już na takim etapie w swojej głowie i życiu, że udało mi się pewne rzeczy po prostu odpuścić.
Czego o Twojej pracy nie wiedzą inni…
Myślę, że niewiele osób w ogóle wie, że jestem samoukiem. I wcale nie nauczyłam się malować z YouTube’a – po prostu zaczęłam pracować na planach reklamowych, słuchając wskazówek koleżanek makijażystek i kierując się swoją intuicją oraz estetyką.
Po drugie, praca makijażystki jest pracą fizyczną: wnoszenie i znoszenie walizek z kosmetykami po schodach codziennie, do tego zawsze dźwiganie jakiejś dodatkowej torby, czasami wstawanie bladym świtem i kończenie planu w środku nocy. Długie godziny stania podczas malowania na eventach, pokazach albo po prostu intensywne sesje z dużą ilością uczestników. Niestety skutkuje to chronicznym bólem pleców i szyi.
Wyświetl ten post na Instagramie
Co byłoby dla Ciebie zawodowym spełnieniem marzeń?
W zasadzie moja praca jest w ogóle spełnieniem marzeń, ponieważ daje mi wolność – nie ograniczają mnie ramy konkretnej instytucji czy korporacji. Dzięki niej poznaję niesamowitych ludzi, pracuję w różnych zespołach, przez co się nie nudzę, a ponad wszystko mogę podróżować i zobaczyć kawał świata. Marzę o tym, żeby wylecieć kiedyś na sesję do Los Angeles, Nowego Jorku, Brazylii, Peru, Meksyku czy RPA. Prywatnie kocham podróże, natomiast dzięki sesjom często możemy zobaczyć zupełnie wyjątkowe miejsca, gdzie normalnie nie mielibyśmy możliwości wstępu albo po prostu nie wiemy w ogóle o ich istnieniu.
Innym moim ogromnym marzeniem jest wyjazd na fashion week i praca na backstage’u pokazów. Mogę sobie jedynie wyobrażać, jak bardzo inspirujące jest twórcze szaleństwo panujące za kulisami i ile można nauczyć się, obserwując innych zdolnych artystów pracujących ramię w ramię.
Cechy, które powinna posiadać osoba, która chce podążać Twoją drogą, to…
Zdecydowanie szacunek do drugiego człowieka, empatia i życzliwość. Moja praca opiera się na fizycznym kontakcie z drugą osobą, co często może być dla kogoś trudne i niekomfortowe – trzeba mieć wyczucie i być uważnym na potrzeby oraz granice drugiej osoby. Bardzo cieszy mnie, kiedy uda mi się wprawić bohatera sesji (modelkę czy modela) w dobry nastrój, rozbroić go i sprawić, żeby poczuł się mniej nieswojo.
Lubię się ludźmi zaopiekować – tak, żeby wiedzieli, że jesteśmy jednym teamem i gramy do jednej bramki, że jestem tam dla nich, podam chusteczkę do nosa czy przyniosę wodę, jeśli jest taka potrzeba. Dla mnie przede wszystkim na planie stoi żywy człowiek, a nie manekin. Poza tym moja rada to być sobą – być autentycznym w swoim sposobie wyrazu. Mówię to jako osoba, która długo chciała być kimś innym, a jest po prostu „Kamcią” :)
Kim byś była, gdyby nie to, co robisz teraz…
Na pewno pracowałabym z ludźmi i raczej byłby to rodzaj „pracy z misją”. Skończyłam pedagogikę ogólną ze specjalnością Edukacja Plastyczna na Uniwersytecie Warszawskim. Kiedyś bardzo chciałam być streetworkerką, ale zabrakło mi determinacji. Myślę, że sprawdziłabym się w pracy z dziećmi w domu dziecka albo w jakimś domu kultury czy świetlicy.
Mój chłopak żartobliwie mówi o mnie czasami „Pani Kredka” i myślę, że formuła luźnych, kreatywnych zajęć plastycznych dla dzieci z różnych środowisk to mogłaby być moja rzecz. Praca w szkole odpada – uważam, że zajęcia plastyczne na ocenę zabijają całą radość tworzenia, które powinno być swobodne i spontaniczne. Kiedy byłam dzieckiem, bardzo chciałam być lekarzem, więc motyw pomagania innym towarzyszył mi od zawsze. Mogłabym również pracować z samotnymi osobami starszymi, prowadzić warsztaty plastyczne w domach seniora albo klubikach osiedlowych :)
Przeczytaj również: K(B)ariery: Natalia Kopiszka “Ogromne znaczenie mają ludzie, z którymi pracujesz”
