Coronavirus dotknie całą branżę mody, również w Polsce

761
pixabay.com

Minęły już trzy tygodnie od momentu, kiedy świat dowiedział się o śmiertelnym wirusie. Choć sprawa na początku wydawała się dotykać tylko Chińczyków, szybko okazało się, że dotyczy nas wszystkich. Przecież w ciągu kilkunastu lat Chiny stały się integralną częścią świata biznesu: nie tylko bazą produkcyjną, ale i siłą nabywczą. 


Azja jeszcze przed wybuchem epidemii odczuwała spowolnienie gospodarcze nasilone przez politykę handlową Trumpa. Coronavirus uderzył we wszystkie gałęzie chińskiej gospodarki blokując handel, turystykę, ale przede wszystkim produkcję. To już trzy tygodnie odkąd fabryki stoją puste. Co gorsza, wcale nie zanosi się na to, że sytuacja w najbliższym czasie ulegnie zmianie. 


Chińczykom zabrania się wychodzić z domu, podróżować, a tym, którzy utknęli za granicą- wracać do kraju. Dziewczyna, którą poznałam podczas podróży do Indonezji, była zmuszona przedłużyć sobie urlop na koszt pracodawcy. Ma na razie zostać poza krajem do odwołania. Każdy dzień zamkniętych fabryk to dzień opóźnienia, również w produkcji odzieży. Wprawdzie fabryki co roku wstrzymują produkcję ze względu na święto Chińskiego Nowego Roku, ale już wiemy, że w tym roku czas ten znacznie się wydłuży. Już za chwilkę do sklepów spłyną pierwsze kolekcje na sezon wiosna- lato, ale może okazać się, że produkcja kolekcji na jesień- zimę będzie zagrożona. 


Ostatnimi czasy branża dóbr luksusowych nie miała w Azji dobrej passy – zarówno pod względem produkcji, jak i konsumpcji. Bardzo słabo radził sobie choćby koncern LVMH, który w ubiegłym roku zaliczył najsłabszy kwartał pod względem sprzedaży w tym regionie. Obecna sytuacja z rozprzestrzenianiem się coronavirusa nie pomaga markom luksusowym, a to nie koniec złych wiadomości. Odwołana została również większość targów branżowych.

Źle dzieje się też na tygodniach mody. Zapewne zabraknie na nich chińczyków, co już niepokoi właścicieli międzynarodowych showroomów. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Podczas kryzysów powstają najlepsze biznesy. Przypomnę tylko, że Taobao czy JD.com powstały w czasach epidemii SARS w 2003 roku. 

Czas epidemii to również czas na dywersyfikację krajów produkcji oraz rozwój omnichannel. Konsumenci z kolei muszą zrozumieć, że jeśli w jednym sezonie nie kupią sobie aż tylu rzeczy, to zupełnie nic się nie stanie. Choroby zawsze zmuszają ludzi do myślenia o sobie i rodzinie. Najważniejsze jest zdrowie, a nie nowa sukienka.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: „Chiny w szoku, fala krytyki na Christina Diora. „Najbardziej drażliwa kwestia””