RECENZJA: Po zabawie sylwestrowej pora na „Party” w kinie

75
Źródło: kadr filmu "Party"

Po noworocznej zabawie sylwestrowej przyszła pora na kolejną imprezę, tym razem w kinie. Party to komediodramat w reżyserii Sally Potter. Relacje między bohaterami, kąśliwe dialogi i czarno-biała estetyka trzymają nas w napięciu przez cały czas, a oglądając film mamy wrażenie, że przebywamy tuż obok głównych bohaterów. 

Janet (Kristin Scott Thomas) została właśnie nominowana na ministra zdrowia w brytyjskim rządzie. Wydarzenie to stało się pretekstem do urządzenia przyjęcia dla jej bliskich przyjaciół. Oprócz męża Billa (Timothy Spall) awansowaną kobietę odwiedzają: przyjaciółka April (Patricia Clarkson) wraz z mężem Gottfriedem (Bruno Ganz), Marta (Cherry Jones) z dużo młodszą partnerką Junny (Emily Mortimer) i młody, przystojny biznesmen Tom (Cillian Murphy).

Szybko dochodzimy do wniosku, że pokój, w którym zebrali się bohaterowie jest zbyt ciasny na wszystkie indywidua tłamszone w nim. Szybko wychodzą kolejne skrywane sekrety, a gospodarz wyraźnie ma gdzieś swoich gości. Potter po kolei prezentuje nam postacie i każdego dopuszcza do głosu, by w końcu głosy te zaczęły się ze sobą spierać. Sprawy, które z początku mogłyby się wydawać dla nas oczywiste okazują się mieć drugie dno, a każda z postaci zdaje się mieć coś na sumieniu. W filmie pojawią się łzy, narkotyki, a nawet broń.

Party to przede wszystkim dobra gra aktorska oraz opowieść o relacjach międzyludzkich, maskach, które zakładamy na co dzień, jak i polityczno-obyczajowa satyra. To zdecydowanie dobra propozycja na weekend.

>>>Przeczytaj również: W nadchodzącym czerwcu damski gang obrobi MET Galę 

PODZIEL SIĘ