#ProjektantSlowFashion – Yes To Dress, Bożena Karska

625
Mat. prasowe

To ostatni wywiad z cyklu #ProjektantSlowFashion, w którym prezentujemy kolejną markę. Niepowtarzalne printy i energetyzujące kolory przeniesione na minimalistyczne, wyrafinowane konstrukcje, nowoczesne tkaniny i dzianiny. To oczywiście Yes To Dress – ubrania dające poczucie indywidualności i komfortu. Poznajcie założycielkę i projektantkę marki – Bożenę Karską.

Jak to się zaczęło? Skąd pomysł na markę?

„Projektowanie” zaczęło się na etapie liceum i studiów. Skończyłam architekturę, jak wielu projektantów. Dlaczego nie projektowanie ubioru? Zaczynałam studia w 1980 roku, nie miałam nawet pojęcia, że taki kierunek w kraju istnieje. Więcej – nie sądziłam, że istnieje taki realny zawód. W moim rodzinnym Wrocławiu, poza ASP, najbliższa moim plastycznym talentom była architektura. Nie żałowałam nigdy wyboru kierunku. Architektura to studia niezwykle rozwijające kreatywność, ale mocno oparte na technicznych dziedzinach. Doświadczam tego na co dzień. Po skończeniu studiów nie podjęłam pracy jako architekt. Trochę bez planu, ale postanowiłam robić to co kocham najbardziej: projektować modę. Zaczęłam z przytupem: od wielu nagród, od wyjazdów na Mode Berlin czy Igedo; od wspólnych pokazów z Modą Polską. Mistrz Jerzy Antkowiak to dla mnie absolutny guru, nie tylko w kwestii mody, raczej sztuki w szerokim znaczeniu.

Ponad 10 lat projektowałam tylko własne pokazowe kolekcje i modele na prywatne zamówienia. W 2001 roku rozpoczęłam współpracę z dużymi  firmami odzieżowymi. Ale  przyszedł taki dzień – nie zapomnę – 25 stycznia 2013 roku, kiedy postanowiłam, że znowu chcę odpowiadać za wyłącznie swoje decyzje: te dobre i te złe. Zarejestrowałam firmę i zrobiłam to, o co mnie prosiły koleżanki, a co napawało mnie jednak lękiem, bo dokładnie wiem czym jest prowadzenie własnej marki. Ale – cytując klasyka – kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana! Sama nazwa – YES TO DRESS – powstała chwilę wcześniej, podczas szalonego babskiego wypadu do Mediolanu. I nie chodziło o sukienki, sama ich nie noszę. Chodziło o „ubieranie”.

Twój flagowy produkt to? Z czego jesteś najbardziej dumna?

Pierwsza zaprojektowana przeze mnie sukienka. Jest absolutnie uniwersalna, a jej konstrukcja funkcjonuje od 5 lat. Po drugie – druki, moje własne. Flagowy, nie boję się użyć nawet słowa „kultowy”, to LAGUNA – niezwykle energetyczny druk, który jako jedyny jest zawsze dostępny w kilku formach sukienek, spodni, spódnic, a nawet na pościeli. Zamawiam go przez cały rok w mojej ulubionej fabryce w Łodzi na różnych jakościach dzianinach. Wydawał się stricte letni, wakacyjny, ale przecież zawsze gdzieś na świecie jest lato. A najbardziej dumna jestem z moich królewien, jak nazywam swoje klientki. Nie lubię słowa „klientka” – zaczęłam więc zwracać się do nich per „królewno” na Facebooku, a to się szybko przyjęło.

Jesteś ambasadorką Slow, skąd ta decyzja?

Czuję się częścią swoistej społeczności, którą Slow zbudowało. Kiedy pojawiła się okazja zostania ambasadorem targów Slow Fashion zgodziłam się od razu.  Mam poczucie, że organizatorzy Slow dbają przede wszystkim o nas – projektantów, a nie o własny PR. Bycie ambasadorem to przecież świetna okazja do zaprezentowania siebie i promocji marki.

>>> Przeczytaj również: #ProjektantSlowFashion – The Urban Beard, Filip Ferens

 Plany na przyszłość związane z Twoją marką?

To nie będzie stricte biznesowa odpowiedź. Nie planuję ekspansji, rozwoju sprzedaży B2B. Myślę o tym, ale nade wszystko cenię sobie swobodę działania. Działam bardzo intuicyjnie, ale mam też potężną wiedzę i doświadczenie. Lata współpracy z sieciówkami dały mi wewnętrzną dyscyplinę i umiejętność tworzenia niepisanego planu działania. Dały mi też wiedzę jak łatwo popełnić błąd, szczególnie jeśli jest się marka jednoosobową.

Chcę nauczyć się delegować zadania, zaufać innym i tym samym rozwinąć skrzydła. A bardziej marketingowo: chcę rozwinąć sprzedaż internetową. Zeszły rok był optymistyczny, szczególnie w liczbie zamówień z zagranicy. Zmieniłam częstotliwość wprowadzania nowych modeli, zmieniłam produkcję lookbooków. Przyniosło to dobry efekt. Sesje wizerunkowe to zwykle swoisty prezent dla fanek marki i w jakiś sposób spełnienie mojej wizji. Stąd pojawiający się często hasztag #dreamon. Równowaga i spokój w działaniu to mój plan.

Co dało Ci SLOW? 

SLOW polubiłam od pierwszej edycji – jeszcze w DT Braci Jabłkowskich. Pamiętam, że zgłosiłam się w ostatniej chwili, dostałam miejsce na przedostatnim piętrze i nie usiadłam przez cały dzień! Było mega pracowicie, ale jednocześnie jakoś tak slow. Od tamtej pory jestem na każdym wydarzeniu Slow. Myślicie, że to laurka? O, nie! Przyjdźcie i sprawdźcie sami. Osobiście nie mogę doczekać się marcowej edycji: zaplanowałam specjalną „scenografię” dla nowej wiosennej kolekcji, niespodzianki dla moich królewien i mam nadzieję, że Slow też trochę zaskoczę.

3 i 4 marca na PGE Narodowym w Warszawie odbędą się jedne z największych targów modowych w Polsce – Slow Fashion. Po raz pierwszy ambasadorami targów są Projektanci Slow. Wywiad powstał w ramach projektu #ProjektantSlowFashion.