noSlotData
noSlotData
noSlotData
REKLAMA
noSlotData
Tydzień Mody Męskiej wiosna-lato 2024: najciekawsze pokazy

Wiosna-lato 2024: nowe paradygmaty mody męskiej

REKLAMA
noSlotData

W modzie męskiej w dalszym ciągu oczekuje się rewolucji. Ale właściwie jakiej? Co miałoby się zmienić? Jaki miałaby mieć ona wpływ na współczesnych mężczyzn? Te pytania zadają sobie od kilku sezonów projektanci wielkich domów mody. Na razie jedyna, właściwa odpowiedź nie jest znana, za to twórcy mody próbują odmienić męski styl przez wszystkie przypadki. Mianownikiem tych poszukiwań jest z pewnością próba osiągnięcia równości między modą damską a męską, tym, co praktyczne a szokujące, właściwe a nieadekwatne.

Za nami Tydzień Mody Męskiej w Londynie, Mediolanie, Paryżu i Florencji, a co za tym idzie przekrój nowości, które zbudują trendy na kolejne sezony, może lata. Choć wiosna-lato 2024 zapowiada się przedłużeniem tych tendencji, które mogliśmy obserwować w niedalekiej przeszłości, nie brakowało kilku interesujących wyróżników, w tym Louis Vuitton pod batutą Pharella Williamsa, Loewe z artystycznym przekazem czy Fendi z inspirującą historią w tle.

Tydzień Mody Męskiej wiosna-lato 2024: najciekawsze pokazy

Louis Vuitton – Big Spender!

Pomieszanie z poplątaniem, pogmatwanie z pokręceniem. Ale w tym ideologicznym i estetycznym chaosie, zdaje się, że jest pewna metoda. Pharell Williams, który nieoczekiwanie znalazł się w szeregach twórców Louis Vuitton jako dyrektor artystyczny męskiej linii, miał niełatwą misję do wykonania. Próba zastępienia Virgila Abloha to jak walka z wiatrakami. Amerykański projektant mody, przez wielu uznawany jest dziś za jednego z ostatnich wizjonerów, których w nowym świecie już po prostu nie ma. Pharell Williams nie miał więc zmiaru podnosić tej rękawicy, i na siłę udawadniać swojej wielkości, jak to często bywa przy zmianie u sterów, a wykorzystał typowe dla marki (i bezpieczne zarazem) kody, czerpał z dziedzictwa Abloha i trochę pogrzebał w swojej własnej historii. Kolekcja nie zwiastuje rewolucji estetycznej, nie odpowiada również na nowe trendy i potrzeby w modzie. Przeciwnie do rosnącej tendencji Quiet Luxury, Pharell zilustrował projekty marki w zmultiplikowane wszędzie logo i monogram. Cięzko jednak mieć o to do niego pretensje. W końcu Louis Vuitton logotypem stoi.

W debiutanckiej kolekcji dla LV Williams nawiązuje nieśmiało do swoich własnych licealnych czasów. To właśnie z nich wygrzebał kurtkę będącą czymś na przełomie bomber a varsity jacket, a także zajrzał do historii francuskiego domu mody. Zobaczyć można więc było charakterystyczne i ważne dla marki torebki – bardzo modne aktualnie mikroskopijne typu Speedy czy obszerne kufry. Ale to nie kolekcja zrobiła największe wrażenie na zebranych (i tych przed ekranami smartfonów), a monumentalność całego show. Louis Vuitton słusznie wykorzystuje efektowność jako kluczowego przymiotnika opisującego kolejne wydarzenia, bo to właśnie w tym leży sekret niesłabnącego powodzenia marki. Na moście Pont Neuf w Paryżu, gdzie zlokalizowano wydarzenie, znaleźli się Kim Kardashian, Beyonce czy Jared Leto. Całość transmitowana była przez rzeszę będących na miejscu influencerów, a na wybiegu znaleźli się Pusha-T i No Malice.. Cóż za Instagramowa uczta! Ale w tej manii pikseli (Williams stworzył z rozpikselowanych zdjęć nowy wzór będący corem kolekcji), nowy dyrektor artysyczny przypomina, by w cyfrowym świecie pamiętać o analogowych wartościach i historii.

Loewe – Na zachodzie bez zmian

Jonathan Anderson, podobnie jak niegdyś Karl Lagerfeld, Virgil Abloh czy Demna Gvasalia, swoją pracę projektanta mody dzieli między dwie marki: swoją autorską JW i Loewe. Każdy, kto choć w mikroprocencie rozumie koncepcję dyrektorstwa kreatywnego, zdaje sobie sprawę, jak blisko jest do tzw. dwubiegunówki artystycznej. W końcu od irlandzkiego mistrza krawiectwa wymaga się, by prezentował on niezmiennie coś nowego, tworząc równocześnie charakterystyczny styl, będący kluczem jego brandingu. Andersonowi, jakimś cudem udaje się osiągnąć spójność w wizerunku obu marek, czego dowodem jest najnowsza, prezentowana w ramach męskiego tygodnia mody, kolekcja. Trudno nie nadać jej innej nazwy niż określenie jej synonimem stylu Loewe. Projektant wiernie trzyma się swoich założeń, bazując na krystalicznym minimalizmie, prostych formach i zacieraniu granic między tym, co męskie a tym, co kobiece. W kolekcji na wiosnę 2024 zastanawia się również nad tendencjami retro w aktualnej modzie. Stąd, w prawie wszystkich sylwetkach, znalazły się szerokie spodnie z bardzo wysokim stanem, aż po pępek. To one stanowiły bazę dla błyszczących koszulek polo, grubych dzianin, swetrów w romby, i obszernych trenczów. Według twórcy, ten lekko dyskotekowy look najlepiej oddaje współczesną walkę o równość. Za kulisami Anderson mówił, że od dawna szuka idealnego rozwiązania, by zatrzeć granice między modą męską a damską. W redukcji i pozbywaniu się kolejnych warstw, w swoich projektach i koncepcji, twórca widzi coś bardzo luksusowego. Ja widzę w nich przede wszystkim starego dobrego Jonathana Andersona.

Dior – kalejdoskop z Jonesem w samym środku

Kim Jones, słyszał zapewne głosy sprzeciwu wobec widowiskowym show, które ponoć odwracają uwagę od tego, co na wybiegu, czyli od premierowych projektów. Może dlatego pokaz mody męskiej na wiosnę-lato 2024 u Diora jest esencją chirurgicznej prostoty (przynajmniej pod kątem scenografii). Zamiast wielkich fajerwerków, Jones skupił się na formie. I ta zaskakiwała już do samego wejścia, bowiem show odbyło się w szczelnie zamkniętej szarej klatce. W środku poza schodkami, na których siedzieli goście, znajdowały się tylko srebrne, metalowe kafelki, ale miały one swoje uzasadnienie, bowiem to właśnie z nich, niczym z tajemnej piwnicy, w tym samym momencie, dosłownie wynurzyli się modele. W ten prosty, acz chwytliwy sposób, Jones zapewnił marce tzw. insta moment. Ten artystyczny zabieg nie powinien nikogo szczególnie dziwić, w końcu Jones jest nie tylko świetnym projektantem, ale i wizjonerem, który świat widzi przede wszystkim w obrazach. No i potrafi świetnie odnaleźć się w rozmaitych powidokach przeszłych twórców. Tym poświęcił podczas prezentacji nowej kolekcji najwięcej czasu.

W jego nowych projektach można było znaleźć bardzo odważne referencje do prac m.in. Yves Saint Laurenta, Gianfranco Ferré i Marca Bohana. Łącząc motywy z ich czasów z własnymi propozycjami zbudował pomost między przeszłością a teraźniejszością. Membraną, która ich wszystkich połączyła, była kanna Christiana Diora, wzór, który założyciel domu oparł na tkanych rattanowych krzesłach, na których zasiedli goście na jego pierwszym pokazie w salonie w 1947 roku. Niewątpliwe nową obsesją Jonesa stały się klejnoty, którymi projektant ozdboił drapowane kardigany, proste nogawki, wysokie spódnice czy koszulki polo. Tweedowym mokasynom nadał zaś sprzączki zaczerpnięte z motywu zapachowego Lady Dior. Wiosna-lato 2024 to kalejdoskop Diora z Jonesem w samym środku. Albo jak sam to ujął: „To kolaż różnych projektantów w archiwum, wyrażony kształtem, kolorem, formą i nastrojem”.

Fendi – człowiek kontra robot

Pokaz kolekcji męskiej domu mody Fendi przypominał trochę powidoki spektakularnych i zapamiętywalnych na zawsze widowisk Chanel za czasów Karla Lagerfelda. W porównaniu do wielu innych marek prezentujących nowe propozycje w ramach sezonu wiosna-lato 2024, Fendi postawił nie tylko na scenografię, ale i na idee. Pokaz odbył się w najprawdziwszej fabryce, gdzie na żywo, przez rzemieślników wykonywane były ostatnie poprawki nowych prototypów. Oczywiście można powiedzieć, że dom mody chciał w ten efekciarski sposób zapewnić sobie relacje w mediach społecznościowych, jednak zgromadzeni w fabryce wykonawcy, byli nie tylko prawdziwi (i właśnie byli w tym momencie w pracy), ale również udzielali odpowiedzi na pytania dziennikarzy. Silvia Venturini Fendi, projektantka i właścicielka marki, powiedziała amerykańskiemu Vogue’owi: „W modzie dużo słyszy się o projektancie i marce, ale aby być w pełni przejrzystym, należy wiedzieć, kto tworzy przedmioty i w jakich warunkach. To jest to, co chcemy dzisiaj zrobić”.

Kolekcja, która powstała na nowy sezon zbudowana została dookoła pracy rzemieślników i nawiązywała bezpośrednio do odzieży roboczej. Najważniejszymi elementami stały się przeszycia i pasy narzędziowe. Te ostatnie stworzone z towarzystwem fartuchów imitowały spódnice. I chociaż to moda grała oczywiście pierwsze skrzypce, ważnym tłem była idea. Dom mody Fendi nie bez powodu chciał pokazać swoje najnowocześniejsze maszyny i roboty. W ten sposób udało im się przekonać ludzi, że mimo iż technologia wchodzi w nasze życie pełną parą, nie jest w stanie w 100% zastąpić prawdziwych mistrzów.

Zobacz też: Tydzień mody męskiej 2023 – walka o prosty przekaz i słuszne idee

Valentino – misja moda

Pierpaolo Piccioli, podobnie jak Fendi, również chciał nadać swojej kolekcji zupełnie nowy wymiar i głębsze znaczenie. Pokaz zlokalizowany został na dziedzińcu wspaniałego renesansowego gmachu Mediolańskiego Uniwesytetu Publicznego. Wybór miejsca wcale nie był przypadkowy. Piccioli, przemawiając poprzez swoje projekty w monumentalnym budynku szkolnym, rozpoczął na nowo dyskusję na temat tego jak męska tożsamość jest dziś reprezentowana i definiowana przez kodeks mody. „Wyznaczniki władzy i sukcesu do tej pory definiowały ideę męskości” – powiedział na konferencji prasowej po pokazie. „Ale wierzę, że prawdziwa siła i moc polegają na wolności okazywania własnej kruchości i wrażliwości”. Właśnie z tego powodu tak bardzo zainteresowało twórcę „Małe życie” autorstwa Hanyi Yanagihary, które wysłał gościom jako zaproszenia. „Intymność i człowieczeństwo czterech męskich postaci, ich otwarta wrażliwość i odporność były dla mnie wzruszające i inspirujące” — powiedział.

Projektant poszedł o krok dalej i postanowił wydrukować cytaty z różnych stron powieści na garniturach i jeansowych spodniach. Wszystkie sylwetki, nawiązując do poszukiwań Picciolego, zostały zlagodzone i udelikatnione, Złagodził również proporcje pudełkowych marynarek, zastępując spodnie krótkimi szortami i spódniczkami, haftując kwiaty na klapach czy drukując nadmuchane kwiatki 3D na przewiewnych lekkich marynarkach i prosto skrojonych koszulach. Piccioli uważa, że jego obowiązkiem jako projektanta jest nie tylko tchnąć życie w piękne kreacje, ale także „powiedzieć coś znaczącego na głębszym poziomie”. Twórca mody chce się dzielić swoją wiedzą i doświadczeniem z młodym pokoleniem, a ta deklaracja nie jest tylko mrzonką. Marka Valentino ogłosiła bowiem, że będzie przeznaczać darowiznę na rzecz wymienionego wcześniej uniwersytetu.

Zdjęcie główne: Alfredo Piola

Przeczytaj również: MODA STREETWEAR I STYL FORMALNY. JAK TO POŁĄCZYĆ?

REKLAMA
noSlotData
REKLAMA
noSlotData
Tagi
REKLAMA
noSlotData
noSlotData
noSlotData
REKLAMA
noSlotData

Newsletter

FASHION BIZNES