Cuori e Picche – jak z dresów zrobić towar luksusowy?

1011
Marika Biegała, założycielka marki Cuori e Picche

Zastanawialiście się kiedyś, co sprawia, że za daną rzecz określamy mianem „luksusowej”?  I jak właściwie produkt luksusowy powinien wyglądać? Czy zamiast torebki, klasycznego płaszcza lub nowatorskiej sukienki nie mogą to być na przykład… arcywygodne dresy?

Wielu było takich, którzy podejmowali się zdefiniowania luksusu.  Zwykle z tych starań wniosek nasuwał się jeden – po pierwsze, do luksusu dążymy wszyscy. Po drugie – każdy z nas odmienia go na własną modłę, choć jest parę elementów wspólnych, spoiw zapewniających formę „lepszego dobra”. Wydaje się, że Marice Biegała, założycielce marki Cuori e Picche udało się je z powodzeniem połączyć w jedną, spójną całość. A przy okazji wynieść na wyżyny produkt, który – przyznajmy – do tej pory nie budził żadnych górnolotnych skojarzeń. Dresy.

Jak zbudować markę luksusową od podstaw?

Na Cuori e Picche, markę, która zaczynała swoją działalność od wysepki w poznańskiej galerii, patrzę z nie lada uznaniem. Nie dość, że w krótkim czasie Marice udało się skutecznie rozpromować markę, to jeszcze wyprowadziła ją aż na wyżyny luksusu. Zresztą, taki cel przyświecał jej od początku.

 Przy pierwszej dostawie w Starym Browarze nie było łatwo, bo sam aksamit (czy popularny teraz „welur”) kojarzony był z tym, co może kiedyś, za czasów babci, uważano za modne. Niekoniecznie to przekonanie do dresu stanowiło problem – raczej właśnie do tkaniny – zaznacza. I, jak wspomina – to przede wszystkim ja na początku zajmowałam się obsługą klientek. Chciałam poznać ich opinie, niesamowitą frajdę sprawiało mi, gdy ubrana w moje dresy kobieta nagle stawała przed lustrem i sama stwierdzała: „Kurczę, wyglądam po prostu świetnie”. Zdarzało się nawet, że to towarzyszący jej partner zachęcał ją do zakupienia takiej welurowej pary!

Proszę, by wyjaśniła mi dokładniej, jak udało jej się stworzyć spójną otoczkę aury luksusowej – nawet jeszcze wtedy, gdy marka funkcjonowała jako galeryjna wysepka. – Moja uwaga skupiła się na tym, by tę wyspę urządzić jak najbardziej luksusowo. Wykładzina, spersonalizowane wieszaki… Wszystko tworzyliśmy pod naszą markę. Same nasze wizytówki i metki są w kształcie karty, bo nazwa „Cuori e Picche” po włosku oznacza „serce i pik”. Chciałam, by nawet ta wizytówka była dopieszczona. Takie podejście się sprawdzało. Bo nawet gdy klientka dostała coś tak pozornego, od razu estetyka zaczynała jej się kojarzyć z luksusem. To detale, ale na każdym kroku się liczą. Torba, sposób pakowania… Wszystko. Szyjemy też na miarę, dla drobnych rozmiarów i tych ponad L. 

To samo podejście towarzyszyło Marice wtedy, gdy otwierała swój pierwszy sklep stacjonarny – i robiła to, nomen-omen, na prośbę klientek, które coraz częściej wracały po wygodne dresy. Luksus miał kojarzyć się nawet z miejscem, gdzie chciałam otworzyć butik. Zależało mi na tym, by blisko był parking, by klientka od samego wejścia czuła się luksusowo, by taką aurę zapewniało jej pobliskie otoczenie. Tworząc markę, dbałam o jej spójność. Cały czas patrzyłam z punktu widzenia klienta – jak ja bym chciała zostać obsłużona. Na nic jednak otoczka, jeśli potwierdzenia luksusu brakuje w jakości. Na szczęście Marice udało się zadbać i o jedno, i o drugie. I odmityzować „dresiarskość” dresu. A na dokładkę przywróciła do łask aksamit, który w 2016 r. nie cieszył się zbyt wielką popularnością.

Czy dres może być luksusowy? 

Bardzo chciałam – chcę – przekonać kobiety, że dres niekoniecznie musi być odzieżą do siedzenia po domu – wyjaśnia Marika, gdy pytam ją, skąd w ogóle pomysł na stworzenie marki z „luksusowymi dresami”. To może być ubiór wyjściowy, na co dzień. Chciałam pokazać, że można do niego założyć nawet szpilki i iść z koleżankami na winko! – śmieje się.

Od samego początku liczyły się dla niej drobiazgi. Przede wszystkim – tkanina i jej jakość. Jak sama przyznaje, to właśnie było czynnikiem gwarantującym sukces marki. Klientki wracają czasem po dwóch latach, nie dlatego, że zniszczył im się dres, bo nadal go noszą. Po prostu mają ochotę na kolejny, nowy model, są tak zadowolone z poprzedniego – dodaje. Mamy taką fajną stałą klientkę w wieku ok. 60 lat. Zawsze przychodząc do nas, mówi: „Dziewczyny, weźcie mi coś dobierzcie, bo przynajmniej jak się u Was ubiorę, to faceci zwracają na mnie uwagę!” – cytuje Marika. Jako założycielka marki, dba o spójność konceptu. Realizuje kampanie zgodne z jej estetyką, podpowiadające klientką jak niesztampowo wystylizować dresy.

Dopytuję więc, trochę przekornie, czym różni się jej produkt od tego, który dostaniemy w sieciówkach. Wszak od 2020 r. wszystko, co „athleisure” króluje w trendach. Dziwiłam się niską ceną takich dresów – przyznaje Marika – kupowałam, nosiłam. I szybko zrozumiałam, o co chodzi. Po dwóch praniach taki sieciówkowy produkt nadawał się tylko do domu, do spania czy do sprzątania. Tak samo z podróżami – kończyło się wypchanymi kolanami. Czułam się beznadziejnie.  Zaznacza, że marka ma wypracowany swój stały fason – taki, do którego klientki wracają. Materiał możesz prać, nic się z nim nie dzieje, nie wypycha się. To aksamitny welur. Mamy swoją, wypracowaną tkaninę. Stąd pewność, że włosek się łatwo nie przetrze, jak to bywa w przypadku innych tkanin tego typu – wyjaśnia. Te modele są bestsellerami Cuori e Picche.

Marka szykuje jednak nowości – zupełnie nowy gatunek dzianiny, który założycielka marki pragnie przedstawić w formie dresowej. Nie jest to klasyczna bawełna, lecz mieszanka bawełny z wiskozą – bardzo trwała i efektowna. Takie dresy nadają się idealnie właśnie dla tych kobiet, które albo mają całą gamę kolorów z welurowej linii, albo wolą po prostu inny materiał.

Ekspansja na miarę luksusu?

To, że dres może  być luksusowy nie jest czymś oczywistym – zwłaszcza w kraju, gdzie nawet  samo słowo  „dres” zostało nacechowaną wartościująco łatką, przyczepianą wybranym osobom. Jak jednak zastrzega Marika: świadomość klientów – klientek – mocno się zmieniła. I nawet jeśli nie wybierają dresu pod kątem noszenia go na co dzień, lecz po domu, to wciąż szukają czegoś, co pozwoli im się czuć elegancko – zaznacza. Dla Mariki i jej marki ostatni czas był naprawdę przełomowy. Produkty Cuori e Picche zyskały uznanie na rynku luksusowym – są już dostępne np. w warszawskim Molierze. Dla mnie to było pewne potwierdzenie dotychczasowej działalności – tłumaczy moja rozmówczyni – Moliera ma klienta luksusowego. Ich konsumentki „poczuły” nasz produkt, nasze dresy, zainteresowały się nimi. Udało się to, do czego cały czas zmierzałam.

Ogromnym sukcesem dla marki było pozyskanie zaufania klientów ze świata show biznesów. Projekty Cuori e Picche polubiła m.in. Julia Wieniawa – poza noszeniem dresów, pojawiła się na jednym z eventów w sukience brandu.  Małogrzata Rozenek,  Edyta Zając, Natasza Urbańska, Ewa Chodakowska, Magda Pieczonka, Blanka Lipińska, Sandra Kubicka, Karolina Pisarek – wymienia Marika z dumą.

Przyznaje, że pandemia i przejście na home office pozwoliły jej marce pozyskać nowe klientki. Specjalizujemy się w dresach. Dlatego panie nam zaufały – tłumaczy. Ma nadzieję, że ta tendencja utrzyma się w przyszłości. Nawet wtedy, gdy wszystko wróci do normalności. Marzy jej się też ekspansja na rynek zagraniczny. Choć polski rynek daje mnóstwo możliwości, wciąż jest tu wiele do zrobienia – zastrzega, a w jej głosie słychać ekscytację, gdy mówi o planach na kolejne etapy rozwoju marki.

Gwoli podsumowania, powiedzieć można jedno– jakość zawsze się obroni.

>>> CZYTAJ RÓWNIEŻ: Pangaia – fenomen dresów, za którymi szaleją Lewandowscy, Bieberowie czy J Lo