„Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana!” WYWIAD z Kasią Wójcik

3625
fot. Aleksandra Zaborowska

Kasia Wójcik, założycielka marki June Design, swoją energią mogłaby obdarować niejedną osobę. Jeszcze podczas studiów psychologicznych rozpoczęła naukę na Akademii Sztuk Pięknych i ciężko pracowała, by znaleźć się tu, gdzie jest dzisiaj. Chociaż jej firma jest młoda, produkty Kasi możemy dostać już w takich europejskich stolicach mody jak Berlin czy Londyn, a jej biżuterią, na zagranicznych targach, zachwycają się kobiety każdej narodowości. Z energiczną projektantką rozmawiamy o współpracy z Misią Furtak, inspirujących klientkach i klientach z całego świata, magicznej mocy internetu oraz o markach, z którymi Kasia chętnie podjęłaby współpracę.

Coraz częściej zwracamy uwagę na dodatki, które już nie tylko są uzupełnieniem naszej stylizacji, ale często grają pierwszoplanową rolę. Dobrze zaprojektowany pierścionek czy bransoletka przykuwają uwagę, nawet jeśli są subtelne i niewielkich rozmiarów. A czym dla Ciebie jest biżuteria?
Sposobem wyrazu. Myślę bryłami, formami, barwami – biżuteria, jako niewielka forma rzeźbiarska pozwala mi na przenoszenie jej z wyobraźni w realny świat. Jest to dla mnie niesamowite doświadczenie. Jednocześnie biżuteria jest użytkowa, towarzyszy komuś w codziennym życiu, staje się częścią wizerunku, daje przyjemność i dobre samopoczucie. To wspaniałe!

Co najbardziej lubisz w swojej pracy, a co jest w niej najtrudniejsze?
Ciężko właściwie mówić tutaj o typowej pracy, to co robię podzieliłabym raczej na dwa segmenty. Pierwszy z nich to projektowanie i tworzenie, a drugi – prowadzenie marki, firmy. Projektuję właściwie cały czas, bez przerwy po głowie krążą mi nowe pomysły i wrażenia. Mam szkicownik, w którym rysuję na bieżąco nowe pomysły, żeby mi nie uleciały. Mój zeszyt dosłownie pęka w szwach! Potem z przyjemnością patrzę na robocze szkice już zrealizowanych projektów. Część organizacyjna z kolei wymaga ode mnie analizy, planowania, zarządzania. Takie połączenie daje mi różnorodne doświadczenia, jest kompatybilne z moimi predyspozycjami, pozwala realizować się na różnych płaszczyznach.
Trudnością jest to, że nie jestem w stanie do końca przewidzieć, jakie skutki przyniosą moje działania związane z tworzeniem marki. To jednak daje mi motywację do ciągłego eksperymentowania i szukania nowych rozwiązań.

Gdzie zdobywałaś doświadczenie? Czy w Polsce jest wystarczająco dużo miejsc, w których można nauczyć się tego rzemiosła?
Studiowałam wzornictwo ze specjalnością projektowania biżuterii na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi i jednocześnie uczyłam się złotnictwa od kilku wspaniałych mistrzów tego fachu. Nie ma innej możliwości, żeby poznać to rzemiosło niż spędzenie wielu miesięcy (a nawet lat) w pracowni, pod okiem dobrego złotnika. Nie jest łatwo znaleźć profesjonalistę, ja miałam jednak sporo szczęścia. Taką pracę zaczyna się od podstaw, trzeba poznać rodzaje narzędzi, tego jak je trzymać i jak się nimi posługiwać, stopniowo wdraża się kolejne techniki, takie jak lutowanie czy oprawianie kamieni. Należy mieć w sobie sporo pokory, bo zadowalające efekty przychodzą z czasem, ale kiedy przychodzą, dają niesamowitą satysfakcję.

June Design 11 m
fot. Aleksandra Zaborowska

Kiedy podjęłaś decyzję o założeniu swojej marki biżuteryjnej?
Byłam na drugim roku psychologii na Uniwersytecie w Poznaniu, kiedy trafiłam na wystawę biżuterii konceptualnej w Galerii Yes. Zachwyciłam się, nie chciałam jej opuścić. Oszołomiona, wpatrywałam się w eksponaty, chłonęłam każdy element, każdy szczegół. Kiedy wyszłam z galerii, czułam, że decyzja jest już podjęta i że właśnie dokonał się w moim życiu przełom, że będę projektować biżuterię, że to jest to.

Dla kogo projektujesz?
Moje autorskie kolekcje projektuję nie dla kogoś, ale po prostu. To formy, które mam w głowie i odczuwam wręcz fizyczną potrzebę zrealizowania ich. Nie są stworzone pod określony target, nie oglądam się na to, co się najlepiej sprzedaje na rynku. Kobiety, które noszą moją biżuterię, z którymi często spotykam się osobiście, są ciekawe, inspirujące, otwarte, radosne – nadajemy na tych samych falach. Może to być związane z podobnym podejściem do życia, poczuciem estetyki, wartościami, jakie cenimy. Czasem klientka wpada do mnie do pracowni, odbiera na przykład kolczyki, które dopiero co wyszły z moich rąk, zakłada je i momentalnie rozkwita – a ja chciałabym, żeby tak się czuła codziennie!
W ogólnym rozrachunku życiowym, biżuteria, którą nosimy, to tylko dodatek, ale taki, który ma realny wpływ na nasze samopoczucie. Z dobrym humorem, pewniejsze siebie, możemy realizować nasze plany, wychodzić do ludzi z uśmiechem – po prostu czuć się lepiej, gdziekolwiek jesteśmy. Szczęśliwe życie to w końcu ciąg radosnych dni.

Ostatnio zaprosiłaś do współpracy wokalistkę Misię Furtak, czego efektem są „Bazgroły”. Dlaczego wybrałaś właśnie ją?
To bardzo proste – uwielbiam twórczość Misi. Jej muzyka płynie prosto z serca, czuć w niej niezwykłą wrażliwość. Wymarzyłam sobie naszą współpracę i na szczęście okazało się, że Misia jest otwarta na nowe doświadczenia i ludzi.

A jak przebiegała Wasza współpraca?
Najpierw zaprosiłam Misię do udziału w sesji zdjęciowej. Za obiektywem stanęła Aleksandra Zaborowska, niezwykle utalentowana fotografka. Z tego spotkania wyszły nie tylko piękne zdjęcia, ale i wyjątkowa znajomość. W którymś momencie obie z Misią wpadłyśmy na pomysł, aby zaprojektować coś wspólnie. I zrobiłyśmy to!

2015_JuneDesign-204
fot. Anna Wojtecka

Czy zaproszenie gwiazdy do pracy nad wspólnym projektem to w Twoim przypadku jednorazowa współpraca czy zamierzasz w przyszłości to kontynuować? I jakie korzyści z kolaboracji z gwiazdami czerpie marka?
Współpraca z Misią to dla mnie niezwykle odświeżające doświadczenie. Wspólne szkicowanie, rozmowy o formach, a później stopniowe wprowadzanie Misi w tajniki złotnictwa, pozwoliło mi spojrzeć z innej perspektywy na to, czym się zajmuję. Komplet biżuterii „Bazgroł”, który przy tym powstał jest wyjątkowy, w 100% nasz. Sam wzór bazgroła jest Misi osobiście bardzo bliski, towarzyszy jej od lat, jest trochę jej amuletem. To był idealny moment, aby go uchwycić i zmaterializować go w formie biżuterii, podzielić się nim z innymi kobietami.

Czy są, oprócz Misi, jeszcze jakieś wokalistki, aktorki, które Cię inspirują i które chciałabyś zobaczyć w swoich projektach?
Są kobiety, które podziwiam za to, co robią, jak pięknie żyją. Za to, jakimi wartościami się kierują, jakich dokonują wyborów, jak realizują swoją pasję. Są wśród nich nie tylko aktorki czy wokalistki, ale i kobiety zajmujące się nauką, pracą społeczną. Jakiś czas temu nawiązałam kontakt z kobietą, która mieszka w San Francisco, wychowuje trójkę dzieci i pisze cudownego bloga o tym, jak cieszyć się życiem każdego dnia. Mimo, że nigdy się nie spotkałyśmy, korespondujemy ze sobą. Ona również nosi jeden z moich pierścionków, mówi, że to jej ulubiony! Cieszy mnie, że gdzieś daleko, w jej życiu, jest obecna jakaś mała cząstka mojej twórczości.

A czy któraś z filozofii polskich marek jest Ci szczególnie bliska i uważasz, że Wasza współpraca przyniosłaby ciekawy efekt?
Podziwiam różnych polskich projektantów tworzących modę, wzornictwo użytkowe, grafikę. Mimo że nie jest łatwo funkcjonować na polskim rynku, krok po kroku podążają swoją drogą i idą w kierunku dobrych zmian. Podoba mi się to, co robią Nenukko, Diana Jankiewicz, Est by Es, Kaaskas. Cenię dobre projekty. Zaglądam czasem na blog Harel, żeby obejrzeć, co nowego mają do zaproponowania polskie marki, ale taka współpraca jest wciąż przede mną.

2015_JuneDesign-177z
fot. Anna Wojtecka

Jakie wymagania musiała spełnić Twoja marka, aby dostać się na Origin Passion and Beliefs w Vicenzie, gdzie była jedynym polskim reprezentantem?
Szczerze mówiąc nie wiem, bo do tego projektu zostałam po prostu zaproszona i znalazłam się w grupie stu projektantów z całego świata, którzy spotkali się w Vicenzie z ważnymi przedstawicielami świata mody. Jednego dnia byłam u siebie w pracowni, a następnego konsultowałam mój lookbook ze stylistami „Vogue Italia”. Rozmawiałam z nimi o kierunku, w którym chciałabym podążać, o możliwościach rozwoju i współpracy. Dostałam również konkretne wskazówki dotyczące stylizacji. To było dla mnie bardzo ważne doświadczenie, pozwalające zyskać nowe spojrzenie na moją twórczość i sporo się nauczyć, a także poznać inspirujących ludzi. Wydarzenie to zapoczątkowało również szereg istotnych zmian.

Bierzesz udział w różnych targach europejskich. Czy zauważyłaś, żeby kobiety z innych państw, podczas doboru biżuterii, kierowały się czymś innym niż Polki?
My kobiety kochamy biżuterię i narodowość nie ma tu znaczenia. To porozumienie ponad podziałami. W Polsce niestety ograniczeniem bywa budżet i nie każda kobieta może sobie pozwolić na wszystko, o czym marzy. Może też dlatego, że własna przyjemność bywa gdzieś na dalszej pozycji listy „Do Kupienia”. Można wtedy liczyć na szczególną okazję – biżuterię zamawiają u mnie bowiem także panowie, którzy szukają wyjątkowego prezentu dla swojej partnerki. Wiedzą oni, że szczęśliwa żona to szczęśliwe życie!

June Design jest młodą marką, a brało już udział w wielu międzynarodowych wydarzeniach. Czy od samego początku zakładania firmy myślałaś o wejściu na rynki zagraniczne? Jakie są etapy wchodzenia na nie?
Żyjemy w czasach, w których, dzięki technologii, zmniejsza się dystans pomiędzy Polską a innymi krajami. Internet daje wiele możliwości, dzięki niemu mam szansę dotrzeć do odbiorców na całym świecie. Dizajn jest językiem ogólnoludzkim, podobnie jak muzyka. Ostatnio spotkałam Japończyka, który zamawiał u mnie biżuterię dla partnerki. On nie znał angielskiego, a ja japońskiego, a mimo tego połączył nas zmysł estetyczny. To jest ta iskierka w oku, która pojawia się, kiedy widzimy coś, co nas zachwyca, co postrzegamy jako piękne. Dlatego też, od początku nie skupiałam się jedynie na Polsce, a szukałam również klientów poza nią. Kiedy jest się młodym projektantem, trzeba brać pod uwagę swoje możliwości i budować markę krok po kroku, wykorzystywać dostępne metody komunikacji, biorąc pod uwagę budżet. Na początku wydawało mi się, że to wszystko będzie łatwiejsze i, kolokwialnie mówiąc, pójdzie szybciej. Po dwóch latach prowadzenia działalności mogę powiedzieć, że to po prostu codzienne starania, umiejętne podejmowanie decyzji, próbowanie nowych metod i przede wszystkim niegasnący optymizm, który pozwala się nam rozwijać. Ten rozwój jest stopniowy i trzeba być cierpliwym.

June Design 05 m
fot. Aleksandra Zaborowska

Twoją biżuterię można dostać w butikach w Londynie oraz Berlinie. Jak dokonujesz wyboru miejsc, z którymi chcesz, aby była kojarzona Twoja biżuteria?
Wiele decyzji podejmuję intuicyjnie – po prostu czuję, że dane miejsce jest spójne z moją wizją, że moja kolekcja tam pasuje. Czasami takie decyzje są niekomercyjne, ale dla mnie ważne jest działanie w zgodzie z samą sobą. Wiem, że to zaprocentuje. Bardzo cenię sobie to, że sama podejmuję najważniejsze decyzje i dzięki temu mogę budować moją markę, a co za tym idzie – również moje życie, oparte na własnych wartościach. To daje mi poczucie szczęścia i spełnienia.

Ostatnie pytanie: jakie są Twoje plany na przyszłość?
Pracuję właśnie nad nową kolekcją, którą będę już od początku sygnowała własnym imieniem i nazwiskiem – Kasia Wojcik. To dla mnie, jako projektantki, nowy etap rozwoju. Przygotowuję sporo zmian, pojawię się także na ważnych, międzynarodowych wydarzeniach. Jestem otwarta na to, co jeszcze przede mną. W końcu jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana!

Biżuterię June Design znajdziecie na stronie: www.junedsgn.com

 

Rozmawiała: Tatiana Zawrzykraj