WYWIAD „Do biznesu modowego można się dostać różnymi drogami” Rozmawiamy z Gosią Leitner

2325

O tym właśnie mówię, że masz w sobie tę chęć pomagania.

Każdy ma. Rozmawiałam o tym ostatnio z Joanną Krupą, choć rzadko mamy taką wolną chwilę na pogaduszki i ona powiedziała coś niezwykłego: Wiesz co, za 10 lat my nie będziemy pamiętały tych kampanii i sesji tak intensywnie, jak będziemy pamiętały te psy, które dzięki nam poszły do adopcji. Ze realizowanych przez nas akcji już 650 psów znalazło swój nowy dom – 650! To jest coś. Może nie uratowałyśmy świata przed meteorytem ani ociepleniem globalnym, no ale coś wartościowego zrobiłyśmy, prawda? Niektórzy nie robią nic – to ich sprawa, nie oceniam. Odpowiadając na Twoje pytanie, wydaje mi się, że taka cecha nie jest dobra w biznesie. Nie jestem osobą, która patrzy wyłącznie na pieniądze. Oczywiście to jest biznes, a pieniądze są narzędziem do mierzenia twojej efektywności i skuteczności w biznesie, ale czasami wolę pojechać do schroniska, niż pójść na wydarzenie modowe.

Ale z drugiej strony, byłabyś inną osobą dzisiaj, gdybyś nie przeszła tego przez co przeszłaś – cokolwiek to jest – czy jeżeli chodzi o biznes, czy o życie osobiste. To te błędy uczą…

Z perspektywy stwierdzam, że mimo wszystko trochę czasu straciłam. Sparzyłam się na tym samym kilka razy. To jest straszne, ale za kolejnymi razami łudziłam się, że może tym razem będzie inaczej? Pewne rzeczy w moim życiu nadal są kuszące, jednak dzisiaj włączam myślenie: Zaraz, stop. You really wanna do it again to yourself? Wiele dziewczyn mówi podobnie, ale myślę, że szybciej dojrzeją do tego co robić, a czego już nie.

Gdybyś miała podsumować ostatnie 11 lat ze swoimi dziewczynami – czy Kasia Struss, czy Joanna Krupa, czy Zosia Nowak – one są z Tobą już dobrych kilka lat. Z czego jesteś najbardziej dumna?

Z wielu rzeczy. Tutaj właśnie przydaje się pamiętnik, którego oczywiście nie piszę. Bardzo mnie cieszy to, że ich nazwiska są jednocześnie marką. Każda z dziewczyn inną. Pamiętam pierwszy dzień każdej z nich, kiedy się spotkałyśmy, o czym rozmawiałyśmy i już wtedy myślałam sobie, że zrobimy coś wielkiego. Mam swoją wizję, wierzę w nią, ale zanim nabierze ona kolorów i ucieleśni się mija mnóstwo czasu. I chyba z tego jestem najbardziej dumna – że od momentu wytworzenia wizji, od samego pomysłu utrzymuję konsekwencję w działaniu i skuteczność. Chociaż musiałam wiele rzeczy wywalczyć, to cukier leje mi się po prostu po brodzie, kiedy orientuję się, że na to wszystko zapracowałam. Jeśli wierzysz w siebie to inni też to zauważą. Dumna jestem z tych nazwisk – to, że osoby z marzeniami, takimi jak moje, poddały się wizji, mojej egzekucji i razem doszłyśmy do momentu, gdzie teraz jesteśmy, dalej wspinając się na szczyty.

Od początku wiedziałaś co robisz?

Pamiętam jak zaczynałam, gdy otwierałam agencję, wszystko było dla mnie nowe. Moi rodzice nie są z tej branży, żyją w kompletnie innym świecie. Moda i uroda nie były nigdy priorytetem w domu. To znaczy mam pięknych rodziców i pięknych dziadków, natomiast w domu kładło się nacisk na naukę, na wiedzę, na książki, na naukę języków, a nie na sam wygląd.. Nie miałam więc żadnego backgroundu. Gdy otwierałam agencję to muszę przyznać, że nie było mi łatwo, ale wyszło!

Na ile to jest sukces Twojej osoby, na ile sukces dziewczyn? Czy jedno ogniwo bez drugiego byłoby tam gdzie jest dzisiaj?

Myślę, że sukces to wynik wkładu pracy obu stron: agenta i modelki. To zdecydowanie praca w tandemie.

Jakie były początki, kiedy musiałaś pukać w te drzwi i mówić: Tak, ja jestem.

Dosłownie, dokładnie tak było. Pierwszy wyjazd do Paryża, wtedy nie było Instagrama, Internetu, iPhone’ów. Nawet WiFi było rzadko dostępne. Miałam adresy różnych agencji, zaczęłam od Paryża i jak przychodziłyśmy to wyglądało to tak: Hi, my name is Gosia and I’m here with my models. Are you interested in working with us? No, no, no… Nawet przez recepcję nie przechodziłyśmy. Takie były początki. Klienci, agencje –  początkowo zewsząd spotykała nas odmowa. Wszyscy byli dla nas bardzo mili, nawet szybko nas polubili, tylko po prostu nie chcieli pracować z nową agencją. Dlaczego?

Później tego żałowali? 

Very much so.

Co wtedy sobie myślałaś?

Nic sobie nie myślałam, byłam zajęta pracą! Ale nawet teraz czasem się zdarza, że przychodzę do klienta i mówię Słuchaj, to jest dobry deal. Nie udaje się, potem wychodzę i myślę: Boże, kolejny na mojej liście, który do mnie zadzwoni za dwa lata. To się zdarza. Myślałam sobie też, żeby ciągle wierzyć w siebie – najwyżej nie wyjdzie. Czas i tak upłynie.

Wiesz, kiedy Cię słucham, myślę sobie o niektórych osobach takich jak Natalia Maczek z MISBHV, myślę o Agnieszce Przybylskiej i Magdzie Szaniawskiej, które prowadzą showroom WawFashion. I kiedy słucham Twojej historii, myślę o historiach, które usłyszałam od tych dziewczyn – każda powtarza jedną rzecz: w momencie, w którym zaczynała, miała wtedy tylko swoją wizję. I chociaż na początku zamykało się przed nimi wiele drzwi, zanim udało im się przeforsować swój pomysł to ta intuicja była tym największym, najsilniejszym driverem, który rzeczywiście sprawił, że każda z tych kobiet, włącznie z Tobą jest tam, gdzie chciałaby być. Jakie  Twoim zdaniem cechy charakteru decydują o sukcesie? Czy to wizja i ta determinacja?

Konsekwencja. Ale nie będę też idealizowała, popadam w depresję średnio co dwa tygodnie. Naprawdę! Myślę sobie wówczas: Boże, nic z tego nie będzie, wszystko jest źle. Ale rano wstaję i mówię: Dobra, idę dalej! Może masz gorszą chwilę, ale się podnosisz i jedziesz dalej. Ważne jest to How you deal with it?

Jesteś wrażliwą kobietą?

Czytaj dalej…