WYWIAD Ila.Mak: „Moje akcesoria noszą grzeczne dziewczynki, dojrzałe panie, mamy i dziewczyny-rakiety”

671
źródło: mat. prasowe

14 luty to idealna data na to, by podzielić się z Wami rozmową z twórczynią jednej z najseksowniejszych polskich marek. Ila.Mak to brand stworzony z myślą o pewnych siebie kobietach, które wiedzą czego chcą i potrafią o to zawalczyć. Kamilę Ignaczak inspirują silne dziewczyny, a jej skórzane akcesoria można wykorzystać na różne sposoby. Uzupełnią klasyczną stylizację, działają jak amulet lub można ubrać je… do sypialni. Z Kamilą rozmawiam o początkach, klientkach i oczywiście – walentynkach. 

Zacznijmy od początku: jak się to wszystko zaczęło? Skąd w ogóle pomysł na Twoją markę? 

Od zawsze interesowała mnie kobiecość i jej siła. Słucham raczej muzyki robionej przez kobiety, interesuje mnie sztuka przez nie tworzona. Z głosem i interpretacją świata przedstawianą przez kobiety łatwiej mi się utożsamić. Fascynujący jest temat kobiecości, naszych słabości, ale i niezmiernej mocy. Dodatkowo współczesne czasy mają tendencję do wyrywania z kontekstu cytatów i wstawiania ich w zupełnie nowych zbiorach. Temat wiązania i plątania swojego rodzaju kajdanów jest w marce Ila.Mak symboliczny. Marka  była naturalnym procesem, który wyniknął ze zdarzeń w moim osobistym życiu. Budowanie jej i robienie akcesoriów wyzwoliło mnie. Oczywiście kojarzą się z fetyszyzmem, ale staram się znaleźć w tym równowagę i delikatność. Chcę, by moje projekty nadawały się do noszenia na co dzień. Wiem z autopsji, że ich noszenie wyzwala dobrą energię, zaciera granice i dodaje mnie i moim klientkom pewności siebie i swojej kobiecości.

Nie bałaś się, że w Polsce Twój pomysł się nie przyjmie? 

Postanowiłam spróbować. Mogłam iść na etat, albo podążać swoją drogą. Produkt jest na tyle uniwersalny, że gdyby nie sprzedawał się jako dodatek modowy, zawsze mogłabym wyposażać sklepy erotyczne. Rzuciłam się trochę na głęboką wodę i to był bardzo dobry pomysł. Strach spowalnia – lubię to sobie powtarzać.

Kim są Twoje klientki? 

Są kobietami. Bardzo różnymi i uwielbiam je wszystkie. Akcesoria noszą grzeczne dziewczynki, dojrzałe panie, mamy i dziewczyny „rakiety”. Bardzo zależy mi na tym, by nie ograniczać się do jednej grupy lub subkultury. Traktuje moje skórki jak amulety. Wspaniale jest oglądać pewność siebie i zadowolenie, które ujawnia się po założeniu na siebie akcesoriów Ila.Mak. Moje klientki czasami noszą je dla zabawy w sypialni lub wkładają na randkę – czasami po to, by prowokować lub dodać sobie pewności siebie. Wszystkie  te dziewczyny charakteryzuje jedna cudowna cecha: wiedzą, że mają w sobie siłę i kobiecość.

Spotkałaś się kiedyś z jakimś dziwnym, zaskakującym zamówieniem lub prośbą odnośnie indywidualnego projektu? 

Dziwność to pojęcie bardzo względne i indywidualnych zamówień tak bym nie nazywała. Oczywiście w swojej pracowni w Łodzi realizuję projekty na miarę według projektu klientki. Robiłam już sukienki i spódnice ze skóry oraz różnego rodzaju gorsety. Bardzo skomplikowane uprzęże. Zawsze jest to doskonała przygoda z projektowaniem, dopasowaniem do indywidualnych potrzeb i realizacją. Uwielbiam taką pracę.

Niby nic nas już nie dziwi. Wszechobecna nagość, reklamy ociekające seksem. A jednak często skórzane akcesoria uważane są za kontrowersyjne. Wielu też się podobają, ale „sam bym tego nie założył”. Jakie Ty masz zdanie na ten temat, jak ludzie reagują na Twoje projekty? Spotkałaś się kiedyś z jakąś reakcją, która szczególnie utkwiła Ci w pamięci? 

Moda powoli oswaja się z cytatami. Zwłaszcza w ostatnich sezonach chyba już nic nie dziwi. Martwi mnie tylko tak wyraźny podział płci w stylizacjach. Lubię streetwear, ale jednak w wydaniu z odrobiną pikanterii. Zdarza się, że klientka przychodzi do mnie po choker w rozmiarze S, a wychodzi z uprzężą. Na wstępie mówi, że to do niej nie pasuje, ale po założeniu pojawia się ten błysk w oku i odwaga. Moje akcesoria, wbrew pozorom, są subtelne. Na początku oczywiście marka była kojarzona z sex-shopem. Zmieniło się to, gdy magazyn „ELLE” napisał o moich akcesoriach oraz o tym, że fetysz wchodzi na salony mody i że to celowa prowokacja.

Myślę też, że cały wizerunek mojej firmy buduję zachowując granicę pomiędzy modą a typową erotyką. Jedna z klientek przyszła kiedyś do pracowni w damskim garniturze i koszuli, kupiła uprząż, zdjęła koszulę i założyła ją na gołe ciało pod marynarkę. To było turbo seksowne i chciałabym, żeby każda kobieta poczuła się w ten sposób choć raz!

Kobiety częściej kupują Twoje produkty do sypialni, czy żeby uzupełnić codzienną stylizację?

Moje akcesoria są raczej uniwersalne (śmiech).

Seks jest dla Ciebie inspirujący? 

Inspiruje mnie kobiece ciało i jego seksualność. Seks jest intymnym i raczej wybuchowym zwieńczeniem pewnej gry. Zdecydowanie bardziej inspiruje mnie wstęp, flirt, gra gestów, pozorów i pewność siebie. Nudzi mnie oczywistość.

Powiedziałaś, że kobiecość dla Ciebie sama w sobie jest fetyszem. Co przez to rozumiesz?

Kobiecość powinna być obiektem pobudzającym. Wszystkie te drobne elementy od zachowania, rytuałów, poprzez detale naszych ciał, sposobu ubierania się powinny być fetyszem. Składam ogromny hołd prawdziwej kobiecości i jej miejscu w społeczeństwie, nie kanonom narzucanym przez popkulturę.

Co wpłynęło na Twoją estetykę? 

Na pewno czasy girl power z lat 90. Wychowałam się na muzyce R&B i kobiecych raperkach z tamtych czasów. Twórczość Dawida Lachapella, jego zabawa w inscenizacje i otwartość seksualna. Fascynuje mnie kobieca siła w swoim pełnym spectrum. Od Złotej Ery Hollywood, poprzez wojowniczki, amazonki, intelektualistki…

A gdzie w Twoim świecie miejsce dla mężczyzn? 

Mężczyźni są nam bardzo potrzebni. Odbierają bodźce i bez nich gra byłaby niepełna. Na moim fanpage’u jest wielu panów którzy hołdują estetyce marki i lubią, gdy ich kobiety są pewne swojej wartości i wszystkich walorów. Biżuteria Ila.Mak jest dla mnie synonimem siły i wyzwolenia. Zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn. Ci silni, pełni szacunku dla kobiecości  nie mają problemu z kobiecym seksapilem. Gloryfikują go, bo karmi ich zmysły. Budowanie uwielbienia i celebracji kobiecości to jedno z założeń mojej marki.

Czy w takim razie mężczyźni też coś u Ciebie zamawiają?

Tak, oczywiście. Robię uprzęże, które pasują do białych męskich koszul, naśladując przy tym kamizelki. Panowie czasami robią też zakupy dla swoich kobiet.

Zana Bayne, która zasłynęła skórzanymi akcesoriami jest uwielbiana zagranicą. Jej projekty noszą największe gwiazdy, w tym chociażby Beyonce czy Debbie Harry. A kogo Ty chciałabyś zobaczyć w swoich projektach?

Ostatnio moje skórki nosiła Natalia Nykiel – to jest świetne, bo tworzy bardzo oryginalny styl i jestem dumna z tego, że spodobał się jej mój projekt. Maffashion również nosiła uprząż, a ona też jest dla mnie symbolem girl power. Osiągnęła ogromny sukces i robi to, co kocha.Tak serio to każda z kobiet, która założyła projekty Ila.Mak jest dla mnie ważna i inspirująca.

Zbliżają się walentynki. Chciałabyś przekazać coś zarówno zakochanym, jak i singielkom?

Dbajcie o siebie, rozpieszczajcie się i pozwólcie, by mężczyźni wznosili Was na piedestał. Każda z nas jest warta wszystkiego co najlepsze. Bądźcie pewne siebie i bierzcie z życia tylko dobro. Pielęgnujcie w sobie kobiecość, bo to jest niesamowita siła.

PODZIEL SIĘ