Z Lublina do Kalifornii. Rozmawiamy z Kaśką i Lidką z Miss Trouble

1686
kasia i Lidka Oleksiuk / fot. materiały prasowe

Kto nie chciałby przenieść się na kalifornijskie wybrzeża lat 70-tych? Dzięki wizji dwóch utalentowanych i przedsiębiorczych dziewczyn, które projektują kobiece, kolorowe i pełne nietuzinkowych printów ubrania, możemy cofnąć się w czasie. Kaśka i Lidka Oleksiuk to energiczne siostry pochodzące z Lublina, które stworzyły markę Miss Trouble i udowodniły, że sukces można osiągnąć nawet w bardzo młodym wieku.
Kolekcja Miss Trouble składa się z dwóch linii tematycznych – Miss i Trouble. Obie linie odzwierciedlają różne kobiece charaktery, które wyrażane są poprzez odmienny styl.

Rozmawiając z Kaśką i Lidką od razu wiedziałam, że linia Miss jest odzwierciedleniem kobiecej, pewniej siebie Lidki,  zaś Trouble pełnej energii, zbuntowanej Kaśki.

Skąd u Was zainteresowanie modą?

Lidka: Modą interesowałyśmy się od zawsze. Przez lata poszukiwałyśmy swojego własnego stylu, aż z czasem moda stała się naszą pasją. W końcu postanowiłyśmy założyć własną firmę – Miss Trouble. Pomysł zrodził się we wrześniu 2013 roku, a już w lutym 2014 roku zaczęłyśmy sprzedawać pierwszą kolekcję. Naszą inspiracją były podróże – przede wszystkim Zachodnie Wybrzeże Stanów Zjednoczonych oraz Tajwan.

mt lWasza marka powstała w zaledwie kilka miesięcy. Jakie rady macie dla młodych projektantów, którzy myślą o założeniu własnej firmy?

Kaśka: Przede wszystkim trzeba być odważnym i stanowczym. Chciałybyśmy też obalić stereotyp, że koniecznie trzeba studiować na Akademii Sztuk Pięknych, by zostać projektantem. Obie wybrałyśmy Szkołę Główną Handlową. Poza tym należy przygotować się na ciężką pracę. Prowadzenie własnego biznesu to tak naprawdę robota 24 godziny na dobę. Trzeba wierzyć w to, co się robi i nie poddawać się po pierwszych nieudanych próbach. Takich będzie wiele.

A jak wygląda budowanie marki od strony finansowej?

Lidka: Nie ukrywajmy – jest ciężko. Istnieją fundusze unijne. My utrzymujemy się same. Na co dzień pracuję na pełen etat w dziale marketingu firmy farmaceutycznej. Mimo że nie jest to zbliżona branża do mody, a praca na dużych projektach ma zupełnie inną specyfikę, to jednak wiele się nauczyłam. Mogę wykorzystać zdobytą tam wiedzę rozwijając Miss Trouble.

Grono projektantów w Polsce jest coraz większe. Co Was wyróżnia?

Kaśka: Miss Trouble prezentuje specyficzny styl, pewien kalifornijski luz i swobodę. Uwielbiamy rzeczy vintage, nie boimy się eksperymentować. Nasza marka jest dosyć odważna – stawiamy na kolorowe ubrania, wprowadzamy ciekawe autorskie printy, które same projektujemy od podstaw. Według nas rynek ubrań oversize jest już przesycony, dlatego w naszych kolekcjach dominują kobiece kroje. Uwielbiamy dziewczyny, które ubierają się kobieco, swobodnie, nie boją się  koloru, a przy tym czują się pewne siebie.

Lidka: Jesteśmy świadome, że dzisiejsze kobiety chcą jednocześnie realizować się zawodowo i żyć pełną piersią. Zależy nam na tym, aby w projektach Miss Trouble każda kobieta niezależnie od wieku i od tego czy preferuje klasyczne stroje, czy w modzie poszukuje szaleństwa, czuła się kobieco i swobodnie. Cała nasza produkcja odbywa się w Polsce. Stawiamy na jakość. Nie konkurujemy tylko z innymi młodymi projektantami, ale i z second hand’ami czy butikami vintage.

Jaka jest klientka Miss Trouble?

Kaśka: Jest to kobieta, która odrzuca schematy i nie chce być definiowana. Stawia na komfort i podkreślenie siebie. Z jednej strony to kobieta dojrzała, a z drugiej miejska buntowniczka. Tworzymy dla Miss i dla Trouble, realizując naszą zbuntowaną wizję kobiecości.

Jak widzicie Miss Trouble za pięć lat?

Lidka: Chciałybyśmy być bardziej rozpoznawalne i wejść na rynek zagraniczny. Marzy nam się własny butik. Póki co nasze rzeczy można kupić w sklepach w Warszawie, w Lublinie oraz w Pabianicach. Sprzedajemy także na targach, m.in. na Mustache Yard Sale i Slow Fashion. Zdajemy sobie sprawę, że jeszcze wiele przed nami i to chyba jest najbardziej ekscytujące.

Rozmawiała: Anna Radke