Jeszcze niedawno wydawało się, że temat podatku cyfrowego w Polsce został definitywnie zamknięty. Dziś wraca – i to w formule, która może realnie zmienić układ sił w handlu internetowym. Jak informuje „Rzeczpospolita”, projekt tzw. równościowego podatku od usług cyfrowych wkrótce ma trafić do oficjalnego wykazu prac legislacyjnych rządu. Co ciekawe, nowa propozycja rządu nie jest już wymierzona w amerykańskie Big Techy. Na pierwszym planie znalazły się globalne platformy e-commerce, w szczególności te spoza Europy, które od lat skutecznie omijają lokalny system podatkowy.
W tym artykule przeczytasz:
- dlaczego rząd przywraca temat podatku cyfrowego,
- co zmieniło się w podejściu Ministerstwa Finansów,
- kogo obejmą nowe regulacje od 2027 roku,
- dlaczego platformy z Chin znalazły się pod lupą,
- co podatek cyfrowy oznacza dla branży mody i e-commerce.
Podatek cyfrowy: cichy zwrot w podejściu rządu
Za przygotowanie nowych przepisów odpowiada Ministerstwo Cyfryzacji, jednak kluczowe znaczenie ma zmiana stanowiska Ministerstwo Finansów. To właśnie ten resort w przeszłości blokował prace nad podatkiem cyfrowym, obawiając się napięć międzynarodowych i niepewnych skutków fiskalnych.
Tym razem sygnał z rządu jest inny: projekt otrzymał zielone światło, a prace mają być prowadzone spokojnie i systemowo. Według informacji „Rzeczpospolitej” nowe regulacje miałyby wejść w życie w 2027 roku. Szacowane wpływy do budżetu państwa to około 2 mld zł w pierwszym roku i ponad 3 mld zł rocznie w dłuższej perspektywie.
Zobacz też: To już pewne! Od 2026 roku zapłacimy cło za małe paczki z Chin
Od politycznego konfliktu do chłodnej kalkulacji
Warto przypomnieć, że wcześniejsze próby wprowadzenia podatku cyfrowego zakończyły się fiaskiem. Na początku 2025 roku temat został szybko zamrożony po krytyce ze strony Stanów Zjednoczonych. Wówczas Ministerstwo Finansów publicznie dystansowało się od projektu.
Dziś narracja jest znacznie bardziej pragmatyczna. Jak podaje „Rzeczpospolita”, nowy mechanizm ma być trwały, przewidywalny i konstrukcyjnie zbliżony do VAT. Celem nie jest już symboliczna walka z globalnymi gigantami, lecz uporządkowanie rynku i uszczelnienie systemu podatkowego.
Dlaczego to platformy z Chin znalazły się w centrum uwagi?
Kluczowym elementem planowanego podatku ma być jego powiązanie z CIT. Firmy, które realnie rozliczają podatek dochodowy w Polsce, mogłyby pomniejszać o niego należność z tytułu podatku cyfrowego.
W praktyce oznacza to jedno: największe obciążenie spadnie na międzynarodowe platformy działające transgranicznie, które osiągają w Polsce ogromne przychody, ale formalnie nie są tu podatnikami. Według informacji cytowanych przez „Rzeczpospolitą” szczególnie dotyczy to chińskich marketplace’ów, które w ostatnich latach agresywnie zwiększały swoją obecność w segmencie mody, beauty i zakupów online.
Co podatek cyfrowy oznacza dla branży fashion?
Dla polskiego rynku mody i e-commerce to moment przełomowy. Podatek cyfrowy może ograniczyć przewagę kosztową zagranicznych platform, które dotąd konkurowały głównie ceną i skalą. Dla lokalnych marek, sklepów internetowych i europejskich marketplace’ów oznacza to szansę na bardziej wyrównane warunki gry.
Choć szczegółowe zapisy projektu nie są jeszcze znane, jedno jest pewne: powrót tematu podatku cyfrowego w nowej formule to nie tylko kwestia fiskalna. To decyzja, która może realnie wpłynąć na przyszłość handlu internetowego w Polsce – także w branży mody.
Może Cię zainteresować: Francja zapoczątkowała rewolucję. Kolejny kraj idzie na wojnę z ultra fast fashion
Zdjęcie główne: Spotlight Launchmetrics
