„Praca dla Versace była dla mnie spełnieniem kolejnych marzeń.” Wywiad z Anną Wasowską, PR Manager DH VITKAC

1652
zdjęcie: mat. prasowe

VITKAC to bez wątpienia najbardziej ekskluzywny obiekt handlowy w Polsce. W budynku aż cztery piętra oddano najbardziej luksusowym markom odzieżowym świata, jak Giorgio Armani, Bottega Veneta, Gucci, Lanvin, Saint Laurent czy Alexander McQueen. Oprócz wyselekcjonowanego asortymentu, VITKAC posiada wyrazisty wizerunek, o który dba Anna Wasowska, PR Manager domu handlowego. Tworzenie spójnego komunikatu firmy jest jak umiejętne opowiadanie wciągającej, oryginalnej historii, niosącej niepowtarzalny przekaz emocjonalny i wizualny. Anna Wasowska tworzy historię domu handlowego VITKAC bezbłędnie, a jej szerokie doświadczenie w branży mody, pomaga kreować spójny wizerunek marki i wyróżnić ją na rynku.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z modą?

Moje zainteresowanie modą zaczęło się kiedy miałam około 12-13 lat, od oglądania kanału Fashion TV, na którym były prezentowane domy mody w różnych odsłonach. Prowadzący – Tim Blanks – spotykał się z projektantami, pokazywał ten świat od środka, jak np. wnętrza domu Versace.  Rozmawiał z projektantami, z Donatellą, był tam ukazany dzień z życia modelki, Paryż i Mediolan. Pamiętam, że strasznie mnie to interesowało. W każdej wolnej chwili w domu oglądałam Fashion TV, i wtedy właśnie zaczęłam marzyć o pracy w modzie.

W tamtych czasach w Polsce moda nie była brana na poważnie, przynajmniej w mojej percepcji. Tak się jednak potoczyło później, że mój o dziesięć lat starszy brat wyjechał do Anglii. Ja zaczęłam jeździć do UK odkąd miałam około 14 lat na ferie zimowe i wakacje. Pamiętam, jak przechadzałam się przez Sloane Street, czyli modową ulicę w Londynie i pierwszy raz weszłam do butiku Giorgio Armani, Versace i innych luksusowych domów mody. Było to ekscytujące przeżycie. Wtedy poczułam, że moim marzeniem jest praca w jednym z takich butików.

Gdy miałam 16 lat przeprowadziłam się do Anglii do mojego brata. Tam kontynuowałam edukację i rozpoczęłam college. Na drugim roku wyjechałam na ferie zimowe do Kapsztadu z moim przyjacielem Gianlucą. Tam na Przylądku Dobrej Nadziei obiecaliśmy sobie, że jak wrócimy, to zmienimy swoje życie i będziemy spełniać swoje marzenia. On pracował wtedy w banku. Gdy wróciliśmy,  8 marca 2008 roku zatrudniłam się w butiku Emporio Armani, a Gianluca w Burberry.

Dlaczego wybrałaś właśnie butik Armaniego?

Aplikowałam tylko w tamtym konkretnym butiku i do żadnego innego nie przyniosłam swojego CV. Zaczęło się od tego, że mój brat nosił Armaniego praktycznie od stóp do głów. Miał tam też swoją ulubioną sprzedawczynię, poza tym Armani kojarzył mi się z takim luksusem, elegancją i stwierdziłam, że to będzie najlepsze miejsce dla mnie.

Poszłam na rozmowę o pracę nie mając tak naprawdę żadnego doświadczenia. Myślałam wtedy, że orzeczenie czy dostaje pracę czy nie, otrzymuje się od razu. Mój przyszły menadżer powiedział mi, że się odezwą, ja go ubłagałam, żeby oddzwonił do mnie jeszcze tego samego dnia, bo koniecznie chce pracować właśnie w tym butiku. Obiecał mi, że oddzwoni. Po trzech godzinach odebrałam telefon i usłyszałam, że chcą mi zaproponować współpracę na pół etatu na weekendy, ponieważ wtedy też w tygodniu studiowałam. Tak mniej więcej zaczęła się moja przygoda z modą.

Później pracowałam w butiku trzy i pół roku i aplikowałam na pozycje Accounts Assistant w showroomie. Obsługiwałam kiedyś dziewczynę, która zajmował się marką Armani Junior. Opowiedziała mi, jak wygląda jej dzień pracy, że ma umówione spotkania z klientami, że budżety są wcześniej ustalane, że lata do Mediolanu, na spotkania z marką, uczestniczy w eventach. Strasznie zainspirowała mnie swoją pracą – stwierdziłam że muszę pracować w showroomie.

Mój menadżer strasznie próbował mnie zatrzymać w butiku, ponieważ byłam jednym z najlepszych sprzedawców. Nawet zaproponowali mi rolę menadżera sklepu innej lokalizacji. Natomiast ja upierałam się, że muszę pracować w showroomie i mogę nawet być asystentką, ale widzę siebie idąc dalej, w tamtą stronę.

Wtedy byłaś w trakcie studiów? Czy to wszystko działo się już po studiach?

Wtedy kończyłam trzeci rok studiów licencjackich. Studiowałam psychologię z biznesem. Stwierdziłam, że jeśli będzie taka możliwość, to chciałabym zacząć pracę na pełen etat, a magistra najwyżej zrobić później. Byłam już na takim etapie, że świat mody mnie pochłonął i nie byłam  przekonana, czy chciałabym kontynuować studia na kierunku psychologii czy biznesu. Poza tym wiem, jak bardzo ważne w Anglii jest doświadczenie w pracy. Skoro mogłabym mieć możliwość zatrudnienia w showroomie uznałam, że to będzie najlepszym kierunkiem dla mnie.

Myślisz, że te konkretne studia pomogły Ci w karierze? A może nie były wcale konieczne?

Cieszę się, że wybrałam psychologię z biznesem, ponieważ jak rozpoczynałam studia miałam wizje, że będę psychologiem. Chciałam sobie zostawić jakąś furtkę w razie gdyby  psychologia to nie było to. W trakcie studiów zrozumiałam jednak, że ta biznesowa strona bardziej mnie interesuje i też łatwiej ją przełożyć na życie codzienne. Dostawałam też dużo lepsze oceny z biznesu. Czułam, że psychologia nie jest dla mnie. Ja wolałam pójść w coś bardziej kreatywnego.

Czyli dostałaś wymarzoną pracę w showroomie?

Tak. Studia skończyłam w czerwcu, wtedy mniej więcej aplikowałam na tę posadę. Całe wakacje nic się nie zadziało, a mój menadżer próbował mnie zatrzymać w butiku. Stwierdził też, że posada asystentki w showroomie na linii Armani Underwear and Beachwear marnowałaby mój potencjał. Ja upierałam się przy swoim. Wiedziałam, że to byłoby świetne doświadczenie dla mnie. Zrobiłam prezentacje pod kątem analizy rynku w tej kategorii, czyli  bielizna i kostiumy. Zaznaczyłam, jakie marki są konkurencją tej linii, jak ja widzę rozwój dystrybucji i wysłałam prezentację.

Później długo nic się nie zadziało, ale za każdym razem, gdy byłam na sklepie i widziałam menadżera, myślałam że idzie do mnie z nowiną, że mnie przenoszą. Pamiętam, jak we wrześniu dostałam telefon, że na drugi dzień zaczynam prace w biurze. Okazało się, że dostaję posadę nie na linii Armani Underwear and Beachwear, tylko na Armani Collezioni, czyli kolekcje damskie i męskie. Miałam wspomagać brand menadżerów tej linii w codziennych aktywnościach.

Jak wspominasz pracę w showroomie Armani?

Za każdym razem, jak dostawałam upgrade czułam, jakbym wygrywała na loterii. Nie dostawało się tego od razu, był czas oczekiwania, więc jak już otrzymałam tą pozytywną odpowiedź, byłam bardzo szczęśliwa. Za każdym razem dawałam  z siebie 100 procent i chłonęłam wszystkie informacje. Zawsze wychodziłam z inicjatywą. To też cenię u ludzi z którymi pracuje – wychodzenie z inicjatywą –  bardzo pomaga sytuacji i ludziom dookoła.

Moja praca wyglądała na początku bardzo prosto. Gdy klienci przychodzili do showroomu, trzeba było rozebrać manekiny z rzeczy, które chcieli zobaczyć na modelce, przynieść kawę, wykonać codzienne czynności, jak w showroomie. Poskładać karty kolorów, które brand menadżer pokazywał klientowi, wprowadzić zamówienie do systemu. Takie bardziej mechaniczne rzeczy, ale dzięki temu budowałam relacje z klientami. Zrozumiałam na czym polega cały proces dystrybucji, cykle w roku, co się dzieje z kolekcja na każdym etapie. To jest taki moment, kiedy projektanci tworzą kolekcję, a potem przekazują ją w nasze ręce. Możemy potem sprzedać ją do klientów hurtowych, a następnie klienci detaliczni w sklepie mogą zakupić dany produkt.

Czy były jakieś minusy, ciemniejsze strony pracy w showroomie?

Na początku wszystko mi się podobało. Potem, jak już oswoiłam się z myślą, że pracuje w showroomie, to ta praca stała się dosyć prosta i mało kreatywna. Na szczęście firma, dla której pracowałam to był showroom multibrandowy, pod jego skrzydłami były różne marki. Podpisali umowę na wszystkie linie Armaniego, ale były też Donna Karan, Carven, Phillip Lim czy Luella Bartley, która później została projektantką dla Marca Jacobsa. Po roku pracy firma nawiązała współpracę z domem mody Versace. Od samego początku byłam wytypowana, żeby prowadzić dystrybucje, więc polecieliśmy do Mediolanu do showroomu Versace. Obejrzeliśmy kolekcje spotkaliśmy się z projektantami. To był też taki moment, kiedy Armani postanowił pójść w tak zwany in-house, czyli kontrakt z showroomem się ukończył i Armani otworzył swoje własne biuro w Londynie.

Dostałam wtedy dwie propozycje: albo żeby pracować dla Armaniego już in-house, albo zostać w showroomie w firmie Club 21 i zaczynać rozkręcanie dystrybucji Verscace. Byłam na dwóch takich rozmowach i zdecydowałam się wybrać Versace, ponieważ widziałam tam większe pole dla rozwoju. Mogłam zaczynać rozwijanie tej dystrybucji od zera, ponieważ wtedy Versace miało tylko pięć punktów sprzedaży w Anglii i Irlandii i na pewno była to propozycja bardziej elastyczna, mogłam wykazać się swoją pomysłowością i kreatywnością.

Jak czułaś się pracując dla tak słynnej włoskiej marki?

Praca dla Versace była dla mnie spełnieniem kolejnych marzeń. Zawsze podobała mi się ta marka, nawet jak mieszkałam jeszcze w Polsce. W Versace do każdego wzoru jest jakaś historia, nie jest to print po prostu wymyślony. Często są to nawiązania do mitologii, do architektury. Fajnie było prowadząc treningi o produkcie w różnych domach handlowych, do których sprzedawaliśmy markę, móc opowiedzieć tę historię. Jeśli chodzi o damskie rzeczy, z pewnością uwagę przyciąga seksowność, kroje Versace podkreślają bardzo kobiecość.

Pracowałaś w UK kilka dobrych lat, po czym wróciłaś do Polski.

Tak, w Anglii zajmowałam się dystrybucją, czyli sprzedażą wholesale. Współpracowałam z działem PR, podczas Tygodni Mody czy eventów to oni przysyłali nam grafiki, publikacje w magazynach. My też mogliśmy wytypować klientów, których chcielibyśmy na takie wydarzenia zaprosić, wiec byłam zaznajomiona z tym, jak wygląda praca w PR. Zajmowałam się też zamówieniami damskich linii do butików Versace, które zostały otworzone podczas mojej współpracy z marką.

Marketingiem i PR zajmuję się odkąd przeprowadziłam się do Polski. Vitkac nie jest moim pierwszym miejscem pracy po powrocie. Wcześniej zajmowałam się marketingiem w galeriach handlowych w mniejszych powiatowych miastach na terenie Polski. Gdy przyjechałam do kraju chciałam zmienić trochę środowisko i spróbować czegoś innego, nie związanego z modą. Szybko zrozumiałam jednak, że moda to moja pasja i że bardzo chciałabym do tego wrócić, bo tutaj czuje się najlepiej. Wiem, jaki lifestyle prowadzi klient luksusowy i jak opakować produkt żeby go fajnie sprzedać.

Po ponad roku nawiązałam współprace z Vitkacem. Współpracowaliśmy ze sobą już wcześniej, ponieważ nawiązałam kontakt z szefem Vitkaca pod kątem wprowadzenia Versace do Polski. Później byliśmy kilka razy wspólnie na zamówieniach. Kiedy zdecydowałam się odejść z firmy, dla której pracowałam, rozmawiałam z właścicielem Vitkaca i tak nawiązała się nasza taka trwała już współpraca.

Czy dostrzegasz wyraźne różnice między rynkiem modowym w Polsce a na Zachodzie?

Żyjemy w erze mediów społecznościowych – trendy i różne zachowania są bardzo dostępne i łatwe do skopiowania. Dużo dzieje się w Internecie. Myślę, że jesteśmy bardzo na czasie z resztą świata. Jedyna bardzo istotna i zauważalna różnica jest taka, że za granicą w działach PR i marketingu firmy działają bardzo schematycznie. Pracują na wyrobionych szablonach, posługują się pewnymi zasadami. Gdy przychodzisz do firmy dostajesz zestaw obowiązków, określony zakres pracy. Wszystko jest bardzo jasno określone i też ograniczone w pewien sposób. W Polsce, ponieważ ten rynek bardzo szybko się rozwija, jest więcej miejsca dla kreatywności, wychodzenia z inicjatywą, do wprowadzenia nowych rzeczy. Można powiedzieć, że jest większa przestrzeń na innowacje, jest mniej ograniczeń.

Jesteśmy bardziej kreatywni?

Możemy mieć większe pole do popisu. Nie ma jeszcze takiej strukturyzacji stanowisk, ponieważ ten rynek mody jeszcze się tworzy. Dużo polskich firm szuka ludzi, którzy zdobyli doświadczenie za granicą, żeby wprowadzić nowe spojrzenie, doświadczenie do tej firmy, ale też są pracodawcy są otwarci na nowe rzeczy.

Czyli doświadczenie za granicą jest cenne?

Jest bardzo cenne. Widzę, że dużo więcej osób czy moich znajomych też wraca do Polski z różnych krajów na świecie. Gdy ja wyjeżdżałam do UK, w polskiej modzie nie działo się prawie nic, nie było Vitkaca. Tak naprawdę z modą kojarzył mi się Stadion Dziesięciolecia, gdzie zagraniczni importerzy prezentowali swoje rzeczy. Wiele się zmieniło, teraz jest wiele miejsc, gdzie można zobaczyć modę, dotknąć tych tkanin. Nie trzeba w tym celu jechać za granicę.

Jaką radę przekazałabyś młodym osobom, które marzą o pracy w modzie, chcą zając się branżą PR?

Doświadczenia czy staże są bardzo cenne i pomocne, nawet w określeniu tego, co naprawdę chciałoby się robić. Dużo młodych ludzi ma taki zarys tego, w którą stronę chcieliby pójść, ale często to nie jest docelowa praca, którą będą się zajmowali. Spotykam wiele młodych osób, które chciałyby być stylistami, pracować w PR, albo w marketingu albo jeszcze coś innego. Dobrze jest określić sobie ten pierwszy punkt i po prostu bardzo za tym dążyć, i potem zobaczyć, która cześć mody najbardziej nas interesuje. Kiedy zatrudniam ludzi czy w Versace w showroomie na pozycji stażysty czy ogólnie rozważam wszelaką współpracę, zawsze patrzę na osobowość, na wartości, jakie ma dana osoba. Na pewno bardzo cennym aspektem jest motywacja i wychodzenie z inicjatywą, czujność oraz pasje.

Co najbardziej cenisz w swojej pracy?

Na pewno nieprzewidywalność każdego dnia. Można mieć zarys spotkań, maili na które trzeba odpisać, natomiast każdy dzień przynosi coś innego – nieoczekiwany telefon czy spotkanie, propozycje współpracy. To jest na pewno bardzo ekscytujące.

Kolejnym aspektem jest różnorodność i kontakt z ludźmi. Nie jest to praca typowo biurowa od 9.00 do 17.00 i sto procent czasu przed komputerem. Lubię też to, że mam możliwość podróżować, uczestniczyć w ważnych światowych wydarzeniach modowych, jak Fashion Week. Mogę wykazywać się swoja kreatywnością, robić różne współprace czy eventy, które podobają się potem ludziom. Dostaje dużo pozytywnych komentarzy, że coś, co zrobiłam, komuś się spodobało. To jest dla mnie bardzo satysfakcjonujące i motywuje mnie do dalszego działania.

Przeczytaj również: WYWIAD z Zuzą Krajewską: „Fotografia to ciężka praca, od której psuje się kręgosłup.”