„Zamiast wejść ponownie do sieciówki, warto wesprzeć polskich producentów”. Wywiad z założycielami marki A Oui Viens

656
Mat. prasowe

Czy rodzinny biznes to przepis na sukces? Oni są doskonałym dowodem na to, że rodzinna firma może rozwijać się doskonale. Konrad i Magda tworzą świetny duet nie tylko w życiu prywatnym, ale również w biznesie. Ich marka A Oui Viens to połączenie rodzinnej pasji, dobrego krawiectwa i wyselekcjonowanych materiałów. W rozmowie z założycielami poznajemy historię początków firmy i odkrywamy tajemnice prowadzenia rodzinnego biznesu w branży mody.

Paulina Filipowicz: Jak zaczęła się Wasza przygoda z modą?

Konrad: Oprócz tego, że mamy własną markę, to przede wszystkim prowadzimy pracownię krawiecką. Wszystko zaczęło się od tego, że moja mama otworzyła usługi krawieckie. Był to zwykły prosty zakład, gdzie tak naprawdę sama uczyła się wszystkiego, ponieważ nie jest krawcową z wykształcenia. Na pierwsze konstrukcje i projekty zmarnowaliśmy trochę materiału zanim coś konkretnego powstało. Wkrótce zaczęły się prawdziwe zlecenia. W końcu nastąpił też ważny moment, kiedy musieliśmy podjąć decyzje co dalej, bo pracy zrobiło się za dużo na jedną osobę. Musieliśmy poszerzyć swoje działania. Stworzyliśmy więc wspólnie pracownie krawiecką.

Mat. prasowe

Wspólnie z mamą?

Konrad: Zgadza się. Mama zajmuje się stroną produkcyjną, a ja jestem od tzw. „gadania” (śmiech). W ten sposób się uzupełniamy. Zaczęliśmy zatrudniać ludzi i podejmować się pierwszych większych zleceń. Były to bardzo ciekawe projekty. Nasza pracownia realizowała zlecenia m.in. dla Isabel Marant, dla Vanessa Seward czy dla marki Hugo Boss. Doświadczenie i portfolio, które zbudowaliśmy w dość krótkim czasie dało nam do myślenia. Stwierdziliśmy, że warto byłoby pokazać coś naszego. 

W tych projektach, które dostawaliśmy od klientów, nie było miejsca na własne pomysły. Zawsze dostawaliśmy książkę technologiczną, która miała około 100 stron i wytyczne, których trzeba było dokładnie się trzymać, bo inaczej projekt nie był akceptowany.

A jednak mamy w sobie zmysł artystyczny. Zarówno ja, jak i Magda jesteśmy absolwentami szkoły muzycznej. Czuliśmy, że chcemy zrealizować, co nam w duszy gra. Jednak trzeba podkreślić, że właściwie to moja mama jest główną bohaterką całej historii. 

Magda: Bez niej nic by nie powstało. My jesteśmy pomysłodawcami, ale żeby projekt fizycznie był wśród nas, tak jak nasza marka – potrzebna była ona i jej umiejętności krawieckie.

Jak pojawiły  się pierwsze zlecenia dla Waszej pracowni krawieckiej?

Magda: Konrad jest bardzo przedsiębiorczą osobą. Na początku rozwijania firmy był wszędzie. Zawzięcie szukał klientów, zleceń.

Konrad: Wsiadałem w samochód o 2 czy 3 w nocy i wracałem o godzinie 23, a na liczniku miałem ponad 1,100 przejechanych kilometrów. Bezpośrednio po maturze poszedłem do pracy w wydawnictwie, które było związane z urzędem marszałkowskim w Warszawie. Tam nawiązałem sporo relacji, które pomogły mi w odnaleźć się później na początku przygód z firmą . Trafiłem na wielu ludzi, dzięki którym wiedziałem gdzie się udać, żeby rozwinąć naszą pracownie. Potrafiłem wysłać 200 czy 300 wiadomości dzienne z propozycjami do klientów, a dostawałem 2 odpowiedzi w zamian. Takie były początki.

Mat. prasowe

Czy byliście przygotowani od początku na duże zlecenia, które przyszły później?

Konrad: Pracownia istnieje 2,5 roku. Gdy zaczynaliśmy nasz zespół składał się ze mnie, mojej mamy i jeszcze dwóch osób. Pracownia miała miejsce w naszym domu, jednak w pewnym momencie zaczęło nam brakować miejsca, więc wynajęliśmy nową przestrzeń. Od 1,5 roku firma mieści się już w lokalu. Właściwie cała rodzina już siedzi w tym biznesie – ja, Magda, mama, mój tata zrezygnował z pracy na etacie, żeby nam pomóc organizacyjnie. Zajmujemy się zarówno marką, jak i pracownią. Wszystkiego po kolei się uczymy, nie mamy gotowej drogi, rozrysowanego planu. Jesteśmy w końcu dwójką studentów.

Właśnie, studiujecie i pracujecie, zarządzacie własną firmą…

Konrad: Zgadza się. Pracownia mieści się w Siedlcach, a my od października do lipca studiujemy w Białymstoku. Naszą marką A Oui Viens w głównej mierze zajmuje się Magda. Moim zadaniem są finanse czy obsługa miejsc stacjonarnych. W Warszawie można znaleźć nasze produkty w domu handlowym Mysia 3 w butiku Svoi. Nie zapominamy również o pracowni, która jest dla nas ważnym fundamentem. Od tego się zaczęło, tam uczyliśmy się podstaw i to pozwoliło nam otworzyć własną markę A Oui Viens.

Jak narodził się pomysł na A Oui Viens?

 Konrad: W pewnym momencie stwierdziliśmy, że tak dużo już zrobiliśmy dla innych, że czas najwyższy zrobić coś naszego. Mieliśmy już spore doświadczenie w pracy dla innych marek, wiedzieliśmy, że robimy dobrze naszą pracę i chcemy pokazać swoje pomysły, a nie tylko realizować cudze. Też poruszyło nas, że wielkie marki produkują ogromne stany magazynowe, a potem ogłaszają… ogromne promocje. Zacząłem się zastanawiać, jak czuje się klient, który kupi produkt w pełnej cenie, a za trzy tygodnie można go kupić w znacząco niższej cenie. My nie szyjemy stanów magazynowych. Gdy klient zamawia nasze ubrania, one jeszcze nie istnieją. W ciągu 7-14 dni wysyłamy gotowy produkt do klienta. Mamy belkę materiału w zapasie i na bieżąco realizujemy zlecenia. Materiały importujemy z Włoch i Stanów Zjednoczonych, ustawiamy ceny adekwatne do jakości produktu. Chcemy żeby był on jak najlepszej jakości.

Magda: Właściwe Polacy dopiero uczą się patrzeć na metki, skład ubrań. Powoli rezygnujemy z zakupów sezonowych, a zaczynamy dbać o jakość ubrań. Chcemy też tego nauczyć naszych klientów. Przede wszystkim stawiamy na klasykę i ponadczasowość. W A Oui Viens bardzo ważne są dla nas materiały. Mają być jak druga skóra – nie przeszkadzać w codziennym funkcjonowaniu. 

Przyglądamy się obecnym problemom ze środowiskiem i dążymy do tego, aby poszerzać świadomość klientów. Powstaje coraz więcej polskich marek, które szyją lokalnie i to jest wspaniałe. Chcemy wspierać nasz polski rynek. Myślę, że nawet na arenie międzynarodowej, mamy się czym pochwalić. Zamiast wejść ponownie do sieciówki, warto wesprzeć polskich producentów. 

Mat. prasowe

Czyli posiadanie własnej pracowni to spory przywilej?

Magda: Dzięki temu, że mamy pracownie mogliśmy uruchomić też naszą wersję premium. Spotykamy coraz więcej osób, które nie wpisują się w standardową rozmiarówkę. My mamy rozwiązanie na te sytuacje – jesteśmy w stanie uszyć ubranie na każdą miarę, na zamówienie. 

Konrad: Wygląda to tak, że na naszej stronie klient uzupełnia formularz. My wysyłamy wideo instruktażowe, jak poprawnie się zmierzyć, bo to jest kluczowy aspekt. Na podstawie tego realizujemy konkretne zamówienie. 

Zdarzają się też osoby, które chcą zmienić coś w standardowym projekcie, np. chcą zmienić guziki czy kolor materiału. Nie stanowi to dla nas problemu. Na taki produkt spersonalizowany czeka się tyle samo, co na ten w ofercie, gdyż i tak cała praca odbywa się u nas w pracowni. Czasami zdarza się, że klienci chcą wyszyć inicjały czy konkretne logo. To co mamy na stronie jest pewną bazą. Ale jeśli klienci mają swoją wizję, autorski pomysł, jesteśmy na to otwarci. 

Mat. prasowe

Jak wygląda proces produkcji?

Konrad: Wszystko zaczyna się od pomysłu. Wtedy wkracza Magda, która wyszukuje trendy, inspiracje na projekty. Następnie przychodzi czas na konsultację wspólnie z mamą, na temat materiałów, konstrukcji. Gdy już zapada decyzja na temat wyboru tkaniny, pałeczkę przejmujemy ja i tata. Dzwonię, umawiam spotkania, ustalam zamówienia, po które zazwyczaj jeździe właśnie tata. 

Magda: Później powstaje prototyp ,który ja biorę do przetestowania. Noszę te prototypy, zbieram opinię koleżanek, testuje, jak się sprawdzają w szybkim tempie życia, jak zachowują się po praniu, przy prasowaniu. Testujemy każdy produkt. Chcemy dostarczyć klientom jak najlepsze produkty.

Jaki jest podział ról w firmie?

Konrad: Właściwe nasz zespół to ja, Magda, moja mama, tata i moja siostra, która również pomaga rodzicom, będąc na miejscu.

Czyli rodzinny biznes? Czy to się nie odbija na relacjach rodzinnych?

Magda: Cały czas tym żyjemy. W ciągu tygodnia skupiamy się na studiach, które przeplatają się z działaniami związanymi z firmą. Wracamy na weekend do domu i żyjemy wtedy bardziej firmą. W rodzinie właściwie cały czas poruszany jest temat firmy.

Konrad: Są oczywiście momenty odcięcia. Wspólnie ustalamy, że do końca dnia nie wspominamy o pracy, ale to rzadko kiedy się udaje. Jesteśmy na początkowym etapie. Cały czas podejmujemy kluczowe decyzje. Zanim jakakolwiek zapadnie, prowadzimy wspólną rozmowę. Mamy też zupełnie inne charaktery, więc rozmowa zamienia się często w dyskusję. Akurat moja mama patrzy na wszystko najbardziej optymistycznie, natomiast tata jest realistą. Ja z Magdą siedzimy po środku i się zastanawiamy, czyje rozwiązanie jest najkorzystniejsze.

Magda: Właściwie to Konrad zazwyczaj idzie w stronę mamy, a ja zgadzam się z czasami chłodnym, lecz obiektywnym podejściem jego taty. 

Konrad: Wielokrotnie burzliwie dyskutowaliśmy. Podczas takich rozmów zderzają się dwa światy.

Magda: I też zderzają się pokolenia. Mamy nieco inne spojrzenie na wiele spraw niż rodzice Konrada, ze względu na różnice wieku. Ale to jest dobre. Dzięki takiej współpracy osiągamy najlepsze rozwiązania dla naszej marki.

Przeczytaj również: „Liczę na to, że zmienimy świadomość społeczną. Trochę zmienimy świat na lepsze.” WYWIAD z modelką Cleo Ćwiek