„Nadchodzi moda na ekologię i minimalizm” – wywiad z Magdą Jagnicką i Pauliną Mikulską

387

Stylistka i projektantka – ich drogi zetknęły się podczas eventu #pozerkigirlstalk. Wymieniły się wiedzą i doświadczeniem w zakresie obecnego systemu mody, a także perspektywą zawodową i prywatną dotyczącą mody zrównoważonej – o tym czym ona jest dzisiaj i jaka powinna być w przyszłości opowiedziały Magda Jagnicka i Paulina Mikulska.

Sonia Przybył: Mam poczucie ogromnej dezinformacji w kontekście przepływu rzetelnych informacji, które widzimy w mediach szczególnie w social mediach, dotyczących funkcjonowania współczesnego systemu mody – jego potrzeb i konsekwencji. Pokuszę się o stwierdzenie, że w obrębie mody jesteśmy hipokrytami i (bez)refleksyjnie nakręcamy niezdrowy system szybkiego wytwarzania. Dlatego spotkałyśmy się dziś, żeby porozmawiać  o o równowadze, w szaleństwie wytwórstwa i konsumpcji. Więc czym dla Was jest zrównoważona moda? 

Magda Janicka: Dla mnie to świadomość szkód jakie kosztuje kompulsywny konsumpcjonizm w świecie mody. Naprawdę nie potrzebujemy tylu ubrań, butów i torebek! Im więcej ich mamy, tym mniej ogarniamy co w tej szafie w ogóle jest, co z czym połączyć. Trzeba wyeliminować obsesję na punkcie zakupów, ograniczyć chęć posiadania ciągle nowych rzeczy, poradzić sobie z presją bycia trendy. To dla mnie jest ważny krok w kierunku zrównoważonej mody. Mam mnóstwo ubrań vintage, z małych butików, od projektantów, ale kupuję też w sieciówkach i pracuje dla nich przy sesjach. Sprawdzam skład i pochodzenie produktów. Staram się odnaleźć zdrowy rozsądek i balans.

Paulina Mikulska: Zalążki zrównoważonej mody takiej, która jest świadomym systemem da się zaobserwować już dziś, wśród zachowań klientów. To oni coraz częściej zaczynają się interesować pochodzeniem produktu, jego składem i sposobem wykonania. Zwracają uwagę na polskich projektantów i producentów.

Jak wcielacie zrównoważoną modę w życie codzienne? 

M: Zależy mi by swoich klientów uczyć minimalizmu, a także uświadamiać ich o konsekwencjach jakie niesie za sobą biznes mody. To samo przekazuję swoim bliskim. Zamiast się kłócić i wytykać kto kupuje na chińskim bazarze, non stop lata samolotami albo codziennie je mięso, wolę zacząć od siebie. Chcę tworzyć dialog w temacie mody, wymieniać się ideami i poglądami, podsuwać sobie pomysły, ale też konkretne adresy np. gdzie można oddać ubrania do recyklingu. Sama oczywiście nigdy nie wyrzuciłam żadnego ubrania na śmietnik, przekazuję je do punktów recyklingu jak choćby ten w H&M. Moja niechciana stara bluzka może zyskać drugie życie jako ściereczka albo wkład fotelu auta. Swoje ubrania chętnie pożyczam znajomym: jeśli koleżanka chciała na czyjeś wesele kupić nową sukienkę, wolę by pożyczyła jakąś z mojej kolekcji. Biorę udział w wymianach i wyprzedażach szaf. Kocham lumpeksy i vintage shopy, dlatego często do nich zaglądam.

P: Jesteśmy marką modową, która uczy klientki jak łączyć nasze ubrania, jak bawić się modą i eksperymentować. Nasze kolekcje są pewnego rodzaju kontynuacją, łączą je kobiece fasony, falbany i różowe akcenty. Dzięki temu można je kompletować bez ograniczeń. Oprócz głównych kampanii, co dwa tygodnie wykonujemy sesje street stylowe, które inspirują nasze klientki. Pokazujemy jak dodatki mogą zmienić charakter stylizacji. Zachęcamy również klientki do wymiany i wyprzedaży swoich szaf – współdziałamy z nimi w tym obszarze organizując #SWAPozerkiParty.

Jesteście świadome ciążących zmian i konsekwencji, więc co myślicie o kierunku, w którym podąża polski przemysł modowy? 

M: Żyjąc w bańce mydlanej jaką jest Warszawa, czasami sama zastanawiam się na ile moje spojrzenie jest obiektywne. Moi znajomi z branży mają podobne zdanie na temat kierunku w którym polska moda powinna podążać. Ale co dzieje się poza dużymi miastami? Generalnie moda jest bagatelizowana, brakuje edukacji, żeby pozbyć się tych barier, żebyśmy wszyscy mieli równy lub podobny dostęp do wiedzy i informacji. To przemysł wart miliardy! Mam nadzieję, że na popularności zyskają zawody takie jak: konstruktor odzieży, krawiec, szewc, kaletnik… Bo takich specjalistów bardzo brakuje. Wiem, że nawet gdyby sieciówki chciały szyć swoje kolekcje w Polsce, to zwyczajnie brakuje rąk do pracy i oby to się zmieniło.

P: Zgadzam się, moda jest bagatelizowana, ale ona także różnicuje. Mam wrażenie, że w Polsce jest to szczególnie widoczne zjawisko, ponieważ z mojej perspektywy opiera się ona na kilku segmentach: mamy marki luksusowe, marki prowadzone przez influencerki, blogerki, które zdobyły wiedzę i doświadczenie w mediach społecznościowych i  tzw. „młode” polskie marki, które starają się być gdzieś pomiędzy, starają się zarabiać na siebie i przetrwać na rynku. Niestety kierunek naszego przemysłu to też funkcja kopiuj – wklej, a zrównoważona moda w tym systemie to obecnie odklejona forma, która tak jak wspomniałam, ma większą oddolną siłę (wśród konsumentów), niż u dominujących biznesowych graczy. 

Zawodowo zajmuje się konsekwencjami teraźniejszości – przyszłością i chciałam Was o nią zapytać. Jak wyobrażacie sobie modę w przyszłości?

P: Moim zdaniem, nadchodzi kryzys, mój mąż też to powtarza. Koszta produkcji są coraz wyższe, konkurencja coraz większa. Nadchodzi moda na ekologię i minimalizm. Marki modowe muszą sprostać coraz wyższym oczekiwaniom klienta. Klienci są świadomi, chcą kupować mniej i mieć pewność, że kupują pełnowartościowe produkty wykonane z wysokiej jakości tkanin i szyte w Polsce. Kryzys ekonomiczny odbije się na większości branż, również w segmencie mody.

M: Przyszłość jest w internecie. Zapytałam się pół roku temu mojego przyjaciela gdzie według niego jest stolica mody, Paryż, Nowy Jork? Odpowiedział, że stolicą mody jest Internet. Prawie wszyscy, od młodych marek, influencerek czy wielkich domów mody znajdują swoje inspiracje na instagramie. Na jeszcze nowsze technologie i rozwiązania czeka e-commerce, to kanał sprzedaży, która cały czas się rozwija. Z wizji katastroficznych mam przeczucie, że  niektóre centra handlowe (których w tej chwili jest wysyp) będą puste i będą straszyć, zupełnie tak jak dziś przestarzałe pawilony handlowe z lat 90.

P: A nie uważasz, że przyjdzie taki moment, że to będzie przeinwestowane? Że to rozsypie się jak domek z kart?

M: Myślę, że wirtualna moda będzie uzależnieniem. Bo internet stał się życie. Instagram jest jednocześnie telewizorem, komunikatorem i miejscem spotkań, a instastorie to nowa formuła telezakupów niczym Mango, bynajmniej mi to przypomina. Więc z mojej perspektywy to zjawisko będzie się nasilało, a my w nim mocno utkwimy. 

A czego życzycie modzie i sobie?

P: Życzę sobie aby grono naszych wspaniałych #pozerkigirls się poszerzało. Bliskie relacje z klientkami, odbyte rozmowy i wypite kawy są dla mnie utwierdzeniem, że to co robimy jest potrzebne.

M: Życzę sobie super łowów w vintage shopach. A także, tego aby zniknęła presja posiadania nowości. Życzę sobie i modzie, dialogu – abyśmy mogli usiąść i rozmawiać o sytuacji obecnej  i jej konsekwencjach. Żebyśmy wspólnie się inspirowali i uświadamiali. Oraz tego, by zmiany rosły w nas i modzie powoli, swoim tempem, lecz by były autentyczne i trwałe :)

Rozmawiała: Sonia Przybył