“Nigdy nie zapłacę za to, by ktoś nosił nasze produkty.” Wywiad z Patrycją Ignatiuk z BOHO Swing

2000
Patrycja Ignatiuk, założycielka BOHO Swing

Patrycja Ignatiuk – założycielka marki BOHO Swing- wiedzie życie, o jakim marzy niejedna osoba zakładająca swój własny biznes. Ciągłe podróże do odległych zakątków świata, spotkania z lokalnymi rzemieślnikami na Bali, wybór naturalnych surowców w tajlandzkich wioskach. Dla Patrycji tak samo jak piękny produkt i zadowolone klientki, ważni są ludzie, którzy dla niej tworzą.  Dzisiaj jej biznes to nie tylko naturalne akcesoria wyposażenia wnętrz czy torebki, które robią furorę. To przede wszystkim społeczność wokół marki, dla której ważne są takie wartości jak niezależność, miłość do podróży i chęć wspierania tego co lokalne. Z Patrycją rozmawiam o logistyce całego przedsięwzięcia, współpracownikach, planach na przyszłość i intuicyjnym podejściu do prowadzenia biznesu. 

Jak zaczęła się Twoja przygoda z BOHO Swing?

Pomysł na BOHO Swing był w mojej głowie od ponad trzech lat. Obecny w każdej podróży, przy poznawaniu nowych rzemieślników, artystów, którzy często przypadkiem stawali na naszej drodze. Jednak nie jestem na tyle przedsiębiorczą kobietą, by pogodzić macierzyństwo z budowaniem własnej marki, dlatego też postanowiłam poczekać, ufając własnej intuicji. Najpierw w 100% chciałam być obecna w dorastaniu moich dzieci, a gdy tylko poszły do przedszkola, to wiedziałam, że będą to godziny, które poświęcę na tworzenie swojego marzenia. Ostatecznym impulsem była nasza podróż na Bali, gdzie zachwycałam się rzemiosłem obecnym na każdym rogu wyspy i wiedziałam, że to ten moment! Bez większego przygotowania zaczęliśmy organizować pierwszy kontener pełen boho piękności, wierząc, że jeśli robi się coś z serca to zawsze wyjdzie, choć wymaga ogromu energii i zaangażowania.

Mam takie wrażenie, że każdy przedmiot, który znajduje się w Twojej ofercie ma niepowtarzalną historię, która za nim stoi. Możesz opowiedzieć o tym, czym się kierujesz wybierając przedmioty, które włączasz do BOHO Swing? Jak one powstają?

Bardzo się cieszę, że to czujesz, ponieważ głębsze piękno naszych produktów to jeden z najważniejszych filarów. Wszystkie rzeczy dostępne w BOHO Swing mają kilka cech wspólnych. Muszą być wykonane w 100% ręcznie, pochodzić wyłącznie z naturalnych materiałów oraz wspierać społeczność, która je wytwarza. Współpracujemy nie tylko z organizacjami charytatywnymi z krajów, w których powstają nasze produkty, ale również wybieramy, a raczej „trafiamy” na niesamowitych rzemieślników z piękną historią, którą myślę, że czuć w finalnym produkcie. Moim zdaniem to pewna magia płynąca z miłości ludzkich rąk, autentyczności i etycznej współpracy doceniającej naturalne piękno. Stąd też nasz eklektyzm i szeroka gama produktów: od biżuterii, po wyposażenie wnętrz. To według mnie kwintesencja bohemy, otaczanie się naturalnym pięknem na każdej płaszczyźnie. Nonszalanckie łączenie ze sobą paryskiego szyku, nowojorskiego minimalizmu i orientalnego klimatu Marrakeszu, by stworzyć osobisty misz-masz.

Jak już wiem, dużo podróżujesz. Czy to właśnie w podróży znajdujesz przedmioty, które Cię zachwycają, czy jednak najpierw znajdujesz osoby, które je dla Ciebie wykonają, a Ty przedstawiasz im projekty?

Zdecydowanie to podróże są inspiracją dla nowych produktów, ale człowiek jest najważniejszą częścią każdego projektu. Większość naszych rzeczy to tradycyjne rzemiosło, które nas urzekło, a fakt, że od dziesiątek lat tworzone jest w ten sam sposób, technikami przekazywanymi przez pokolenia to zdecydowanie atut, którego szukamy. Jednak czasem trafiamy na artystów, którzy chętnie poddają się naszym wizjom. Tak na przykład powstała najnowsza kolekcja bransoletek tworzonych przez zrzeszenie samotnych matek żyjących w małych Tajskich wioskach. Jesteśmy dumni z tej współpracy, w której powstała między innymi bransoletka z białych koralików, w której “ukryte” są flagi Tajlandii i Polski. Nie zawsze jednak się udaje. Przez ostatnie pół roku próbowaliśmy stworzyć na Bali wzór torebki, którą sobie wymyśliłam, jednak każdy z prototypów nie spełniał moich oczekiwań, więc niektóre rzeczy, pomimo że pochłaniają masę energii, to finalnie nie wchodzą do naszego asortymentu.

Opowiedz coś więcej o swoich współpracownikach. Kto tworzy te wszystkie piękne rzeczy? 

Tych historii jest zbyt wiele, by opowiadać, ale myślę, że sporo wyszło z amerykańskiej szkoły naszych dzieci, do której uczęszczają w Katarze. Mamy tu znajomych z niemal wszystkich państw świata i w ten sposób właśnie zaczynamy nasze podróże. Przykładowo po powrocie z Bali dzieliłam się doznaniami z moją bliską koleżanką z Hondurasu, a kiedy ona usłyszała o moim pomyśle na BOHO Swing od razu powiedziała, że ma koleżankę Kolumbijkę, która wyszukuje artystów w Tajlandii i za dwa dni jedzie na targi biżuterii i z pewnością byłaby szczęśliwa gdybym jej towarzyszyła, bo we dwie zawsze raźniej. Dwa dni później byłam w samolocie z Ivette do Tajlandii. Zaś innym razem, kiedy planowaliśmy nasz wyjazd na Kubę, to przypadkiem trafiliśmy w Katarze na wystawę popularnego artysty tworzącego humidory na cygara dla większości głów państw i hollywoodzkich gwiazd. Po krótkiej rozmowie zapisał nam swój Kubański adres wpisując: mi casa Su casa (mój dom, twój dom). Miesiąc później byliśmy w domu Ernesto w Hawanie, gdzie w prezencie ofiarował nam najlepsze na świecie cygara w artystycznych humidorach z jego podpisami.

Myślę, że mamy olbrzymie szczęście do ludzi i przyciągamy ich myślami. Tak znajdujemy artystów, ale poza tym pomaga mi cała rodzina. Moja siostra i tata są niezastąpieni w przygotowywaniu wszystkich wysyłek. Na Bali mamy zaufane osoby również poznane wcześniej przez przyjaciół, które zajmują się kontrolą jakości, logistyką. W Maroku mamy bliskiego kolegę, byłego współpracownika mojego męża, który wdrożył nas w całą magię dywanów vintage i marokańskiego rękodzieła. To nasza mała bohema: każdy jest inny, ale wszyscy się uzupełniają.

Słuchając tego wszystkiego mam wrażenie, że każdy Twój dzień wygląda zupełnie inaczej od poprzedniego. 

Od zawsze moim marzeniem było pracować zdalnie z każdego miejsca na świecie. Co prawda poświęcam pracy znacznie więcej niż osiem godzin dziennie i jestem dostępna prawie 24 na dobę, dopasowując się do różnych stref czasowych, ale nadal przynosi mi to satysfakcję, ponieważ nie jestem zamknięta w czterech ścianach. Potrzebuję ciągłych wyzwań i gdy już ułożę cały transport z jednego kraju, to myślę o kolejnych projektach. Pracuję z parku, kawiarni czy muzeum, te miejsca mnie stymulują i inspirują tak jak i nasi klienci. Zanim jednak mogłam polegać na współpracy przez Internet czy telefon, to musiałam poznać osobiście naszych rzemieślników, tak byśmy sobie zaufali i wzajemnie zrozumieli. I tak na przykład kilkakrotnie latałam na Bali, następnie musiałam znaleźć osoby od kontroli jakości oraz firmę spedycyjną, która zajmuje się wysyłką, certyfikatami, pozwoleniami i całą masą innych dokumentów. Tak naprawdę jednoosobowa firma to armia dobrych ludzi, którzy się uzupełniają, a ja jestem wdzięczna, że mogę to nadzorować, jadąc samochodem po przeciwnej stronie półkuli. Uwielbiam pracować, gdy jesteśmy w drodze. Czas jazdy samochodem z dziećmi na wycieczce to moment, gdy odpisuję na e-maile, ale i tworzę niezliczona liczbę notatek w telefonie – tu znajdują się wszystkie moje nowe pomysły, inspiracje i listy rzeczy do zrobienia.

No właśnie: jesteś żoną, mamą, prowadzisz swoją firmę, a do tego dużo podróżujesz… Jaka jest Twoja recepta na połączenie tego wszystkiego?

Równowaga. Znalezienie balansu między swoimi aspiracjami a życiem rodzinnym. To mój SWING, dystans do wszystkiego, dziecięca radość z małych rzeczy i oddanie się własnej intuicji. Nie mówię, że jest to łatwe, ale uważam, że nie ma w życiu drogi na skróty. Wszystkie dobre decyzje i ciężka praca procentują w przyszłości i bez znaczenia czy jest to związane z wychowaniem dzieci, pracą zawodową czy dietą.

Gdy robisz coś szczerze, dając z siebie 100%, to na pewno przyniesie efekty. Dzięki mojemu mężowi i dzieciom czuję się spełnioną mamą i kobietą, a to właśnie niesie za sobą całe pozostałe szczęście, codzienną energię, motywację i inspirację do działania. Staram się też prowadzić zdrowy tryb życia, ponieważ przez wiele lat byliśmy z mężem sportowcami i wiemy, co daje ruch w połączeniu z odpowiednim żywieniem. Ponadto otaczamy się dobrymi ludźmi. To cały sukces, by zawsze dążyć do spełniania swoich marzeń całym sercem.

Słuchając Cię od razu widać, że nie zależy Ci przede wszystkim, żeby coś sprzedać, mieć najlepsze wyniki sprzedaży, ale liczą się dla Ciebie przede wszystkim ludzie. Na jakie ustępstwa w prowadzeniu swojego biznesu na pewno byś nie poszła?

Zupełnie nie znam się na marketingu i sprzedaży przez co traktuje to bardzo intuicyjnie, a czasem wręcz osobiście. Zadowolenie naszego klienta jest dla nas najważniejsze, dlatego chcemy przybliżać proces tworzenia, pochodzenie materiałów i tożsamość naszych rzemieślników. Czujemy, że nasi klienci to cenią. Czego nie zrobię? Nigdy nie zapłacę za to, by ktoś nosił nasze produkty, ponieważ nie zależy mi na reklamie dla wszystkich, ale na klientach, którzy czują naszą filozofię, doceniają ręczną pracę i kochają perfekcyjność natury – to grupa ludzi, dla której nie mają znaczenia reklamy.

Kilka tygodni temu nie przyjęłam propozycji współpracy ze strony jednego z największych sklepów meblowych w Polsce, tylko dlatego, że nasze produkty to unikatowe rękodzieło, które nie jest dla każdego. Nie chcemy zginąć w idealnych i identycznych kopiach tysięcy produktów wyposażenia wnętrz. Chcemy pozostać butikowi, ponieważ prawdziwe rękodzieło w uczciwej współpracy nie powstaje w tysiącach sztuk dziennie. Wierzymy, że jakość zawsze się obroni. Zauważamy zapotrzebowanie na autentyczny dizajn, bliski naturze i człowiekowi, który oczywiście zawsze będzie niszowy.

Wyobraź sobie, że od początku działania mojej firmy nie sprawdziłam jej stanu konta, nie wypłacam sobie też wynagrodzenia, ponieważ wszystko co zarabiam na nowo inwestuję. Obecnie największym moim wynagrodzeniem są komplementy, motywacja naszych klientów i ich zadowolenie. Dzięki temu czuję, że robię coś dobrze.

Cały czas zastanawia mnie jednak jak wygląda cała logistyka BOHO Swing? Dostawy, wysyłki? Jak udaje Ci się to pogodzić z ciągłymi podróżami? 

Prawda jest taka, że jednoosobowa firma to zaangażowanie całej rodziny, a także przyjaciół. Mamy cudownych ludzi wokół siebie, którzy teoretycznie żyją w różnych zakątkach świata, ale nawzajem wiemy, że zawsze możemy na siebie liczyć czy zadzwonić o trzeciej w nocy i poprosić o pomoc. Mieszkając w Katarze, magazyny mamy w „garażach” naszych najbliższych w Polsce. Wysyłką zajmuje się moja siostra z tatą. Projekty graficzne robi nam wieloletni przyjaciel, któremu ufam bezgranicznie, a jeśli chodzi o estetykę to rozumiemy się bez słów. Przez What’s App i e-maila koordynujemy zamówienia ze stałymi rzemieślnikami, a każdą wolną chwilę wykorzystujemy na nowe podróże. Obecnie przeprowadzamy się z Kataru do Dubaju, co wiąże się dla nas z wieloma zmianami, ryzykiem i brakiem stabilizacji, którą mamy w Katarze. Jednak życie bez wyzwań i ryzyka nie byłoby ciekawe. Poza tym podskórnie czuję, że to dobra decyzja, która przyniesie nowe doświadczenia i cele.

W prowadzeniu biznesu pomaga Ci także Twój mąż i widać, że jest dla Ciebie wielkim wsparciem. Jaka jest jego rola w tworzeniu BOHO Swing?

„Kierownik huśtawki” jest moją nieocenioną pomocą i wsparciem. Wojtek głównie przygotowuje zamówienia wygenerowane przez stronę tak, by jak najlepiej przedstawić je mojej siostrze, która pakuje i wysyła je do naszych klientów. Wysyła też zestawienie dla księgowej, czyli wszystkie cyferki należą do niego. Niemniej wspiera mnie przy każdej decyzji i po prostu jest, dodając mi pewności siebie.

Jak bardzo w Twoich działaniach ważna jest intuicja?

Najważniejsza! Od kiedy pamiętam podejmuję decyzje zgodnie z własną intuicją. Wierzę, że kiedy ludzie kalkulują wszystko w sensie zysków i strat, to tracą najgłębszy sens. Od wybrania sobie Wojtka za męża, kiedy byliśmy jeszcze studentami, przez wychowywanie dzieci, po współpracę z blogerkami – zawsze kieruję się intuicją. Myślę, że jest coś więcej, ta pewna chemia, którą czujesz lub nie. Podobnie mam z produktami. Gdy zobaczyłam na Bali ratanowe lustro w kształcie oka oszalałam i zamówiłam setki sztuk!

A jakie trudności napotykasz? Na pewno pogodzenie Twoich wszystkich działań wymaga dobrej organizacji.

Jestem bardzo ufną osobą i pomimo tego, że nieraz dostaję pstryczek w nos, to i tak wierzę, że ludzie z natury są dobrzy, a te złe decyzje podejmują pod wpływem impulsu, którego ostatecznie żałują. Poza tym współpracując z różnymi kulturami trzeba zaakceptować ich zwyczaje i tak chociażby na Bali, wyobraź sobie, że dzieci chodzą sześć dni w tygodniu do szkoły, a to dlatego, że obchodzą oni dziesiątki świat związanych z różnymi religiami, co sprawia, że mają wiele wolnego. W ten sposób od miesiąca opóźnia nam się transport, ponieważ jedno święto przechodzi w drugie… Wyspiarskie życie (śmiech). Zgranie całego kalendarza to czasem wielkie wyzwanie.

Przeglądając zdjęcia Twoje i Twoich klientek odnosi się wrażenie, że BOHO Swing to już nie tylko marka, ale sposób życia, jego filozofia. Kim są dziewczyny, które do Ciebie trafiają? 

Dziękuję, to najmilszy komplement jaki można tylko usłyszeć. Nie ukrywam dumy, że to nasze klientki tworzą Boho Huśtawkę, co jest ziszczeniem mojego marzenia. Niemal wszystkie aranżowane zdjęcia, które widzisz na stronie www.bohoswing.com pochodzą z obiektywów naszych klientek. To właśnie bohema, autentyczność, mieszanka dusz, przeróżne wnętrza, eklektyzm i niepowtarzalny styl są naszą filozofią. Nasi klienci to wolne dusze, artyści i ludzie ceniący naturalne piękno, to nasza największa inspiracja!

Jak widzisz swoją markę za pięć lat? 

Widzę się w gronie diabelsko utalentowanych projektantów, z którymi tworzę limitowane i numerowane edycje naturalnych mebli i akcesoriów. Małych dzieł sztuki wychodzących spod rąk rzemieślników z całego świata, budując przy tym europejską bohemę.

Zaś gdy na stałe wrócimy do Polski, chciałabym stworzyć stacjonarne miejsce BOHO pełne swingu dla każdego. Widzę to w przestronnym lofcie pełnym huśtawek, gdzie do godziny 12 będziemy podawać najlepszą kawę z Luwaka, a po południu prosecco i wino przy muzyce na żywo wśród wszystkich naszych BOHO produktów, obrazów nieznanych artystów z całego świata i sztuki użytkowej.