Jak osiągnąć sukces i prowadzić własną firmę w branży beauty? Rozmowa z założycielką Fou Fou Make-up

228
mat. prasowe

W ostatniej dekadzie fascynacje estetyką, makijażem i modą zaczęły pełnić znaczącą rolę w rozwoju biznesu. Czy to rzeczywiście te branże, w których pieniądze po prostu leżą i wystarczy po nie sięgnąć? Fou Fou Make-up to luksusowa marka założona przez wizażystkę i kosmetolożkę Safourę Morovati. Własna linia kosmetyków, makijaż czy zabiegi pielęgnacyjne to tylko niewielka część działalności. Safoura pracuje w sercu gorącego Los Angeles i prężnie rozwija własną firmę. 

>>> Przeczytaj również: HISTORIA MARKI: Victoria Beckham – celebrytka, która odnalazła się w świecie mody

Kasia Wrona: Safoura, zajmujesz się obsługą dużych wydarzeń od strony beauty. To zazwyczaj konkursy piękności, pokazy mody, a w szczególności – konkursy kulturystyczne, które są niezwykle popularne w Kaliforni i Nevadzie. Na takie eventy tworzysz swój make-up team i gwarantujesz modelkom kompleksową opiekę nad wizerunkiem. Tworzysz makijaże i fryzury. Ta gałąź biznesu wizażowego jest niezwykle popularna w Stanach Zjednoczonych, podczas gdy w Polsce – prawie nieobecna. Rozwijasz też swoją firmę bardzo wielokierunkowo: jesteś wizażystką, kosmetologiem, właścicielką marki kosmetycznej – którą z tych rzeczy lubisz najbardziej w swojej pracy?

S.M.: Miło mi to słyszeć, dziękuję! To, co lubię najbardziej w mojej pracy, to właśnie ta  różnorodność, to, że mogę rozwijać się wieloaspektowo. Czerpię radość z tego co robię i cieszę się, że każdy mój dzień wygląda inaczej. Każda z tych dziedzin daje mi tyle samo radości, nie potrafiłabym wybrać tylko jednego.

W Polsce wizażyści wciąż są zbyt mało opłacani, aby mogli zatrudnić do zlecenia chociażby kilka dodatkowych osób, pozostaje więc opcja bezpłatnych praktyk pod okiem doświadczonego makijażysty. Jak jest w Los Angeles? Czy łatwo jest stworzyć i prowadzić własną firmę? Myślisz, że łatwo jest zostać wizażystą w Stanach, albo stworzyć własną markę kosmetyczną?

Zdecydowanie nie. Gdziekolwiek nie założyłoby się firmy, nie jest to łatwy kawałek chleba, a już szczególnie w LA. Tutaj jest ogromna konkurencja w przemyśle związanym z branżą beauty! Niezwykle ważnym jest, aby zawsze gwarantować usługi najwyższej jakości i wyróżniać swoją ofertę spośród innych. Myślę, że to trudny biznes, szczególnie jeśli nie kierujesz się konsekwencją w działaniu. Jednego możesz być pewna: będzie wiele wzlotów i upadków, jeśli nie masz serca i cierpliwości do tego biznesu. To jest bardzo trudne, aby utrzymać się na rynku.

A która część Twojej działalności przynosi Ci największe zyski?

W zasadzie mogę przyznać, że wszystko jest dla mnie opłacalne, inaczej bym się tym przestała zajmować. Jednak najwięcej pieniędzy przynoszą mi usługi, które oferuję.

Nastał czas influencerów, blogerów, youtuberów, it girls. Dziś liczy się tylko to, jaką pomadkę wybrała dla siebie Kylie Jenner albo jaki cień nałożyła na powiekę Chiara Ferragni. Jak myślisz, czy sytuacja w Stanach wygląda podobnie jak w Polsce? Przecież nie osiągamy takich wyników jak topowe influencerki i kobiety biznesu z kalifornijskiego wybrzeża, ani pod względem finansowym, ani nie mamy takiej strefy wpływów. Jaka jest więc różnica? Czy Twoja marka kosmetyczna jest popularna głównie w Kaliforni, czy także w całych Stanach? 

Mat. prasowe

Powiedziałabym, że moje kosmetyki najlepiej sprzedają się w Kaliforni, ale zdecydowanie zaczynają być coraz bardziej popularne także w innych częściach Stanów. Moim celem jest to, aby sprzedawać produkty globalnie. Myślę też, że w Europie można znaleźć kosmetyki wyróżniające się jakością, nie jest ich jednak aż tak dużo. Niestety z przykrością muszę też stwierdzić, że w Stanach najczęściej liczy się w zasadzie tylko ilość. Mało firm skupia się na jakości swoich produktów, a to wielki minus takich biznesów.

Faktycznie, będąc w LA zauważyłam, że Europa w Stanach kojarzona jest zawsze z produktami najwyższej jakości. Amerykanie często uważają, że ich sukces polega na tym, że wszystko robią na większą niż my, skalę. Produkują większe ilości, mają większe zasięgi, więcej odbiorców.  Czy to wiąże się również z większymi kłopotami w biznesie? Założenie własnej firmy w Polsce jest bardzo wymagające. Dużo dokumentacji, formalności, zobowiązań… Wnoszenie opłat za pracownika to zazwyczaj równowartość jego pensji. Słyszałam jednak, że podobnie jest w Kaliforni – to stan, w którym podatki są jednymi z najwyższych w całej Ameryce, a koszty życia nieproporcjonalne w stosunku do zarobków. Wystarczy zresztą przypomnieć historię pracownika firmy Apple z Doliny Krzemowej, który mieszkał w samochodzie, bo nie stać go było na wynajęcie kawalerki w San Francisco (około 4000 $/miesięcznie). Jak jest z własną firmą w branży beauty

O tak, w Stanach założenie własnej firmy to długa droga! Trzeba podejść do tego na spokojnie, bez pośpiechu i przede wszystkim mieć plan. Trzeba być pewnym siebie i swoich decyzji, dokładnie wiedzieć co chciałoby się osiągnąć, mieć sprecyzowany cel. Inaczej papierkowa robota może nas dobić i zdemotywować.

A jaka jest Twoja recepta na udany biznes w świecie makijażu?

Opiera się na trzech filarach: konsekwencji, pasji i wytrwałości.

Rozmawiała: Kasia Wrona / Make-up Manufacture