Praca w modzie = praca za grosze?

523
wellmadeclothes.com

Glamour, splendor i nieustanna impreza. Tak według wielu wygląda praca w modzie. Jak wygląda rzeczywistość?

Podstawą branży odzieżowej, której moda przecież dotyczy, jest produkt – odzież, dodatki, obuwie. Bez tego nie odbędzie się żadna impreza, nie ruszy kampania reklamowa czy sesja zdjęciowa. Mało kto zastanawia się jednak nad tym jak właściwie produkty powstają. Podziwiamy efekt końcowy nie poświęcając ani chwili na głębszą refleksję. Czyżby dlatego, że wnioski mogą przytłoczyć?

Najsłabsze ogniwo

Nie od dziś wiadomo, że światem rządzi fast fashion. Ma być szybko i tanio, ale ktoś i tak musi na tym zarobić. Pogoń za zyskiem zwycięża nad troską o warunki w jakich powstaje odzież czy akcesoria, a więc także o wynagrodzenie dla osób bezpośrednio zaangażowanych w produkcję. Światowe organizacje takie jak Fair Labour Association czy Clean Clothes (w Polsce reprezentowane przez fundację Kupuj Odpowiedzialnie) od lat biją na alarm. Starają się zwrócić uwagę na problem niskich wynagrodzeń w branży odzieżowej.

Czy skutecznie?

Jak wskazuje raport FLA, pracownik fabryki w Bangladeszu szyjącej dla czołowych sieci handlowych zarabia średnio 8000 taka (ok. 360 złotych) miesięcznie. Warto wskazać, że minimalna kwota do przeżycia w Bangladeszu wyliczana jest na 13620 taka miesięcznie czyli około 620 złotych. Prawda jest brutalna, ale tak naprawdę wszyscy przyczyniamy się do takiego stanu rzeczy. Rozmawiamy o ekologicznym podejściu do środowiska, humanitarnym traktowaniu pracowników w odległych krajach i… na rozmowach się kończy. Bo widząc cenę 9,99 na metce, ciężko nie podejść do kasy. Dwudziesty t-shirt, dziesiąte takie same spodnie i ósma spódnica? Ważne, że były tanie. To nic, że kupując za bezcen wspieramy wyzysk, bo trudno inaczej nazwać to zjawisko.

Nie tylko koniec świata

Z punktu widzenia mieszkańca dobrze rozwiniętego europejskiego kraju, problem niskich wynagrodzeń i wykorzystywania pracowników w branży odzieżowej wydaje się być tak odległy. Tak jak fabryki gdzieś w dalekich Indiach, Chinach czy Kambodży. Nic bardziej mylnego. Pomijając fakt, że odległość nie ma większego znaczenia, bo zmianę powinniśmy zacząć od siebie i swoich nawyków, bazowanie na taniej sile roboczej to chleb powszedni także w Europie.

Made in Italy

Mówi się, że najcenniejszą włoską marką jest dzisiaj made in Italy. Niektórzy burzą się, że ma to niewiele wspólnego z rzeczywistością. W szczególności gdy wyprodukowano we Włoszech używa się (zresztą w zgodzie z prawem) dla produktów, które we Włoszech zostały jedynie „dopieszczone”. Przykład? Luksusowe buty wyprodukowane w Chinach, do których podeszwa została doklejona już na terenie słonecznej Italii. Włoski produkt? Niezupełnie, ale może w obliczu ostatnich doniesień to nawet lepiej.

Luksus kosztuje, ale nie płaci

Śledztwo przeprowadzone we ubiegłym roku przez dziennikarki „The New York Times” wykazało, że włoska branża odzieżowa to kolos na glinianych nogach. Najbardziej znane marki luksusowe może i produkują we Włoszech, ale wcale nie zamierzają za to więcej płacić. Wykorzystują fakt, iż w kraju panuje wysokie bezrobocie, a Włosi i Włoszki z najbiedniejszych części kraju chętnie podejmą się każdej pracy. I tak – jak podaje dziennik – MaxMara, marka znana głównie z luksusowych płaszczy, korzysta z pracy chałupników. Włoskie kobiety (to głównie one posiadają umiejętności z zakresu szycia) pracują we własnych domach zszywając części płaszczy, które w sklepach wyceniane są na 800 do 2000 euro. A wynagrodzenie? Jak przyznaje rozmówczyni „The New York Times” każdy ukończony metr wyceniany jest na euro . Dziennie kobieta jest w stanie wykonać dwa płaszcze, po pięć metrów każdy. Łatwo wyliczyć, że by pozwolić sobie nawet na najtańszy wykonany przez siebie płaszcz, krawcowa musiałaby pracować 80 dni i nie wydawać ani centa z zarobionych pieniędzy.

Europa ma problem

Niestety, Włochy to niejedyny tak bulwersujący przypadek. W Wielkiej Brytanii nie milkną głosy wzburzenia po publikacji raportu Komitetu Audytu Środowiskowego. Ujawnił on jak wielki wpływ ma działalność firm z branży odzieżowej na środowisko. Najbardziej dostało się Amazonowi oraz Boohoo Group. Raport wskazuje na praktyki degradujące środowisko, a także na działania, które można określić jako „wyzysk” pracowników. Zarzuty są bardzo poważne, ale niestety – nie zaskakujące. Obie firmy to liderzy w dostarczaniu kiepskiej jakości ubrań i dodatków w bardzo niskiej cenie.

Niebezpieczne fast luxury

Co ciekawe, oprócz typowych przedstawicieli sektora fast fashion po publikacji raportu cień padł także na marki luksusowe takie jak Louis Vuitton czy Versace. Komitet zarzucił markom luksusowym rozwijanie nowej kategorii tzw. fast luxury, czyli częstego wypuszczania małych kolekcji w wysokich cenach. Jak podaje raport, w rzeczywistości takie kolekcje nie mają z luksusem za wiele wspólnego. Są wytwarzane w tych samych brytyjskich fabrykach, w których produkują sieciówki. Wnioski nasuwają się same. Versace z kolei podpadło brakiem publikacji oświadczeń dotyczących łańcucha dostaw i przestrzegania praw pracowników. Jak płaci włoski (dziś, po przejęciu przez Capri Holdings, już bardziej amerykański) dom mody? Tego szybko się nie dowiemy.

Cudze krytykujemy, a swoje…

No właśnie, może powinniśmy zacząć od Polski. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny średnia płaca w produkcji odzieży w 2018 roku to 2787 zł brutto, czyli nieco ponad dwa tysiące złotych na rękę. Produkcja obuwia – 2995 zł brutto. Mało? To chyba za mało powiedziane. Biorąc pod uwagę wiedzę, umiejętności i trud pracy przy produkcji odzieży czy obuwia, aż ciężko w te liczby uwierzyć.

W wypowiedzi dla „Gazety Wyborczej” Joanna Szabuńko, wiceprezeska zarządu fundacji Kupuj Odpowiedzialnie, tłumaczyła:

Płace w szwalniach są problemem nie polskiego rynku pracy, ale całej światowej branży odzieżowej, dlatego tzw. rynek pracownika nie wpływa na ich sytuację. Wszędzie, gdzie produkowana jest odzież, płace szwaczek są na poziomie płacy minimalnej i to tylko dlatego, że nie można płacić mniej. Pracownice są głównym kosztem, na którym się oszczędza.

Na przeżycie…

Przeprowadzone przez CBOS w 2018 r. badanie dotyczące minimalnej kwoty netto potrzebnej do przeżycia miesiąca w Polsce wykazało, że by przeżyć na minimalnym poziomie bez żadnych oszczędności potrzeba 1467 zł netto na osobę. Wynika z tego, że pracująca w szwalni kobieta (bo to głównie zawód kobiecy) musiałaby wydawać ponad 70% swojego wynagrodzenia wyłącznie na siebie. W zdecydowanej większości przypadków to utopia. A mówimy wyłącznie o zapewnieniu sobie bytu minimalnego.

Od jakiegoś czasu coraz głośniej mówi się o braku wyspecjalizowanych rąk do pracy. Brakuje szwaczek, krawcowych, szewców, kaletników. Starsi odchodzą z zawodu, młodsi w ogóle go nie rozważają, bo jak? Perspektywa ciężkiej i wymagającej pracy za dwa tysiące złotych miesięcznie mało komu się uśmiecha. Zresztą, nawet jeżeli uczniowie zdecydowaliby się podjąć wyzwanie, nie wiadomo gdzie mieliby się uczyć. O ile we wspomnianych wyżej Włoszech i Wielkiej Brytanii powstają miejsca nastawione na szkolenie młodych finansowane przez firmy odzieżowe (Gucci ArtLab czy program szkoleniowy Ralph&Russo), o tyle w Polsce zmagamy się z odpływem uczniów ze szkół branżowych. Ale to już zupełnie inny temat.

vogue.co.uk

Wciąż glamour?

Nie od dziś wiadomo, że praca w branży mody to niezła harówka. Potwierdzą to osoby pracujące przy produkcji, ale także zaangażowani w pracę z gotowym produktem. Obsługa sklepowa czyli cały dzień na nogach, konieczność zniesienia nawet najbardziej dokazujących klientów w zamian za minimalne wynagrodzenie. Styliści, fotografowie, modelki, w szczególności na początku swojej kariery, nie wiedzą w ogóle co to wynagrodzenie. Swoje usługi świadczą za darmo, bo przecież „zdobywają doświadczenie”. Pozbawieni wsparcia, narażeni na wyzysk i odrzucenie rzucają się w wir pracy nie wiedząc jak będzie wyglądała przyszłość. Bo czy zaczynając od zera, w tak konkurencyjnej branży jak polska moda da się osiągnąć sukces?

Szansa na sukces

Poszukiwanie rozwiązania dla tej sytuacji to wyzwanie, które będzie towarzyszyło nam jeszcze przez wiele kolejnych lat. Potrzeba współpracy gospodarki, polityki i społeczeństwa, by znaleźć satysfakcjonujące rozwiązanie. Co prawda, wiele marek już zobowiązało się do poprawy warunków pracy zarówno w ramach organizacji, jak i w przedsiębiorstwach z łańcucha dostaw, niestety wciąż kończy się wyłącznie na obietnicach. Potrzeba presji ze strony klientów, przepisów prawnych, które może „dostarczyć” państwo i chęci ze strony głównych sprawców całej sytuacji by uratować tragiczną dzisiaj sytuację w przemyśle odzieżowym.

Czy możemy sami coś z tym zrobić? Przede wszystkim mówić: sprawdzam! I pytać, dowiadywać się, dociekać. To nasz obowiązek – wobec społeczeństwa i środowiska. Im więcej zainteresowanych, tym większa presja i – oby – lepsze efekty.

A więc do dzieła!

>>> Przeczytaj również: Q&A: Jak zacząć zarabiać w branży mody?