„Praca z projektantami, choć pełna niespodzianek, dziś wygląda zdecydowanie lepiej niż 6 lat temu” WYWIAD z Anią Waśko Head of PR & Brand w SHOWROOM

579

Ania Waśko SHOWROOM od lat współtworzy strategie komunikacji polskich i zagranicznych marek z branży mody. Obecnie Head of PR & Brand w Showroom.pl, gdzie odpowiada za działania brand, public relations i social media. Wierzy, że przyszłość mody leży w rękach lokalnych marek, które wyróżnia nie tylko rzemiosło, ale i autentyczność.

Jak zaczynałaś swoją przygodę w branży mody? Czy możesz przybliżyć nam swoją ścieżkę kariery? 

Jak większość młodych ludzi zaczynałam od stażów w agencjach. Zupełnym przypadkiem zauważyłam zdjęcie na Facebooku – w startupie SHOWROOM szukali asystentki działu PR. Z wypiekami na twarzy poszłam na rozmowę rekrutacyjną z Martą Teodorowską, ówczesną PR Manager. To było ponad 6 lat temu. Mam wielkie szczęście, gdyż przyjaźnimy się do dziś. 

Ponad dwa lata pracowałyśmy z lokalnymi projektantami, co okazało się ogromnym wyzwaniem. Rok 2012/2013 był bardzo płodny dla polskiego rynku mody, marki powstawały jak grzyby po deszczu. Niestety profesjonalizacja biznesu nie szła w parze z tak dynamicznym rozwojem. Brakowało dobrej jakości zdjęć czy materiałów prasowych, niewiele podmiotów działało zgodnie z sezonowością.

Przez chęć rozwoju, a przede wszystkim pracy w języku angielskim, trafiłam do Pandory na stanowisko specjalisty ds. PR i eventów. Duża, globalna marka i produkt premium. Później na mojej drodze pojawiło się LPP, gdzie byłam PRowcem marki Mohito, odpowiadałam także za produkcję sesji zdjęciowych. 1,5 roku temu podjęłam decyzję o powrocie do showroom.pl. 

Opowiedz jaka jest różnica w pracy dla sieciówki i korporacji versus startup?

Odkąd pamiętam poczucie sprawczości było dla mnie bardzo istotne. W korporacyjnych strukturach bywa z tym różnie. Nie ma w tym niczego złego, to zwyczajnie nie jest dla mnie. W markach globalnych otrzymuje się kalendarz marketingowy z zaplanowanymi projektami na cały rok. Rolą Brand Managera czy PRowca, jest adaptacja ich na rynku lokalnym. Natomiast w centrali marki pomysły na kampanie czy projekty specjalne, rodzą się w działach produktu czy marketingu.

SHOWROOM już nie jest startupem, niemniej jednak struktura firmy jest dość płaska. Wszystko dzieje się zdecydowanie szybciej. Co do budżetów – z mojego doświadczenia wynika, że zależą one polityki wewnętrznej i sytuacji finansowej przedsiębiorstwa, nie od jego wielkości. 

Trudno pracuje się dla marketplace, bo nie ma się asortymentu pod ręką. Jak sobie z tym radzisz: skąd bierzesz produkty do sesji, czy ktoś Ci pomaga?

Sytuacja zmusza do kreatywności i selektywności. Jak większość firm pracujemy przede wszystkim na danych, zdecydowaną większość swoich działań mierzymy. PR produktowy to tylko mała część tortu – najczęściej jednak pracujemy na packshotach.

Współpracujemy z platformą Launchmetrics, oferującą kilka rozwiązań technologicznych, które bardzo ułatwiają nam komunikację. W moim zespole jest jeszcze jedna osoba, która koordynuje wypożyczenia do sesji zdjęciowych. Praca z projektantami, choć pełna niespodzianek, dziś wygląda zdecydowanie lepiej niż 6 lat temu.

Czego według Ciebie brakuje na polskim podwórku?

W Polsce przede wszystkim brakuje instytucji zrzeszającej profesjonalistów z branży mody na wzór British Fashion Council czy German Fashion Council. Na rynku jest wielu zdolnych ludzi, ale potrzebują partnerów biznesowych. Nie można być alfą i omegą, często marka to przedłużenie osobowości projektanta, dlatego rozdzielenie ról jest tak istotne. Moda to ciekawa branża, w której główny projektant często odpowiada za cały marketing mix. 

Jaką lekturę z tematyki PRu i marketingu możesz polecić?

Poranną prasówkę zaczynam najczęściej od Business of Fashion i Wirtualnych mediów, w branży mody niezmiennie śledzę Karlę Otto i The Communication Store. Zaglądam do raportów WGSN, case studies i Instagrama. Z dużą ciekawością obserwuję działania branży muzycznej np. kampania promująca „Małomiasteczkowy” album Dawida Podsiadło. Ciekawe działania prowadził też Wojtek Sokół czy Pro8l3m. 

Wspomniałaś, że Showroom nie jest już start-upem. Wiele się wydarzyło w firmie w ostatnich miesiącach. Showroom dołączył do globalnych struktur skandynawskiego Miinto. Idzie nowe?

Oczywiście i akurat tym jestem najbardziej podekscytowana, choć będzie to długi i pewnie nie do końca bezbolesny proces :) Myślę, że nowe można już zauważyć: zmiana w asortymencie czy strategii komunikacji. 

Jak odebrałaś te zmiany? Akwizycje i łączenia firm brzmią świetnie w newsach, ale wewnętrznie, to wiele kosztuje cały zespół…

SHOWROOM przechodził już kilka transformacji, co jest naturalne dla tak młodej firmy. Nie każdemu adaptacja przychodzi z łatwością. Nie ma też sensu ukrywać, że pożegnaliśmy się z kilkoma członkami zespołu, którym nie było łatwo odnaleźć się w nowej strukturze. Nagle biuro rozrosło się do ponad 100 osób (!), niektórzy pamiętają jeszcze czasy, kiedy mieściliśmy się w małym mieszkaniu na Mokotowie. 

Showroom jest nieliczną platformą, która serwuje kolekcje polskich projektantów. To się jednak zmienia co nasuwa jeden wniosek: trudno utrzymać się w niszy?

Aktualnie mamy największe portfolio lokalnych marek i projektantów. Od jakiegoś czasu zaczęliśmy pukać w szklany sufit, brakowało nam asortymentu z kilku istotnych kategorii. Przykładowo moda męska, gdzie oferta jest o wiele uboższa od damskiej. Dzięki Miinto sukcesywnie ją uzupełniamy o marki zagraniczne. Okazało się to dość trafnym ruchem, sami łączymy ubrania polskich marek z rzeczami z second handu, czy butami sportowymi od globalnych gigantów. 

Jakie plany na przyszłość ma platforma? Czego powinniśmy się spodziewać w najbliższych miesiącach?

Nie mogę zbyt dużo zdradzać, ale wprowadzimy kilka nowych kategorii produktów.

>>> Przeczytaj również: „Chciałabym, żeby projektowanie wizualne miało wpływ na świat i go zmieniało”. WYWIAD z BARRAKUZ