“Dostawałam prośby o zdjęcie materiału”. Kim jest “Pani od jakości”, która na Instagramie bierze pod lupę polską modę?

Edukuje na temat tkanin i mody, analizuje składy ubrań i nie tylko, nie przebiera w słowach i rozbraja szczerością. Choć w sieci działa od niedawna, już zdążyła otrzymać pozew na ćwierć miliona złotych od jednej z polskich celebrytek, co nie powstrzymało jej od prowadzenia dalszych analiz. Wręcz przeciwnie, dalej walczy o świadomość konsumenta i jakość producenta. Jakie ma cele i czym jeszcze zaskoczy? Czy marki radzą sobie w komunikacji kryzysowej? Rozmawiamy z Katarzyną Daniłko, znaną na Instagramie jako „Pani od jakości”.

FashionBiznes.pl: Wcześniej nie prowadziłaś działalności na Instagramie, zajmowałaś się zupełnie innymi dziedzinami. Jak urodziła się „Pani od Jakości”? 

Katarzyna Daniłko, „Pani od jakości”: „Pani od jakości” urodziła się 25 listopada 1989 r. Od dziecka byłam bardzo wymagająca. Ciężko mnie było zadowolić. Wielu osobom z mojego otoczenia to się nie podobało, uważali, że przesadzam. Ja jednak zawsze szukałam jakości wszędzie: w jedzeniu, modzie, czy nawet samej obsłudze klienta. Kto mnie zna wie, że ja nie udaje. Nigdy nie miałam problemów ze zgłoszeniem jakiejkolwiek reklamacji, gdziekolwiek by to nie było.

W świecie aspirujących influencerów , zachwalających niemal wszystko, co dostaną od marek za darmo, postawiłaś na całkowicie szczere ocenianie produktów, również tych należących do celebrytów. W Polsce często krytyka nie jest właściwie odbierana i wielokrotnie zdarza się, że jest – bezzasadnie – określana jako hejt. Nie obawiałaś się reakcji właścicieli marek? 

Zacznę od tego, że jestem zmęczona influencer marketingiem, wyciąganiem produktu z pudełka i zachwycaniem się nim, mimo że… nawet się go jeszcze nie użyło. Nie mogę już patrzeć na filmiki z lustra z kodem rabatowym i zachwalanie produktów o beznadziejnej jakości. Odnoszę wrażenie, że to powoli się już kończy. 

Czy nie obawiałam się reakcji właścicieli marek? Nie. Myślę, że to oni mieli większy problem ze mną niż ja z nimi. Powiem Wam poza protokołem, że parę osób „próbowało” mnie pozwać, jak dotąd bezowocnie. Ja raczej skupiam się w tym wszystkim na tym, aby edukować moją społeczność. Sprawia mi to ogromną przyjemność.

Poza modą analizowałaś również m.in. składy suplementów. Jedna z takich analiz zakończyła się pozwem na niemałą sumę. Czy ta sprawa nadal trwa? Czy to była jedyna taka sytuacja, czy zdarzały Ci się również inne, w których grożono Ci sądem? A może ktoś “po cichu” prosił o zdjęcie materiału?

Jeśli chodzi o sprawę suplementów znanej celebrytki (notabene niebędącej jedyną właścicielką marki) to nie spodziewałam się, że ich „reakcja prawna” będzie aż tak niskich lotów. Spodziewałam się czegoś bardziej profesjonalnego. Do żadnej sprawy nie doszło, wszystko zakończyło się na odpowiedzi mojego prawnika – jak widać bardzo skutecznej. Dodam również, że wykształcenie chemiczne dało mi spory mandat do oceny tej „substancji” i sporą pewność siebie. Jeśli chodzi o to, czy po „cichu” ktoś prosił o zdjęcie materiału – również były takie sytuacje. Ja jednak pozostałam konsekwentna.

Konstruktywna krytyka w przestrzeni publicznej to też sprawdzian do marki. Jakie masz odczucia po dotychczasowych publikacjach – polskie firmy radzą sobie z odpowiedzią na taką krytykę czy raczej ujmują się dumą?

Niestety tak jak wiele innych dziedzin, moda ma wiele obliczy. Ja wyszukuję zalety, ale zwracam też uwagę na słabe strony. Nie mam problemu, żeby powiedzieć marce, że coś robi nie tak – ale nigdy nie mam złych intencji. Nie jest to hejt, a raczej zwrócenie uwagi na pewien problem. Tak jak miało to miejsce podczas mojej publikacji o LeCollet. Zrobiłam to po to, aby uświadomić konsumentów, ale też wywrzeć presję na właścicielach. Jak widać skutecznie – mają w planach wycofać się z poliestru. Świetna decyzja. Niestety nie wszyscy właściciele marek przyjmują krytykę.

Po głośnej sprawie z suplementami Twój profil bardzo urósł. Czy czujesz się odpowiedzialna za treści, które przekazujesz odbiorcom? Masz poczucie, że musisz być szczera i – mówiąc kolokwialnie – nie możesz ściemniać przy ocenach brandów? 

Ja zawsze jestem szczera – z tego jestem znana – wręcz do bólu. Oczywiście profil urósł po tej sytuacji, ale w moim podejściu do społeczności nic się nie zmieniło. Ja zawsze czułam się odpowiedzialna za to co robię na Instagramie i jakie treści tam prezentuję. Ale muszę przyznać, że mój profil staje popularniejszy i odpowiedzialność również rośnie.

Jak wybierasz marki, na których ocenę się decydujesz? 

Bazuję na własnych doświadczeniach, ale jak zauważyliście, odwiedzam niszowe marki, bez milionowego budżetu na marketing, bez znanych influencerskich twarzy ze „ścianek” – cenię sobie rzemiosło, rodzinne biznesy z tradycją i pasję. 

Poza oceną konkretnych marek, sporo mówisz o samych materiałach i ich produkcji. W dzisiejszych czasach – biorąc pod uwagę szkodliwy wpływ branży mody na środowisko – to niezwykle ważny temat. Czujesz, że polscy odbiorcy coraz lepiej go rozumieją? Są coraz bardziej świadomi i gotowi odpuścić wielkie zakupy w sieciówkach typu Shein na rzecz lokalnych producentów, kładących nacisk nie tylko na design, ale i ekologię?

Tak mówię bardzo dużo o materiałach i samej produkcji, ponieważ jest tam wiele mitów i kłamstw, które ja chce obalić typu: oddychający, luksusowy włoski poliester, drapiąca wełna czy wreszcie akryl w wersji premium. Czy konsumenci na skutek moich działań wiedzą już coraz więcej na ten temat i gotowi są zaprzestać kupowania w sieciówkach

Myślę, że moja społeczność na pewno tak. Sądzę również, że rozpoczęłam pewien trend na szukanie rzeczy porządnych, na szukanie jakości w małej ilości, a nie bylejakości w dużej ilości. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że jest to proces. Na pewno pomaga mi w tym ogólnoświatowy kryzys – ludzi nie stać już na rzeczy na tzw. „chwilę”. Szukajmy ubrań na lata…a nie na lato.

Katarzyna Daniłko, Pani od Jakości, która na Instagramie analizuje i ocenia polskie marki

Jakie cechy sprawiają, że – Twoim zdaniem – marka jest warta uwagi? Jak znajdować takie firmy – mam wrażenie, że jest ich sporo, ale często trudno do nich dotrzeć…

Na pewno nie liczba lajków na Instagramie. Tym bardziej, że już wiemy, że można je kupić. Szukam prawdziwej jakości, pasji, małych sklepów z duszą. Lubię jak za marką stoi prawdziwy człowiek. Jak znaleźć taką firmę? Nie jest to proste. Ale jak już nie będziecie patrzeć na te wielkie, napompowane marketingowo brandy, to uwierzcie mi – takich firm jest wiele. Zasadę mam jedną – brak znanej twarzy, zero syntetyków i etyczna produkcja.

Czy Twoim zdaniem znana twarz zawsze musi świadczyć o słabszej jakości marki? Czy może są jednak marki celebrytów/reklamowane przez nich, które mają dobrą jakość?

hmm.. Ciężko o jednoznaczną odpowiedź.  Odpowiem dyplomatycznie. Zależy która twarz ?! :) Ale nie byłabym sobą, gdybym nie dodała komentarza, że wiele znanych twarzy popsuło rynek reklamy bylejakością w dużej ilości.  To jest nasz największy zgryz – my serio nie wiemy już komu w mediach wierzyć. 

Na podstawie dotychczasowych analiz i własnych doświadczeń – czy są polskie marki modowe (i jakie),  które poleciłabyś osobom, chcącym rozpocząć swoją przygodę ze świadomą modą? 

Jak klasyczny wełniany garnitur to wysłałabym do Agnieszki Zawady z basic.station na Francuskiej. Przy okazji polecam zobaczyć tam poziom odszycia materiałów – ciężko to będzie przebić. Madelle drukuje autorskie printy na sukienkach z jedwabiu.  

Dla miłośników błysku i kolorowych marynarek odważnych autorskich printów to marka Supeł, za którą stoi projektantka Monika Szmidt-Zygmunt. Płaszcze z włoskiej wełny alpaki prawdziwe Long-Therm Fashion w klasycznym wydaniu  to do Oli Markowskiej na Saską Kępę. A Jeśli chodzi o buty to włoski design w polskim wydaniu znajdziemy w Amore.shoes. Ale dla chcących wejść w świadomą modę z mniejszym budżetem gorąco polecam zabawę z szyciem. Kupno materiałów świetnej jakości i szycie u zaufanej krawcowej.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Post udostępniony przez Pani od jakości (@katarzynadanilko)

Biorąc pod uwagę swoich odbiorców – czy edukowanie o modzie ma sens i może mieć realny wpływ na zachowania konsumenckie? Zdarzyły Ci się dotychczas hejterskie komentarze? Jak na nie reagujesz?

Edukowanie w modzie ma ogromny sens i ma realny wpływ na konsumenta. Z mojego doświadczenia muszę przyznać szczerze – i z bólem – że moda to niestety też bardzo zakłamany świat. Pracy mam wiele, codziennie odkrywam coś nowego. A hejterskie komentarze…tak jest ich sporo, ale przyznam się szczerze, że nie reaguje na nie.

Na koniec – MODA. Co dla Ciebie oznacza to hasło?

Dla mnie moda to sposób wyrażania siebie, moda to też dla mnie zabawa i niesamowita przygoda. A jak się okazuje również to teraz moja praca, czerpie z niej ogromną przyjemność. Nie wiem jeszcze, gdzie mnie moda zaprowadzi, ale czuję że wybrałam właściwy kierunek w życiu. 

Przeczytaj również: Jak LPP wykorzysta sukces aplikacji Sinsay? O potencjalnym klubie zakupowym i rozwoju sprzedaży mobilnej opowiada Michał Laskowski, dyrektor e-commmerce