#TalentHunt: Edyta Filipowicz: „U Valentino pracuje się jak w szwajcarskim zegarku”

1438
Edyta Filipowicz @Pinterest

Zawód ilustratora i projektanta wzorów na tkaniny dla jednego z największych domów mody – Valentino to dla wielu artystów spełnienie marzeń. Dodajmy do tego prowadzenie zajęć z rysunku żurnalowego na rzymskich uczelniach oraz własne kursy z zakresu ilustracji w modzie i otrzymamy idealna ścieżkę kariery zawodowej. Czy to możliwe? Najwyraźniej. Bohaterka naszego kolejnego wywiadu z cyklu #TalentHunt, Edyta Filipowicz, w swoim zawodzie osiągnęła w zasadzie wszystko. Nam opowiada, jak wyglada proces projektowania wzorów, czego nauczyła się u Valentino oraz zdradza, że sukces to luz i… improwizacja. 

Natalia Tokarz: Edyta, jesteś pierwszą bohaterką naszego cyklu, której kariera związana jest z Rzymem. Powiedz nam, dlaczego zdecydowałaś się na studia w Wiecznym Mieście?

Edyta Filipowicz: Przyjechałam do Włoch z myślą o wymarzonych studiach Projektowania Mody.

Po ukończeniu Liceum Plastycznego w Supraślu zatrzymałam się przez chwilę u siostry, która mieszka w przecudownym miejscu w regionie “Campagna” na południu Włoch.  Mieszkając u niej, miałam możliwość odłożyć swoje pierwsze zarobione pieniądze, pracując na dwie zmiany. W międzyczasie nabierałam też “obycia” z językiem włoskim oraz przygotowywałam się do egzaminów wstępnych na uczelnię. 

Do Rzymu trafiłam ze względu na Accademia KOEFIA. Od razu poczułam się jak w domu. Kameralny apartament, specyficzna atmosfera pracy, rysunki studentów na ścianach oraz manekiny krawieckie ubrane w papierowe konstrukcje cartamodello zrobiły na mnie wrażenie.

Accademia KOEFIA, źródło: https://www.koefia.com
Opowiedz nam w skrócie o samych studiach i projekcie końcowym.

Kurs projektowania mody w Accademia KOEFIA trwał trzy lata. Obejmował wszystkie etapy powstawania produktu i przygotowywał nas do pracy, zarówno w HAUTE COUTURE  jak i PRET-A-PORTER. Zajęcia prowadzone były w języku włoskim i niejednokrotnie odbywały się w pracowniach rzemieślniczych, a wykładowcami byli specjaliści w swoich dziedzinach. Przykładowo materiałoznawstwo odbywało się w sklepie “Bassetti” – znanego producenta tkanin od 1830r., a naszymi nauczycielami byli tamtejsi sprzedawcy, którzy o tkaninach wiedzieli prawdopodobnie wszystko. 

W relacjach z nauczycielami panowała przyjemna i luźna atmosfera, za to poziom nauczania i wymagania wobec studentów były bardzo wysokie. Pamiętam jedną sytuację, kiedy podczas lekcji konstrukcji na manekinie podeszła do mnie nauczycielka, ponieważ dostrzegła krzywy szew z drugiego końca sali. Wyjęła szpilkę, przełożyła ją o szerokość  tej samej “główki od szpilki”. Z uśmiechem dała do zrozumienia… TERAZ jest poprawnie. W tym fachu centymetr ma się w oku. 

Dużym zaskoczeniem było dla mnie przełożenie programu nauczania w odniesieniu do tamtejszych realiów pracy. Podczas pierwszego stażu w domu mody Fausto Sarli, poza rysowaniem linii ślubnej do jednego z salonów, pomagałam kroić oraz konfekcjonować suknie do pokazu. Okazało się, że w pracy zastałam dokładnie to, czego nauczono mnie w szkole w przeciągu pół roku wraz ze wszystkimi istotnymi detalami. 

Od wielu lat final work to wspólna praca studentów nad kolekcją Akademii KOEFIA, prezentowana podczas tygodnia mody L’Alta Roma. Naszym zadaniem było zrobić research oraz opracować kilka projektów na temat przewodni kolekcji. Następnie, każdy z nas wybierał jedną sylwetkę i odszywał ją samodzielnie od początku do końca.

Proces powstawania kreacji w stylu haute couture jest dość pracochłonny, w tym przypadku trwał około czterech miesięcy (dlatego w luksusowych domach mody jedną suknię szyje czasem kilka osób na raz). Związane jest to z licznymi przymiarkami, poprawkami, spruwaniem i robieniem czegoś od nowa.

Projekt MORE THAN RED, archiwum prywatne Edyty Filipowicz
Projektowanie tkanin musi być fascynujące. Czy mogłabyś nam opowiedzieć o takim procesie? Jak projektuje się tkaniny? Na co trzeba zwrócić uwagę? Podejrzewam, że istotne są techniczne ograniczenia jak choćby rodzaj materiału, na którym dany wzór ma się znaleźć. Czy jednak jest zupełnie odwrotnie? Co jest najtrudniejsze podcza projektowania wzorów na tkaniny?

Projektując tkaninę, trzeba myśleć o wielu elementach jednocześnie. Najważniejsze jest przeznaczenie, dobór odpowiedniego materiału oraz umiejętne dobranie wielkości wzoru do sylwetki. 

Najtrudniejszy etap to tworzenie raportu tkaniny. Pojedynczy element wzoru (pattern) należy przygotować w taki sposób, aby programy maszyny drukującej mogły powielić wzór i ułożyć w większą całość.  

Możliwości jest wiele – od prostych raportów składających się z jednego, powtarzalnego elementu po bardzo skomplikowane, wielowarstwowe, przenikające się wzory. 

Nie każdy wzór nadaje się na każdą tkaninę, czasem jakość druku zależy od maszyn drukujących, a czasem wystarczy tylko zmienić gramaturę tkaniny podstawowej.  Zupełnie inna historia jest też ze wzorami projektowanymi na jacquardy czy inne tkaniny strukturalne.

Projekt wzoru dla Mariusza Przybylskiego, archiwum Edyty Filipowicz
Praca dla Valentino jako projektant tkanin i ilustrator to spełnienie marzeń niejednego artysty i niezwykłe osiągnięcie. Zdradzisz nam, jak dostałaś się do jednego z najbardziej luksusowych domów mody?

Dostałam informację od koleżanki, że firma poszukuje osoby na dane stanowisko i najlepiej, abym wysłała CV jak najszybciej! Byłam kompletnie nieprzygotowana. Już wtedy pracowałam na uczelniach i nie miałam czasu na rysowanie w wolnych chwilach.  Pamiętam, że zrobiłam jeszcze tej samej nocy trzy rysunki i następnego dnia wysłałam swoją kandydaturę. Po kilku dniach zostałam zaproszona na rozmowę i… dostałam tę pracę. Na starcie czekała mnie namiastka normalnego dnia pracy: kilka zadań do wykonania na komputerze, o których akurat nie miałam bladego pojęcia. Przyznam, że zaczęłam improwizować i jak się okazało, całkiem dobrze mi to wychodziło. Poziom moich zdolności, wrażliwość oraz kreska, odpowiadały stylowi “Valentino.”

Jak wyglądała Twoja praca na co dzień? 

Typowy dzień pracy zmieniał się w zależności od tego, na jakim etapie tworzenia kolekcji byliśmy w danym momencie. Zazwyczaj tygodniami wykonywałam te same czynności, potem przechodziłam do innych i tak znowu przez kilka tygodni. W międzyczasie odbywały się liczne zebrania. Do pracy przychodziłam dwie godziny wcześniej. Rozpoczynałam dzień od cappuccino e cornetto w pobliskiej kawiarni. Była to jedyna okazja na wymianę zdań ze znajomymi pracującymi w innych sektorach.

Jak przebiega proces tworzenia wzorów na tkaniny u Valentino? Z pewnością wiąże się to z kontrolami, licencjami, prawami autorskimi.

Produkt  “TISSU Valentino“ dla CARNET e licenze skierowany był głównie do Atelier krawieckich oraz sklepów z tkaninami na całym świecie. Kolekcja była prezentowana podczas targów PREMIERE VISION w Paryżu. We Włoszech w różnych kręgach wciąż popularne jest szycie miarowe. Często w tym samym Atelier ubiera się cała rodzina w tkaniny z najwyższych półek.

Tworzenie takiej kolekcji to złożony proces i niezwykle ważna jest praca zespołowa. 

Naszym zadaniem było rozwinięcie tematu linii Haute Couture Valentino. Kolekcja składała się z blisko 100 wzorów, w tym tkaniny gładkie, strukturalne oraz printy. Współpracowaliśmy z projektantami fabryki “RATTI” odpowiedzialnymi za część techniczną, opracowanie printów oraz wydruk kuponów. Grupa Valentino dbała natomiast o stylistykę, spójność kolekcji oraz jakość. Dla mnie najważniejsza część to praca ilustratorska nad projektami modowymi z propozycją wykorzystania tkanin w stylu Valentino do katalogu w którym obok ilustracji sylwetek prezentowane były również próbki tkanin oraz printy.

Opowiadam ten wątek w czasie przeszłym, ponieważ 30-letnia licencja wygasła kilka lat temu, a sam dom mody Valentino nie produkuje już autorskiej linii tkanin.

Czym charakteryzuje się praca dla Valentino? Co było dla Ciebie największym wyzwaniem? Co zawdzięczasz tej pracy? 

Struktura i organizacja pracy. U Valentino pracuje się jak w szwajcarskim zegarku. Każdy jest świadomy swojej roli w procesie projektowym, wie co ma robić, po co tam jest; nikt nie znalazł się tam przez przypadek. Staranność i jakość wychodzą poza wszelkie wyobrażenia. 

Największym wyzwaniem była dla mnie praca w specyficznym środowisku oraz umiejętność wypracowania charakterystycznej kreski w stylu “Valentino” – rysuję w ten sposób do dziś. Dzięki temu doświadczeniu w późniejszym okresie stworzyłam autorski program nauczania rysunku żurnalowego oraz grafiki komputerowej, na bazie którego prowadziłam zajęcia w MSKPU. Zmieniły się moje wyobrażenia na temat świata mody. Nabrałam zdrowego spojrzenia i przewartościowałam swoje życiowe priorytety.

Archiwum: Edyta Filipowicz
Następnie zostałaś wykładowcą rysunku na SAPIENZA, potem na uczelni, którą sama kończyłaś, aż wreszcie na naszym rodzimym MSKPU. Jak oceniasz włoski system edukacji na uczelniach artystycznych, a jak polski? Jak oceniasz umiejętności oraz kreatywność swoich podopiecznych we Włoszech i w Polsce?

Na każdej z trzech uczelni spotkałam się z zupełnie innym poziomem, systemem nauczania oraz podejściem wykładowców do studentów. Włoski program jest ułożony stricte pod tamtejszą branżę i strukturę pracy w dużych domach mody. Bardzo duży nacisk stawia się na rzemiosło, które, jak wiemy, jest domeną Włochów, a szkoły modowe sięgają 100-letnich tradycji. 

W Polsce mam wrażenie, że jest jednak więcej przestrzeni na swobodne podejście do mody, kreatywność i research. Związane jest to z brakiem funkcjonującego “systemu mody”. Oczywiście wiele też zależy od wykładowców. Każdy student jest inny jeśli chodzi o umiejętności oraz swego rodzaju wrażliwość. Jestem daleka od oceny. W pracy nauczyciela najważniejsze jest zauważyć “to coś”, wyłonić je na światło dzienne, sprawić, aby student sam dostrzegł swój talent i zaczął go pielęgnować. Poziom umiejętności nie ma większego znaczenia, zwłaszcza na początku drogi. Jeśli ktoś chce, może nauczyć się wszystkiego. Prawda jest taka, że w szkołach, nawet artystycznych, stawia się na rozwijanie kreatywności wpisanej w pewne standardy, a nie prawdziwą twórczość oraz indywidualizm studenta.

Czytaj również >>> #TalentHunt: Bart Pacult: „Współpracowałem z Riccardo Tisci”

Pracowałaś również dla Mariusza Przybylskiego, Laurelle, Simple czy Serafina Andrzejaka. Czym różni się projektowanie tkanin dla domu mody jak Valentino od tego na indywidualne zlecenie? 

Projektowanie kolekcji tkanin w dużych domach mody takich jak Valentino przypomina bardziej pracę dyrygenta orkiestry. Projektant przygotowuje inspiracje, następnie zleca opracowanie wzorów firmie tekstylnej, współpracującej na licencji. 

Projektując tkaniny na zlecenie jest odwrotnie. Wówczas to klient przychodzi z tematem, a ja na podstawie tego robię research, tworzę wzory i przygotowuję je do druku.

Czasem bywa też tak, że klienci kupują moje gotowe, autorskie wzory. 

Projekt dla LAURELLE, archiwum Edyty Filipowicz, https://www.behance.net/gallery/91730305/Work-in-LAURELLE

Śmiało można powiedzieć, że w swoim zawodzie osiągnęłaś już wszystko. Gdzie widzisz się za 5 lat?

To prawda, miałam ciekawe doświadczenia na ścieżce zawodowej. Cieszę się jednak na myśl jak wiele jest jeszcze przede mną. Obecnie pracuję nad kilkoma projektami. Już wkrótce pojawi się sketchbook z moimi autorskimi, sylwetkami stylizowanymi do projektowania Mody. Myślę że za pięć lat wciąż będę zajmować się pracą twórczą, ale może tym razem z perspektywy życia rodzinnego.

Gdzie poszukujesz inspiracji? Projektowanie wzorów, kostiumy, rysunki. Mam wrażenie, że do każdej z tych dziedzin trzeba podejść indywidualnie – to po pierwsze. A po drugie, digitalizacja jaką obserwujemy, z jednej strony ułatwia naszą pracę, daje więcej opcji doskonalenia warsztatu różnymi technikami, ale z drugiej strony chyba trochę ogranicza. Czy zgodzisz się ze mną? 

To natura i życie dostarczają mi ciągle to nowych powodów do pracy twórczej. Część projektów jest  natomiast odpowiedzią na potrzeby klientów, w związku z tym często to oni są moją inspiracją. Jestem osobą z natury wrażliwą i empatyczną, czasem niepozorna rozmowa może obudzić we mnie moc wyobraźni i kreatywności. W pracy ilustratora czy projektanta digitalizacja jednak jest bardzo przydatna. Mam poczucie, że naszym ograniczeniem staje się to, z czym nie chcemy lub nie potrafimy się skonfrontować. Ja sama niedawno zmieniłam narzędzie pracy i niektórych programów muszę nauczyć się od nowa.  

Złoty przepis na sukces według Edyty to…?

Moja praca to jedna wielka improwizacja. Każdy nowy projekt, współpraca czy relacja z człowiekiem są inne, za każdym razem uczę się czegoś nowego – tutaj przydaje się umiejętność bycia elastycznym. Poza tym niezwykle istotny jest luz – praca twórcza to nie zawody ani szkoła.

Projekt apaszki, archiwum Edyty Filipowicz

Czytaj również >>> #TalentHunt: Martyna Mierzejewska – „Nowy Jork nauczył mnie fotografii ulicznej”