Roe&Joe – czy da się w Polsce tworzyć etyczną modę dziecięcą?

732

Mówisz: moda dziecięca. Myślisz: cekinki, róże i błękity, może jeszcze dinozaury i księżniczki. Do infantylności dziecięcych ubrań latami przyzwyczajały nas sieciówki. Teraz Roe&Joe, marka założona przez Karolinę Jakimiak-Kwaśniewską, zaprasza nas ponownie na łono natury. Dosłownie – bo ubrania wykonane są z organicznych tkanin i powstają zgodnie z zasadami zrównoważonej produkcji. W przenośni – bo każda kolekcja przenosi nas do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych. Czy i jak ta wizja broni się w starciu z hegemonią sieciówek? I czy w Polsce w ogóle mamy segment mody dziecięcej?

Po pierwsze – jeśli czegoś nie ma, zrób to sam

Wszystko zaczęło się od… moich dwóch bratanków – tłumaczy Karolina Jakimiak-Kwaśniewska, założycielka Roe&Joe – pięć lat temu, gdy urodził się pierwszy z nich, jak na ciocię przystało, kupowałam mu sporo różnych ubranek. Zależało mi na jakości i prostym designie. Wiele z marek oferujących ubrania, które chciałam zakupić było bardzo drogich. Zaczęłam więc szukać i tak trafiłam w końcu na stronę pewnej skandynawskiej marki. Zachwyciłam się, wszystkie produkty marki były idealne. Zakupiłam kilka z nich jako prezent dla bratanka, niestety, kiedy odebrałam paczkę, okazało się, że produkcja wcale nie jest europejska, a materiały mają domieszki poliamidu i poliestru. Nie takiej jakości oczekiwałam jako konsument, decydując się na zakup w “transparentnej” marce, bo już dawno przestałam kupować w sieciówkach.

Strona internetowa, kampania, cała kolekcja,  wszystko nawiązywało do natury. Całość, można powiedzieć, została przepięknie „opakowana”. Marketing zadziałał – padłam ofiarą „green washingu” i wtedy też postanowiłam, że założę markę której sama wcześniej szukałam, w której wszystko od początku do końca będzie prawdziwe.  

Te słowa odbijają się od wysokich, bielonych ścian warszawskiej kamienicy. Siedzimy w przestronnym Showroomie, rozmawiając i sącząc powoli kawę. Rozglądam się dookoła – mięciutkie (nie mogę się oprzeć dotknięciu ich) ubrania dla dzieci i dla dorosłych starannie ułożono na drewnianych wieszakach. Wisząca na suficie stara rozeta przypomina o przeszłości, o korzeniach tego miejsca. Może pamięta jeszcze czasy, kiedy życie toczyło się ciut wolniej. Ręce opieram o blat podżartego gdzieniegdzie przez korniki stołu, przywiezionego skądś z Mazur. Czuję, jakbym właśnie stawała się częścią bardzo spójnej historii.

mat. prasowe

To wnętrze jest ramą dla opowieści o Roe&Joe. Nie chodzi tu nawet o skuteczny „visual merchandising”, myślę. Raczej o duszę. Jeśli za marką stoi jakieś przesłanie, to – i myślę, że zgodzą się z tym wszyscy – widać to, słychać i czuć. Nie inaczej jest w tym wypadku. O Roe&Joe stanowią tworzące brand osoby. Chciałam 100% prawdy i spójności – podsumowuje Karolina. Ja zaś nie mam co do tego żadnych wątpliwości.

Po drugie – korzystaj z wcześniejszych doświadczeń i nie bój się tego, co nowe

Swego czasu prowadziłam ze znajomą markę sukni dla druhen. Wówczas polegałam na jej, znacznie większej, wiedzy – jej rodzice prowadzili szwalnię z długą tradycją. Przyszedł jednak taki moment, kiedy zrozumiałam, że moja wizja marki nie współgra z tym, czego oczekują… klientki! Mnie zależało na tym, by sukienki były z delikatnej wiskozy, one tymczasem wolały poliestrowe, bo „się bardziej błyszczały i przez to wyglądały bardziej elegancko”. Nie mogłam tak dalej, chciałam tworzyć modę na innych zasadach. Dlatego zakończyłam współpracę, aby skupić się na marce zgodnej z wyznawanymi wartościami i estetyką.

Myślę jednak, że od byłej wspólniczki wiele się nauczyłam. A doświadczenie z zaplecza biznesowego zyskałam dzięki restauracji, którą prowadzę. To dało mi pewną łatwość w odnalezieniu się w sektorze mody. Wydaje mi się też, że do tego po prostu potrzeba wewnętrznego „drygu” i wyobraźni. Na początku wyzwanie stanowi już nawet samo wyliczenie, ile materiału potrzebne jest do produkcji!

Nie udaje mi się ukryć zdziwienia. Gastronomia i moda, te dwa światy mogą iść ze sobą w parze i dawać obopólne korzyści? Karolina uważa, że tak: obie dają klientowi pewne doświadczenia. Gastronomia i moda spełniają nasze pragnienia. W modzie dostajemy piękny krój i miękki materiał. Oula nas i sprawia, że czujemy się dobrze. W gastronomii odbywa się to przez wnętrze, które nas otacza, talerz, na którym jemy, kieliszek, w którym podano wino oraz obsługę, która prowadzi z nami dialog. Dostajemy cudowne przeżycie i doświadczenie, do którego chętnie wracamy. W obu przypadkach chodzi o tu i teraz, o stworzony niepowtarzalny i unikalny klimat, który ty, jako klient, dostajesz i doświadczasz. 

I, przyznajmy szczerze – w żadnym z biznesów nie uniknie się Excela.

Po trzecie – zaufaj sobie i ucz się na błędach

Jeśli czegoś nauczyły nas już różne przytaczane na naszym portalu historie, to tego, że droga do stworzenia dojrzałej, w pełni funkcjonującej marki jest bardzo długa i wyboista. Zwłaszcza w przypadku brandów, które za punkt honoru obierają sobie dbanie o etykę i o zrównoważoną produkcję.

Kiedy Karolina startowała z Roe&Joe, transparentność i zero-waste wciąż jeszcze czekały w kuluarach mody. Niewiele o tym mówiono, niewiele o tym wiedziano. A że człowiek najlepiej uczy się na własnych błędach… Oczywiście na początku popełniłam kilka błędów, dzięki którym sporo się nauczyłam i dzisiaj mogę tworzyć markę, o której zawsze marzyłam, dzielić się wyjątkowymi wartościami, które są tak bardzo potrzebne w modzie. Niezależni projektanci i lokalne brandy takie, jak my muszą być silni w konkurowaniu z większymi graczami – dużymi sieciówkami na rynku. Produkcja ubrań to wieloetapowy proces, wymaga ogromu pracy i zaangażowania. Musiałam nauczyć się jasno mówić to, czego chcę.

Z materiałami nie miałam co prawda problemów – wiedziałam, że mają być stuprocentowo biodegradowalne i że mają posiadać certyfikaty. Jednak szwalnie… współpraca z nimi to chyba wciąż największe wyzwanie, najbardziej stresujący element całej układanki. Zależy nam na tym, by wybrać placówkę, która będzie szanowała swoich pracowników – etyka wpływa na jakość. Na stałe współpracujemy z trzema szwalniami, wszystkie są prowadzone przez niesamowite kobiety, mamy z nimi niesamowitą relację, zawozimy im miód a innym razem dostajemy słoik truskawkowej konfitury. W każdej z tych szwalni pracuje od 3 do 10 osób dzięki mamy relację ze wszystkimi z nich.

O sytuacji szwaczek w Polsce alarmowałyśmy często na naszej stronie. To jeden z wielu problemów, które – nie ma co ukrywać – wywołuje samej sobie branża mody. Wzorem mitycznego węża, zjada swój ogon. Wszystko sprowadza się do podejścia ludzi. Tworząc lokalny i w pełni transparentny brand jakim jest Roe&Joe wymagamy odpowiednich standardów od naszych podwykonawców. Walczymy o lepszą przyszłość mody, dlatego wymaga to od nas niezwykłej determinacji i pasji tworzenia. podsumowuje Karolina.

Po czwarte – mierz wysoko i miej apetyt na przyszłość

Jesteśmy teraz na etapie nowego, innowacyjnego farbowania roślinami – nie mogę oprzeć się wrażeniu, że widziałam błysk w oku Karoliny. Zachwyt? Ciekawość? Podekscytowanie? Mówiąc w skrócie, chcemy farbować tkaniny roślinami – wyjaśnia Azja Kamińska projektant i manager marki. To są produkcyjne odpady, np. matcha, jagody, czerwona kapusta… Lekko opada mi szczęka ze zdziwienia, proszę więc dziewczyny, by nieco więcej powiedziały o pomyśle!

Jest to innowacja na polskim rynku. Projekt, który chcemy wprowadzić w Roe&Joe to ponad rok długich poszukiwań. Zaowocowały współpracą z Olą – będzie dla nas ręcznie farbowała len – oraz z firmą, która zafarbuje dla nas bawełnę.  Każda roślina może zabarwić tkaninę: szyszka, świerk, orzech włoski, rumianek… Jest też wiele  naturalnych barwników, które można uzyskać z poprodukcyjnych odpadów, jak matcha, kapusta lub jagoda. Niestety, nie wszystkie roślinne barwniki są trwałe. Musimy wtedy użyć chemicznych utrwalaczy, by zapewnić trwałość koloru –  to jednak znikoma ilość w porównaniu do zwykłej produkcji farbowania chemicznego. Dla branży modowej będzie to duży skok.

Po piąte – edukuj, udowadniaj i przełamuj bariery

W związku z planem wprowadzenia nowego sposobu farbowania tkanin, dziewczyny zdecydowały się przeprowadzić ankietę na social media. Były ciekawe, jak ich pomysł zostanie przyjęty przez najważniejsze jury – konsumentów. Co się okazało?

84% spośród naszych odbiorców okazało zainteresowanie, co oznacza, że nasi klienci są bardzo świadomymi konsumentami, skierowanymi na progresywne i ekologiczne rozwiązania. Niestety, 16% oglądających wskazało na to, że jest im to obojętne, w jaki sposób tkaniny będą farbowane. To uświadomiło nam, że musimy więcej pisać, więcej mówić o przemyśle modowym, pochodzeniu tkanin i dzianin, certyfikatach, sposobach farbowania i wykańczania materiałów.

Bo przecież marki w dzisiejszych czasach oferują nie tylko odzież, ale i opowieści, styl życia. Mają edukować, bo w modzie już dawno przestało chodzić jedynie o ubrania. Tym zasadniczo różnią się też od sieciówek – chcą tworzyć społeczność na linii brand-konsument. Roe&Joe bierze to zadanie na poważnie i dla swoich klientów organizuje różne warsztaty. Ostatnio? Warsztaty z robienia naturalnych kosmetyków – Nasze klientki to bardzo świadome kobiety, żyją w zgodzie z ideą Roe&Joe, wiele się od nich uczymy, mamy wspólne zainteresowania. Takie spotkania pozwalają nam się bliżej poznać, dla uczestniczek jest to kobiecy czas bez dzieci, chwila relaksu i kobiecej energii, dla nas niesamowita radość i możliwość bliższego poznania potrzeb naszych klientów – opowiada Karolina.

mat. prasowe

Po szóste – postaw na praktykę

Niech ten, kto nigdy nie kupił ubrania w sieciówce pierwszy rzuci kamień… Chyba byśmy się nie doczekali takiego rzutu – zbyt wiele osób kupowało i wciąż kupuje w sklepach fast fashion. I o ile my, dorośli, jesteśmy w stanie „zainwestować” w ponadczasowe klasyki z transparentnymi metkami, wykonane przez lokalnych projektantów, o tyle na modzie dziecięcej często oszczędzamy, bo przecież „i tak wyrosną”.

Może nasi klienci to raptem wąskie grono osób interesujących się w Polsce zrównoważonym stylem życia. Otaczamy się osobami, znajomymi, przyjaciółmi, z którymi dzielimy wspólne wartości dotyczące szanowania planety i dbałości o przyłość – także w kontekście przyszłych pokoleń. Roe&Joe dostępne jest w wielu sklepach za granicą, jesteśmy na wszystkich niemalże kontynentach. Głównym bodźcem do podjęcia współpracy z multibrandami na całym świecie było ograniczenie śladu węglowego przy wysyłkach za granicę. Dlatego naszym marzeniem byłoby zyskać także uznanie szerszego grona rodzimych klientów. Staramy się, by nasze produkty miały rozsądny zakres cenowy. Produkujemy w duchu „zero waste” – to, co dajemy klientowi ma mu posłużyć latami.

Muszę się zastanowić. Jak to, latami? Przecież dzieci rosną w zawrotnym tempie! Jak można więc sprawić, by, powiedzmy, jedynak ponosił takie ubranko przez kilka lat? Azja ma na to gotową odpowiedź: stawiamy na użytkowość i klasykę, takie kroje nie przeminą szybko. Jesteśmy młodą marką, bo mamy dopiero 2 lata, ale jest mnóstwo mam, które wysyłają nam zdjęcia swoich dzieci chodzących jeszcze w ubraniach z pierwszej kolekcji. Mówią, że wyglądają idealnie, że pewnie dziecko ponosi ubranko jeszcze rok, a potem może oddadzą rzecz znajomej. Projektujemy na lata. Mamy kurtkę z odwijanym rękawem, spodnie z regulacją, dodajemy szelki z guziczkami, dzięki czemu można regulować wysokość. Nie zależy nam na ilości w produkcji – stawiamy na jakość. W najbliższym czasie chcemy stworzyć pewnego rodzaju second-hand, będzie to wieszak na którym nasi klienci będą mogli sprzedać ubrania które im już nie służą a będą mogły przydać się komuś innemu.

mat. prasowe

Jesteśmy młodą marką, bo mamy dopiero 2 lata, ale jest mnóstwo mam, które wysyłają nam zdjęcia swoich dzieci chodzących jeszcze w ubraniach z pierwszej kolekcji. Mówią, że wyglądają idealnie, że pewnie dziecko ponosi ubranko jeszcze rok, a potem może oddadzą rzecz znajomej. Projektujemy na lata. Mamy kurtkę z odwijanym rękawem, spodnie z regulacją, dodajemy szelki z guziczkami, dzięki czemu można regulować wysokość. Nie zależy nam na ilości w produkcji – stawiamy na jakość.

Po siódme – otwórz się na potrzeby klienta i bądź kreatywny

Musimy projektować ubrania, w których dzieci będą się czuły wygodnie… No tak, klienci Roe&Joe są przecież nad wyraz ruchliwi. I wymagający, równie bardzo, co olimpijczycy – wszystko musi być zrobione tak, aby podczas biegania i zabawy nic się nie porwało, nie uszkodziło i nie krępowało ruchów! Pierwszymi testerami naszych ubrań są moi bratankowie – ci sami, od których historia Roe&Joe tak naprawdę się zaczęła. Ich mama zwraca uwagę na praktyczne szczegóły, na to, co w procesie twórczym może po prostu zostać zepchnięte na tor boczny… I lekko zapomniane. Tak na przykład było z „idealnym rompersem” – chciałyśmy wstawić śliczne guziczki, ale od mam z naszego otoczenia dostałyśmy wyraźny sygnał, że nie będzie to dobre rozwiązanie. Posłuchałyśmy ich sugestii i wybrałyśmy zamek błyskawiczny.

Dla dzieci dotyk jest bardzo ważny. Tkaniny muszą być mięciutkie, z certyfikatami – wiemy, jakim zagrożeniem może być bliska styczność poliamidu czy akrylu z ciałem. Dbamy o to, by to, co będą nosiły dzieci było dla nich jak najlepsze.

Z Showroomu Roe&Joe wychodzę z przeświadczeniem, że właśnie miałam okazję stać się częścią wyjątkowo spójnej historii, w której natura gra pierwsze skrzypce. W świecie fast fashion zapominamy, że moda to wcale nie trendy, kolejne produkty, zapychanie szafy. Nie. Moda to opowieść. Sposób na wyrażenie swoich przekonań i nadziei. Skoro obecna sytuacja i radykalne zmiany na rynku dają nam wszystkim żółtą, nie, białą kartkę – to może właśnie takie marki jak Roe&Joe staną się przykładem dla innych? Oby.

>>> CZYTAJ RÓWNIEŻ: Styl na dwóch kółkach. SHIMA podbija motocyklowy świat mody