Luksus? Spal go na stosie lub zadaj mu pokutę. Jak Burberry radzi sobie z własnym marnotrawstwem

635
fot. Burberry

Nietuzinkowe projekty, artyzm sztuki użytkowej. Domy mody dają nam wyobrażenie piękna, za swoimi drzwiami skrywają jednak brzydką prawdę. Bo skoro za luksusową jakość jesteśmy w stanie sporo zapłacić – w 2018 r. brytyjski Burberry odnotował przychód o wysokości 3,6 miliardów dolarów –  to ile właściwie kosztować nas będzie niszczenie przez niego jego własnych projektów… o łącznej wartości 36,8 miliarda dolarów?  Do tej pory niechciany luksus kończył spalony, zniszczony, zapomniany. Jednak w dobie kryzysu klimatycznego i w obliczu coraz to bardziej świadomej klienteli brytyjski dom mody mówi mea culpa i proponuje alternatywne rozwiązania na zmniejszenie ilości niepotrzebnych odpadów w modzie. Jaka jest więc jego pokuta?

I nie będziesz marnotrawił

Diabeł ubiera się nie tylko u Prady. Marek do wyboru ma wiele, w tym i Burberry.  A to, na co się nie skusi wyląduje na śmietniku, zostanie spalone, pocięte na kawałki i przerobione – i przyczyni się do zniszczenia nie tylko naszych wyobrażeń o luksusie, ale i do zwiększonej emisji gazów cieplarnianych (za którą to światowy przemysł modowy odpowiedzialny jest w 10%). Na Zachodzie woda musi być bardzo droga, skoro bardziej opłaca im się zniszczyć ubrania niż je uprać – dziwiły się indyjskie kobiety z tego krótkometrażowego dokumentu ukazującego marny koniec niekupionych ubrań. W Indiach specjalne maszyny rozszarpują je na małe kawałki. To, co zeszłoroczne i niemodne jest też palone. Jednak wkrótce, zanim domy mody zdecydują się puścić z dymem wartą wiele milionów luksusową odzież, prędzej rozpatrzą perspektywę zapłacenia słonych kar. We Francji, światowej stolicy mody, problem marnowania ubrań jest duży, przynajmniej tak duży jak dwie wieże Eiffela postawione koło siebie – francuski rząd szacuje bowiem, że rocznie we Francji niszczy się ok. 10,000-20,000 ton odzieży. Od popularnego wśród marek luksusowych procederu ma zniechęcać niekoniecznie luksusowa kara grzywny – o wysokości 15,000 €. Zmiany zostaną wdrożone z końcem roku 2021. Czy nakłoni to megakoncerny LVMH i Keringa do rachunku sumienia? On verra. Zobaczymy. 

Burberry: zapowiedz rewolucję zero waste 

Niszczenie ubrań to jedna z niechlubnych praktyk przemysłu modowego – jak zauważa Orsola de Castro, współzałożycielka grupy Fashion Revolution,  częściej taniej wychodzi zniszczyć to, co już wyprodukowane niż ograniczyć samą produkcję. Dodatkowo, palenie ubrań jest pewną formą zabezpieczenia poczucia ekskluzywności; marki luksusowe w ten sposób zmniejszają ryzyko przedostania się ich produktów do szarej strefy rynku. Sam Burberry obiecuje poprawę i do serca bierze sobie filozofię zero waste – mniej niż o ekologiczne wyrzuty sumienia może tu chodzić o zachowanie dobrych relacji z klientami  i utrzymanie silnej pozycji w branży, zwłaszcza po tym, jak w 2018 r. wydało się, że mimo swoich obietnic o zaprzestaniu palenia ubrań, brytyjska marka wciąż ten proceder kontynuowała. Teraz prezes firmy Marco Gobbetti (wcześniej związany z domem mody Céline) oręduje zmianom zero waste. Co oznacza to w praktyce? Neutralne emisyjne pokazy mody, korzystanie z materiałów z recyklingu, zacieśnianie współpracy z konsumentami, a ci zza oceanu mogą  – za odesłaniem nienoszonych już przez nich ubrań Burberry – skorzystać z opcji spersonalizowanych zakupów w sklepach marki. 

Pomagając innym, pomagasz też sobie

W ramach zmiany swojej polityki, Burberry przekazał część swojej odzieży organizacji Smart Works, wypożyczającej za darmo ubrania na rozmowy o pracę. W samym zeszłym roku ponad 250 kobiet szukających zatrudnienia – bezrobotnych, bezdomnych czy układających sobie życie na nowo po wyjściu z więzienia – przyszło na takie pierwsze rozmowy o pracę w strojach właśnie od Burberry. Dom mody ofiarowuje też część swoich ubrań do Progetto Quid, włoskiej etycznej i zrównoważonej marki, w której zatrudnienie znajdują kobiety o trudnej przeszłości. Rzeczy Burberry są tam przerabiane i zyskują drugie życie jako nowe elementy garderoby. 

Outlet? Nigdy nie mów nigdy

Ekskluzywność luksusu napędza pożądanie – i popyt. Pozornie, nijak ma się to do konceptu outletu; jednak pewne marki, jak Moncler czy cudowne zielone dziecko Keringa, Gucci, potrafią skutecznie ograć tę formę sprzedaży. U Gucciego do outletów trafiają ubrania sprzed więcej niż jednego sezonu, co pozwala im zachować pierwotną cenę przez dłuższy czas. Moncler  przekazuje swoje produkty organizacjom ONG lub urządza ekskluzywne wyprzedaże dla ludzi z bliskiego kręgu marki. Może tymi przykładami zainspiruje się sam Burberry? Konkurencją jednak pozostają platformy takie, jak Yoox, oferujące luksusowe produkty po znacznie obniżonych cenach – często aż o 70%.  

Po pierwsze i po ostatnie: transparentność

Najważniejsza lekcja? Bycie transparentnym. Próba zatajenia podobnie niechlubnych procederów byłaby w dzisiejszym świecie rozwiązaniem co najmniej naiwnym. Branża mody chce grać w otwarte karty. Czy Burberry zaakceptuje zasady fair-play? Czas pokaże. 

Autor: Ola Lipecka