„Wszyscy na rynku idą krokiem owiec, wszyscy robią to samo i tak samo. My idziemy swoją drogą” WYWIAD z założycielami CLEANT

1755
Mat. prasowe

Dlaczego jedna marka osiąga sukces, a inne nie? Bracia Ekes, założyciele CLEANT, mają na ten temat swoją teorię. Uważają, że marki są ludźmi i sami są tego najlepszym przykładem. Z jednej strony CLEANT to kolejna streetwearowa marka, a z drugiej ma w sobie to coś. Przyciąga dziesiątki tysięcy ludzi (prawie 100k obserwujących na Instagramie!) wyprzedając swoje kolekcje w ekspresowym tempie. CLEANT to marka stworzona przez trzech braci, którzy zgromadzili wokół siebie ogromne grono wielbicieli, z dumą noszących #PiorunNaKlacie. Swoją historię najlepiej opowiadają sami, dlatego zaprosiliśmy braci do rozmowy na temat mody, biznesu i pasji.

Paulina Filipowicz: Jakimi 3 słowami opisalibyście swoją markę?

Bracia Ekes, CLEANT: „Modernizm” w projektowaniu, „jakość” wykonania oraz „community” jako DNA marki. Myślę, że każdy z nas rozwinie swoją część.

Marek: Po pierwsze – produkty tworzymy w duchu modernizmu. Chcemy projektować i szyć coś, co mógłbyś określić jako „jednostki ubraniowe”, przez analogię do „Unité d’habitation” Le Corbusiera. Forma naszych hoodie, longów czy koszulek w całości wynika z ich funkcji, ornament odrzucamy. Dlatego np. nasze ubrania mają totalnie unisexowy krój – ponieważ funkcja basicowej bluzy czy koszulki jest taka sama dla kobiet i mężczyzn. Z tych samych założeń wynika fakt, że nasze ubrania z linii bazowej są możliwie najprostsze, pozbawione wszelkich zdobień, które uznajemy za wtórne i niekonieczne.

Mat. prasowe

W permanentnej kolekcji mamy więc dosłownie kilka kategorii ubrań w najbardziej demokratycznych kolorach. Kolekcja bazowa nie zmienia się co sezon, zamiast tego cyklicznie pojawia się w ulepszonej wersji. Kiedy nauczymy się skalować nowe, istotne rozwiązania, tworzymy przekrojowo nową wersję wszystkiego. Dla przykładu w roku 2017, po 3 latach prób i błędów wprowadziliśmy ubrania w wersji v2, w których udoskonaliliśmy przede wszystkim krój oraz skład i proces produkcji dzianiny. Od wtedy nasze ubrania nie mają prawa „kulkować się” oraz doskonale zachowują kształt przez lata. Dosłownie, ludzie noszą nasze ubrania przez lata.

W połowie 2019, czyli przed chwilą aktualna wersja kolekcji basic zmieniła się w v3. Tu nie zmienialiśmy już materiału, gdyż to mamy ogarnięte od v2. W v3 zmieniliśmy m.in. kolor sznurków przy kapturze na niewidoczny, dzięki czemu hoodie jest jeszcze prostsze, przedłużyliśmy krój longsleevów, dzięki czemu jedno ubranie ma teraz 2 funkcje – jest koszulką z długim rękawem, ale i np. casualową sukienką, idealną na plaże i na kawę. W v3 wprowadziliśmy także haft w miejsce nadruków, czego w skali nauczyliśmy się w kolekcji CLNT2000 rok wcześniej.

W niedalekiej przyszłości, kiedy nauczymy się nowych, istotnych ulepszeń, wprowadzimy wersję v4 wszystkich bazowych produktów jednocześnie. Ale znów – prawdopodobnie zmienimy trudno zauważalne elementy, więc docenią je ci, którzy patrzą przez szkło.

W ten sposób iteracyjnie zmierzamy do stworzenia podstawowych ubrań idealnych – referencyjnej bluzy, koszulki, longa i innych. Wiemy, że dojście do doskonałości nie jest możliwe, niemniej dokładnie tam zmierzamy.

Mateusz: Po drugie – jakość. O niej powiem za chwilę.

Maks: Ja powiedziałbym tak: na pierwszym miejscu LUDZIE, wszyscy Ci którzy w większym bądź mniejszym stopniu tworzą nasze COMMUNITY. Nie mam tu na myśli tylko osób, które noszą nasze rzeczy, ale tak naprawdę każdego kto rozumie nas, naszą filozofię życia i marki. Gdy spojrzysz na nasz instagram (@cleant.it) 98% zdjęć, które zobaczysz to reposty z instagramów prawdziwych ludzi noszących naszą markę – to oni tworzą CLEANT!

Premiera DSTNC hoodie 2017, mat. prasowe

Co na początku było dla Was największym wyzwaniem?

Największym wyzwaniem na samym początku-początku było… zacząć. Od pomysłu do pierwszej sprzedanej rzeczy minęło 2 lata.

Kolejnym dużym wyzwaniem, ale już bardziej z kategorii >a nice problem to have< było skalowanie. Wyobraź sobie, że w pewnym momencie nasza szwalnia zaczęła odmawiać nam wykonywania zamówień, gdyż stawały się zbyt duże. Wtedy przenieśliśmy produkcję do jednej z największych i najlepszych szwalni w Polsce, która z przyjemnością ogarnia coraz większe zamówienia od nas. Zmiana trwała dłuższą chwilę, ale dzięki temu aktualnie mamy możliwość produkcji właściwie dowolnych ilości dowolnych ubrań w świetnej jakości.

Sporym wyzwaniem były także pierwsze weekendy, kiedy po dropie w piątek o 16:00 musieliśmy na poniedziałek przygotować kilka tysięcy wysyłek. Inaczej przygotowuje się kilkanaście, a zupełnie inaczej setki czy tysiące zamówień. Ale nasz etos pracy nakazuje, że rzeczy mają być zrobione no matter what, więc na początku zdarzało się spędzać we trzech dnie i noce w magazynie, wychodzić o trzeciej, żeby zacząć znów o 9 rano. Ale dzięki temu zawsze wszystko było wysłane do każdego w terminie, i myślę, że nasi ludzie to doceniają.

Teraz wiele rzeczy, które kiedyś robiliśmy ręcznie, dzieje się już automatycznie, wszystko jest opanowane. Ale znów ciśniemy, by zwiększyć skalę. Skala jest ważna. Rozpoczynamy proces przejścia na nową, w pełni zintegrowaną platformę sprzedaży, wprowadzamy RFID w magazynie, rozglądamy się za rozwiązaniami z zakresu robotyki. Chcemy zautomatyzować 98% procesu obsługi i wysyłki zamówienia. To wielkie wyzwanie, ale jakże ekscytujące!

Kiedy poczuliście, że rozwój CLEANT przyspieszył?

Po raz chyba pierwszy poczuliśmy, że CLEANT robi się duży podczas naszego pierwszego live z odpalania sprzedaży na facebooku. Już mówię, jak to było.

Pierwszy magazyn poza naszym osiedlem, mat. prasowe

Nasz magazyn mieścił się już wtedy tymczasowo w salonie w domu naszej mamy, gdyż przestał mieścić się w sypialni. Chwilę wcześniej przyszło do nas zamówienie ze szwalni, które wtedy było ogromne i ryzykowne – kilkaset produktów, jeśli dobrze pamiętam. Dosłownie kilka chwil przed odpaleniem sprzedaży wpadliśmy na pomysł, by zrobić z tego wydarzenia transmisję live na facebooku. Usiedliśmy w fotelach naszej mamy i wrzucaliśmy na żywo produkty do sklepu. Nie wiemy dokładnie, jak to się stało, ale na live pojawiło się mnóstwo ludzi. Serwery sklepu padły z powodu zbyt dużego ruchu, ale kiedy wstały chwilę później – cały towar został wykupiony. Wtedy pomyśleliśmy, że to jest coś potencjalnie dużego.

Ale właśnie wtedy zaczęła się jeszcze cięższa praca. Zaakceptowaliśmy między sobą koncepcję ewolucyjnych, cyklicznych zmian produktu bazowego, zmieniliśmy szwalnie, przeprowadziliśmy się do pierwszego prawdziwego magazynu, i wszystko zainwestowaliśmy z powrotem w towar. Kiedy ubrania pojawiły się w sklepie jakiś miesiąc później, znów – wszystko zniknęło w kilka chwil. Każdemu z tych „dropów” towaru towarzyszył live na facebooku – który wciąż możesz odkopać na naszym profilu na fb (https://facebook.com/cleantit). Polecam sprawdzić – zabawne, ile od tego czasu zmieniło się u nas, właściwie wszystko, nie zmieniła się chyba tylko autentyczność i uśmiech na twarzach, z którymi robimy to do dziś.

Nowy magazyn, mat. prasowe

Z ilu osób obecnie składa się Wasz team?

Nasz core team składa się z 3 braci. Najstarszy, Mateusz odpowiada za jakość, zamówienia, sprawy produkcyjno-logistyczne. Drugi jest Marek, który ogarnia sprawy strategiczno-biznesowe oraz kreatywno-koncepcyjne, a także odpowiada za projektowanie i software. Najmłodszy jest Maksymilian, który jest twarzą i głosem marki, to jego poznasz w naszych insta stories, z nim będziesz rozmawiała na messengerze (jeśli Twojej sprawy nie ogarnie nasza bot – Mame), z nim także pograsz na Twitchu czy porozmawiasz na naszym discordzie.

Nie zatrudniamy sztabu ludzi, chcemy osobiście odpowiadać za nasze działki, a z drugiej strony skalować biznes dzięki automatyzacji dosłownie każdego procesu i outsourcingowi wszystkiego, co możliwe. Jeśli mądrze to zaplanujesz, z jednej strony firma jest „uszyta” pod to, jaki jesteś i jak ci się najwygodniej pracuje, z drugiej strony – spokojnie możesz się rozwijać nie zatrudniając ludzi.

Patrząc szerzej, w naszym teamie jest kilka osób, z którymi pracujemy od zawsze. Przede wszystkim taką osobą jest przyjaciel domu, a przy okazji jeden z najlepszych street fotografów w Polsce – Piotr (@jestembliskoipacze). Z Piotrem robimy wszystkie sesje czy loookbooki, i za każdym razem tak samo nie możemy doczekać się efektów. A efekty pracy tego człowieka zachwycają. Zatrudniamy też ludzi, którzy pakują dla nas towar – to nasi znajomi, z którymi pracujemy, a następnie chillujemy. Co jednak najważniejsze – ufamy sobie i jest zawsze miło.

Mat. prasowe

Tak naprawdę jednak w naszym teamie są wszyscy, którzy są z nami i w nas wierzą – ludzie, którzy chodzą w naszych ubraniach, ludzie, którzy piszą do nas wiadomości i reagują na story, ludzie, którzy są z nami na Twitchu i Discordzie, ludzie, z którymi spotykamy się na eventach – wszyscy ci ludzie są w naszym teamie, bo to dzięki nim i dla nich tworzymy, dzięki nim idziemy do przodu.

Rynek mody szybko się zmienia, powstaje coraz więcej polskich, streetowych marek. Konkurencja jest spora, a klient wymagający. Jak wygląda budowanie więzi z klientem?

Rynek marek ubrań zmienia się i zapełnia, my jednak chyba znaleźliśmy strategię, która pozwala nam de facto nie konkurować z nikim. Nie działamy w modelu kolekcja sezonowa + wyprzedaż pod koniec sezonu. Dzięki temu nie musimy się z nikim ścigać, licytować i nie mamy deadline-ów. Działamy w modelu cyklicznie udoskonalana kolekcja produktów bazowych + produkty jednorazowe, limitowane. Te są, później ich nie ma – kolekcja bazowa jest zawsze.

Wytworzyliśmy sobie dość komfortową pozycję na rynku także przez to, że docieramy do ludzi bezpośrednio przez nasze media. Dlatego nie są to osoby przypadkowe z reklam czy takie, które musisz przekonywać obniżkami cen, ale ludzie, którzy nas lubią i śledzą. Jesteśmy w stanie mówić do nich osobiście. Inne marki mają z tym problem.

Ponadto przyjęliśmy strategię sprzedaży, która przewiduje, że jesteśmy jedynym podmiotem sprzedającym kolekcję basic online. Dzięki temu, że sprzedajemy u siebie i nie ma nas w multibrandach online, nie musimy się z nikim bić o uwagę. Tam jest straszny tłok. My jesteśmy właścicielem kanału sprzedaży online, dlatego sytuacja wygląda tak, że tworzymy produkty, o których informacja trafia bezpośrednio do zainteresowanych nimi ludzi i ci ludzie mogą je bezpośrednio u nas kupić. A dzięki sprzedaży online tylko w jednym miejscu możemy zaoferować każdemu wysyłkę kurierem gratis, zwrot gratis oraz niezwykle przyjemny proces zakupu i obsługi po zakupie, ponieważ nad wszystkim mamy kontrolę.

Nie mamy czasu się z nikim ścigać, wykorzystujemy ten czas na udoskonalanie jakości, development nowych produktów oraz na życie. Jeśli chwilę pomyślisz, zobaczysz, że wszyscy na rynku idą krokiem owiec, wszyscy robią to samo i tak samo – my poszliśmy drogą, którą sami sobie wyznaczyliśmy. Widzieliśmy jednak dokładnie, co robimy – dlatego ten model u nas sprawdza się doskonale.

Jak wygląda Wasz typowy dzień pracy w CLEANT?

Nasz typowy dzień pracy jest pewnie trochę inny dla każdego z nas. Nie mamy biura, nie spotykamy się codziennie, gdyż mieszkamy w innych częściach Europy. Każdy z nas pracuje kiedy i gdzie chce. Ale pracujemy dużo, ponieważ ogarniamy wszystko sami.

Marek: ja wstaję około 9, piję kawę i idę na siłkę godzinkę poćwiczyć. Wracam z dotlenionym mózgiem i zaczynam ogarniać tematy, sprawdzać, co się dzieje i myśleć, co z tym zrobić. Przez cały dzień zapisuję myśli w telefonie (kiedyś był to moleskin, teraz jest minimal living) i patrzę na rzeczy ciekawym wzrokiem. Raz na 2-3 tygodnie wsiadam w samolot i lecę z Madrytu do Warszawy. Wtedy w kilka dni kompresujemy spotkania ze wszystkimi, z którymi prowadzimy lub sondujemy sensowność prowadzenia projektów. Wieczorami jest chill, wychodzimy w trzech porozmawiać, pośmiać się, poburzować mózgi. Kilka dni później wsiadam do samolotu relacji Warszawa – Madryt z długą listą to-do. Następnego dnia zaczynamy wprowadzać to w życie, czyli znów: kawa, trochę sportu, dużo myślenia.

Maks: W moim planie dnia mam tylko dwie stale powtarzające się czynności. Coś w co wkręcił mnie starszy brat Marrek – kawa, a druga to wieczorny (godz. 20) stream z naszymi ludźmi na Twitchu (https://www.twitch.tv/cleantgg), gdzie gramy razem w gry komputerowe i konsolowe. Między tymi dwiema czynnościami dzieje się raz dużo, a innym razem bardzo dużo.

Wstaję o różnych godzinach, przeważnie o 8, trzy razy w tygodniu śmigam na angielski. Po pierwszej kawie i drobnym śniadaniu zapoznaje się z “problemami” naszych najdroższych klientów i staram się je jak najszybciej i najlepiej rozwiązać.

Po mocniejszym rozbudzeniu ogarniam sprawy sklepów stacjonarnych z którymi współpracujemy, odbieram telefony od klientów, rozmawiam z ludźmi na wszystkich naszych mediach społecznościowych, odpowiadam na maile i ogarniam discord. Wszystkie ciekawsze czynności dokumentuje na naszym instagramowym story. Wymyślam i realizuje in real time ruchy social mediowe, współprace z bardziej lub mniej znanymi ludźmi i wrzucam rzeczy na nasze SM. Raz w tygodniu analizuje zakończone i odpalam nowe kampanie na facebook’u  i instagramie.

Po wykonaniu tych wszystkich czynności przeglądam internet by być na bieżąco z tym, co dzieję się na świecie. Odpale kilka ulubionych serwisów modowych, esportowych, technologicznych i polityczno-ogólnych.

Postarałem się ułożyć to wszystko w całość, ale tak naprawdę każdego dnia kolejność i proporcje opisanych wyżej czynności jest totalnie płynna. Często zdarzają się dni kiedy muszę jechać do magazynu, albo jedziemy w Polskę załatwiać sprawy i cały plan jest totalnie rozwalony, ale i w tym elegancko się odnajduję.

Mateusz: Ja przebywam w magazynie, przygotowuję zamówienia do wysyłki i gadam przez telefon – to tak w żartobliwym skrócie. Prawda jest jednak taka, że moim ultimate goal jest to, by nasi klienci dostawali produkty w jakości takiej, w jakiej my sami chcielibyśmy je dostawać – czyli najlepszej możliwej. Osiąganie tego celu wymaga właśnie setek godzin spędzonych na rozmowach telefonicznych (jak dobrze, że są Airpodsy)  i mailowych ze szwalniami, przędzalniami, farbiarniami itd. Jestem mega zadowolony z tego, że pracuje z ludźmi, z którymi chce się pracować. Nawet najtrudniejsze sytuacje są do rozwiązania, nie zawsze od razu, ale czasami po kilku próbach jesteśmy w stanie zrealizować nawet najbardziej wymagające wizje.

Ostatnio miałem do czynienia z ciekawą tego typu wizją – chcieliśmy zrobić neonowe hoodie. Nie po prostu nasycone różowe, ale neonowe. Pierwszy kontakt z dosłownie każdą farbiarnią kończył się stwierdzeniem, że tego nie da się zrobić na bawełnie. Tu jednak moja praca się nie kończy, a zaczyna. Dwa miesiące później dostarczono do nas bawełnę w składzie takim, jak wszystkie nasze hoodie, ale w kolorze tak neonowym, że niemal świecącym. Od pierwszego “nie da się” do produktu lepszego, niż sobie wyobrażałeś w tym przypadku dzieliło nas godziny mini-brainstormów telefonicznych, setki próśb i gróźb, a koniec końców opracowanie zupełnie nowego procesu farbowania dzianiny – ręczna, wieloetapowa robota. Ale udało się. O to chodzi w każdym moim dniu pracy- by zawsze udało się najlepiej.

Kto jest klientem Waszej marki? Komu dedykujecie swoje projekty?

Naszym klientem jest każdy, kto szuka najlepszej jakości produktu z kategorii, w których mamy produkty – definiujemy to w tak banalny sposób, ponieważ nasze raison d’être to próba stworzenia najlepszych jakościowo produktów w tych kategoriach, dlatego nie ma dla nas innej grupy odbiorców, niż wszyscy zainteresowani jakością. Naszym celem jest nie danie ludziom marki, którą coś wyrażają, nie chcemy być o czymkolwiek konkretnym – chcemy stworzyć referencyjne hoodie, referencyjne inne kategorie ubrań. Interesuje nas jedynie najwyższej jakości, minimalnie zaprojektowany produkt. Przy okazji – uważamy, że tak wygląda przyszłość rynku, kiedy hype przestanie być hype.

Po premierze koloru desert, mat. prasowe

Jasne, że siłą rzeczy wizerunek naszej marki będą tworzyły elementy, których używamy – choćby my sami, których spotykasz na insta story czy w lookbookach. Nasza marka najlepiej czuje się jednak mówiąc w metajęzyku – pokazując naszą drogę od niczego do czegoś, pokazując jak tworzymy i udoskonalamy produkty naszej marki, pokazując nasze zwykłe życie – nie chcemy mieć pozycjonowania poza jakością, nie chcemy być „dla ludzi, którzy jeżdżą na tym czy tamtym”, nie chcemy być „dla ludzi młodych czy starych”, ani „dla ludzi z pasją” ani z czymkolwiek co teraz jest modne i pojawia się jako „wyróżnik” co drugiej marki. Chcemy być jak najmniej o czymkolwiek, dlatego także branding na produkcie jest minimalny. Gdybyśmy mogli, zrezygnowalibyśmy z niego, ale rynek dziś funkcjonuje tak, że oczywiście nie możemy.

Kto chodzi w naszych ubraniach dziś? Na ulicy widujesz ludzi z piorunem na klacie w wieku 15 i 40 lat. Noszą nas studentki, ratownicy medyczni, raperzy i muzycy z filharmonii, kreatywne i kreatywni z agencji, dziennikarze sportowi i esportowi, pani w kiosku i pan ochroniarz, żony, mężowie, córki i synowie – naprawdę wszyscy, którzy myślą podobnie do nas i którzy podobnie do nas rozumieją 3 słowa z początku rozmowy – modernizm – jakość – community.

Jak wygląda proces produkcyjny i cykl powstawania produktu?

Opiszę Ci jak wyglądał nasz proces produkcyjny na przykładzie naszego ostatniego projektu – czyli Performance Hoodie w kolaboracji z ekipą ZGODA FC, ubrania stworzonego właściwie od podstaw, choć na pierwszy rzut oka wydaje się tym naszym klasycznym hoodie w nowym kolorze.

Sam początek to spotkanie się z ekipą ZGODA FC, by porozmawiać o projekcie. Dla nas na takim spotkaniu najważniejsze jest, czy druga strona ma podobny do nas vibe. To decydujący etap w projektach kolaboracyjnych. Ludzie ze ZGODA FC okazali się myśleć bardzo podobnie do nas, także jest decyzja: odpalamy projekt.

Zdefiniowaliśmy sobie koncept produktu – hoodie drużyny piłkarskiej, które nosisz przed i po meczu. Wykonaliśmy pierwsze prototypy naszych basicowych bluz w kolorach ZGODA FC, ale od razu po ich zbadaniu wiedzieliśmy, że nasz standardowy materiał z „misiem” od wewnętrznej strony nie zda tu egzaminu – nie czujesz, że jest on sportowy.

Wtedy zaczęliśmy rozglądać się za materiałem, który pasowałby do konceptu piłkarskiego. Wymyśliliśmy, że idealna dzianina do tego produktu będzie tak samo „śliska” wewnątrz, jak i na zewnątrz. Jednocześnie chcieliśmy zachować nasz obecny skład 90% bawełny, nie lubimy bluz z poliestru. Przekazaliśmy ten temat do naszej dziewiarni i po kilku tygodniach mieliśmy dokładnie taką dzianinę, jaką sobie wymyśliliśmy.

Zrobiliśmy prototypy z nowego materiału, ale bluza wciąż wydawała się goła i nie-futbolowa. Wtedy rozpoczęliśmy proces szperania, czyli researchu. Zidentyfikowaliśmy elementy, które sprawiały, że futbolowe bluzy z lat 90 były futbolowe – przede wszystkim sportowe „rurki” wzdłuż rękawów.

Zleciliśmy więc trzecią iterację bluzy – z wymyślonego na potrzeby projektu materiału, z elementami sportowymi, w między-czasie przyszła do nas trzecia próba haftu, która była już idealna. Na nowych bluzach wyhaftowaliśmy logo i emblemat ZGODA FC. Dodaliśmy przerysowaną logówkę ZGODA FC na brzuchu – to definiuje ubranie ekipy sportowej, futbolowy ciuch musi mieć duże logo.

Kiedy produkt był gotowy, przemyśleliśmy opakowanie, gdyż nasze standardowe pudełko z recyklingowanego papieru niebarwionego po prostu nie pasowało do sportowego klimatu. Sportowa rzecz z lat 90 musi mieć flashy opakowanie, więc zaprojektowaliśmy dla tych bluz nowe, lakierowane pełnym kolorem pudełka. Nigdy wcześniej takich nie robiliśmy, ale wyszły świetnie, więc koncept produktu był już niemal idealnie zrealizowany.

Następnie domyśliliśmy jeszcze cały experience zakupu – przede wszystkim detal, którym będą się odróżniały bluzy kupione podczas premierowego eventu od tych kupionych w innym czasie. Wzorem finałów największych rozgrywek w dniu premiery haftowaliśmy na piersi pamiątkowy, złoty napis z datą i miejscem spotkania. Był koncept, kilka miesięcy później mamy produkt gotowy do launchu.

W takich przypadkach to z konceptu wynikają wszystkie rozwiązania obecne w produkcie. Czasem jednak jest tak, że po prostu coś pojawi się w głowie któregoś z nas jako obraz i historię domyślamy później. Generalnie jednak działamy w modelu concept-first.

Mat. prasowe

Co Was inspiruje? Skąd czerpiecie pomysły na kolekcje?

Pomysły na kolekcje czerpiemy zewsząd. Przy naszym modelu pracy inspiracją jest dowolna rzecz, osoba czy wydarzenie. Nic nie musimy, więc wszystko możemy.

Największy sukces CLEANT to…

Nasz największy sukces to to, że wiele osób mówi nam „klincik to moja ulubiona bluza”. Oczywiście mieliśmy kilka takich klasycznych sukces-momentów typu Rosalía robi live w naszej neonowej bluzie czy legendarny The Game gra koncert w koszulce z piorunem na klacie, którą my wyprodukowaliśmy. To są fajne peaki, niemniej to ludzie, których spotykamy na ulicy i słyszymy od nich, że zrobiona przez nas bluza jest jej i jego ulubioną – na to patrzymy jako na nasz największy sukces.

Co z perspektywy czasu zrobilibyście inaczej?

Nic.

Gdzie widzicie CLEANT za 5 lat? W jakim kierunku będziecie iść?

Obecnie najbardziej zaawansowany jest proces stawania się jak najbardziej eko. Aktualnie pracujemy przede wszystkim nad ogarnięciem opakowania produktu, by było ono jak najbardziej neutralne dla środowiska, jak to możliwe. Sondujemy także ekologiczne dzianiny i procesy ich tworzenia. O naszej zmianie w kierunku eco usłyszycie bardzo szybko. Cieszymy się, że możemy mieć mały wkład w poprawienie warunków wspólnego życia na planecie.

Jeśli chodzi o kolekcje to będziemy zmierzali w trzech kierunkach jednocześnie. Pierwszy to rzeczy bardziej eleganckie, produkowane z najbardziej premium materiałów, jakie istnieją. Drugi to eksploracja kierunku sportowego – po pierwszym modelu usportowionej bluzy w kolaboracji ze sklepem Roberta Lewandowskiego ZGODA FC chcemy rozwijać ten temat. Także esport, jako mutacja sportu tradycyjnego. Po trzecie eksplorujemy nowe kategorie produktów, które prawdopodobnie będziemy wprowadzali, być może pod inną marką. Tu jednak dopiero zaczynamy rozmowy, także sport i elegancja to aktualnie dwa kierunki, które już mamy przemyślane strategicznie i zaczną pojawiać się niebawem.

Poza tym oczywiście kolekcje kapsułowe, kolaboracje, projekty dostępne w limitowanych ilościach – to wszystko będzie się pojawiało coraz częściej, bo coraz lepiej umiemy to robić.

Mat. prasowe

Jaką radę dalibyście osobom, które chcą założyć własną markę?

Przede wszystkim szukaj jakości. Bez jakościowego produktu nie zbudujesz marki na dłużej niż chwilę.

Po drugie, traktuj klienta nie jako intruza, ale jak przyjaciela. Jeśli ma problem, Ty go rozwiąż za niego. Jeśli nie jesteś pewny, czy są podstawy do reklamacji – uznaj ją. Twoi klienci to ludzie, którzy przy pierwszym zakupie dają Ci wielki kredyt zaufania. Jeśli nie zawiedziesz ich i będziesz dla nich dobry, oni będą dobrzy dla Ciebie.

Po trzecie, po prostu zacznij opowiadać swoją historię. Masz dostęp do tak wielu mediów, w których można opowiadać swoje „dlaczego”, że aż głupio się patrzy na markę, która nie nagrywa story czy filmu o tym, co robi. Jeśli znajdziesz 10 osób, które Twoja historia zaciekawi, znajdzie się ich też 100, i tysiąc. Dziś produkty są w dużej mierze powtarzalne, różnią się od siebie przede wszystkim historią. Jeśli jej nie opowiesz, za chwilę nie będzie Cię. Powiedz ludziom, dlaczego to robisz i co chcesz osiągnąć – istnieje sporo osób, które myślą podobnie, jak Ty. Jeśli nie stracisz ducha, znajdziesz je i zacznie być dobrze.

Bardzo ważne – przemyśl i zrób mocny branding. Możesz mieć najbardziej kreatywny projekt i największy print na hoodie, ale jeśli ludzie nie poznają najpierw marki, nie będą nawet wiedzieli, jak Cię znaleźć i gdzie to kupić.

A ponad wszystko, nasza rada jest taka – po prostu rób to. Nie tylko ubrania, dowolne rzeczy – akcesoria, czapki, sanki, ozdoby, ciastka – cokolwiek lubisz. Nasz kraj jest w najlepszym od wieków momencie, by tworzyć duże rzeczy. Świat jest na wyciągnięcie telefonu, mamy dostęp do miliardów osób. Te dwa czynniki sprawiają, że w końcu mamy szanse tworzyć marki globalne. Róbmy to, rób to – a tego, czego dziś nie wiesz, tego nauczysz się w drodze.

Przeczytaj również: „Liczę na to, że zmienimy świadomość społeczną. Trochę zmienimy świat na lepsze.” WYWIAD z modelką Cleo Ćwiek