#CareerMonday: Jak pokonać obawy i zacząć własny biznes?

542

„Pójście na swoje” dla jednych jest spełnieniem marzeń i jedynym możliwym scenariuszem kariery. Innych sama myśl o własnej firmie przyprawia o ból głowy. Nie ma co się dziwić, decyzja o rozpoczęciu biznesu to jedna z poważniejszych w życiu. Czy warto?

Najpierw jest pomysł. Jeden, jedyny, wyjątkowy. Tak dobry, że chce się go zrealizować od razu. Co więc stoi na przeszkodzie? Jak to zwykle bywa – szara rzeczywistość. Pomysł, mimo, że ważny – w końcu od niego wszystko się zaczyna – nie wystarczy. Potrzeba jeszcze silnej woli, samozaparcia, sprytu, odrobiny szczęścia i trochę kapitału. Brzmi przerażająco? A to dopiero początek przygody zwanej „biznesem”.

O to jakie obawy towarzyszyły „pójściu na swoje” zapytałam osoby, które najważniejszy krok – decyzję o rozpoczęciu biznesu – mają już za sobą. Jakie mają wspomnienia, czy towarzyszyły im obawy i – najważniejsze – czy z perspektywy czasu była to dobra decyzja?

Pierwszy krok

Aleksandra Baran, założycielka wiodącej na polskim rynku platformy odsprzedażowej Pyskaty Zamsz, przyznaje, że w jej przypadku decyzja o rozpoczęciu własnej działalności była wyjątkowo trudna. Zaraz po studiach Aleksandra trafiła do dużej stacji telewizyjnej, gdzie pracowała jako stylistka. Praca nie tylko wymagająca psychicznie, ale i obciążająca fizycznie. Gdy okazało się, że moja rozmówczyni spodziewa się dziecka, nie było innego wyjścia jak tylko zająć się czymś nowym i – swoim:

Od razu zaczęłam myśleć o stworzeniu czegoś swojego. Początkowo – mając niewiele czasu, gdyż opiekowałam się dzieckiem – wiedziałam, że muszę postawić na stworzenie firmy działającej online, która umożliwi mi pracę mobilną.

W przypadku Aleksandry decyzję o „pójściu na swoje” wymusiła sytuacja. Będąc w ciąży nie było mowy o tym by dźwigać tony ubrań, pracować do późnych godzin nocnych i być na każde zawołanie.

Poczucie odpowiedzialności sprawia, że w takich momentach nie zastanawiamy się czy działać, tylko raczej jak to zrobić.

Malwa Rytych, projektantka witryn, które zatrzymują nawet najbardziej zapatrzonych w telefony przechodniów warszawskich ulic, od zawsze wiedziała, że witryny to coś czym chciałaby się zajmować.

Fascynowało mnie to jak wiele można wyrazić przez wystawę, jakie historie opowiedzieć, jak te okienne światy się często zmieniają.

Jednak również dla niej decyzja o „pójściu na swoje” była niezwykle ciężka. Malwa miała ciekawą, stałą pracę, a kołacząca się w głowie decyzja o „rzuceniu wszystkiego” dla własnego biznesu, wydawała się być jedną wielką niewiadomą. Miłość do witryn zwyciężyła i tak powstało studio Window Stories by Malwa. Dzisiaj projektantka tworzy witryny m.in. dla Lukullusa, GaliLu, Ani Kuczyńskiej, ale jak przyznaje nie zawsze było łatwo:

Za witrynami pojechałam na studia magisterskie do Barcelony i za witrynami wróciłam do Warszawy. Założenie firmy wydawało się naturalną konsekwencją, ale nie obyło się bez wątpliwości. Projektowanie witryn w Polsce to nisza. Z jednej strony oznacza  to duże pole do popisu, a z drugiej obawy czy to na pewno zaskoczy. Jednak w głębi duszy wierzyłam, że muszę spróbować. Jak nie teraz to kiedy?

Bywają jednak sytuacje, że pomysł na biznes spada na nas jak grom z jasnego nieba, a my musimy podjąć odważną decyzję – co z nim dalej zrobić? Rzucić wszystko i poświęcić się w 100%? A może odpuścić? Na ten problem zwróciły uwagę dziewczyny z MASH. Arletta Szymanek-Kopiec i Anna Maksymiuk-Szymańska, które niedawno wystartowały z marką obuwniczą, tłumaczą:

Każda osoba, która staje przed wyborem – zaryzykować i stworzyć coś swojego czy dalej polegać na innych, wie, że podjęcie takiej decyzji nie jest łatwe. Obaw jest wiele, ale chyba największą z nich jest ta, czy to, co zrobię, spodoba się odbiorcom. Czy znajdę rzeszę klientów, którzy mi zaufają i będą chcieli kupić mój produkt. Czy dam radę zrobić wszystko tak, żeby było dopracowane w każdym detalu, i czy ktoś to doceni.

Pomysł to podstawa

Ale jak dowiedzieć się czy pomysł, który zakiełkuje nam w głowie ma szansę powodzenia? Aleksandra Baran bacznie obserwowała to, co dzieje się na świecie, w szczególności w interesującej ją branży mody. W tamtym czasie zagraniczny rynek consingment zaczął nabierać rumieńców. Najpierw kryzys finansowy zmusił zagorzałe fashionistki do przewietrzenia szaf, chwilę później ruch eco coraz głośniej zaczął głosić reguły zrównoważonej mody. I tak narodziły się platformy odsprzedażowe m.in. Vestiaire Collective czy The RealReal. Zaintrygowana pomysłem, a także brakiem konkurencji w Polsce, Aleksandra Baran postanowiła „zaaplikować” pomysł na rodzimym rynku, ale na własnych warunkach.

Pomysł i co dalej?

Mimo, iż wydawać by się mogło, że od pomysłu do realizacji jest niedaleko, rzeczywistość rzadko kiedy rysuje się tak kolorowo. Wszystkie moje rozmówczynie z początków działalności najlepiej pamiętają… ogromny stres i nieprzespane noce.

Aleksandra Baran otwarcie przyznaje, że w trakcie budowania Pyskatego Zamszu na jej drodze pojawiło się kilka większych przeszkód, w tym m.in. problemy techniczne. Na marginesie warto wspomnieć, że w przypadku platformy online, jaką jest Pyskaty Zamsz, sprawy techniczne odgrywają olbrzymią rolę. Mimo tego założycielka ani myślała o poddaniu się.

Podobną postawę przyjęły także moje pozostałe rozmówczynie. Klaudia Bartmańska i Małgorzata Chojecka, założycielki marki odzieżowej LAGO, niedawno świętowały otwarcie pierwszego stacjonarnego butiku marki w Warszawie. Mimo, iż jak przyznają, w Polsce kostiumy kąpielowe (stanowią zdecydowaną większość oferty LAGO) sprzedają się w okresie wakacyjnym, wiara w projekt wzięła górę nad wszelkimi wątpliwościami. Już na początku działalności, postawiły sobie jasny cel – znaleźć rozwiązanie dla „sezonowości” produktów LAGO. Jak postanowiły, tak zrobiły:

Działamy nad nowym projektem, który rozbuduje naszą ofertę i sprawi, że klient będzie zaglądał do nas przez cały rok, a nie tylko przed wakacyjnym wyjazdem.

Obawy to normalka?

Kilka lat temu, kiedy pomysł na Pyskaty Zamsz zaczął kiełkować, koncept odsprzedaży luksusowych ubrań i dodatków był w naszym kraju totalną innowacją.  Jedyny wzór, z którego można było czerpać to zagraniczne strat-upy, które jednak działały w zupełnie innej rzeczywistości – zarówno gospodarczej, jak i społecznej.

Obawy które towarzyszyły mi na początku to przede wszystkim strach przed tym czy wymyślony model biznesu spotka się z pozytywnym odbiorem. Czy w Polsce klienci są gotowi, żeby zapłacić za używane produkty w sumie niemałe pieniądze. Nie wiedziałam też, czy uda nam się znaleźć sprzedawców, którzy będą chętni aby sprzedawać swoje produkty – wyjaśnia Aleksandra.

W przypadku Malwy Rytych, jedną z głównych obaw była ta, czy zawód – który tak naprawdę dla siebie stworzyła, ma szansę rozwinąć się w Polsce. Patrząc na uśmiechy przechodniów, którzy podziwiają zaprojektowane przez nią witryny, nie mam wątpliwości, że ta obawa już minęła. Jak dodaje jednak projektantka, jej praca to okres nieustannego uczenia się, trzeba więc liczyć się ze stresem:

Przy każdym projekcie pojawiają się problemy i błędy. Myślę, że nie da się ich uniknąć ale są one zawsze dobrą nauką i paradoksalnie często prowadzą do lepszych efektów. Stresów jest dużo ale satysfakcja z kolejnego fajnego projektu wynagradza wszystko. Mam własną firmę, robię to co lubię, a w pracy często szukam odpowiedzi na pytania: czy papugi mają mieć futrzane czapki, czy pingwiny mają być gwiazdami recitalu, gdzie podróżują ważki, czy Pałac Kultury ma być pomarańczowy czy różowy itd.

Trudne finanse

Kwestie finansowe, w szczególności dotyczące zdobycia i „dopięcia” budżetu, to temat, który pojawił się niemal w każdej przeprowadzonej przeze mnie rozmowie.

Założycielki MASH tłumaczą: Początki są trudne przede wszystkim ze względu na nakłady finansowe i czasowe, jakie trzeba włożyć w nowy biznes, a nigdy nie ma pewności, że to się uda.

Aleksandra Kotowska, założycielka marki biżuteryjnej KAJO Jewels, przyznała, że to właśnie sprawy związane z budżetem były jej największą obawą:

Rozsądne zagospodarowanie pieniędzy na produkty, opakowania, księgowość, sesje zdjęciowe, stworzenie sklepu internetowego – lista wydatków nie miała końca. Na marketing i promocję zostały nam w tamtym okresie dosłownie „grosze” i to było dla mnie największym wyzwaniem! Dzięki współpracy z fantastycznymi influencerkami udało nam się wypromować markę i zbudować społeczność #kajogirls – satysfakcja ze współpracy z dziewczynami i ciągle obserwowanie rozwoju marki absolutnie wynagrodziły mi początkowy stres. 

Obawy związane z kwestiami finansowymi wymieniła także Aleksandra Baran, założycielka Pyskatego Zamszu. Pomysł wymagał inwestycji – potrzebny był magazyn, akcje marketingowe i pracownicy. Dziewczyny z LAGO także zwróciły uwagę na koszty związane z rozpoczęciem całego przedsięwzięcia oraz powracający niepokój, czy zainwestowane środki się zwrócą.

Wiem, że nic nie wiem

Jeżeli korzystacie ze wsparcia rodziców, przyjaciół, czy doradców, którzy w prowadzeniu biznesu mają doświadczenie, możecie nazwać się szczęściarzami. Z drugiej strony, jak zgodnie podkreślają moje rozmówczynie, los bywa przewrotny i nawet najlepsze przygotowanie to czasami za mało. Jedynym rozwiązaniem jest więc być świadomym tego, że wszystko może się wydarzyć, szczególnie na początku działalności.

Aleksandra Baran, założycielka platformy Pyskaty Zamsz wspomina:

Początki wiązały się z ogromnym stresem. Biznes w sieci był dla mnie czymś zupełnie nowym. Wydawało mi się, że mam opracowany każdy możliwy scenariusz. Niestety, szybko nauczyłam się, że niektóre kryzysowe sytuacje są nie do przewidzenia. 
Z Aleksandrą zgadzają się Klaudia i Gosia z LAGO: Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Zainwestowałyśmy większość swoich oszczędności i okazało się w trakcie realizacji naszego biznesplanu pojawiały się jakieś dodatkowe, niespodziewane wydatki lub że koszty np. produkcji były większe niż założyłyśmy na samym początku. Postawiłyśmy sobie bardzo wysoko poprzeczkę, bo zaledwie kilka miesięcy od wypuszczenia kolekcji otworzyłyśmy butik. Dla tak małej firmy jaką jesteśmy było to nie lada wyzwanie.

Biznes wspólny czy samodzielny?

Dziewczyny z LAGO przyznają, że w tak wymagającej sytuacji, jaką było założenie marki, a następnie otwarcie butiku, wsparcie ze strony wspólnika okazało się nieocenione. Gosia i Klaudia motywują się wzajemnie, napędzają do pracy, a w sprawach biznesowych rozumieją się bez słów:

Nie miałyśmy obaw co do tego, żeby założyć ten biznes wspólnie. Dzięki temu w przypadku gorszych momentów zawsze możemy na siebie liczyć i wzajemnie się dopingować do dalszej pracy i kolejnych wyzwań.

Nie każdy jednak podchodzi do tematu z podobnym entuzjazmem. Co więc gdy ciężar biznesu dźwigamy na własnych barkach, a otoczenie niekoniecznie rozumie z czym się zmagamy? Takie sytuacje są trudniejsze, ale nie bez wyjścia.

Jak osiągnąć sukces?

Prostej odpowiedzi na to pytanie nie sposób udzielić. Warto przypomnieć sobie euforię jaka towarzyszyła pojawieniu się pomysłu, a także po co i dlaczego zdecydowaliśmy się na ten odważny krok. Skoro najtrudniejsza decyzja już za nami, dalej – mimo, że stresująco – może być już tylko lepiej.

Arletta i Anna z MASH radzą by od samego początku mierzyć siły na zamiary i do biznesu podchodzić ostrożnie. Lepiej powoli, ale przemyślanie.

Gosia i Klaudia z Lago dodają, że ważna jest wiara w powodzeniem cierpliwość i wytrwałość w dążeniu do celu. Założenie własnej działalności wymaga wielu wyrzeczeń i poświęceń, ale daje też bardzo dużo satysfakcji. 

Cel osiągnięty

Mimo, że MASH i LAGO dopiero zaczynają, już cieszą się rozpoznawalnością wśród klientów. Nic dziwnego – założycielki dały z siebie wszystko i ani przez chwilę nie zwątpiły w swój pomysł.

Po kilku latach na rynku, Pyskaty Zamsz to dzisiaj marka sama w sobie. Miejsce, w którym spełniają się marzenia kobiet. Jak przyznaje właścicielka:

Dziś cieszę się, że portal ma renomę, sukcesywnie się rozwija a ja mam możliwość pracować przy tym co uwielbiam i co sprawia mi radość. Już na tym etapie mogę śmiało powiedzieć, że stres i obawy związane z założeniem własnej działalności były tego warte. 

Jeżeli wierzysz w swój pomysł i jesteś w stanie zaangażować się w stu procentach – daj mu szansę.

Grunt to się nie poddawać, być upartym, wierzyć w sukces i iść do przodu, radzą Arletta i Ania z MASH.

A sukces? Przyjdzie! Szybciej niż myślisz.

Przeczytaj również >>> #CareerMonday: Własna marka biżuteryjna? Polskie projektantki opowiadają o swoich początkach